Wojna o marlboro

Wojna o marlboro

Dodano:   /  Zmieniono: 
Armia przemytników opanowała południe Włoch
Jedynymi, którzy na Bałkanach nic sobie nie robią z wojny, są przemytnicy z Albanii i Czarnogóry. Samoloty NATO zrzucają bomby, płoną koszary i fabryki, setki tysięcy ludzi uciekają przed działaniami wojennymi, a szmuglerzy spokojnie przerzucają przez Adriatyk uchodźców i papierosy. Przybijają do wybrzeży południowego regionu Apulia, niewiele przejmując się policją, wojskiem, a nawet natowskimi samolotami AWACS.

Do północnej Albanii rząd włoski wysłał tony pomocy humanitarnej, namioty, szpitale polowe, beczkowozy, autobusy i ciężarówki, a także setki żołnierzy w nadziei, że większość uchodźców pozostanie w budowanych przez nich obozach. Władze w Rzymie wiedzą bowiem, że Włochy skazane są na przegraną w ewentualnej wojnie przeciwko handlarzom żywym towarem: przemytnikom z Vlory i Durrësu, przerzucającym co noc na pontonach do tysiąca nielegalnych emigrantów.
Jeszcze groźniejsi są przemytnicy papierosów z Czarnogóry. W grę wchodzą miliony, więc obie strony nie przebierają w środkach. We Włoszech paczka "oficjalnych" marlboro kosztuje 5500 lirów. Przemytnicy kupują je w czarnogórskim Barze po 1000 lirów i sprzedają po 3000 w Neapolu i okolicach, a po 4000 lirów w Rzymie i na północy Włoch. Papierosy przerzucane są przez Adriatyk superszybkimi motorówkami. Każda z nich może pomieścić pięć ton towaru, ale zazwyczaj zabiera na pokład nie więcej niż trzy - w razie wpadki strata byłaby zbyt wielka. Trzy tony to 300 tys. paczek, za które zamawiający zapłacił 300 mln lirów (ok. 175 tys. dolarów). Ich wartość czarnorynkowa jest trzykrotnie wyższa.
Guardia di Finanza, włoska policja finansowa, podaje, że w ciągu roku odbywa się co najmniej tysiąc takich przerzutów. Organizacje przemytnicze inwestują więc 300 mld lirów, by zarobić 900 mld (ok. 530 mln dolarów). Sami tylko bracia Vitantonio i Tommaso
Colagrande, oficjalnie przedsiębiorcy budowlani z Polignano a Mare pod Bari, nim wpadli w ręce policji, na przemycie papierosów zarobili w 1998 r. 17 mld lirów.
Przemycane marlboro sprzedawane są w całych Włoszech, ale największym rynkiem jest Neapol i otaczający go region Kampania. Ma to swoje korzenie historyczne - po wojnie brakowało papierosów, mieli je natomiast okupujący miasto Amerykanie. Wkrótce powstał więc czarny rynek. Po odejściu Amerykanów zapotrzebowanie wzrosło. Aby je zaspokoić, powstawały organizacje przestępcze. Dla wszystkich wymarzonym miejscem zakupów stał się wolnocłowy port w Tangerze.
Państwowy monopol produkował coraz więcej papierosów, ale ponieważ ich sprzedaż stanowiła w jeszcze słabo rozwiniętych Włoszech główne źródło dochodu fiskusa, niewielu z ubogich neapolitańczyków mogło sobie pozwolić na ich zakup, więc zapotrzebowanie na towar przemycany nie malało. Kiedy w 1959 r. na skutek presji Francji i Włoch wolnocłowy port w Tangerze został zamknięty, mafiosi z Marsylii i między innymi ludzie kamory przerwali krwawą wojnę i zaczęli się wspólnie rozglądać za nowym źródłem zaopatrzenia. Znaleźli je w Jugosławii, gdzie korzystając ze względnego liberalizmu Josipa Broza-Tity, wielkie zachodnie firmy tytoniowe zezwoliły na produkcję swoich papierosów na licencji.
Wszystko zmieniło się po rozpadzie Jugosławii. Przemyt ruszył pełną parą i lokalne fabryki nie nadążały z zaspokojeniem popytu. Trzeba było więc importować. Doskonałym dostawcą okazała się Ukraina. W obsłudze przemytników wyspecjalizowała się zwłaszcza Czarnogóra, granicząca z Albanią, nadmorska część kadłubowej Federacyjnej Republiki Jugosławii. Statki handlowe z Ukrainy najzupełniej legalnie wyładowują papierosy zamówione przez firmy z Czarnogóry. Towar zostaje oclony i zafakturowany. Co potem z tymi oclonymi papierosami robią czarnogórskie firmy, to już władz z Podgoricy (dawny Titograd) nie interesuje. Nikogo nie obchodzi też, że przy pobliskim molo zacumowanych jest 80 najszybszych w Europie motorówek, gotowych do przewiezienia tych papierosów do Włoch. Po zamknięciu ubiegłej jesieni dwóch stoczni jachtowych, jednej w pobliżu Bari, drugiej w Peskarze, motorówki produkowane są - jak pisze tirański dziennik "Shekulli", a potwierdza albańska służba specjalna SHIK - przez włoską firmę