Człowiek w reformach

Człowiek w reformach

W litanii ostatnich oskarżeń opozycji pod adresem rządzących - od "samobójczego schładzania organizmu gospodarki" po śmiertelne schłodzenie organizmów ponad dwustu Polaków podczas minionej zimy - brakuje mi jeszcze tylko obwinienia gabinetu Jerzego Buzka o spowodowanie wybuchu wojny w Jugosławii. O genezie, przebiegu i możliwych konsekwencjach tego konfliktu piszemy obszernie w cover story tego numeru. Od siebie mogę jedynie dodać, że jeśli wkrótce - czego wykluczyć się nie da - padnie dramatyczne pytanie, czy i dlaczego nasi chłopcy mają umierać za Pri?stinę, to warto skonstatować nie dla wszystkich oczywisty fakt, że nie można być w NATO częściowo. To znaczy nie można liczyć na parasol ochronny paktu, a równocześnie samemu nie nadstawiać głowy w imię świętej przecież w Rzeczypospolitej zasady "za waszą i naszą wolność". Koronny wszakże zarzut opozycji dotyczy "zagubienia CZŁOWIEKA w reformach". Szczerze mówiąc, dość długo kompletnie nie rozumiałem, w czym rzecz, domniemając, iż problem tkwi być może w nadprodukcji w III RP zbyt wielkich rozmiarów męskich slipów bądź damskich fig. Że nie chodzi wcale o naigrawanie się działaczy SLD oraz PSL z jakże ciężko doświadczanego przez AWS oraz UW CZŁOWIEKA-POLAKA (POLKI), przekonał mnie dopiero dobitnie prof. Józef Kaleta, który powiada na tych łamach (vide: "Próba ognia"): "W budżecie nie ma pieniędzy na zaspokojenie potrzeb licznych grup społecznych. A o tym, że są one uzasadnione, świadczą badania opinii publicznej, z których wynika, iż aż 80 proc. respondentów wyraża taki pogląd". Prawda, że proste i logiczne? Sęk w tym, iż logika profesora, posła SLD, obrazować ma w jego mniemaniu dzisiejszy katastrofalny stan polskiej gospodarki, z czym ja, biorąc pod uwagą tok rozumowania J.K., zgodzić się nie mogę. Bo jeżeli 80 proc. respondentów odpowiada "tak" na pytanie w rodzaju: "Czy chciałbyś nic nie robić, a w zamian być zdrowy, bogaty i szczęśliwy?" bądź "Czy należy ci się więcej niż masz?", świadczy to tylko o tym, że większości marzy się premia za lenistwo i święty spokój, co jest zjawiskiem całkowicie zrozumiałym i normalnym pod każdą szerokością geograficzną. Nijak się to jednak ma do prób diagnozowania sytuacji gospodarczej III RP, a już w żadnym razie nie upoważnia do wystawiania skrajnie krytycznych ocen. Przeciwnie: fakt, że aż 20 proc. ankietowanych odpowiada przecząco na pytanie, czy życzyliby sobie manny z nieba, świadczyć może wyłącznie o tym, że już całkiem spora grupa Polaków nie kojarzy realnego socjalizmu ("czy się stoi, czy się leży...") z rajem utraconym i że część z nas zaczyna odróżniać Balcerowicza od Mojżesza. A to już sukces młodego polskiego kapitalizmu. Gdyby prof. Kaleta nie do końca jeszcze rozumiał, dlaczego jedni jego rodacy wyciągają ręce, a drudzy sięgają po rozum do głowy, to polecałbym mu gorąco lekturę tekstu "Próba ognia". Kilka cytatów: "Czasowe spowolnienie wzrostu odsłania słabości nie zrestrukturyzowanych przedsiębiorstw państwowych" (Adam Czyżewski z Niezależnego Ośrodka Badań Ekonomicznych w Łodzi), "Całe branże polskiej gospodarki przez lata korzystały ze sztucznego zasilania kroplówką dotacji i ulg. Obecnie widać jak na dłoni, że mieliśmy do czynienia z patologią" (Janusz Śniadek, wiceprzewodniczący Komisji Krajowej NSZZ "Solidarność"), "Budżet jest w dalszym ciągu obciążony dużymi serwitutami społecznymi. To powoduje, że przyczyn niedostatku nie upatruje się we własnej niezaradności, lecz w nieumiejętności rządu" (Henryk Goryszewski, przewodniczący sejmowej Komisji Finansów Publicznych). Wreszcie prognoza byłego premiera Jana Krzysztofa Bieleckiego: "Przyjaciele ludu wywodzący się ze świata polityki będą nawoływali do jakichś cudownych terapii, co może się objawiać "lepperyzacją" Polski. Anarchia przeniosłaby się wówczas z ulicy do gorszych przedsiębiorstw państwowych". Na szczęście, jak sądzę, opozycji nie stać dziś nawet na formułowanie "cudownych terapii". Jedna wypowiedź Hanny Gronkiewicz-Waltz może wzmocnić pozycję złotego wobec dolara (vide: "Wartość słowa"), a jedno przypadkowe chrząknięcie Alana Greenspana, szefa banku centralnego USA, może przyprawić o palpitacje serca tysiące światowych inwestorów. Ale już na przykład najświeższej daty krasomówstwo Leszka Millera znaleźć może zrozumienie co najwyżej u tych spośród grubo ponad 50 proc. respondentów jednego z ośrodków badania opinii społecznej (żeby sięgnąć do źródeł poznawczych prof. Kalety), którzy nie wiedzą, co znaczy: budżet państwa, rynek lub liberalizacja. To w istocie ludzie, którzy "zagubili się w reformach", choć niekoniecznie - śmiem twierdzić - w wyniku sprawowania władzy przez rządy solidarnościowe.
Więcej możesz przeczytać w 14/1999 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0