MENU

Dodano:   /  Zmieniono: 
płyta

Myslowitz to konsekwentny zespół, który może się pochwalić oryginalnym brzmieniem. Ich czwarty album "Miłość w czasach popkultury" to pean na cześć beznadziejności szarego życia wrażliwej jednostki. Wprawdzie irytować może płaczliwy głos Artura Rojka, w pamięci pozostaje jednak kilka starannie zaaranżowanych piosenek. Gitarowy rock zespołu to fascynacja britpopem i U2. "My", "Noc" czy "Długość dźwięku samotności" potwierdzają klasę grupy, która ani nie bawi, ani nie naucza, ale wprawia w stan melancholijnej depresji z odrobiną nadziei na przyszłość.

Roman Rogowiecki


Wydarzenia: Polska

Na wystawie "Józef Mehoffer. Opus magnum" w Muzeum Narodowym w Krakowie do 24 kwietnia prezentowane są projekty witraży i polichromie tego młodopolskiego artysty, przyjaciela Stanisława Wyspiańskiego i ucznia Jana Matejki. Wśród ponad 150 eksponatów wyróżniają się projekty witraży wykonane do katedry pod wezwaniem św. Mikołaja w szwajcarskim Fryburgu. Z 21 prac na wystawę wybrano szesnaście o długości od siedmiu do dwunastu metrów, w tym repliki "Apostołowie" i "Męczennicy". To "Apostołom" zawdzięcza Mehoffer zlecenie wykonania witraży do wszystkich okien fryburskiej katedry. Gdy w 1895 r. ogłoszono konkurs na wykonanie projektu, spośród 47 nadesłanych propozycji wybrano właśnie "Apostołów" dwudziestopięcioletniego wówczas Mehoffera. Prawie 40 lat pracował nad monumentalnym dziełem, które okazało się jednym ze wspanialszych osiągnięć światowej secesji. Wystawa ta jest częścią tryptyku "Opus magnum", przygotowanego w ramach Festiwalu Kraków 2000 (w maju zaprezentowane zostaną dzieła Stanisława Wyspiańskiego, a na przyszły rok zaplanowano wystawę prac Jana Matejki).

Jarosław Knap


Rzeźby dwóch znakomitych polskich artystów - zmarłego przed ponad dziesięciu laty Alfonsa Karnego i obecnego rektora stołecznej Akademii Sztuk Pięknych Adama Myjaka - prezentuje warszawska galeria Teatru Wielkiego Przy Operze (wystawę można oglądać do końca czerwca). Alfons Karny z granitu, marmuru, brązu i ceramiki wydobywał podobizny osób najwybitniejszych i anonimowych. "Jego rzeźby dlatego tylko, że niezdolne wydać głosu, nigdy nie wypowiedziały, nie ujawniły goryczy swej samotności. Ofiarowana ongiś przez artystę Narodowej Operze świetna kolekcja portretów rzeźbiarskich wybitnych postaci polskiej i światowej kultury latami trwała w zapomnieniu, ale ich samotność wreszcie się kończy. Po latach znalazły należne im miejsce, by człowiek ich pieśni wysłuchał" - stwierdza Waldemar Dąbrowski, dyrektor naczelny Teatru Wielkiego-Opery Narodowej w Warszawie. Na wystawie zobaczyć więc można wizerunki muzyków, malarzy i literatów: Ignacego Paderewskiego, Tadeusza Boya-Żeleńskiego, Ernesta Hemingwaya. Są też Henri de Toulouse-Lautrec, Vincent van Gogh i Aleksander Gierymski. "To mój mały, prywatny hołd składany ludziom wielkim lub fascynującym, obok których udało mi się przejść, postać lub dłużej pożyć. Robiłem więc ich portrety albo głowy. Portret wiadomo, czym jest. Głową nazywam własną kompozycję na temat wybranej osoby, oglądanej chwilę, widzianej z daleka lub znanej tylko z fotografii" - tak mówił artysta dwadzieścia lat przed śmiercią. Natomiast Adam Myjak, który między innymi wykreował w Międzyzdrojach Aleję Gwiazd dedykowaną polskim aktorom, na wystawę w galerii Przy Operze wybrał prace sztandarowe. To zarówno przegląd jego dokonał, jak i ilustracja twórczej ewolucji artysty. Najstarsze rzeźby pochodzą z lat 70., najnowsze - sprzed kilku lat. Przedstawiają torsy, głowy i figury. To przede wszystkim reprezentanci cyklów "Sen" i "Maski". Artysta nie portretuje nikogo konkretnego. Pokazuje jedynie człowieka z jego słabościami, zmaganiami, egzystencjalnymi wątpliwościami. Przedstawienia te, wykonane w brązie, gipsie i marmurze, często deformuje, czyni je dynamicznymi i poruszonymi. "Nie boi się złotych gładzi, bieli istniejącej nie jako biaława patyna, ale pełnej bieli, nie cofa się przed pastelowymi tonami kładzionymi jak przydymienia na ogrom ciężkiej bryły" - zauważa Danuta Wróblewska, komisarz wystawy. Twórczość Adama Myjaka to sztuka myśląca. Wyrazem tego są pełne napięcia i energii wyrastające prosto z podłogi rzeźbione głowy, które są refleksją nad ludzką pychą, a jednocześnie świadectwem wiary w sens istnienia. "Kompozycje opuszczające pracownię Myjaka nie kryją pod pięknie szlifowaną formą swoich powierzchni dramatycznych pytań" - twierdzi Danuta Wróblewska. Bezsilność, cierpienie, upadek oraz nieustanne dążenie do lotu wzwyż - taki jest człowiek według Myjaka.

Sylwia Żołnacz
Więcej możesz przeczytać w 8/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0