Lord

Dodano:   /  Zmieniono: 
Yehudi Menuhin (1916-1999)
Jeśli zapytać któregoś z wybitnych młodych skrzypków - od Shlomo Mintza po Sarę Chang - o ich muzycznych idoli, wymienią Jaschę Heifetza czy Isaaca Sterna, ale raczej nie Menuhina. Ale to właśnie jego nazwisko stało się w powszechnej świadomości symbolem wirtuozerii.

Dlaczego tak jest? Zapewne dlatego, że z gry Menuhina - choć nie zawsze miała w sobie tyle precyzji, ile gra jego wielkich kolegów - bił ogrom ciepła i wielka radość muzykowania. "Muzyka istnieje po to, aby poprzez nią ludzie kochali się wzajemnie" - to było jego ulubione powiedzenie.
Był cudownym dzieckiem, zresztą z własnej woli. Pod wrażeniem obserwowania orkiestry w teatrze w San Francisco zażądał skrzypiec od rodziców w prezencie na swe czwarte urodziny, wybrał nawet swego nauczyciela, Lauisa Persingera, pierwszego skrzypka teatralnej orkiestry. Otrzymawszy wówczas skrzypce-zabawkę, wpadł w pierwszy w życiu - jak wspominał po latach - atak złości. Rodzice musieli więc szybko naprawić swój błąd i już po dwóch latach mały Yehudi zagrał "Menueta" Paderewskiego na święcie Ymca w San Francisco. Już jako ośmiolatek uczył się poważnych i trudnych koncertów Paganiniego, Czajkowskiego czy Beethovena. Pierwszy pełny recital dał w wieku dziewięciu lat. W 1926 r. pojechał do Paryża, gdzie uczył się u wielkiego skrzypka, kompozytora i dyrygenta rumuńskiego Georgesa Enescu. W roku 1928 wystąpił w Berlinie pod batutą samego Bruno Waltera; wówczas nagrał też swoje pierwsze płyty. W następnych latach koncertował w różnych krajach świata.
W latach rozkwitu swego talentu dał się poznać jako artysta otwarty, naturalny, pełen prostoty i swobody. Grał Bacha, Mozarta, romantyków, ale pasjonowało go również odkrywanie innych muzycznych światów. Zainspirował wiele nowych dzieł: genialna sonata na skrzypce solo, jeden z ostatnich utworów Béli Bartóka (1944 r.), otwarła długą listę utworów skomponowanych specjalnie dla niego. Jednym z nich był także koncert skrzypcowy Andrzeja Panufnika. Wśród muzycznych przyjaciół Menuhina znalazły się największe indywidualności XX w.
Publiczność pamięta przede wszystkim to, że był pierwszym solistą wywodzącym się z formacji euroamerykańskiej, który czynnie zainteresował się kulturą i muzyką Dalekiego Wschodu. W Indiach czuł się jak w domu. Nie tylko zaprzyjaźnił się i muzykował ze słynnym wirtuozem gry na sitarze Ravim Shankarem. Był również adeptem jogi, którą ćwiczył do ostatnich lat życia, zdumiewając wszystkich, gdy w dość podeszłym wieku swobodnie wykonywał pozycję sirsasana (stanie na głowie). Był także jednym z pierwszych "poważnych" muzyków solistów, którzy pokochali jazz - zaprzyjaźnił się i grywał ze słynnym skrzypkiem Stéphane?em Grappellim.
Ten żywy stosunek do kulturowych odmienności łączył Menuhin z wielkim humanizmem i umiłowaniem wolności. Nie dziwi to, gdy zna się historię jego rodziny. Rodzice Menuhina - Żydzi wywodzący się z Rosji - wczesną młodość spędzili jako pionierzy w Palestynie, a w wieku studenckim przenieśli się do Stanów Zjednoczonych. Oboje zostali więc ukształtowani jako wolne, niepodległe natury i cechę tę przekazali swoim dzieciom. Nie żyli przeszłością, nie wprowadzali potomstwa w rytuały przodków, a hebrajski nie był dla nich językiem świętych ksiąg, lecz potocznej rozmowy. Nie mieli krewnych w Europie. Być może dlatego trzydziestoletniemu Yehudiemu łatwiej było po serii koncertów dla aliantów w czasie II wojny światowej zagrać w Berlinie - był pierwszym żydowskim muzykiem, który zdecydował się na to po wojnie (Artur Rubinstein, który stracił część rodziny w getcie łódzkim, nie wystąpił w Niemczech do końca życia). Ten gest wywołał wówczas wiele kontrowersji. Ale Menuhin nigdy nie bał się demonstracji. W 1993 r. na festiwalu w Szlezwiku-Holsztynie (gdzie silna jest nacjonalistyczna prawica) dyrygował orkiestrą Sinfonia Varsovia - w pięćdziesięciolecie powstania w getcie warszawskim zaprezentowano tam prawykonanie utworu "Holocaust Memorial Cantata" Marty Ptaszyńskiej.

