Biznes na rencie

Biznes na rencie

Dodano:   /  Zmieniono: 
Jak polscy przedsiębiorcy zarabiają na niepełnosprawnych
- Polskie firmy coraz częściej zatrudniają niepełnosprawnych: wymusza to zagraniczna konkurencja, która dysponuje funduszami znacznie przekraczającymi możliwości rodzimych przedsiębiorstw - przyznaje Paweł Ołóbek, wiceprezes warszawskiej firmy Agroleasing, zatrudniającej inwalidów. Tworzenie zakładów pracy chronionej stało się jedną z bardziej opłacalnych form unikania zobowiązań podatkowych. Osoba zatrudniająca niepełnosprawnych - czyli de facto rencistów, których jest obecnie w Polsce ponad 4 mln - może korzystać nie tylko z ulgi w podatku dochodowym, ale także w podatku VAT, zredukować opłaty na rzecz ZUS, a nawet liczyć na zwolnienie od podatku gruntowego czy podatku od nieruchomości. Nic dziwnego, że w ciągu ostatnich pięciu lat liczba zakładów pracy chronionej wzrosła sześciokrotnie.

- W ponad 3 tys. firm mających status zakładów pracy chronionej zatrudnionych jest 170 tys. osób niepełnosprawnych. Na tzw. otwartym rynku pracy - prawie 700 tys. Nie wszyscy renciści przyznają się do tego, że są gdzieś zatrudnieni, liczba pracujących może więc być dużo wyższa - twierdzi Janusz Gałęziak, pełnomocnik rządu ds. osób niepełnosprawnych. - Z ulg i preferencji przysługujących zakładom pracy chronionej korzystają wyłącznie ich właściciele. W zamian zobowiązani są oni do stworzenia inwalidom odpowiednich warunków pracy i rehabilitacji. Do urzędu wpływa jednak wiele skarg na złe traktowanie czy nieodpowiednie warunki pracy. Zdarzają się wypadki fikcyjnego zatrudniania inwalidów, kiedy płaci im się jedynie za to, że siedzą w domu.
O status zakładów pracy chronionej starają się dziś firmy niemal ze wszystkich branż - począwszy od producentów szczotek, a skończywszy na firmach ochroniarskich. Zakłady pracy chronionej powstały w miejsce spółdzielni inwalidów (likwidowanych na początku lat 90.), które nie tylko nie sprostały wymaganiom gospodarki rynkowej, ale stanowiły także swego rodzaju getta dla niepełnosprawnych, uniemożliwiając im integrację z resztą społeczeństwa. Inwalidzi pracowali wolniej, bez nowoczesnych maszyn, a wytwarzane przez nich towary były tak drogie, że z trudem znajdowały nabywców. Nowe zakłady z założenia miały godzić interesy pracodawców (obniżenie kosztów pracy, nowe źródła finansowania) z potrzebami niepełnosprawnych (praca traktowana nie tylko jako źródło utrzymania, ale i forma terapii oraz sposób na odnalezienie się w lokalnych społecznościach). Wkrótce jednak wyszło na jaw, że rehabilitacja bywa fikcją, a pracodawcy, mimo legalnych możliwości obniżania kosztów działalności gospodarczej, szukają - naginając prawo - dodatkowych sposobów ekonomicznego wykorzystania rencistów. Potwierdzają to kontrole urzędów skarbowych, wykrywające nieprawidłowości w co drugiej firmie zatrudniającej niepełnosprawnych.
Nagminne jest występowanie o zwrot podatku VAT. Ulgi z tego tytułu kosztują podatników ponad 600 mln zł rocznie. Bud- żet państwa płaci dwukrotnie: zakłady pracy chronionej nie odprowadzają VAT, za to kooperujące z nimi firmy odpisują sobie tę sumę od własnych kosztów. Dzięki powiązaniom kapitałowym czy personalnym "przepuszcza się" towary przez zakład, sztucznie zawyżając wartość transakcji. Zdarza się, że niektóre zakłady wystawiają faktury z wysoką ceną netto, a więc i sporym podatkiem, którego nie muszą odprowadzać. Firma, która kupiła towar od takiego zakładu, eksportuje go i domaga się zwrotu VAT. Otrzymuje pieniądze, po czym znika lub ogłasza upadłość, a wyłudzonych w ten sposób sum nie sposób odzyskać. Dzięki jednej tylko transakcji tego rodzaju, zawartej kilka lat temu w Bydgoszczy, wyłudzono ze skarbu państwa milion złotych. Podobnie było we Wrocławiu, gdzie po dwóch latach śledztwa prokuratura skierowała akt oskarżenia przeciwko 27 oszustom. Z trzech urzędów wyłudzili oni 660 tys. zł.

