Dynastie Białego Domu

Dynastie Białego Domu

Dodano:   /  Zmieniono: 
George W. Bush, syn George?a Herberta Walkera Busha, prezydenta Stanów Zjednoczonych w latach 1989-1993, praktycznie ogłosił już swoją gotowość do ubiegania się o fotel prezydencki w wyborach, które odbędą się w listopadzie 2000 r.
Gdyby uzyskał nominację Partii Republikańskiej i wygrał głosowanie, drugi raz w historii Stanów Zjednoczonych zdarzyłoby się, że ojciec i syn piastowali urząd głowy państwa. W USA było już tak, że tę funkcję pełnili dziadek i wnuk.
W systemach demokratycznych nie ma dynastii, nie ma klanów politycznych. Ale faktem jest, że pewne rodziny są bardziej, inne mniej upolitycznione. Także w Stanach Zjednoczonych są takie, które pielęgnują tradycje działalności politycznej i zachęcają kolejne pokolenia do angażowania się w służbę publiczną. Współcześnie są to między innymi rodziny Kennedych, Bushów, Gore?ów, Bayhów. W historii USA zanotowano jednak tylko dwa wypadki istnienia "dynastii" politycznej w Białym Domu.
John Adams był drugim prezydentem Stanów Zjednoczonych (1797-1801), a jego syn John Quincy został szóstym lokatorem Białego Domu (1825-1829). John Adams - jeden z tzw. ojców założycieli - pochodził z rodziny farmerskiej, osiadłej w kolonii Massachusetts w Nowej Anglii. To właśnie on zapoczątkował świetność rodu, który miał odegrać ważną rolę w historii USA. Pierwszy w rodzinie zdobył wyższe wykształcenie. Później uzyskał wpływowe koneksje dzięki małżeństwu z Abigail Smith, a inteligencja oraz aktywność polityczna pozwoliły mu zdobyć najwyższy urząd w państwie.
Począwszy od Johna, ród Adamsów stał się w pewnym sensie instytucją polityczną nie tylko regionu Nowej Anglii, ale całych Stanów Zjednoczonych. John Adams przyjaźnił się ze swym kuzynem Samuelem, zbankrutowanym biznesmenem, nauczycielem, radykalnym działaczem broniącym interesów kolonistów w Massachusetts przed wyzyskiem urzędników brytyjskich. Samuel Adams zaangażował się w akcję protestacyjną przeciwko tzw. ustawom stemplowym z 1766 r. Opublikował wówczas w "Boston Gazette" cykl świetnych artykułów kwestionujących prawne podstawy nakładania podatków na kolonistów w sytuacji, gdy nie mają oni żadnej reprezentacji w parlamencie brytyjskim.
Kiedy John Adams ubiegał się o prezydenturę w 1796 r., jego przeciwnicy polityczni rozpowszechniali wieści, jakoby Adams zamierzał się koronować na króla amerykańskiego, a także dać początek dynastii Adamsów przez małżeństwo jednego z synów z córką króla Anglii Jerzego III. Inna plotka głosiła, że George Washington, słysząc o tych zamiarach, ubrał się w mundur wojskowy z okresu wojny o niepodległość i udał się do Adamsa. Zagroził mu, że przeszyje go szpadą, jeśli ten nie zaniecha swych planów. Dopiero wówczas - głosiła fama - Adams zrezygnował z koronowania się na króla Ameryki.
Kiedy John Adams był prezydentem, jego syn John Quincy został posłem amerykańskim w Prusach. Pod koniec kadencji John Adams postanowił odwołać syna ze stanowiska dyplomatycznego, obawiając się, że zrobi to jego następca Tomasz Jefferson, z którym był mocno skłócony. John Adams i jego żona bardzo wcześnie zaczęli przygotowywać swego potomka do kariery politycznej. John Quincy już w dzieciństwie wiele słyszał o dyskryminacyjnych praktykach korony brytyjskiej wobec kolonistów amerykańskich, o potrzebie oporu i walce o niepodległość. Gdy miał siedem lat, czytał już prasę patriotyczną. Wraz z matką na własne oczy widział bitwę pod Bunker Hill w 1775 r. Nieufność wobec Anglików zachował do końca życia.
