Lekcja mównienia

Lekcja mównienia

Dodano:   /  Zmieniono: 3
Czy nowe urządzenie pozwoli pokonać jąkanie?

Naukowcy z Politechniki Gdańskiej i kanadyjskiego Uniwersytetu Dalhousie w Halifaksie skonstruowali nowy cyfrowy korektor mowy dla jąkających się. W odróżnieniu od starszych urządzeń umożliwia on jeszcze większą poprawę płynności wymowy. Aparat jest niewielki i ma własne źródło zasilania. Może być zatem wykorzystywany nie tylko w gabinetach logopedycznych i w domu, ale również we wszystkich kłopotliwych sytuacjach, choćby podczas publicznych wystąpień. Korektor jest obecnie testowany i udoskonalany w Instytucie Fizjologii i Patologii Słuchu w Warszawie.


- Jąkanie to zaburzenie płynności wypowiedzi wywołane skurczami mięśni biorących udział w mówieniu, na przykład mięśni oddechowych, krtani, warg, języka. Według szacunkowych danych, tego typu kłopoty ma 10-15 proc. dzieci w wieku od dwóch do siedmiu lat (u chłopców występują one cztery razy częściej niż u dziewczynek). W okresie dojrzewania wada się cofa. Ocenia się, że problemy z płynnym mówieniem ma ok. 1 proc. dorosłych. Korektory mowy nawet kilkunastokrotnie zwiększają skuteczność terapii logopedycznych - mówi prof. Henryk Skarżyński, konsultant krajowy w dziedzinie audiologii i foniatrii, dyrektor Instytutu Fizjologii i Patologii Słuchu w Warszawie.
Pierwsze aparaty umożliwiające płynne wypowiadanie się skonstruowano już w latach 50. Zastosowano w nich słuchowe sprzężenie zwrotne z opóźnieniem sygnału, czyli tzw. echo. Przykładem takiego urządzenia może być echokorektor zaprojektowany przez prof. Bogdana Adamczyka, kierownika Zakładu Fizyki Stosowanej Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. - Na początku był to zwykły magnetofon szpulowy, który rejestrował dźwięki i po jednej dziesiątej sekundy je odtwarzał. Po wielu modyfikacjach przygotowałem ze współpracownikami sprzęt zapisujący i odtwarzający dźwięki elektronicznie. Osoba jąkająca się wypowiada się w sposób zsynchronizowany z własnym echem, co daje efekt tzw. chóralnej mowy. Urządzenie ma działanie psychologiczne. Pacjent nie jest osamotniony w kłopotliwej dla niego sytuacji, słyszy bowiem własne echo. Zmniejsza to jego lęk przed mówieniem - wyjaśnia prof. Bogdan Adamczyk. Wielu badanych korzystających z echokorektora nie popełniało błędów w trakcie czytania. U części z nich nastąpiła jednak znaczna zmiana prędkości mówienia. Zbyt długie stosowanie aparatu może się również przyczynić do utrwalenia negatywnych cech wymowy.
- Urządzenie opracowane przez polskich i kanadyjskich naukowców nie wykorzystuje efektu echa. Dzięki tzw. transpozycji widmowej głosu bardzo silnie zmienia jego barwę. Osoby korzystające z urządzenia zyskują większą pewność siebie, a rytm ich mowy się uspokaja. Podczas testów przeprowadzonych w Instytucie Fizjologii i Patologii Słuchu w Warszawie wszyscy badani mówili z naturalną intonacją. Tempo czytania też było normalne - mówi prof. Henryk Skarżyński.
Do tej pory korektory mowy były zasilane z sieci, a więc przydatne w terapiach prowadzonych w gabinetach logopedycznych lub w domu pacjenta. Dr Marek Roland-Mieszkowski z Uniwersytetu Dalhousie w Halifaksie wpadł na pomysł unowocześnienia i zminiaturyzowania aparatu, by osoba jąkająca się mogła go mieć zawsze przy sobie. Razem z prof. Andrzejem Czyżewskim, kierownikiem Katedry Inżynierii Dźwięku w Politechnice Gdańskiej, opracował urządzenie przypominające walkman z mikrofonem. Jest ono wyposażone w słuchawki doprowadzające sygnał bezpośrednio do kanału słuchowego. Pierwszą serię korektorów testowano w Kanadzie, potem je nieco zmodyfikowano. Ostateczna wersja aparatu jest sprawdzana przez prof. Henryka Skarżyńskiego w Instytucie Fizjologii i Patologii Słuchu w Warszawie. - Dzięki cyfrowej technologii przetwarzania mowy urządzenie rejestruje tylko głos mówiącego, bez dźwięków zewnętrznych. Jego miniaturyzacja stała się możliwa dzięki zastosowaniu procesora sygnałowego o bardzo małym poborze mocy. Planujemy dalsze zmniejszanie rozmiarów aparatu, aby był niewidoczny dla otoczenia, na przykład dyskretnie ukryty za uchem - mówi prof. Andrzej Czyżewski, kierujący także Zakładem Naukowo-Wdrożeniowym Techniki Medycznej i Akustyki w Instytucie Fizjologii i Patologii Słuchu w Warszawie. Idealnym rozwiązaniem byłaby taka technika korygująca jąkanie, która z czasem umożliwiłaby poprawne mówienie bez pomocy