Status quo ante

Status quo ante

Dodano: 
Wybory przewodniczącego Episkopatu Polski są dla biskupów praktycznie jedyną okazją do zamanifestowania poglądów i politycznych preferencji
Dopiero w tym roku toczyła się też prawdziwa kampania wyborcza, choć jeszcze w dniu wyborów formalnie nie zgłoszono żadnej kandydatury (ostatecznie kandydowali wszyscy biskupi diecezjalni z wyjątkiem Alojzego Orszulika, biskupa ordynariusza diecezji łowickiej). Nie było też jasne, jak należy interpretować uchwalony trzy lata temu statut, ograniczający pełnienie funkcji przewodniczącego do dwóch pięcioletnich kadencji. W kuluarach wymieniano pięciu faworytów i liczono się z niespodziankami, jednak jedynym zaskoczeniem był sukces abp. Józefa Michalika, metropolity przemyskiego, który będzie przez najbliższe pięć lat zastępcą kardynała Józefa Glempa. - Nihil novi, a nawet gorzej - skomentował wyniki wyborów bp Tadeusz Pieronek. - Nihil novi, a nawet lepiej - podsumował zaraz jego słowa inny członek Episkopatu. - Biskup Pieronek będzie mógł nadal szlifować swój dowcip.
- Największym wygranym tych wyborów jest abp Józef Michalik. Jeśli należało się liczyć z jakąś zmianą, to właśnie na stanowisku wiceprzewodniczącego. Arcybiskup Muszyński przegrał, gdyż podczas wyborów zadziałał "syndrom Unii Wolności": ktoś, kto chce pogodzić dwie strony, musi się liczyć z tym, że w końcu straci poparcie i jednej, i drugiej, zyskując najwyżej 15 proc. głosów - mówi jeden ze współpracowników metropolity gnieźnieńskiego. Jedną z przyczyn takiego rezultatu wyborów - porażki Henryka Muszyńskiego i Józefa Życińskiego, czyli kościelnych intelektualistów - mogła też być struktura Episkopatu, w sporej części złożonego z osób, dla których profesor-intelektualista nie jest autorytetem.
Arcybiskupa Michalika wybrano na wiceprzewodniczącego dużą przewagą głosów (60 do 24), co może oznaczać, że w czasach ścierania się "dwóch katolicyzmów" przewagę zyskuje nurt prawicowo-populistyczny. Tadeusz Gocłowski, metropolita gdański, wycofał się w drugiej turze wyborów wiceprzewodniczącego, natomiast abp Życiński, metropolita lubelski (wymieniany początkowo nawet jako jeden z kandydatów na stanowisko przewodniczącego) nie kandydował w ogóle. Józef Michalik określił siebie jako osobę, która "będzie funkcjonować, gdy przewodniczący będzie w takiej potrzebie".
Kilka lat temu abp Michalik zasłynął wypowiedziami, w których za jedno z głównych zagrożeń dla Kościoła uznał "struktury zła, nad którymi swój parasol myślowy roztoczył nowy libertynizm, martwe myśli i lansowana swawola czynów". Ubolewał też nad "zlaicyzowaniem katolickiego laikatu". Działania i wypowiedzi metropolity przemyskiego wywołują sprzeczne opinie: niektórzy uznają go za zbyt obcesowego i pryncypialnego, inni - za osobę "ciepłą i łatwą we współpracy". Przed wyborami parlamentarnymi w 1993 r. nawoływał wprawdzie, by "Żyd głosował na Żyda, komunista na komunistę, a katolik na katolika", niemniej jednak uważany jest za "człowieka dialogu". Choćby dlatego, że w swojej archidiecezji doprowadził do zażegnania konfliktów między Polakami a Ukraińcami. - W sferze poglądów politycznych abp Michalik jest z pewnością związany z grupami prawicowymi. Kilka lat temu sprzymierzył się wyraźnie z ZChN. Od tego trzeba jednak odróżnić myślenie kategoriami Kościoła: tu Michalik, człowiek soboru watykańskiego, wydaje się dążyć do pojednania. Podejmując taką, a nie inną decyzję, biskupi brali pod uwagę nie programy, ale osobowość i powiązania interpersonalne - wyjaśnia Marcin Przeciszewski, szef Katolickiej Agencji Informacyjnej.
Hierarchowie przypominali, że demokracja w Kościele jest ważna, najważniejsze są jednak jego niezmienne zadania. Sugerowali, by nie ekscytować się zanadto wyborami i dyskusją kościelnych prawników, zastanawiających się, czy prymas Glemp powinien w ogóle kandydować. Biskup Pieronek twierdził, że nie powinien, gdyż nowy statut przygotowano w 1996 r. po to, by coś się mogło w polskim Kościele zmienić.