W latach 1778-1779 John Quincy towarzyszył ojcu w podróży do Europy. Chodził do szkół w Paryżu, Amsterdamie i Lejdzie - wszędzie tam, gdzie ojciec wykonywał swoje obowiązki służbowe. Od niego przejął wszechstronne zainteresowanie historią, rolnictwem, ekonomią, gastronomią itp. Mimo dużego wpływu ojca, miał swoje zdanie w wielu sprawach i nie wahał się go wyrażać. W 1781 r., gdy miał zaledwie 14 lat, opuścił szkołę i wyjechał do Petersburga, gdzie pełnił funkcję prywatnego sekretarza ówczesnego wysłannika amerykańskiego w Rosji. Mimo młodego wieku, wzorowo wywiązywał się ze swych obowiązków. Był na tyle rozumnym młodzieńcem, że po roku pracy doszedł do wniosku, iż powinien pogłębiać swoją wiedzę. Udał się więc do Holandii, by pobierać dalsze nauki.


Także w polityce nazwisko może być znakiem firmowym

W maju 1785 r. John Adams został posłem Stanów Zjednoczonych w Londynie. Jego syn postanowił wrócić do ojczyzny i dokończyć studia na Harvardzie. W 1790 r. zdał egzamin prawniczy i otrzymał prawo do prowadzenia samodzielnej praktyki. Interesowała go jednak polityka. John Adams był w tym czasie wiceprezydentem Stanów Zjednoczonych w administracji George?a Washingtona. John Quincy obawiał się więc, że po ewentualnym przyjęciu posady państwowej ojciec może zostać posądzony o nepotyzm, dlatego zajął się publicystyką polityczną. Pisał dużo, podpisywał się jednak pseudonimami. Prezydent Washington pod wrażeniem tych publikacji i za namową sekretarza stanu Jeffersona uznał, że obawy młodego Adamsa przed rzuceniem na ojca podejrzeń o nepotyzm są nieuzasadnione. W maju 1794 r. John Quincy został w wieku 27 lat posłem Stanów Zjednoczonych w Holandii. Jego dalsza kariera rozwijała się szybko. Później był posłem USA w Londynie, sekretarzem stanu i wreszcie szóstym prezydentem Stanów Zjednoczonych.
W 1841 r. urząd głowy państwa zaledwie przez miesiąc sprawował William Harrison. Wywodził się on z bogatej rodziny plantatorskiej. 4 marca 1841 r. został zaprzysiężony na dziewiątego prezydenta. Zachorował jednak nagle na zapalenie płuc i zmarł 4 kwietnia. John Scott Harrison, syn prezydenta Harrisona, był również politykiem i zasiadał jako kongresman w Izbie Reprezentantów. Z kolei jego syn Benjamin Harrison sięgnął po najwyższy urząd - został 23. prezydentem Stanów Zjednoczonych (1889-1983).
Benjamin Harrison miał kompleks swego dziadka prezydenta. Pewnego dnia w 1856 r., kiedy młody Harrison był początkującym prawnikiem w Indianapolis, jego przyjaciele z Partii Republikańskiej poprosili go, by przemówił na wiecu, który za chwilę miał się odbyć w pobliżu. Harrison odmówił, twierdząc, że potrzebuje czasu na przygotowanie wystąpienia. Kiedy się upierał, koledzy chwycili go, wynieśli z biura i postawili na trybunie przed tłumem, a jeden z nich przedstawił go jako głównego mówcę i wnuka prezydenta Williama Henry?ego Harrisona. Benjamin przerwał koledze, krzycząc: "Chcę podkreślić, że nie jestem niczyim wnukiem. Każdy człowiek powinien być oceniany według osobistych zasług".
