Kraina śmierci

Kraina śmierci

Dodano:   /  Zmieniono: 
Od roku śmierć jest w Kosowie wszechobecna
Jeszcze zanim doszło do operacji wojskowej sił NATO, ludność tej jugosłowiańskiej prowincji zdążyła się oswoić z widokiem śmierci. Tysiące ludzi poznało gorzki los uchodźców, wegetując w prowizorycznych domostwach i namiotach. Świadkiem gotującej się kosowskiej apokalipsy był fotoreporter Joachim Ladefoged, który obserwował i utrwalał swoim obiektywem zarówno sceny grozy, jak i codzienne życie w oblężonym kraju. Ladefogedowi udało się dotrzeć do wioski Rogovo, która podobnie jak wcześniej Ra?cak, stała się sceną masakry dokonanej przez serbską ekspedycję karną. Zabijano zarówno bojowników Armii Wyzwolenia Kosowa (AWK), jak i miejscowe rodziny chłopskie. W tej małej osadzie Serbowie z zimną krwią zamordowali w lutym 25 osób. Krewni odprowadzali ich w ostatnią drogę według muzułmańskiego obrządku. Zdjęcia, będące dowodem bezprzykładnego bestialstwa dokonywanego na terenie Europy, obiegły świat i przyspieszyły decyzje Paktu Atlantyckiego o ataku na wojska wprowadzające w życie szaleńczą politykę prezydenta Slobodana Milo?sevicia. Już wówczas było jasne, że Milo?sević dąży do bezpardonowej eksterminacji Albańczyków. Ponad wszelką wątpliwość udowodnił to ostatnio. Skierowana do Kosowa - w odwecie za NATO-wskie bombardowania - serbska ekspedycja karna rozpoczęła akcję czystek etnicznych na skalę większą nawet od tych, jakie przeprowadzano podczas krwawego konfliktu w Bośni. Uchodzący za granicę w poszukiwaniu bezpiecznego azylu Albańczycy są szykanowani przez siły bezpieczeństwa Belgradu. Aby utrudnić im powrót w rodzinne strony, uchodźców pozbawia się dowodów tożsamości. W państwowych urzędach niszczone są wszelkie ślady, dokumenty związane z istnieniem tych ludzi - jakby ich nigdy nie było. Dziś jest już niemal pewne, że tragedie Rogova i Ra?caku, a także dalsze, systematyczne mordowanie mieszkańców jedynie odsuwa w czasie przyszły niezależny status Kosowa. Zapowiedziała to społeczność międzynarodowa, zaszokowana falą serbskich zabójstw rdzennej ludności. A jeszcze niedawno jednym głosem mówiono tylko o autonomii dotychczasowej jugosłowiańskiej prowincji. Coraz silniejsze jest również przekonanie, że sam Milo?sević pogodził się z utratą Kosowa. Chce jednak maksymalnie skomplikować panującą tam sytuację. Albańczycy nie chcieli i nie chcą iść na rzeź jak jagnięta. Chwycili za broń. W walkach ginęli i nadal giną również serbscy żołnierze i policjanci. Dwudziestoletni policjant Milan Stevanović zginął w Dakovicy z rąk "nieznanych sprawców". Na pogrzebie w rodzinnej miejscowości Gorazdevac młodziutkiego funkcjonariusza opłakiwała zrozpaczona rodzina. Końca terroru nie widać. Prowadzone czystki etniczne jedynie wzmogły chęć oporu przeciwko dopuszczającemu się okrucieństw "okupantowi". Prześladowani Albańczycy nie wahają się właśnie tak nazywać Serbów.
Więcej możesz przeczytać w 15/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 15/1999 (854)

  • Playback11 kwi 1999Wicemarszałek Sejmu Marek Borowski (SLD) i rzecznik SLD Andrzej Urbańczyk13