Partiotyzm

Partiotyzm

Dodano:   /  Zmieniono: 
Dziś nasza racja stanu to związki z Zachodem, NATO, a potem jak najszybciej Unia Europejska.
Święta prawda, ale co jeszcze? W ostatecznym rachunku pytanie o rację stanu jest pytaniem o nowoczesny patriotyzm. Nie ten z gębą pełną wytartych frazesów, by nie musieć odpowiadać na pytania współczesności. O ten patriotyzm, który buduje i łączy. Bo tylko o taki warto pytać.

Czy Balcerowicz jest polskim patriotą? Sukces gospodarczy III Rzeczypospolitej najlepiej dzisiaj promuje nasz kraj i świadczy o tym, że Polacy mądrze wykorzystali szanse, jakie stworzył im upadek komunizmu. Zachęca to zagranicznych inwestorów, umożliwia integrację z Zachodem, sprawia, że Polska postrzegana jest jako partner solidny i dobrze rokujący na przyszłość. Innych szczególnie mocnych punktów nie mamy. Była wielkim promotorem Polski postać Ojca Świętego, ale dziś jego pontyfikat - z biologicznych powodów - dobiega kresu, przy mniejszym niż niegdyś zainteresowaniu świata osobą papieża Polaka. Był naszym przebojem promocyjnym Lech Wałęsa, ale czas, kiedy otwarte były dla niego pierwsze strony wszystkich gazet świata, już dawno minął, a sami też przyczyniliśmy się w dużym stopniu do destrukcji tego jedynego polskiego mitu, który przedarł się do świata. Z tego punktu widzenia na gospodarkę trzeba patrzeć nie tylko jako na sposób zarabiania pieniędzy, ale jako na jedynego praktycznie gwaranta naszej pozycji na świecie, jedyne coś warte "świadectwo moralności", jakim kraj nad Wisłą może się dziś legitymować. Z tej perspektywy "program Balcerowicza" jest pozytywną ilustracją do podręcznika ekonomii, a nade wszystko przykładem nowoczesnego polskiego patriotyzmu, najważniejszym atutem, z jakim Polska startuje w XXI wiek. Z tej samej perspektywy każdy, kto - kierując się nawet najoczywistszymi potrzebami jakiejś grupy i jej uzasadnionym poczuciem krzywdy - usiłuje naruszyć gospodarczą stabilizację i pokój społeczny, powinien się zastanowić, czy nie uderza w sedno naszej racji stanu. Wiem, że to dylemat niebywale dramatyczny, że są krzywdy, rażące nierówności i piekący żal. Racje Polaków nie zawsze przekładają się na polską rację stanu. Ale wystarczy przypomnieć niedawny przykład rumuński. Trudno znaleźć grupę społeczną równie pokrzywdzoną jak górnicy w tym biednym kraju. A jednak po górniczych rozruchach sprzed dwu miesięcy koncern Amoco wycofał się z zainwestowania 2 mld USD w rumuński przemysł naftowy. Protestujący przegrali starcie z rządem, przekreślając przyszłość własnych dzieci, które mogłyby znaleźć lepszą pracę w nowych fabrykach. Jest to także dramatyczny dylemat dla rządzących, nie tylko dla protestujących. Jeśli stan gospodarki jest dziś naszą najważniejszą wizytówką i legitymacją w świecie, to rząd powinien ostrzej niż do tej pory - z całą surowością prawa - traktować próby destabilizacji gospodarki, nawet jeśli motywowane są uzasadnionym poczuciem czyjejś krzywdy. Zwalnianie od odpowiedzialności prawnej Andrzeja Leppera jedynie dlatego, że sprzyjają mu wyniki badań opinii publicznej, jest tchórzowskim
zaniechaniem wymierzonym w sedno polskiej racji stanu.

