Pies służbowy

Pies służbowy

Dodano:   /  Zmieniono: 
Psia miska w gabinecie szefa, obśliniona gumowa kość na korytarzu lub sześciościenne akwarium przy biurku pokazują, że firma stawia nie tylko na profesjonalistów
Zwierzęta pozwalają choć na chwilę się oderwać od służbowych obowiązków, a pracoholikom skutecznie przypominają, że czas wrócić do domu. - Udomawiają miejsce pracy, czynią je przytulnym. Są najlepszym sposobem na rozładowywanie stresów menedżerów - mówi Sylwia Kościuszko z SMG/KRC.

- Midas zawsze jest przy mnie. Kiedyś zauważyłem, że gość, z którym negocjowałem, zaczął robić jakieś dziwne miny. Starał się za wszelką cenę zachować powagę, ale nie bardzo mu to wychodziło. Okazało się, że pod stołem siedział Midas i ciągnąc go za sznurowadła, zapraszał do zabawy - opowiada Freddie Winckler, dyrektor agencji reklamowej J. Walter Thompson Parintex, któremu w gabinecie zawsze towarzyszy seter irlandzki.
- Zwierzę łagodzi obyczaje i pomaga nawiązać kontakty. Zawarcie znajomości z sąsiadami, którzy również są właścicielami czworonogów, zaczyna się najczęściej właśnie od psów. Jeśli masz zwierzaka, to znaczy, iż jesteś "swój", nawet gdy wcześniej narzekali, że utrudniasz im życie zbyt głośną muzyką - uważa Beata Adamiak, współwłaścicielka klubu jazzowego Akwarium. Jamnik Skuter trzy lata temu otrzymał tu prawa domownika. Ma legowisko z koca, miskę i swoje ulubione kąty. Najbardziej ceni jednak miejsce strategiczne - kolana szefa, Mariusza Adamiaka. Skuter nie odstępuje go nawet na pięć minut. W towarzystwie są tak znanym duetem, że nikt już się nie dziwi, gdy w czasie służbowego spotkania spod biurka rozlega się głośne ujadanie.
- Często zostaję w firmie do późnego wieczora. Po dziesięciu godzinach pracy jestem na ogół zmęczony, często poirytowany jakąś rozmową czy telefonem. Wtedy Ushka nagle podchodzi i wciska łeb pod moją rękę, domagając się drapania za uszami. Albo liże w kolano. Czasami próbuje nawet władować na moje kolana swoje cielsko ważące 25 kg. Cały stres nagle ulatuje - przekonuje Artur Łaszcz, koordynator techniczny w Canon Polska, właściciel owczarka belgijskiego (odmiana groenendael).
Coraz częściej odkrywamy zbawienny wpływ zwierząt na ludzką psychikę. Właściciele czworonogów przekonują, że pies potrafi bezbłędnie wyczuć nastrój swego pana i jednym machnięciem ogona rozładować atmosferę. - Pracuję przy biurku, a Aja nagle rzuca mi na służbowe dokumenty obślinioną piłkę, merda ogonem i czeka na zabawę. Pilnuje, żebym się nie przemęczył - śmieje się Jacek Wan, właściciel sznaucera olbrzyma i szef restauracji Tsubame.
Już wkrótce z psami będą mogli przychodzić do firmy pracownicy Philipa Morrisa. - Wielu z nich to pracoholicy. Pies przy biurku przypomni, że czas wrócić do domu, wyjść na spacer. Pozwoli choć na chwilę oderwać się od faksów i telefonów - mówi rzecznik firmy Aleksandra Samulewicz. Na razie w biurze ustawiono ośmiusetkilogramowe akwarium z rybkami specjalnie sprowadzonymi z jezior Malawi i Tanganika. Drapieżne pyszczaki od razu stały się firmową atrakcją. Sześcioosobowa ekipa z pokoju, w którym "mieszkają" rybki, uważa się za szczęśliwców: akwarium ma sześć ścian, każdy z pracowników może więc spojrzeć w swój relaksujący ekran, kiedy zechce. - Rybki świetnie spełniają swoją funkcję. Akwarium jest w naszym pokoju elemen- tem uspokajająco-kojąco-opiekuńczym - mówi Samulewicz. Ci, którzy lubią obserwować podwodne życie, potwierdzają, że taki kilkuminutowy relaks podczas obiadowej przerwy jest lepszy od kolejnej filiżanki kawy.
A jakie są problemy? Ogromny pies Artura Łaszcza potrafi nastraszyć niejednego klienta. - Taka wielka bestia bez smyczy i kagańca! - krzyczą ludzie, a właściciel Ushki cierpliwie przekonuje, że tak spokojna i łagodna suka zdarza się naprawdę rzadko. Nie na darmo szukał jej przez ponad dwa miesiące na internetowych stronach hodowców psów z całego świata. Ushkę przywiózł aż z Belgii.


