Nosiciele GSM

Nosiciele GSM

Dodano:   /  Zmieniono: 
Na naszych oczach dokonuje się największy po urynkowieniu handlu skok cywilizacyjny w sferze usług: rewolucja komórkowa
Pytanie o mobile phone number jest równie ważne jak wymienienie nazwiska. "Telefon komórkowy daje poczucie wszechobecności, o jakim od dawna marzono. Pozwala być równocześnie tu i tam, przy czym owo "tam" jest tym ciekawsze, że nie zawsze określone" - stwierdził francuski socjolog Gerard Mermet. Jeszcze kilka lat temu przenośny aparat był luksusowym narzędziem usprawniającym pracę biznesmena (pierwsze "komórki" kosztowały w Polsce ok. 5 tys. zł). Dziś jest organizatorem życia rodzinnego, źródłem nie planowanej przyjemności, okazją ożywienia więzi towarzyskich, urządzeniem zwiększającym osobiste bezpieczeństwo, a także rodzajem biżuterii. Dwa i pół miliona polskich abonentów uważa dzień za stracony, jeśli nie uda im się przynajmniej raz zapytać: "Gdzie jesteś?". W Polsce upowszechnienie telefonów stacjonarnych zajęło kilkadziesiąt lat, komórkowych - zaledwie sześć. Co roku liczba użytkowników zwiększa się o 140 proc., a w ubiegłym, rekordowym roku się podwoiła. - Telefonia komórkowa w Polsce przeszła przynajmniej kilka faz rozwoju. Początkowo mieliśmy do czynienia z odważną grupą konsumentów (early adopted), którzy nie mieli oporów przed korzystaniem z nowych technologii i byli nimi zainteresowani niezależnie od kosztów - mówi Paweł Brukszo, dyrektor marketingu i sprzedaży na Europę Środkową i Wschodnią w Motoroli. - Ta grupa liczyła 60-70 tys. osób, głównie z kręgów rządowych oraz menedżerów międzynarodowych korporacji. Później pojawili się także przedstawiciele średniego biznesu, a tuż przed wprowadzeniem systemu GSM okazało się, że wiele osób zaczęło korzystać z "komórek" nie tylko za służbowe, lecz i prywatne pieniądze. Przemiany obyczajowe są konsekwencją poszukiwania przez operatorów sieci nowych klientów i rynków zbytu. Kilka lat temu przeciętny użytkownik "komórki" miał 45 lat, był właścicielem dużej firmy lub dyrektorem międzynarodowej korporacji. Dziś ma około trzydziestki, jest dynamiczny, pracuje w agencji reklamowej, ubezpieczeniach lub jest dziennikarzem. Nowością są kampanie skierowane do kobiet i młodzieży. - Kampania Idei - jako sieci i karty "Pop" - jest promowaniem alternatywnego i nieco anarchizującego produktu przeznaczonego dla wyraźnie określonej grupy młodych ludzi - mówi Leszek Stafiej, prezes Międzynarodowego Stowarzyszenia Reklamy. Pewne jest, że komórka stała się dla młodych Polaków czymś równie zwyczajnym i niezbędnym jak zegarek. W niektórych szkołach telefony na karty pre- paid (uwalniające klienta od lęku przed wieloletnimi umowami oraz przykrym uczuciem towarzyszącym otwieraniu kopert z rachunkami) ma połowa uczniów, co pozwala na stworzenie nowej i zwartej subkultury komunikowania. Uczniowie opracowują niemal bezpłatny sposób porozumiewania się, zwłaszcza w tych systemach, które pozwalają na pięciosekundowe rozmowy bez ponoszenia kosztów. Sygnał telefonu jest zapowiedzią nowej przyjemności - "dzięki komórce można zmieniać rozkład zajęć, nie tracąc żadnej okazji". Kampania reklamowa Idei pierwsza zwróciła się do osób, które chciały sobie przez telefon po prostu pogadać. Dotychczas chodziło raczej o ułatwienie osiągnięcia sukcesu zawodowego. Hasła "Sekretne nasze rozmawianie" lub "Teraz rozmawiam codziennie" namawiały do zerwania z ostrożnością i konwencjonalnością. Podobną strategię zastosował British Telcom, gdy zainwestował w reklamę z Bobem Hoskinsem "It?s good to talk", sławiącą przyjemność beztroskiej rozmowy. Z badań wynika że podobne kampanie adresowane są także do kobiet, które z przenośnych aparatów rozmawiają trzy razy chętnej niż z telefonów stacjonarnych. Pisma kobiece przekonują, że "komórka" jest niezbędnym wyposażeniem damskiej torebki, "rodzajem przedłużenia własnej osoby, podobnie jak okulary i zegarek". Angielska projektantka Bella Freud włączyła nawet "komórki" do swej najnowszej kolekcji, licząc na zainteresowanie nie tylko młodych dziewcząt, ale także matek, nie wyobrażających już sobie bez nich życia codziennego. "Telefon komórkowy w samochodzie jest tym samym, czym kuchenka mikrofalowa w kuchni" - głosi jedna z reklam, przekonując, iż większość zapracowanych kobiet mogłaby zapomnieć o tym, że ma dom, gdyby "nie kredyt hipoteczny". - Kobiety są naturalnymi heavy phone users. Dzięki telefonowi komórkowemu można zaoszczędzić nawet godzinę dziennie. Operatorzy zachęcają więc, by kobiety wykorzystywały strategie organizowania czasu kierowane do profesjonalistów - mówi Katarzyna Terej z agencji PR Media Rel. - Co czwarty użytkownik "komórki" jest kobietą, najczęściej poszukującą bardziej wyrafinowanych rozwiązań designerskich, zwracającą uwagę na kolory - potwierdza Robert Niczewski, rzecznik sieci Era GSM. - To prawdziwa rewolucja, jeśli wziąć pod uwagę, że parę lat temu obowiązywało hasło "fura, skóra i komóra", a telefon przenośny utożsamiany był z niepewnymi interesami i białymi skarpetkami.