urządzenia. Zdaniem prof. Czyżewskiego, żaden korektor bez wsparcia foniatrycznego i logopedycznego nie jest w stanie uwolnić pacjenta od tej wady. Dopiero w połączeniu z innymi metodami leczenia daje szanse powodzenia terapii. Zawsze może on jednak służyć jako proteza mowy. - Osoba jąkająca się powinna codziennie dwadzieścia minut głośno rozmawiać, korzystając z urządzenia. Przećwiczone wypowiedzi należy już bez aparatu powtarzać trzy, pięć razy dziennie. Dzięki korektorowi mowa jest bardziej płynna, co pozwala na przykład na swobodną odpowiedź na lekcji. Pacjent nabiera pewności siebie, zaczyna wierzyć, że pokonanie problemu jest w zasięgu jego możliwości. Skuteczność terapii zależy od motywacji danej osoby - mówi prof. Bogdan Adamczyk.
Około 65 proc. dzieci powyżej czwartego roku życia "wyrasta" z tej wady nawet bez leczenia. Jeśli dziecko dozna jednak jakiegoś szoku, może się ona utrwalić i pogłębić. - Istnieje teoria, że powodem wypowiadania przez dziecko pierwszych głosek jest chęć analizy własnego głosu. Ten mechanizm zostaje wyłączony około czwartego roku życia, gdy dziecko umie już mówić i przestaje się skupiać na swoim głosie. Urazy psychiczne bądź szok emocjonalny ponownie uruchamiają podświadomą analizę własnej mowy, co utrudnia płynne wypowiadanie się, a to z kolei zwiększa jeszcze koncentrację uwagi na sposobie mówienia - tłumaczy prof. Andrzej Czyżewski. Jąkanie może być również uwarunkowane genetycznie.
Wadę tę tłumaczy się też zbyt wysokim poziomem dopaminy w obszarach mózgu odpowiedzialnych za kontrolę mięśni związanych z artykułowaniem dźwięków. Jąkanie często pojawia się, gdy dziecko przeżywa duże napięcie emocjonalne, na przykład rozpoczyna naukę w szkole. Okazywany przez rodziców niepokój czy dezaprobata rówieśników wywołują tzw. logofobię, czyli lęk przed mówieniem. Dziecko unika sytuacji, w których trzeba się wypowiadać. W terapii ważna jest wtedy zmiana postawy rodziców. Uczy się ich, by nie zwracali się do dziecka zbyt szybko, nie przerywali mu, łagodzili napięcie emocjonalne, nie krytykowali go i nie pomagali mu w mówieniu, na przykład kończąc za nie zdanie. Dzięki wykonywanym z terapeutą odpowiednim ćwiczeniom można zmniejszyć lęk dziecka przed mówieniem i poprawić jego płynność mowy. - Choć jąkanie jest dokuczliwe i może komplikować życie, tylko jedna osoba na dziesięciu dorosłych borykających się z tą wadą od dzieciństwa ma dostateczną motywację, by rozpocząć leczenie. Przy dużej chęci do wyeliminowania tej wady wystarczy półroczna terapia. Spora grupa osób mających kłopoty z płynnym mówieniem po pewnym czasie utożsamia się ze swoją wadą. Chcą być akceptowani mimo to, tym bardziej że w zależności od sytuacji (napięcia emocjonalnego mówiącego czy znajomości poruszanego tematu) jąkanie nasila się lub zanika. Wada słabnie lub zanika przy mowie powolnej, monotonnej, rytmicznej, przy zmianie wysokości głosu lub mówieniu w chórze, podczas szeptu, śpiewu, recytacji albo posługiwania się obcym językiem o innych zasadach akcentowania - wyjaśnia prof. Czyżewski. W wypadku dorosłych podejmuje się próby leczenia środkami zmniejszającymi poziom dopaminy w mózgu. Ich skuteczność ocenia się na 25-60 proc., ale terapii tej towarzyszy wiele przeciwwskazań, a leki wywołują niepożądane skutki uboczne.
U dorosłych jąkanie najczęściej pojawia się w wyniku uszkodzenia mózgu: udarów (70-80 proc. pacjentów), urazów czaszkowo-mózgowych (5-15 proc.) i guzów (5-10 proc.). Specjaliści szacują, że w Stanach Zjednoczonych co roku na tysiąc mieszkańców przybywają cztery osoby z defektami mowy wywołanymi tego typu przyczynami. W dużych miastach Polski liczba ta może być nawet dwa razy większa, między innymi z powodu udarów mózgu będących następstwem nie kontrolowanego podwyższonego ciśnienia krwi. W USA rehabilitacja osób z zaburzeniami mowy powstałymi w wyniku chorób mózgu kosztuje rocznie 300 mln USD. Pacjentom tym nie tylko przywraca się zdolność poprawnego mówienia, ale także poddaje się ich psychoterapii. Wielu z nich bowiem z powodu wady wymowy ma skłonność do załamań nerwowych, popadania w stany lękowe, depresje, co kończy się nawet samobójstwem. W Polsce dostęp do poradni logopedycznych jest ograniczony, choć z drugiej strony - często nie doceniamy potrzeby korzystania z pomocy tej grupy specjalistów.

Więcej możesz przeczytać w 8/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 3