Gospodarka jest najważniejszym atutem, z jakim Polska startuje w XXI wiek


Mierne sukcesy polskiej chirurgii. We wrześniu 1997 r. wyborcy dali mandat do rządzenia koalicji AWS-UW nie dlatego, iż spodziewali się, że będzie ona rządzić sprawniej, ale dlatego, że obiecywała rządzić uczciwiej - bez afer, prywaty i ciasnego partyjniactwa charakterystycznego dla rządów koalicji postkomunistycznej. Niestety, resztki tych nadziei właśnie się rozwiewają. Powiadano w czasach PRL, że najtrudniejszą operacją chirurgiczną jest amputacja ministra (lub sekretarza) od fotela. Chociaż sekretarzy już nie ma, zaostrzyły się problemy chirurgiczne. Wystarczy przypomnieć gorszące spektakle, jakie odegrali przed opinią publiczną ministrowie Czarnecki, Janiszewski czy Maksymowicz (nie wypowiadam się na temat przygotowania reformy służby zdrowia, lecz mianowania na stanowisko swego doradcy wice- ministra zwolnionego za karygodne marnotrawstwo). Tymczasem pierwszą reakcją tak wysokiego reprezentanta państwa na skutki własnej nieudolności lub wręcz udział w aferach powinna być dymisja. Przykład, jaki kiedyś dał Andrzej Olechowski - zarówno jako minister finansów, jak i spraw zagranicznych - pozostał bez echa. Jak ma zresztą być inaczej, skoro partyjniactwo sprowadzające się do żonglowania posadami zostało przez obecnie rządzących przejęte od poprzedników. Jest nawet gorzej, bo AWS to także koalicja partyjek zazdrośnie strzegących swych wpływów. Jakim prawem ten resort "należy" do SKL, a tamten do ZChN i wara komukolwiek od niego jak psu od cudzej kości? Po prostu powinien być dobrze kierowany, bo na tym polega polska racja stanu i racja rządzącej koalicji, jeśli chce ponownie wygrać wybory. Jeśli politycy na szczycie nie potrafią patrzeć dalej niż na koniec swego nosa, to czegóż wymagać od polityków lokalnych? Nieuchronną pochodną kadrowej zasady TKM (nie muszę tłumaczyć tej ponurej sławy skrótu) musi być zasada BMW (Bierni, Mierni, Wierni), wydawałoby się pogrzebana wraz ze śp. komunizmem, dziś jednak doskonale funkcjonująca w "solidarnościowych" układach. Jeśli wojewodą zostaje były katecheta albo pan, który nie dał się poznać na żadnej ważniejszej funkcji kierowniczej, ale pomagał przy zakładaniu regionalnego AWS, nie można się dziwić, że później tacy lub podobni urzędnicy będą swoim nieudolnym bezwładem odstraszać zagranicznych inwestorów, swoim tchórzostwem zachęcać Lepperów, swoją podejrzliwością odstraszać doradców mających własne zdanie. A przede wszystkim będą się otaczać ludźmi podobnymi do siebie: równie nijakimi, lecz równie dbałymi o interes grupki. Żadne państwo tego nie przetrzyma. Żadna racja indywidualna nie usprawiedliwia takiej pogardy dla polskiej racji stanu.

Służba państwu czy partii? Jest trywialnym stwierdzeniem, że racja stanu wymaga, aby państwo było rządzone dobrze. Powinni być dobrzy ministrowie, dobrzy wojewodowie, dobrzy urzędnicy, dobrzy poddani. Wszyscy powinniśmy być dobrzy albo przynajmniej trochę lepsi. Ale ludzie są tacy, jacy są - to znaczy grzeszni i omylni. Najwyżej lepsze lub gorsze struktury mogą poprawić lub pogorszyć jakość rządzenia. Dlatego nie od dziś powtarzam, że największym błędem Mariana Krzaklewskiego było to, iż nie utworzył partii jeszcze przed wyborami, kiedy niektóre z dzisiejszych - wchodzących w skład AWS - partyjek chciały się w zjednoczonej euforii rozwiązać. Być może mielibyśmy trochę mniej partyjniactwa, wyszarpywania sobie stanowisk i sfer wpływów. Dziś jest już za późno; marchewka została zjedzona, kija nikt się nie boi. Może, jeśli kiedyś w przyszłości dojrzejemy do jednomandatowych okręgów wyborczych, posłowie okażą się mniej związani z partią, a bardziej z wyborcami. Może, jeśli kiedyś przekonamy się do prezydenckiego lub przynajmniej kanclerskiego systemu rządów, podzielony na partie parlament zajmie się wreszcie tylko tym, do czego jest powołany, to znaczy tworzeniem prawa. Może, jeśli prywatyzacja nabierze szybszego tempa, zmniejszy się za parę lat liczba tłustych posad do podziału i strumień łatwej forsy do korumpowania polityków. Może... Ale mówiąc o polskiej racji stanu, o dobrze funkcjonującym państwie, nie unikniemy spojrzenia w siebie. Gdzie jest moja racja, a gdzie racja Polski? I która ważniejsza? Gdzie jest mój honor i moje sumienie? To nie są puste frazesy. Zasłużony dla dawnej "Solidarności" ksiądz Henryk Jankowski wygaduje antysemickie bzdury, a zasłużony dla integracji polskiej prowincji wokół swej modlitewnej anteny ojciec Tadeusz Rydzyk sieje nienawiść i wzywa do rujnowania gospodarki. Owszem, jestem gotów przyznać, że obaj wierzą w to, co mówią i że istotnie tak im się wydaje. Ale nie spytają wielebni duchowni swego sumienia, czy wypowiadając publicznie to, co im namiętności podpowiedzą, nie uderzają boleśnie w polską rację stanu, czy nie podcinają gałęzi, na której siedzą wraz z narodem? Żeby tylko sławetni księża... A panowie ministrowie? Od paru lat kolejni ministrowie edukacji narodowej rekomendują szkołom podręczniki historii autorstwa pana Szcześniaka - antysemickie, nienawistne, jątrzące błędami o "zmowie w Magdalence". Sprawa byłego lektora partyjnego, który odnalazł w sobie powołanie "Polaka i patrioty", nie wynikła bynajmniej ostatnio wraz z listem ponad dwustu osobistości do ministra Handkego w tej sprawie. Znana była o wiele wcześniej. Czemu przypisać tolerowanie przez kolejnych ministrów bzdur potwierdzających obraz Polaka jako ciemnego ksenofoba? Nieudolności, bezwładowi, tępocie doradców i pełnomocników? Wstyd, ja- ki stąd powinien wynikać, jest - moim zdaniem - większy niż z powodu wzięcia pod ministerialne skrzydła rzekomo plagiatorskiej pracy magisterskiej bliskiego partyjnie posła. Ale kto by się dziś wstydził?