Telefony komórkowe zrewolucjonizowały życie Polaków

"Komórka" pozwala łączyć sprzeczności: z jednej strony zapewnia samodzielność i możliwość komunikowania się niezależnego od rodziny, z drugiej - daje poczucie bezpieczeństwa poza domem i więzi z najbliższymi. Prawie połowa połączeń między telefonami stacjonarnymi a komórkowymi dotyczy spraw rodzinnych. Stworzenie cellular baby (aparatu dla dzieci Ericssona lub Philipsa z dwoma przyciskami "mama" i "tata") miało zapewnić zabawę dzieciom i spokój rodzicom. - "Komórka" daje nam świadomość tego, że w każdej chwili możemy wypełnić rozmową to, co nas dzieli od naszych najbliższych - odległość i nieobecność. Sam mam dzieci w Stanach Zjednoczonych i Anglii, więc kiedy na przykład jadę samochodem i mam ochotę się z nimi skontaktować, po prostu to robię - mówi prof. Jan Jerschina, psycholog społeczny. "Łatwo zauważyć, że telefon komórkowy zastąpi tradycyjny. Jeśli każdy będzie miał przy sobie przenośny telefon, nie będzie miało znaczenia, gdzie się aktualnie znajduje. Bez wątpienia pozostaną telefony domowe i biurowe, lecz będą raczej wykorzystywane do transmisji danych i połączeń wideo niż zwykłych rozmów" - stwierdził publicysta gospodarczy Hamish McRae. Jednocześnie telefony komórkowe mają coraz większy wpływ na kulturę organizacyjną przedsiębiorstw - wynika z badań przeprowadzonych w Danii, Anglii, Niemczech i Polsce przez Erę GSM i Centralny Ośrodek Badań Gospodarczych. Aż 97 proc. europejskich menedżerów i 82 proc. ich polskich kolegów korzysta w pracy z "komórek" i to częściej niż z aparatu stacjonarnego, zaś 57 proc. robi to także w dni wolne. - To kwestia "braku sznura": żadne inne urządzenie nie stwarzało takich możliwości synchronizacji działań i okazji do "oszukania czasu"- stwierdza Paweł Brukszo. Niemal połowa polskich menedżerów przyznaje się do korzystania z "komórek" w czasie spotkań służbowych, podczas gdy zwyczaj ten kultywuje jedynie 19 proc. Niemców i 2 proc. Anglików.