Yehudi Menuhin był do końca młodzieńczy, był człowiekiem teraźniejszości i przyszłości

Zresztą historia tego prawykonania również wiele mówi o poglądach wielkiego muzyka. Kantata została skomponowana do poematu prozą "Chant for All the People on Earth" autorstwa amerykańskiego poety Leslie?ego Woolfa Hedleya, nawiązującego do tematu Shoah. Gdy Menuhin podjął się wykonania tego utworu, stwierdził, że to zbyt mało mówić tylko o jednej tragedii - zagładzie Żydów w czasie II wojny światowej. Namówił więc kompozytorkę, by dopisała muzykę do kilku zdań, które sam sformułował: na początku utworu pojawił się więc apel o rozróżnianie dobra i zła, a w części poematu mówiącej o ofiarach - sześciu milionach Żydów - dodał "miliony kułaków, Ormian, Bośniaków, Kurdów, Wietnamczyków, Afrykańczyków".
Menuhin miał temperament społecznika. Dzięki temu stał się twórcą i organizatorem festiwali - najpierw w Wielkiej Brytanii (gdzie osiadł) w Bath, potem w Gstaad (Szwajcaria). Stworzył również własną, słynną dziś szkołę talentów muzycznych w Stoke d?Abernon w brytyjskim hrabstwie Surrey, a także kierował Trinity College of Music w Londynie. Miał wspaniały kontakt z młodymi ludźmi. Zapewne dlatego tak przywiązał się do polskiej orkiestry Sinfonia Varsovia, której był pierwszym gościnnym dyrygentem od chwili jej założenia.
Decydując się na objęcie tej funkcji, wiedział, co robi: Sinfonia Varsovia powstała w roku 1984 jako rozbudowana wersja słynnej już wówczas w Wielkiej Brytanii Polskiej Orkiestry Kameralnej stworzonej przez Jerzego Maksymiuka. "Kiedy po raz pierwszy stanąłem przed tą orkiestrą, zakochałem się w niej" - wyznał kiedyś. Miłość była wzajemna; mimo że ostatnio muzycy już trochę się denerwowali, gdy mistrzowi drżała ręka podczas dyrygowania, zawsze z fascynacją słuchali jego pięknych myśli o muzyce, których nie skąpił im na próbach. Ciepły i przyjazny, przekazywał im - jak mówią - dobre wibracje. Był im bliski jak członek rodziny.
Menuhin, już zajmując się wyłącznie dyrygenturą, odbył ze swym ulubionym zespołem wiele tras artystycznych. Sinfonia Varsovia przez lata odgrywała rolę orkiestry festiwalowej w Gstaad, a na swe osiemdziesiąte urodziny lord Yehudi (w 1993 r. tytuł nadała mu brytyjska królowa) nagrał z nią, a następnie wykonywał w wielu krajach cykl wszystkich symfonii Beethovena. To właśnie z Sinfonią Varsovia przyjechał ostatnio do Berlina, by rozpocząć z nią długie tournée po Niemczech. Nie zdążył...
Jego odejście, choć bolesne dla świata muzyki, nie jest zamknięciem epoki. Menuhin był do końca młodzieńczy, był człowiekiem teraźniejszości i przyszłości. Więcej spraw zapoczątkował niż zakończył. One będą trwać. 

Więcej możesz przeczytać w 12/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0