Przesłanie ostrzegawcze do rodaków. Nie mówię do ministrów: oni i tak się nie poprawią, a w skuteczną reorganizację miotanego partyjniactwem rządu nie wierzę. Nie mówię do posłów koalicji: im najtrudniej zrozumieć, że dzisiejszy spadek notowań może się okazać trwalszy, niż wynikałoby z zamieszania nieuchronnego przy wdrażaniu tylu reform. Tym bardziej nie mówię do eksponentów SLD: trzeba mieć sporo bezczelności, by z oburzeniem piętnować niemoralność AWS, mając na karku i komunistyczną przeszłość, i siedem milionów "zapodzianych" dolarów, i całą gromadę innych afer. Mówię do zwykłych ludzi. Nim nakrzyczymy na rzeczywistość, nim wyszczerzymy zęby do swoich lub obcych, nim wyjdziemy z transparentami na ulice, zastanówmy się - komu naprawdę szkodzimy? Ale może i politykom warto czasem przemówić do rozumu? Po ostatnich iskrzeniach koalicyjnych wśród prominentnych polityków Unii Wolności słychać coraz częściej głosy zniecierpliwienia: "Wychodzimy, niech sobie AWS sama porządzi!". Jest to rozumowanie dość krótkowzroczne zarówno z punktu widzenia państwa, jak i partii. Mniejszościowy rząd AWS oznacza jedynie odroczenie przyspieszonych wyborów najwyżej o pół roku. Unia popierająca AWS tylko warunkowo i w "konkretnych sprawach" nieuchronnie się z akcją pożre, a już na pewno pożre się o przyszłoroczny budżet. W obecnym Sejmie unia nie zawrze koalicji z SLD, bo sojusz nie chce sobie brać na kark rozgrzebanych reform. Zresztą AWS pokuma się wtedy z PSL. A przedterminowe wybory SLD wygra, znacznie poprawiając swój stan posiadania w Sejmie. Może w tych przedterminowych wyborach poprawiłaby swoją pozycję także Unia Wolności? Możliwe, ale najpierw rozeźlona zdradą AWS wspólnie z SLD zmodyfikują ordynację wyborczą, by wymieść z Sejmu mniejsze partie. Sojusz chętnie weźmie udział w tej zemście porzuconej akcji, tym bardziej że on na tym wygra. Unia Wolności była do tej pory w koalicji partią mądrzejszą, skutecznie hamującą skłonności niektórych polityków AWS do ekonomicznej utopii. Wolałbym, by taką pozostała. W interesie polskiej racji stanu. Zwłaszcza że nie musi się obawiać o przyszłość: młodsze i wykształcone pokolenie popiera ją o wiele mocniej niż starsi i bez dyplomów.
Więcej możesz przeczytać w 15/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 15/1999 (854)

  • Playback 11 kwi 1999 Wicemarszałek Sejmu Marek Borowski (SLD) i rzecznik SLD Andrzej Urbańczyk 13