W polskim Kościele wciąż trudno pogodzić racje hierarchii i demokracji

- To wybór wynikający z tradycji. Rozdzielenie funkcji prymasa i przewodniczącego mogłoby sprawiać wrażenie dwuwładzy - mówi Marcin Przeciszewski. Niektórzy uważają też, że wybór prymasa wynikał z tak prostych przesłanek, jak niechęć pozbawiania go stanowiska pięć lat przed emeryturą czy "obawa przed nieznanym" w roku wizyty papieża. Wpływ na decyzję biskupów być może miała także postawa części hierarchów, próbujących przezwyciężać podziały między nurtem intelektualno-liberalnym (dla którego jest miejsce w Kościele, ale niekoniecznie we władzach Episkopatu) a nurtem konserwatywnym.
W kuluarach biskupi przypominali, że na przykład w Stanach Zjednoczonych wybory na niektóre stanowiska kościelne odbywają się co dwa lata. Dowodzi to, że Kościół, choć z natury hierarchiczny, może zaadaptować pewne procedury demokratyczne i zasadę przejrzystości. Tymczasem w Polsce wciąż trudno pogodzić racje hierarchii i demokracji. - Polski Kościół znajduje się in camino - w marszu. Wybór przewodniczącego i wiceprzewodniczącego Episkopatu Polski jest przedłużeniem programu działania także w wymiarze struktury hierarchicznej. Można mówić o różnych wizjach Kościoła, jednak nie o konfliktach, które stawiałyby pod znakiem zapytania wynik tych wyborów - przekonuje bp Leszek Sławoj Głódź.
Co ciekawe, więcej emocji niż wybór nowego przewodniczącego Episkopatu wzbudził projekt zakazu handlu w niedzielę. - Nie chcemy być restrykcyjni, ale należy przywrócić niedzieli jej sakralny charakter - stwierdził abp Damian Zimoń. Za ważne uznano problemy środowiska naturalnego ("nie możemy popełniać grzechów ekologicznych"), bezrobocia ("preferencyjna opcja na rzecz ubogich i odepchniętych powinna mieć większe odbicie w realiach") oraz wychowania młodzieży i jej dostępu do środowisk duszpasterskich. Biskupi poparli przystąpienie Polski do NATO oraz przeprowadzane w kraju reformy. - Szkoda, że zmiany wprowadza się w Polsce o pięć lat za późno - stwierdził jedynie abp Tadeusz Gocłowski.
Przy obecnym kształcie Episkopatu trudno liczyć na to, by w Kościele w ciągu pięciu najbliższych lat dokonała się rewolucja. Reformatorzy są traktowani z pewną dozą pobłażliwości. O abp. Życińskim mówi się, że na razie musi wystarczyć mu archidiecezja lubelska - z dwoma uniwersytetami, gdzie ma szansę wykorzystania swojej wiedzy i realizowania zasady otwartości intelektualnej. Biskup Pieronek uchodzi natomiast wśród kolegów biskupów za osobę "nazbyt brutalnie dążącą do prawdy".
Za pięć lat sytuacja może się jednak diametralnie zmienić. Już w tym roku nastąpią zmiany w diecezji białostockiej, radomskiej i szczecińsko-kamieńskiej. W 2002 r. prawdopodobnie odejdzie abp Franciszek Macharski, metropolita krakowski (spekuluje się, że to stanowisko może objąć współpracujący od ponad 30 lat z papieżem bp Stanisław Dziwisz). Być może większą rolę zaczną odgrywać "biskupi dialogu", na przykład Stanisław Gądecki, biskup pomocniczy archidiecezji gnieźnieńskiej, działający na rzecz pojednania polsko-żydowskiego. Na razie osoby wiążące katolicyzm z otwarciem na świat muszą raczej szukać pola dla swej działalności poza Episkopatem.

Więcej możesz przeczytać w 12/1999 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0