Zwierzęta potrafią rozładować napiętą atmosferę w firmie

- Moje psy są wyjątkowo zdemoralizowane: lubią wszystkich i na widok każdego machają ogonem. Dają ciepło, przyjaźń i potrafią tak powitać, jak nie umie żaden człowiek - śmieje się Zbigniew Hołdys, muzyk i szef muzycznego miesięcznika "UltraSzmata". Dwa czarne jamniki, Bronek i Suseł, towarzyszą mu w redakcji i podczas prób. - W redakcji najczęściej robią małą demolkę, ale jesteśmy tu wszyscy aż do absurdu tolerancyjni. Ludzie także mają wady. Dlatego nikt nie robi dramatu, kiedy pies nasika na podłogę. A kiedy któryś z nich jest chory, redakcja prawie przestaje pracować. Nigdy tak szybko nie jechałem autem, jak wtedy, gdy Bronek wpadł pod samochód i trzeba go było zawieźć do szpitala - mówi Hołdys. Kiedy pan pracuje, Suseł siada obok na krześle i kładzie łeb na jego udzie. Kiedy gra, jamniki przytulone do siebie mogą go słuchać godzinami.
Psy są często przyprowadzane do pracy przez swoich właścicieli z konieczności. Lepiej, by pies biegał po firmie lub leżał pod biurkiem, niż siedział w pustym mieszkaniu i obgryzał dywany. Przyznają jednak, że zwierzę w pracy może sprawiać trochę kłopotów. Zamiast przerwy na kolejnego papierosa trzeba na przykład wyjść z czworonogiem na pobliski skwerek. Nigdy też do końca nie wiadomo, który gość firmy nie przypadnie psu do gustu.
Przemysław Saleta, właściciel Easy (pitbull) i Enzo (amerykański staffordshire terier), psy zabiera z sobą wszędzie, gdzie jest to możliwe. - Dużo czasu spędzam poza domem. Easy i Enzo są ze mną nawet na treningach. Wtedy po prostu leżą w rogu ringu - mówi kick bokser. Przyznaje, że psy - choć karne i dobrze wytresowane - są groźne, dlatego prawie nikomu nie pozwala się do nich zbliżać. - Są skuteczniejsze od najlepszego alarmu samochodowego. Kiedy zostawiam je w samochodzie, mam pewność, że nikt mi go nie ukradnie - śmieje się Saleta.
Niektórzy, decydując się na psa, wiedzą już, że zwierzę będzie przychodzić z nimi do pracy. - Nie wyobrażam sobie, by pies sam zostawał w domu na wiele godzin - mówi Aleksandra Żymełka, współwłaścicielka agencji fotograficznej Free. Golden retriever Bibo przychodził do firmy już wtedy, gdy był szczeniakiem. Kiedyś był firmową maskotką. Teraz głównie śpi. Kładzie się najczęściej w przejściach i w ogóle mu nie przeszkadza, że wszyscy muszą przez niego przeskakiwać. - Bibo ma tak łagodny i poczciwy wyraz pyska, że odwiedzający agencję klienci od razu wiedzą, że nie zrobi im krzywdy - przekonuje Aleksandra Żymełka, właścicielka psa.
Czasami zwierzęta cieszą się nie mniejszą sławą niż ich właściciele. Lisek, gwiazda telewizyjnego "Tok-Szoku", jest rozpoznawany przez przechodniów na ulicach, ma prawo wejść do restauracji. Widzowie przyzwyczaili się, że oprócz Jacka Żakowskiego i Piotra Najsztuba biegający po studiu pies jest trzecim gospodarzem programu. - Lisek to znajda. W telewizji bardzo szybko poczuł się jak w domu. Kiedy wchodzi do gmachu, najpierw robi gdzieś siusiu, znacząc w ten sposób swój teren. W redakcji nie odstępuje mnie na krok. Kiedy chodzę, kręci się koło mojej nogi. Gdy usiądę, natychmiast szuka "budy", czyli zadaszonego miejsca: biurka bądź krzesła. Tam się kładzie i obserwuje - mówi Jacek Żakowski, właściciel psa. Lisek podczas swojego bożonarodzeniowego debiutu "robił" za renifera, którego nie udało się przyprowadzić do studia. - Kiedy w czasie programu wskoczył na kolana prezydentowej Kwaśniewskiej i trochę rozładował napiętą atmosferę, ustaliliśmy, że warto zabierać go do studia, bo je po prostu udomawia - mówi Żakowski.
Dziesięcioletni bokser Gun zwiedził całą Polskę. Na festiwalu w Opolu dostał nawet specjalny identyfikator bodyguarda. Pies przez sześć lat nie odstępował na krok swojego pana - Roberta Gawlińskiego. Jeździł na wszystkie trasy grupy Wilki i solowe koncerty jej lidera. Zwiedził całą Polskę. - Pierwszy raz pojechał z nami na koncert do Zielonej Góry. Zostawiliśmy go przywiązanego do stołu w garderobie - opowiada Gawliński. - Kiedy wyszedłem na scenę, publiczność entuzjastycznie ryknęła. Pies uznał, że dzieje się ze mną coś złego i usiłował wybiec na scenę, ciągnąc za sobą stół. Po koncercie skutecznie powstrzymał rzesze fanów napierających na drzwi garderoby. Nikogo nie ugryzł, tylko uderzył pyskiem. Poskutkowało. 

Zdjęcia: Artur Pawłowski
Więcej możesz przeczytać w 12/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0