Napój młodości

Napój młodości

Dodano:   /  Zmieniono: 
W szkołach, zarówno średnich, jak i podstawowych, ustawiane są dystrybutory napojów dla dzieci
Po wrzuceniu monety nie wypada jednak ani jogurt, ani kartonik soku owocowego, lecz puszka coli. W niej zaś nie tylko "potęga smaku", ale także chemia w najczystszej postaci - zestaw cukrów, konserwantów, kolorantów i kwasów niszczących szkliwo zębów oraz przewód pokarmowy. W czasie żywiołowych debat o granicach przyzwoitości w promocji i reklamie producenci napojów typu cola strzelają do własnej bramki.
Takie napoje należą do najmniej zdrowych - przestrzegają lekarze i żywieniowcy. Zawierają karmel, cukier, kofeinę, kwas ortofosforowy i konserwanty. W organizmie dziecka cola burzy równowagę wapniowo-fosforową. - U dziesięciolatka, który wypije dziennie 0,3 l tego napoju, zablokowana zostaje przyswajalność wapnia i magnezu - przekonywała na łamach "Wprost" prof. Alfreda Graczyk z Pracowni Chemii Wojskowej Akademii Technicznej. - W coli znajdują się fosforany pogłębiające w organizmie dysproporcje między fosforem a wapniem, którego spożywamy zbyt mało. U dzieci i młodzieży pijących ją w nadmiarze może dojść do nieprawidłowego ukształtowania się kości i obniżenia ich gęstości - dodawała dr Urszula Rutkowska z Instytutu Żywności i Żywienia. Cierpią one również z powodu niedoboru magnezu, co objawia się nadpobudliwością psychoruchową, osłabieniem koncentracji i próchnicą (szklanka coli to dwie dodatkowe łyżeczki cukru). Ponadto cola drażni błony śluzowe żołądka, gdyż jest napojem bardzo kwaśnym (2,5-2,8 pH; odczyn dużo zdrowszych napojów owocowych wynosi ok. 3,5 pH).
O tym, czy w szkole może stać dystrybutor, decyduje dyrektor. Przed podjęciem decyzji powinien się porozumieć z radami: pedagogiczną i rodziców. Najczęściej rodzice - podobnie jak kuratorium - dowiadują się jednak o wszystkim post factum. - Sugerujemy szkołom rezygnację z ofert firm produkujących napoje gazowane, chociaż to nie my decydujemy w tej sprawie - mówi Maria Idźkowska z Mazowieckiego Kuratorium Oświaty. Większość kuratoriów zachęca do powrotu do akcji, w ramach której za darmo zapewniano dzieciom ciepłe mleko (zimą) i kompoty (latem). - Także szkolne sklepiki powinny raczej oferować soki naturalne i jogurty niż colę - uważa Idźkowska.


W szkole nie tylko zdobywa się wiedzę.
Dzieci uczą się tam życia i wyrabiają nawyki żywieniowe


Niewielu dyrektorów szkół jest w stanie odeprzeć pokusę podreperowania budżetu kierowanych przez siebie placówek, nawet jeśli istnieją lepsze sposoby, na przykład wynajęcie sali gimnastycznej. - Im później dziecko zacznie pić colę, tym dla niego lepiej. Szkoła to nie tylko miejsce zdobywania wiedzy, lecz także nauka życia, dokonywania wyborów, wyrabiania nawyków, również żywieniowych - mówi Anna Cichomska, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 47 im. J. Nehru w Warszawie. - Dystrybutor był w naszej szkole kością niezgody - protestowali rodzice. Dlatego producent podwyższył temperaturę napojów i zrezygnował z oferowania tych, które zawierają kofeinę - mówi Jan Wiśniewski, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 46 im. S. Starzyńskiego w Warszawie.
Do kontrofensywy przystąpili również producenci soków, których sprzedaż rośnie zdecydowanie szybciej niż napojów typu cola. Producenci promują wartości odżywcze soków, a żywieniowcy przekonują, że soki zawierają dużą ilość łatwo przyswajalnej witaminy C i ß-karotenu. Nie wszyscy wytwórcy soków mogą sobie jednak pozwolić na agresywne kampanie reklamowe (wyjątkiem są Dr Witt, Hortex i Alima Gerber). - Czasami czujemy się jak walczący z wiatrakami. Staramy się więc uświadamiać dzieciom i ich rodzicom, że ważne jest myślenie o zdrowiu. Promujemy nasze produkty na przykład na imprezach sportowych, żeby były kojarzone ze zdrowym stylem życia - mówi Andrzej Wojda, szef firmy Dr Witt. Analizy wykonane na zlecenie jednego z producentów soków wykazały, że butelki z sokami rozbijały się przy wypadaniu z dystrybutora. - Jedynym sposobem jest wytwarzanie soków doskonałych pod względem jakości. Także dlatego młodzież coraz częściej wybiera nasze produkty - mówi Urszula Kłosiewicz z Agros-Holding (soki Fortuna i Tarczyn).
Producenci napojów gazowanych nie boją się konkurencji ze strony wytwórców soków. - Maszyny stoją we wszystkich typach szkół, a dyrektorzy rzadko odmawiają naszym przedstawicielom handlowym. Płacimy za energię elektryczną i dzierżawę miejsca pod dystrybutor - mówi Michał Rosa z Coca-Coli. Firma przyznaje, że już ponad tysiąc dystrybutorów umieściła w szkołach podstawowych i ponadpodstawowych. Kolejnych czterysta stoi na korytarzach szkół wyższych. Koncern PepsiCo przed trzema laty zrezygnował z wstawiania dystrybutorów do placówek oświatowych. Znajduje się tam teraz zaledwie kilka z nich. Napoje oferowane są natomiast ajentom szkolnych sklepików. - Chcemy ułatwiać życie dzieciom i dyrektorom, ale jesteśmy tylko tam, gdzie zostaliśmy zaproszeni - przekonuje Małgorzata Skonieczna z PepsiCo. - Gdy w szkole nie ma napojów, uczniowie wybiegają do najbliższego sklepu. Nic nie jest w stanie ich powstrzymać. Mogą się przeziębić albo - co gorsza - wpaść pod samochód.


Więcej możesz przeczytać w 12/1999 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0