Powrót Sinobrodego

Powrót Sinobrodego

Dodano:   /  Zmieniono: 
Czy mamy prawo bać się sekt?
Wbrew pozorom nie jest to pytanie nowe. "Dzisiejsza bierność i obojętność religijna, graniczące z niewiarą, a połączone z nędzą materialną społeczeństwa polskiego, sprzyjają wielce rozwojowi sekciarstwa w naszym państwie" - napisał w 1933 r. Stefan Grelewski w książce "Sekty religijne w Polsce". Mieczysław Skridlik dowodził w 1935 r. ("Bezbożnictwo w Polsce"): "Współpraca sekt ze skrajnie radykalnymi i wywrotowymi organizacjami działającymi pod firmami społecznymi i naukowymi jest rzeczą niezbicie stwierdzoną". O inwazji sekt mówi broszura "Sekciarze - apostołowie fałszu" (1933 r.): "Nagle zaczęli się wszystkimi granicami do nas cisnąć, kręcić wśród nas i nas uszczęśliwiać ziarnem fałszu i religijnej niezgody. Przybyli do nas przeważnie zza oceanu, z Ameryki, tego kraju nieograniczonej samowoli religijnej".
Jakże zmienił się sposób mówienia o sektach. W jednym z ówczesnych pism poważnie wywodzi się, że pochodzą one z czasów "depresji religijno-moralnej", która przywiodła Polskę do rozbiorów. Inny autor porównywał inwazję sekt do nawały tureckiej i przypominał wiktorię wiedeńską. Zmienił się również zakres definicji pojęcia "sekta". Autorom z okresu międzywojennego nie chodziło bowiem o często występujące przeciwko elementarnym normom wspólnoty, ale o Kościoły dzisiaj akceptowane, takie jak baptyści, adwentyści, świadkowie Jehowy czy metodyści. O baptystach czytamy tam głupstwa - że wierzą w królestwo szatana pod mianem królestwa Bożego, że dawniej w swych mszach składali ofiary z psów, kotów, szczurów i nietoperzy. Adwentystów cechować miało "żydolubstwo". Badacze Pisma "przewyższają wszystkich rozpustą w nadużywaniu Słowa Bożego". Metodyści to "wilki w owczej skórze" - prowadzili szkoły i ośrodki wychowawcze, do których "ciągnęli dzieci polskie na zatratę wiary". Sekty miały się znajdować pod kuratelą Żydów, masonów, bolszewików albo wszystkich naraz.
Było też miejsce na nieco egzotyki. Do 1937 r. było w Polsce ok. 200 scjentystów. Z Persji pochodził mazdaizm, propagujący odrodzenie rasy aryjskiej przez zdrowe żywienie - zalecano wegetarianizm, trening oddechu, gimnastykę, hipnozę i wstrzemięźliwość płciową. Był jeszcze odwołujący się do Mahometa babizm i hinduistyczna teozofia z ideą reinkarnacji. Założycielką ruchu była w 1875 r. córka carskiego pułkownika i spirytystka Helena Bławatska (1831-1891). Pierwsze towarzystwo teozoficzne powstało w Warszawie w 1920 r., a liczne jego oddziały rozmnożyły się na prowincji. Największe jednak kuriozum to zamieszczenie w wykazie sekt ("Sekty religijne w Polsce współczesnej", 1937 r.) klubu rotarian, działającego w Polsce od 1931 r., za szerzenie indyferentyzmu religijnego. Owe wypowiedzi na temat sekt z lat 1918-1939 więcej mówią o lękach ich autorów niż o rzeczywistym społecznym zagrożeniu. Z dzisiejszej perspektywy sekty nie były żadnym istotnym problemem II Rzeczypospolitej i cytowane tu paniczne anonse brzmią prawie humorystycznie.