Harrison zawsze z niechęcią przyjmował wszelkie wzmianki o tym, że jest wnukiem prezydenta USA. Nie ma jednak wątpliwości, że republikanie wykorzystali te powiązania rodzinne w celu spopularyzowania swojego kandydata. Z kolei karykaturzyści prasy sympatyzującej z Partią Demokratyczną często przedstawiali Benjamina Harrisona jako małego człowieka (faktycznie był niski) w cieniu swego wielkiego dziadka, noszącego na głowie ogromny kapelusz z bobrowego futra. Republikanie na czas kampanii wyborczej ułożyli popularną piosenkę "Kapelusz dziadka pasuje na głowę Benjamina".
Dzisiaj najbardziej znaną rodziną polityczną Stanów Zjednoczonych jest "dynastia" Bushów, od trzech pokoleń zaangażowana w życie polityczne tego kraju. Nestor rodu Prescoot Bush zajął się polityką, gdy zbił majątek jako bankier z Wall Street (firma maklerska Investment House Brown Brothers and Harriman). W latach 1962-1963 był senatorem ze stanu Connecticut. Związany z Eisenhowerowskim skrzydłem Partii Republikańskiej, gorąco popierał NATO.
George Herbert Walker Bush, prezydent Stanów Zjednoczonych w latach 1989-1993, był drugim synem Prescoota Busha. Z domu wyniósł system wartości i postawy, którymi kierował się przez resztę życia. Mimo że jego rodzice byli bogaci, nauczyli go, że na wszystko, czego potrzebuje, powinien zapracować. Zaszczepili w nim także ducha współzawodnictwa. "Jeżeli rodzina grała w tenisa, wszyscy zawzięcie walczyli o to, by być najlepszymi" - wspomina. Bush przyznaje, że oboje rodzice mieli na niego ogromny wpływ. "Ojciec wyznawał staromodny pogląd, że w im bardziej uprzywilejowanej pozycji ktoś się znajduje, tym większe obowiązki ma wobec służby publicznej".
Państwo Bushowie mają pięcioro dzieci. Dwaj synowie byłego prezydenta są obecnie gubernatorami. Najstarszy syn George Walker już drugą kadencję piastuje urząd gubernatora Teksasu, zaś Jeb od ubiegłego roku pełni tę funkcję na Florydzie. Ostatnio w prasie amerykańskiej głośno jest o prezydenckich ambicjach George?a W. Busha. Uchodzi on za sprawnego gubernatora, pragmatyka i polityka o umiarkowanych poglądach. Na początku marca publicznie poinformował o powołaniu komitetu, który ma zbadać jego szanse w wyścigu do Białego Domu. W praktyce oznacza to zgłoszenie swojej kandydatury, a zadaniem komitetu jest zbieranie funduszy na kosztowną kampanię wyborczą. 52-letni
George W. Bush ma wielu konkurentów w Partii Republikańskiej. Może się jednak pochwalić atutami, jakich nie mają jego rywale - jest gubernatorem dużego stanu i już w tej chwili połowa republikańskich gubernatorów zadeklarowała, że udzieli poparcia właśnie jemu. Ponadto jego nazwisko jest znanym znakiem firmowym w polityce amerykańskiej. Badania opinii publicznej wykazują, że gdyby wybory prezydenckie odbyły się teraz, George W. Bush pokonałby wszystkich rywali, łącznie z potencjalnym kandydatem demokratów Alem Gore?em.
Jedyna rzecz, która mogłaby mu zaszkodzić, to wykrycie jakiegoś skandalu. George W. Bush przyznał, że w młodości miał na sumieniu różne grzeszki, ale nigdy nie przedstawił szczegółów. Stwierdził jedynie, że sprawy te "są dawno za nim". Podkreśla zaś, że jest wiernym mężem. "Jeżeli mieliby coś przeciwko mnie, na pewno wyciągnęliby to w czasie kampanii wyborczych w 1994 r. i 1998 r." - mówi.
Więcej możesz przeczytać w 14/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0