Zgodnie z ustawą o niepełnosprawnych zakłady pracy chronionej nie płacą również podatku dochodowego, a zaoszczędzone w ten sposób pieniądze traktowane są jako zysk netto. 10 proc. tej sumy trafia do Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych (choć często firmy nie płacą nic), a 90 proc. - do zakładowego funduszu rehabilitacyjnego. Z samej swej istoty winien on służyć inwalidom; kontrole skarbowe stwierdzają jednak, że "fundusz rehabilitacyjny" zasila po prostu kasę firmy i pokrywa się z niego bieżące wydatki przedsiębiorstwa. Nie należą też do rzadkości sytuacje, w których pieniądze na rehabilitację niepełnosprawnych przeznaczane są na przykład na egzotyczne podróże pracodawców. Zdarza się także, że właściciele zakładów pracy chronionej nie tworzą ani jednego miejsca pracy dla inwalidów. Niepełnosprawni figurują jedynie na listach płac, symboliczną pensję zaś (średnie wynagrodzenie niepełnosprawnego to 686 zł) dowozi im się do domu.
"Głowa" każdego zatrudnionego - choćby fikcyjnie - inwalidy jest dziś w cenie. W jednym z miast południowej Polski pracownik urzędu wojewódzkiego brał 500 zł łapówki za "znalezienie" inwalidy gotowego się zatrudnić w firmie, która chciała uzyskać status zakładu pracy chronionej. Uprawianie tego rodzaju fikcji ograniczają nieco obowiązujące od dwóch lat zasady orzekania o stopniu niepełnosprawności. Nie eliminują one jednak z rynku wcześniejszych, "wirtualnych" niepełnosprawnych - tym cenniejszych dla pracodawcy, że nie wymagających opieki.
Firmy zatrudniające inwalidów nadużywają też innych przywilejów, takich jak możliwość uzyskania pomocy przy spłacaniu kredytów. W wypadku pożyczki przeznaczonej na cele inwestycyjne czy też modernizację zakładu można się ubiegać o umorzenie nawet połowy jej wartości. W tej sytuacji banki same szukają klientów wśród właścicieli zakładów pracy chronionej. Bywa jednak, że zakupiony na kredyt sprzęt wędruje do spółek kapitałowo lub personalnie powiązanych z zakładem pracy chronionej, faktury zaś dokumentują na przykład zakup komputerów dla osób, które z racji swojego kalectwa nie są w stanie ich obsługiwać.


Status zakładu pracy chronionej uzyskuje firma zatrudniająca co najmniej 20 osób. Niepełnosprawni powinni stanowić minimum 40 proc. pracowników, z czego 10 proc. winno być inwalidami I lub II grupy. Obowiązkiem pracodawcy jest zapewnienie niepełnosprawnym 35-godzinnego tygodnia pracy, dodatkowych płatnych urlopów i przerw na gimnastykę. W zamian przedsiębiorca zyskuje sporo przywilejów: pięcioprocentową składkę ZUS, zwolnienie z odprowadzania VAT, podatku dochodowego czy wpłat na fundusz pracy. Nowe zakłady mogą też liczyć na nisko oprocentowane kredyty ze środków PFRON. Decyzję o przyznaniu statusu zakładu pracy chronionej podejmuje pełnomocnik rządu do spraw osób niepełnosprawnych. Jest ona ważna trzy lata.

