Zemsta szatana

Zemsta szatana

Dodano:   /  Zmieniono: 
Wszczęte przez olsztyńskich katechetów polowanie na czarownicę cofa polską oświatę do XVII wieku
Każdy nauczyciel dobrze wie, ile się trzeba natrudzić, żeby zainteresować dzieci lekcją. Dlatego najlepszą miarą talentu pedagogicznego jest umiejętność zastąpienia nudnego, monotonnego wykładu pomysłem dydaktycznym, który zachęci uczniów do aktywnego uczestnictwa w lekcji. Nawet najgłupszy belfer potrafi zmusić dzieci do wykucia na pamięć wiersza, ale tylko polonista z krwi i kości zainscenizuje sytuację, w której uczniowie zaczną autentycznie rozumieć i czuć rozterki bohatera analizowanego utworu.
Świetnym zabiegiem dydaktycznym był pomysł olsztyńskiej nauczycielki. Omawiając balladę "Pani Twardowska", zaproponowała ona dzieciom wcielenie się w legendarnego pana Twardowskiego i spisanie własnego cyrografu z diabłem. Chodziło o radosną zabawę, dającą okazję do poważnej refleksji o wartościach najważniejszych dla każdego człowieka. Dzieci znakomicie zrozumiały sens tej propozycji i wzorem pana Twardowskiego usiłowały przechytrzyć kosmatą bestię, przy okazji zapędzając ją do czynienia najróżniejszych dobrych uczynków.
Skompromitowany przez polonistkę i jej wychowanków diabeł postanowił się jednak zemścić. A ponieważ jego przewrotność nie zna granic, narzędziem swej niecnej intrygi uczynił szkolnych katechetów. Zażądali oni od władz Olsztyna dyscyplinarnego zwolnienia nieszczęsnej polonistki, oskarżając ją o zakamuflowane uprawianie satanizmu. Do diabelskiej nagonki przyłączyła się część rodziców oraz kuria metropolitalna, której rzecznik nazwał inkryminowaną lekcję "gwałtem na sumieniu dzieci". Wystraszone interwencją kurii władze Olsztyna wszczęły wobec polonistki postępowanie wyjaśniające.
Na szczęście znaleźli się ludzie, do których bestia nie ma dostępu. Swojej pani bronią wszystkie obecne na lekcji dzieci, wspierane przez ceniących mądrą nauczycielkę rodziców. Broni jej również dyrekcja szkoły i metodycy nauczania języka polskiego, doceniający jej talent dydaktyczny.
Najwyższy czas, aby do tej koalicji dołączyły władze oświatowe. Incydent olsztyński jest przecież jawną kpiną z zapowiadanego w reformie edukacji unowocześnienia metod nauczania. Polowanie na czarownicę wszczęte przez nie mających pojęcia o dydaktyce katechetów cofa polską oświatę do XVII w. Ministerstwo Edukacji Narodowej winno jak najszybciej napiętnować olsztyńskich egzorcystów, bo następnym razem - wzorem XVII stulecia - poddadzą swoją ofiarę próbie wody albo od razu spalą ją na stosie.
Więcej możesz przeczytać w 14/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0