Komórka stała się dla młodych Polaków czymś równie zwyczajnym i niezbędnym jak zegarek

Uznają oni takie zachowanie za niezgodne z zasadami dobrego wychowania. W Polsce 83 proc. menedżerów używa przenośnych aparatów w samochodzie, podczas gdy w innych krajach europejskich czyni tak mniej niż połowa. Polacy zabierają "komórki" praktycznie wszędzie, jednak bycie na tzw. ciągłym podsłuchu często nie jest wyrazem sprawności zarządzania, lecz świadectwem wewnętrznego nieuporządkowania. Niektórzy biznesmeni podczas negocjacji wykładają na stół jednocześnie aparaty Ery (bo odpowiedni zasięg), Idei (bo taniej) i Centertela (bo to dowód na to, że "zawsze było mnie stać"). - Można tu mówić o "syndromie Leksztonia", który w swojej firmie doprowadził do absurdalnej sytuacji: wszystkim, nawet przyjmowaniem do pracy sprzątaczki, zajmował się osobiście. Potrzeba bycia dostępnym dla świata przez cały czas może więc wynikać z pragnienia niezdrowej kontroli - przekonuje Piotr Ławacz, psycholog społeczny. - Komórkowy savoir-vivre jest kwestią umowy w obrębie "wspólnoty telefonujących" - mówi Robert Niczewski. - Jeżeli ktoś podczas spotkania uprzedza, że czeka na ważny telefon, mamy zupełnie inną sytuację niż wtedy, gdy cztery osoby wykładają swoje telefony i niecierpliwie oczekują, czy przypadkiem ktoś nie zadzwoni. W naszej firmie wykorzystuje się zwykle potencjał telefonu, czyli na przykład przekazywanie rozmowy do osoby, która może odebrać informację - dodaje Niczewski. Tygodnik "Time" opublikował dekalog posiadacza przenośnego aparatu, w którym główne przykazanie obliguje do niewyjawiania podczas publicznej konwersacji rzeczy mogących zaszkodzić rozmówcy lub narazić go na straty. W Stanach Zjednoczonych regulują to na przykład przepisy dotyczące tajemnicy handlowej. W Polsce w niektórych instytucjach, m.in. w bankach, wprowadzono już zakazy korzystania z komórek. Są jednak firmy pozwalające pracownikom na prowadzenie prywatnych rozmów ze służbowych aparatów. Jest to o tyle ważne, że co czwarta rozmowa, z pozoru służbowa, ma półprywatny charakter. W przyszłości kampanie reklamowe skupią się na przedstawianiu telefonu jako środka służącego zapewnieniu osobistego bezpieczeństwa. Co piąta Amerykanka przyznała, że kierowała się tym przy zakupie telefonu. - Używanie aparatów komórkowych jest wyrazem pragnienia kontroli i pogodzenia dwóch pozornie sprzecznych z sobą potrzeb: planowania przyszłości oraz potrzeby życia chwilą - dowiadujemy się z badań wykonanych na zlecenie Motoroli. 73 proc. użytkowników "komórek" uważa, iż dzięki nim ich życie stało się mniej stresujące, 80 proc. - że ich działania zyskały na skuteczności. Jednocześnie jednak większość użytkowników przyznała, że brak zwykle używanego telefonu wywołuje panikę i irracjonalne poczucie odcięcia od świata.
Więcej możesz przeczytać w 15/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 15/1999 (854)

  • Playback 11 kwi 1999 Wicemarszałek Sejmu Marek Borowski (SLD) i rzecznik SLD Andrzej Urbańczyk 13