Kanon z kapelusza

Kanon z kapelusza

Dodano:   /  Zmieniono: 
V Forum Lutosławskiego - "sztuka jest jedna"
Kilka lat temu Kazimierz Kord, dyrektor Filharmonii Narodowej, poprosił Witolda Lutosławskiego, by jako największy w Polsce autorytet w dziedzinie muzyki ułożył listę fundamentalnych dzieł XX wieku. Takich, które koniecznie powinny wejść do programów koncertowych. Kompozytor przedstawił wówczas szkic takiej listy. Opowiadając dziś o tych rozmowach, Kord cytuje zdanie, które w nich padło: "sztuka jest jedna".

Pierwsze Forum Lutosławskiego odbyło się w styczniu 1995 r., niespełna rok po śmierci kompozytora, i tym samym stało się okazją do uczczenia jego pamięci. Ze zdania "sztuka jest jedna" Kord wysnuł pomysł interdyscyplinarnego festiwalu, w ramach którego filharmonia miałaby się stać centrum sztuki, a obok koncertów odbywałyby się wystawy, spektakle, projekcje, spotkania z artystami i dyskusje z tłumnym udziałem młodzieży i zainteresowaniem mediów. Tymczasem już ułożenie takiego programu wymaga spójnej koncepcji i - oczywiście - znakomitej orientacji we wszystkich dziedzinach sztuki (o co w czasach wąskich specjalizacji jest coraz trudniej). A cóż dopiero mówić o sposobach pozyskania publiczności - to stanowi dziś sztukę samą w sobie.
W ramach I Forum Lutosławskiego rzeczywiście odbyły się nie tylko koncerty, ale także wystawa prac profesorów ASP, spektakl studentów PWST, spotkanie z Magdaleną Abakanowicz i kilka dyskusji; ukazało się też parę wydawnictw z poważnymi esejami. Na tegorocznym forum ze szczytnych zamiarów udało się jedynie zrealizować cztery koncerty, dyskusję, ekspozycję fotografii i pamiątek po Witoldzie Lutosławskim w pięciolecie jego śmierci oraz wystawę grafik inspirowanych muzyką (takich autorów, jak Stanisław Fijałkowski, Jerzy Panek czy Jan Berdyszak). Trzeba dodać, że właśnie dzięki forum Filharmonia Narodowa rzeczywiście "zaprzyjaźniła się" w ostatnich latach z Zachętą, co zaowocowało w ciągu sezonu cyklem wystaw malarstwa i grafiki w foyer przy sali koncertowej.
Publiczność na koncertach tegorocznego forum była mniej liczna niż kilka lat temu, choć zaprezentowano na nich utwory tak genialne, jak opera Beli Bartóka "Zamek księcia Sinobrodego" (w wykonaniu estradowym, z udziałem wspaniałych węgierskich solistów Katalin Szendrenyi i Laszlo Polgara) czy balet "Wesele" Igora Strawińskiego, przyjęte zresztą wielkimi owacjami. Na dyskusję zaś, w której wzięli udział krytycy z różnych dziedzin sztuki, przyszła ledwie garstka zainteresowanych. Tymczasem właśnie w ramach tej dyskusji próbowano diagnozować, czy i jak funkcjonuje w naszym życiu kanon sztuki XX w. Czy w ogóle istnieje, czy jest dla nas istotny, czy mamy z nim jakikolwiek kontakt? Przykre, ale na większość z tych pytań musimy odpowiedzieć: nie. I to bynajmniej nie dlatego, że publiczność te dzieła odrzuca. Nie może ich odrzucać, bo ich po prostu nie zna. Skąd ludzie mają wiedzieć, że coś jest dobre, kiedy nazwisko i tytuł nie mówi im nic, zwłaszcza w sytuacji, gdy powszechnie uważa się, że sztuka XX w. jest trudna (ten pogląd wymyślili oczywiście ci, którzy jej nie znają, a przy tym kochają uogólnienia).
Podczas dyskusji na Forum Lutosławskiego muzykolodzy mówili o przerwaniu w ostatnich kilkunastu latach pewnej ciągłości w historii muzyki, o zmianach, których przyczyną była postawa postmodernistyczna, wciągnięcie muzyki baroku czy klasycyzmu w sferę kompozytorskiej inspiracji. To są jednak subtelności dotyczące muzycznych "wyższych sfer". Szeroka publiczność jeśli już zna muzykę poważną, to właśnie dawniejszą; XX w. poza kilkoma hitami, jak "Bolero" Ravela, praktycznie w świadomości przeciętnych słuchaczy nie istnieje. Nazwiska Witolda Lutosławskiego czy Krzysztofa Pendereckiego są znane ludziom kulturalnym w Polsce i na świecie lepiej niż ich muzyka. Tu zresztą muzyka ma w Polsce przewagę na przykład nad plastyką; w tej praktycznie nie ma - może poza Władysławem Strzemińskim i Katarzyną Kobro - nazwisk, które zapisałyby się trwale w historii sztuki XX w.
Czym zresztą miałby być kanon sztuki XX w.? Każdy znawca ułoży własną, prywatną listę dzieł, które uważa za najważniejsze. Nawet jeśli z wielu takich list skompilować jedną, to będzie ona zapewne całkiem inna od tej, którą ze swych preferencji sformułowałby przeciętny odbiorca. Zresztą takie rankingi są raczej absurdalne, czego przykładem jest przedstawiona ostatnio w "Polityce" lista najwybitniejszych pisarzy XX w. Na jej pierwszym miejscu znalazł się Henryk Sienkiewicz z "Trylogią". Strach pomyśleć, co by było, gdyby ktoś próbował przeprowadzić podobny ranking w dziedzinie muzyki poważnej, pytając tzw. szeroką publiczność.
Wystarczyło zresztą, gdy w trakcie dyskusji na Forum Lutosławskiego muzykolodzy zagadnęli przedstawicieli plastyki, czyli - bądź co bądź - ludzi kulturalnych, jakie znają dzieła muzyczne fundamentalne dla XX w. Zapadła kłopotliwa cisza.
Dlatego jest sens organizować Forum Lutosławskiego. Choćby po to, żeby ludzie mieli szansę tę muzykę usłyszeć i dowiedzieć się, jak bardzo jest warta słuchania.
Więcej możesz przeczytać w 15/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 15/1999 (854)

  • Playback 11 kwi 1999 Wicemarszałek Sejmu Marek Borowski (SLD) i rzecznik SLD Andrzej Urbańczyk 13