Wirtualny byk

Wirtualny byk

Dodano:   /  Zmieniono: 
O tym, ile jest warte słowo "Internet", przekonała się zarówno "wielka czwórka" polskiej informatyki (Optimus, ComputerLand, Prokom i Softbank), jak i kilka spółek pozornie nie związanych z Internetem
- Następnego dnia po zapowiedzi sprzedaży wędlin i kiełbas w Internecie kurs Morlin wzrósł o 6 proc. - opowiada jeden z maklerów. Kurs maleńkiej spółki Ariel (producenta obuwia) wzrósł o 140 proc., gdy ogłoszono, że właściciel firmy kupił 100 proc. udziałów w internetowej spółce Zigzag. Kurs akcji Szeptela, mającego ambicje zostać największym niezależnym dostawcą Internetu, w ciągu sześciu dni wzrósł o 122 proc. Internetowe plany Howella (spółki developerskiej) sprawiły, że akcje spółki podrożały w ciągu kilku dni o kilkadziesiąt procent.



Miłość do Internetu w krótkim czasie wywindowała kursy wszystkich spółek branży teleinformatycznej na niewyobrażalny wcześniej pułap. Kurs akcji ComArchu od ich giełdowego debiutu (maj 1999 r.) wzrósł o 230 proc., a Optimus jest dziś wart ponad trzy razy więcej niż rok temu. Gwałtowna zwyżka notowań firm teleinformatycznych musiała przesądzić o silnym wzroście wszystkich giełdowych indeksów. Mylne jest jednak stwierdzenie, że euforia, która zagościła na GPW, zrodziła się zaledwie kilka tygodni temu. Największa kumulacja wzrostów rzeczywiście zbiegła się z przełomem lat 1999-2000, ale hossa rozpoczęła się znacznie wcześniej - 9 października 1998 r., kiedy WIG spadł do 10470 punktów. W ciągu szesnastu miesięcy indeks zyskał ponad 100 proc., osiągając 4 lutego 2000 r. nowe maksimum: 21 224 punktów.
- Giełda weszła w fazę długofalowego wzrostu - mówi Waldemar Gębuś, dyrektor Departamentu Zarządzania Aktywami OFE Dom. - Przyczyny wzrostów są trwałe i mają silne podstawy - dodaje Michał Kopiczyński, wiceprezes PTE Pioneer, odpowiedzialny za zarządzanie aktywami funduszu. OFE Dom i OFE Pioneer należą do najbardziej agresywnych funduszy - pod koniec stycznia 2000 r. ponad 45 proc. ich portfeli stanowiły akcje i jednostki NFI. Z kolei OFE Allianz udowadnia, że nie trzeba lokować prawie połowy aktywów w akcje, by osiągać dobre wyniki. Fundusz w styczniu zanotował drugą pod względem wielkości wzrostu stopę zwrotu z inwestycji, mimo że zaledwie 18,4 proc. składek członków funduszu lokowano w akcje. - Średni fundusz może reagować bardziej elastycznie na zmieniającą się koniunkturę - tłumaczy Paweł Wojciechowski, prezes PTE Allianz.
Optymizm inwestorów wynika przede wszystkim z faktu, że giełda jest wiernym odbiciem kondycji gospodarki. - Osiągnęliśmy zupełnie inny poziom rozwoju gospodarczego. Znacznie lepsze dane makroekonomiczne (przede wszystkim stabilny wzrost PKB) i dobre wyniki spółek sprawiają, że jest to dużo bardziej wartościowy rekord niż ten "żywiołowy" z 1994 r. - ocenia Justyn Konieczny, dyrektor WBK SA ds. bankowości inwestycyjnej. Pamiętajmy także, że w 1994 r. na giełdzie notowane były akcje 23 spółek, a dziś jest ich ponad 220. Analitycy podkreślają, że Polska jest coraz atrakcyjniejszym miejscem do inwestowania. - Z racji dystansu, jaki dzieli naszą gospodarkę od krajów rozwiniętych, polska gospodarka będzie rozwijała się szybciej niż światowa. Sprzyja więc długoterminowym, stabilnym inwestycjom portfelowym - mówi Michał Kopiczyński. - Paradoksalnie, niepewna sytuacja na Wall Street jest korzystna dla warszawskiej giełdy. Zagraniczni inwestorzy, kuszeni perspektywą wysokich zysków, coraz więcej środków inwestują w Warszawie - dodaje Marcin Sadlej, analityk z CDM Pekao SA.
Gwałtowne załamanie na giełdzie nowojorskiej mogłoby zagrozić wzrostowemu trendowi na GPW. Niepewność na Wall Street powodowana jest przede wszystkim silną presją inflacyjną, która może się przyczynić do kolejnych podwyżek stóp procentowych. W ostatnich miesiącach warszawska giełda była jednak zadziwiająco odporna na negatywne sygnały zza oceanu. Tę korzystną stabilizację zawdzięczamy przede wszystkim funduszom emerytalnym, które zainwestowały już na warszawskim parkiecie ponad 900 mln zł. Z szacunków PTE Dom wynika, że w 2000 r. wpłynie do funduszy ok. 10 mld zł (nie licząc zaległych składek). Jeśli 30 proc. tej kwoty trafi na giełdę, długoterminowi inwestorzy (a więc najbardziej pożądani z punktu widzenia gospodarki) zasilą ją 3 mld zł. - Wysokie zaangażowanie OFE w akcje wynika z poprawiającej się sytuacji makroekonomicznej. Obecna dynamiczna zwyżka odzwierciedla po prostu zaskoczenie, z jakim inwestorzy przyjęli poprawę kondycji gospodarki i przedsiębiorstw - tłumaczy Kopiczyński. Przełamanie bariery 25 tys. punktów na pewno nie nastąpi ani dziś, ani za tydzień. Datą najczęściej pojawiającą się w prognozach analityków jest połowa roku. Największym powodem do zmartwienia jest fakt, że o wzrostach indeksów przesądził w zasadzie jeden sektor - teleinformatyka. Tradycyjne motory wzrostu, na przykład banki czy telekomunikacja, w ostatnich miesiącach relatywnie (w stosunku do WIG) traciły na wartości. Istnieje ryzyko, że gdy wyczerpie się potencjał wzrostowy spółek teleinformatycznych, żaden z pozostałych sektorów nie będzie lokomotywą hossy. Waldemar Gębuś oponuje: - Immanentną cechą każdej hossy jest to, że jej liderzy się zmieniają, gdy inwestorzy znajdą branżę, która na tle rynku wydaje się niedoszacowana. Za taką branżę uważam na przykład sektor produkcyjny, który po kryzysie rosyjskim zaczyna wreszcie wychodzić na prostą.
Paradoksalnie, niepewność co do najbliższej przyszłości sprzyja dalszym wzrostom. - Dopóki inwestorzy, kupując akcje, będą się wspinać po "ścianie strachu", dopóty ceny akcji będą rosły. Chwila, gdy wszyscy nabędą pewności co do nieuchronności hossy, będzie początkiem jej końca - konstatuje Piotr Kuczyński, inwestor i internetowy komentator giełdowy.

Więcej możesz przeczytać w 8/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0