Satanizm często stawiany jest w tym samym szeregu, pozostając jednak kwestią odrębną. Mało czego obawiano się w dawnych stuleciach tak jak ludzi adorujących szatana i zwalczających chrześcijaństwo. Skala oskarżeń przewyższała wielekroć wszystko, co się dzisiaj powiada na temat satanizmu. Przy tym znamienne, że lęk przed wielbicielami szatana był odwrotnie proporcjonalny do realnego zagrożenia, a pierwsze znaczniejsze organizacje satanistyczne pojawiły się dopiero w XIX w. Peter Burke zwraca uwagę, że grupom uznawanym za obce już od starożytności chętnie przypisywano odwracanie naturalnego porządku rzeczy, kultywowanie "świata na opak". Na przykład Herodot upierał się, że w Egipcie mężczyźni oddają mocz kucając, a kobiety stojąc. Diabeł jako odwrócone pojęcie Boga pojawiał się w oskarżeniach pod adresem heretyków, czarownic, Żydów czy masonów. O tajemne praktyki pomawiano templariuszy. Wszystkim zarzucano praktykowanie specyficznej, odwróconej liturgii. Katolicy i protestanci wzajemnie oskarżali się o diabelską inspirację, a w świetle wielu rosyjskich wyobrażeń diabeł przybierał postać Polaka. Animozje religijne łatwo łączyły się z narodowymi, co oznaczało na przykład, że w Polsce w wyobrażeniach kobiet oskarżanych o czczenie szatana przybierał on często postać Niemca. Takie zeznania złożyła w 1576 r. niejaka Katarzyna. Diabeł Niemiec przyleciał też w 1716 r. do Ewy Mierzyckiej, która przypomniała to sobie po długich torturach, kiedy przypalano jej świecą włosy pod pachami. Jeszcze w 1817 r. "Tygodnik Ilustrowany" zauważał, że diabeł widywany jest nadal pod postacią Niemca. Piotr Skarga oskarżał samego Marcina Lutra, "iż z diabłem więcej soli zjadł niż korzec i że nauczył się (od niego) argumentów przeciw mszy świętej". Jak głosiła współczesna legenda, Marcin Luter umrzeć miał po obfitej kolacji, w trakcie której miał złorzeczyć papieżowi, a współbiesiadnikom opowiadać diabelskie kawały. Szatan miał go zadławić, czemu towarzyszył radosny taniec widm- demonów. Podczas pogrzebu doktora Marcina - wedle tych bajek - pojawiły się czarcie symbole: kruki i unoszący się wokół zapach siarki. Protestanci katolikom nie pozostawali dłużni. Według nich, głównym sługą Antychrysta miał być papież. Niemieckie obywatelstwo polskiego diabła nie było żadną niezwykłością na tle europejskim - Holendrzy przedstawiali sobie diabła jako Hiszpana, Francuzi jako Anglika czy też Żyda. Droga do ekumenizmu i unii była jeszcze daleka, a oskarżenie o adorowanie szatana równie często było pospolitą obelgą.


Satanizm tandetnie i bezkrytycznie czerpie ze zbiornicy ludzkich lęków i fantazji

Wszystkie owe gromadzące się przez stulecia, a zwykle urojone, oskarżenia i samodenuncjacje stworzyły wielką bibliotekę wykazów praktyk magicznych, rytuałów satanistycznych, paktów zawieranych z diabłem i sabatów. Z tej zbiornicy ludzkich lęków i fantazji czerpie dzisiaj tandetnie i bezkrytycznie satanizm. Stanowi on nadal wyraz wspomnianego odwróconego porządku świata. W czarnych mszach ofiary z ludzi mają charakter symboliczny, zwykle związany z ekscesami seksualnymi. Modlą się sataniści: "Lucyferze nasz, któryś jest w piekle...".
Realny kult diabła był zjawiskiem sporadycznym. W XVII-wiecznej Francji zdarzały się czarne msze, w połowie XVIII w. powstał w Anglii Klub Piekielnego Ognia, założony przez Francisa Dashwooda, jednak nie jest nawet pewne, czy czczono tam Lucyfera, czy też Bachusa i Wenus. Pewne elementy satanizmu występowały we wspomnianej teozofii. W jej kręgu powstał Hermetyczny Zakon Złotego Brzasku, założony w Londynie w 1877 r. przez Wynna Westcotta. Pod jego wpływem upłynęła młodość Aleistera Crowleya (ur. 1875 r.), którego satanistyczne pisma wznawiane są do dzisiaj. Crowley studiował jogę w Indiach, na Cejlonie i w Birmie. Eksperymentował z narkotykami psychodelicznymi, spędził noc w Komnacie Królewskiej wielkiej piramidy w Egipcie. W 1904 r. ogłosił, że spotkał się z szatanem. Sam siebie nazywał Antychrystem albo Wielką Bestią. Wierzył w reinkarnację, prawo karmy, uprawiał magię, której skuteczność miała wzmagać ofiara z człowieka, najlepiej z dziecka płci męskiej. Poglądy Crowleya - tak jak wielu innych - stanowiły dziwaczną i niezborną mieszaninę różnych religii. Podobnie było z niemieckim Zakonem Świątyni Wschodu (Crowley stał się jego członkiem). W 1912 r. ogłosił on, że ma klucz otwierający wszystkie sekrety natury.
