Los banity

Los banity

Dodano:   /  Zmieniono: 
Czy zbliża się kres terrorystycznej kariery Osamy bin Ladena?
Po aresztowaniu w Sudanie Ilicha Ramireza Carlosa, pseudonim Szakal, niekwestionowanym królem międzynarodowego świata terroru okrzyknięty został saudyjski miliarder, odszczepieniec - Osama bin Laden. Amerykańskie służby wywiadowcze twierdzą, że to on stał za ubiegłorocznymi zamachami bombowymi na ambasady USA w Kenii i Tanzanii. W oczach Saudyjczyka Stany Zjednoczone uchodzą za Imperium Szatana, a Amerykanie to naród przestępców i złodziei. Postawił sobie za cel doprowadzenie do tego, by po amerykańskim mocarstwie "pozostał kiedyś tylko cień". Potem mogłoby powstać światowe Imperium Islamskie.

Poszukiwany listem gończym terrorysta robi wiele, aby Amerykanie nie przestali go tropić. W czerwcu ubiegłego roku utworzył Uniwersalne Przymierze Islamskie. Spotkanie założycielskie organizacji odbyło się pod skrzydłami talibów w Kandaharze, starożytnym mieście afgańskim. Tam pięć lat temu rozpoczął się zwycięski marsz uczniów szkół koranicznych. Podczas spotkania bin Laden nie krył celów swej organizacji. Wymachując Koranem, mówił: "Samą tą księgą nie da się pokonać heretyków. Trzeba im jeszcze pokazać pięść". Te słowa wywołały owację uczestników zgromadzenia. Uniwersalne Przymierze Islamskie ma być instytucjonalną czapą nad formacjami terrorystycznymi, którym nadano miano "Podstawy". Ich korzenie sięgają wojny afgańskiej. Wyznawców Proroka z całego świata połączyło wtedy pragnienie wspólnej, zwycięskiej walki z radzieckim agresorem. Przybywające w latach 80. do okupowanego Afganistanu rzesze muzułmańskich ochotników instalowały się w obozach treningowych afgańskich mudżahedinów. Jednym z nich był właśnie Osama bin Laden. Pieniądze na utrzymanie tych ośrodków łożyły USA, Pakistan i Arabia Saudyjska. Rijad chciał dać Kremlowi nauczkę za najazd i tłumienie religijnych aspiracji milionów muzułmanów. Saudyjczykom chodziło przy tym o skanalizowanie energii fundamentalistów islamskich z dala od własnych granic. Na Bliskim Wschodzie mnożyły się wtedy wrogie Zachodowi radykalne ugrupowania. Zmobilizowanie ich do "świętej wojny" z Rosjanami okazało się dobrym manewrem.
Po wycofaniu wojsk radzieckich w 1989 r. część zagranicznych mudżahedinów pozostała w Afganistanie. Bojownicy ci mają być dziś przekształceni w armię terrorystów "wymierzających sprawiedliwość" Amerykanom. Ukryte w górach, w okolicach Dżalalabadu, Kunaru i Chostu, obozy treningowe zostały rozbudowane. Na pozór wyglądają jak zwyczajne osady. Z zachodnich źródeł wywiadowczych wynika jednak, że są tam prawdziwe arsenały broni. Sam bin Laden, weteran walk z Rosjanami, nigdy nie rozstaje się z kałasznikowem. Paraduje w panterce, demonstrując swą gotowość wyruszenia w każdej chwili na front.
W Arabii Saudyjskiej rodzina Ladenów jest powszechnie znana. Zamożność rodu budować zaczął Mohammed bin Laden już w 1931 r. Przez niemal 70 lat rodzinne imperium finansowe urosło do gigantycznych rozmiarów. Ostatnio firma zajęła się realizacją projektów satelitarnych i telekomunikacyjnych, ale ostoją bogactwa była ropa naftowa i produkcja chemikaliów. Interesy Ladenów wymagały zgodnego współżycia z monarchią. Wyłamał się tylko Osama. Z dworem Fahdów zerwał w 1991 r., kiedy podczas konfliktu z Irakiem saudyjska monarchia opowiedziała się po stronie Zachodu. Osama twierdzi również, że zgoda domu panującego na rozlokowanie amerykańskich baz na ziemi jego przodków jest zdradą. Swą obecnością Amerykanie "plugawią" bowiem święte miejsca islamu. Zdegustowany postawą króla, Osama bin Laden udał się na "dobrowolne wygnanie" do Sudanu.
Przyjęto go z otwartymi ramionami. Sudańska junta zaczęła akurat wprowadzać islamskie porządki i potrzebowała pieniędzy pobożnego fanatyka. Gość uznany został za jednego z głównych inwestorów w ubogim państwie. Dzięki temu cieszył się dużą swobodą. Telewizja brytyjska pokazała niedawno zdjęcia ogrodzonych terenów w Chartumie, należących do bin Ladena. Znajdował się tam kiedyś poligon, na którym organizowano ćwiczenia islamskich ochotników. W 1996 r. bin Laden musiał się przenieść do Afganistanu, pod skrzydła talibów. Sudańczycy niespodziewanie uznali, że dalszy pobyt Saudyjczyka może zagrozić bezpieczeństwu ich państwa.
Lotnictwo Stanów Zjednoczonych zbombardowało w ubiegłym roku domniemaną afgańską siedzibę saudyjskiego terrorysty. Amerykanie zażądali od Kabulu wydania bin Ladena, talibowie jednak wówczas odmówili. Dziś, chcąc poprawić stosunki z Waszyngtonem, są coraz bardziej skłonni do kompromisów i mogą zdecydować się na wydalenie niewygodnego gościa. Na razie bin Ladena pozbawiono telefonów satelitarnych. Talibowie mają nadzieję, że odcięty od kontaktów ze światem, saudyjski milioner sam zdecyduje się na wyjazd. Prawdopodobnie do Bagdadu, gdyż schronienia może mu udzielić już tylko Saddam Husajn.

Więcej możesz przeczytać w 12/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0