Na stworzenie jednego miejsca pracy dla inwalidy właściciel firmy może dostać sumę równą trzydziestokrotności średniego miesięcznego wynagrodzenia, a przez 18 miesięcy także zwrot wypłacanej mu pensji i składek na ubezpieczenie. W zamian powinien zatrudniać niepełnosprawnego co najmniej przez trzy lata. Chociaż pracodawcy przyznają, że zatrudnianie inwalidów znacznie przyczynia się do rozkwitu ich firm, to jednak podkreślają, że najwięcej korzyści z faktu istnienia zakładów pracy chronionej czerpią nie oni sami, lecz Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych, odpowiedzialny za przekazywanie odpowiednich środków z budżetu państwa.
Tymczasem od chwili powstania w 1991 r. PFRON funkcjonował w atmosferze skandalu i zwykł dopłacać do swych wysoce kontrowersyjnych interesów. Dość powiedzieć, że w 1995 r. prokuratury w całym kraju prowadziły 99 postępowań o wyłudzenie pieniędzy z funduszu - łącznie prawie pół biliona starych złotych. Brak precyzyjnych przepisów regulujących gospodarowanie pieniędzmi i pozostawienie kasy instytucji niemal pod wyłączną kontrolą jednej osoby - prezesa lub wiceprezesa - sprawiły, że niegospodarność i nadużycia finansowe zmusiły do odejścia sześciu kolejnych szefów PFRON; żaden z nich nie odpowiadał przy tym na forum sejmowym za realizację budżetu, jaki zaplanował, żaden nie doczekał się kontroli swojej działalności.
Środki PFRON w nikłym stopniu wykorzystywano na pomoc dla inwalidów, a jeżeli nawet, to i w tej sferze panował gigantyczny bałagan. Aż do kwietnia 1997 r. biuro funduszu nie rejestrowało wpłat od zakładów pracy chronionej, wpisywano jedynie kwoty deklarowane, nie zaś faktycznie uiszczane. W 1996 r. (gdy PFRON dysponował - bagatela! - 10 bln starych złotych pochodzących z kieszeni podatników) poseł Stanisław Wiśniewski złożył do prokuratury doniesienie o popełnieniu przestępstwa przez wszystkie zarządy funduszu. Kolejny, powołany w 1997 r. prezes PFRON zapowiedział rewolucyjne zmiany, m.in. przekazanie sporej części kompetencji i władzy centrali oddziałom terenowym.
Widoczne gołym okiem ogromne marnotrawstwo i nadużycia finansowe skłoniły ostatecznie Ministerstwo Finansów do wprowadzenia zmian w systemie pomocy niepełnosprawnym. W myśl ministerialnego projektu dotychczasowe ulgi dla firm miałyby zostać zastąpione dotacjami dla każdego zatrudnionego inwalidy w wysokości 378 zł miesięcznie. Pomogłoby to ukrócić nieuczciwe praktyki i przybliżyłoby nas do standardów Unii Europejskiej. Pracodawcy nie zgadzają się jednak na proponowane rozwiązanie, argumentując, że dotychczasowe ulgi stymulują wzrost przychodów firm i w konsekwencji wydatnie poprawiają sytuację materialną dziesiątków tysięcy inwalidów. - Nie można porównywać sytuacji niepełnosprawnych w Polsce i na Zachodzie. U nas 60 proc. niepełnosprawnych ma wykształcenie podstawowe i zawodowe. W szkołach specjalnych można zdobyć zawód szwaczki, frezera czy kucharza, co nie odpowiada przecież wymaganiom rynku pracy - przekonuje Narcyz Janas, przewodniczący Polskiej Organizacji Pracodawców Osób Niepełnosprawnych.
Tymczasem wciąż niewiele się robi, aby stworzyć niepełnosprawnym możliwość zatrudniania się poza zakładami pracy chronionej. Ustawa z 1997 r. o rehabilitacji zawodowej i społecznej oraz zatrudnianiu osób niepełnosprawnych traktuje tych ostatnich wręcz przedmiotowo. "Mimo bardzo długiego okresu prac nowelizacyjnych nad powszechnie krytykowaną ustawą z 1991 r., zmiany mają charakter raczej kosmetyczny. Nie tworzą one nowych jakości w procesie rehabilitacji, a nawet go utrudniają" - napisano w oświadczeniu Fundacji Pomocy Matematykom i Informatykom Niesprawnym Ruchowo. Nic dziwnego, że w tej sytuacji niepełnosprawni - stanowiący 15 proc. naszego społeczeństwa - uważają, iż pomoc mogą uzyskać jedynie od organizacji, którą sami założą.
Więcej możesz przeczytać w 10/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0