W Polsce Koło Martynistów założył w 1923 r. okultysta i mag Czesław Czyński. Odkryła je policja po serii zagadkowych samobójstw. Przy ofiarach znajdowano kartki z informacją, że do odebrania sobie życia zostały zmuszone przez szatana. Okazało się, że placówki sekty Czyńskiego znajdowały się - oprócz Warszawy - również w Zakopanem, Katowicach i Sosnowcu. W satanizmie Crowleya widoczne były elementy właściwe później nazizmowi, kiedy pisał on o podziale ludzkości na rasę panów i niewolników. W 1918 r. powstało w Niemczech posługujące się znakiem swastyki okultystyczne Stowarzyszenie Thule, do którego należeć mieli później znaczniejsi przywódcy nazistowscy. Niektórzy jego członkowie, m.in. Rudolf Hess czy Heinrich Himmler, byli mocno przejęci treściami demonicznymi.
Najbardziej znaną współczesną sektą satanistyczną jest powołany 1 maja 1966 r. Światowy Kościół Szatana. Jego twórcą był Anton Szandor La Vey, Amerykanin węgierskiego pochodzenia, powołujący się na tradycję Crowleya. Podstawowym dokumentem satanizmu jest "Biblia satanistyczna" z 1968 r. La Vey od młodości interesował się cyrkiem i magią. Wraz z Kennethem Angedrem, zafascynowanym magią reżyserem, założyli Koło Magiczne, przekształcone później w kościół satanistyczny. Zaskakujące, że ideologia tej grupy jest całkowicie ateistyczna. Szatan nie istnieje dla nich realnie, a jedynie jest symbolem wolności, m.in. seksualnej. Rytuały są tylko zabiegiem psychoterapeutycznym, służącym wyzwoleniu z kompleksów i więzów kultury chrześcijańskiej. Religijny charakter ma natomiast założony w 1975 r. przez Michaela Aquino Kościół Seta. Z kolei w Wielkiej Brytanii rozwinął się lucyferanizm. Najbliższy popularnemu wyobrażeniu o satanizmie jest nurt łączony z osobą Charlesa Mansona (ur. 1934 r.). Był on synem często więzionej za drobne kradzieże prostytutki, wychowywał się w sierocińcu. W swojej karierze był sutenerem, złodziejem, siedział w więzieniu. W 1967 r. związał się z hipisowską komuną i założył grupę Rodzina, jeżdżącą po Stanach Zjednoczonych autobusem i utrzymującą się z handlu narkotykami oraz drobnych kradzieży. W nocy z 8 na 9 sierpnia zamordowali oni Sharon Tate, żonę Romana Polańskiego, i kilku jej przyjaciół. Jak twierdzą niektórzy - dopiero w trakcie procesu Manson zaczął dorabiać do swojej działalności ideologią satanistyczną, ale legenda uczyniła z niego symbol satanizmu. Ów zgrzebny satanizm cechuje się tylko szczątkową formą ideologii, a sprowadza się do przemocy, wandalizmu i gwałtu - on to właśnie trafił po 1981 r. do Polski.
Satanizm łączy się też z postacią Sinobrodego, bohatera bajek Perraulta i braci Grimm. Za jego pierwowzór uchodzi Gilles de Rais, towarzysz Joanny d?Arc, który przyznał się do zamordowania 150 dzieci (głównie chłopców), a faktycznie miał ich zabić kilkaset. Przyznał się też do zawarcia paktu z diabłem i praktyk magicznych. Lęk przed Sinobrodym krył się w ludzkiej wyobraźni od dawna, znacznie przerastając realne zagrożenie, a ulegając tylko w różnych epokach wzmocnieniu. Dzisiaj Sinobrody powrócił.
Więcej możesz przeczytać w 12/1999 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0