Regolo, zlokalizowaną w Shkozet koło Durrësu w Albanii. Jej właścicielem jest 51-letni Graziano Pardini z Viareggio. Policji albańskiej, która w lutym przeprowadziła rewizję w jego stoczni, tłumaczył, że są to "motorówki dla bogatych turystów". Superszybkie motorówki mają 16-18 m długości. Budowane są przeważnie na licencji włoskiej firmy Corbelli. Mają aluminiowy szkielet, kadłub z żywicy epoksydowej wzmocniony jest na dziobie grubą warstwą blachy. Na pokładzie nie instaluje się żadnych urządzeń, by cała przestrzeń mogła być wykorzystana do załadowania kartonów z papierosami. Ponieważ pływają niemal wyłącznie w nocy, pomalowane są na ciemnoniebiesko, a w takich warunkach niełatwo je zauważyć nawet w świetle reflektora.
Problemy zaczynają się po stronie włoskiej. Po kilku latach względnej bezkarności władze energicznie zaczęły zwalczać przemytników. Ponieważ jednak ładunek jest niezwykle cenny, przemytnicy robią wszystko, by nie wpadł w ręce policji. Transport drogą lądową staje się niezbędny, gdyż główny rynek na papierosy z przemytu znajduje się w Neapolu i okolicach, a więc po drugiej stronie Półwyspu Apenińskiego. Aby tam dotrzeć, motorówki musiałyby opłynąć "włoski but", a nie mają tak dużego zasięgu. Nie można też wozić kontrabandy łatwymi do przechwycenia frachtowcami. Dlatego przemytnicy zorganizowali transporty lądowe. Służą do tego zamaskowane ciężarówki, na przykład cysterny, chłodnie, a najczęściej konwoje, w których skład zazwyczaj wchodzą dwa wypełnione papierosami TIR-y, sześć-osiem opancerzonych samochodów terenowych i kilka szybkich aut osobowych. Przestępcy porozumiewają się za pomocą krótkofalówek.
Zadaniem eskorty jest odciągnięcie uwagi blokującej trasy policji. Pierwsze jadą samochody osobowe. Wobec patroli zachowują się prowokacyjnie, by ściągnąć na siebie ewentualny pościg i w ten sposób "przetrzeć" drogę TIR-om. Gdy to nie skutkuje, do akcji wchodzą samochody terenowe. Ich karoseria obudowana zostaje grubą blachą stalową. Auta wyposażane są w szyby kuloodporne i twarde opony silikonowe. Za tylną osią przymocowuje się pojemniki na olej i gwoździe o trzech ostrzach; opróżnienie ich w odpowiednim momencie pozwala skutecznie utrudnić pościg. W razie potrzeby policję mają powstrzymać karabiny wyposażone w noktowizory.
W ubiegłym roku policja finansowa zarekwirowała prawie sto takich taranów. Kiedy w połowie lutego w ciągu kilku dni władze przechwyciły kolejnych dwadzieścia, zdesperowani przemytnicy, którzy najwyraźniej planowali zorganizowanie konwoju, zrabowali z warsztatów wojskowych dwa wozy pancerne. Pierwszy z nich został odnaleziony kilka dni później. Chronił TIR-a podróżującego w biały dzień ze znakami znanej światowej firmy kurierskiej. Kiedy policjanci puścili się w pogoń za konwojem, pojazd opancerzony zawrócił i zablokował drogę radiowozowi. Trzymając funkcjonariuszy na muszce pistoletów maszynowych, załoga przesiadła się do samochodu osobowego, który nadjechał jej w sukurs. Nikogo nie aresztowano, a po ciężarówce wszelki ślad zaginął.
Takie potyczki - do ostatniej doszło 24 lutego w pobliżu Valenzano koło Bari - zdarzają się jednak rzadko i na niewiele przydadzą się dostarczone ostatnio policji nowe wozy pancerne i karabiny typu SPAS, strzelające pociskami przebijającymi opancerzone karoserie. Przemytnicy dysponują armią doskonale przygotowanych wywiadowców. Przez całą dobę dziesiątki informatorów "przeczesują" częstotliwości policyjne. Za pomocą sprzętu laserowego, jakiego nie powstydziłby się niejeden wywiad, podsłuchiwane są też komisariaty. Organizacje przemytnicze dysponują nawet nowoczesnymi stacjami radarowymi, umożliwiającymi kontrolę ruchu morskich i naziemnych patroli policyjnych. Policja zlikwidowała już trzy takie stacje; każda warta była ponad pół miliona dolarów.
Gdyby wszystkie te systemy zawiodły, w odwodzie są kolosalne łapówki. Na początku marca prasa włoska doniosła, że prokurator Giovanni Giorgio z Rejonowego Wydziału Antymafijnego (DDA) w Bari wszczął śledztwo przeciwko niezidentyfikowanym jeszcze karabinierom, którzy byli na żołdzie przemytników.
Więcej możesz przeczytać w 15/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 15/1999 (854)

  • Playback 11 kwi 1999 Wicemarszałek Sejmu Marek Borowski (SLD) i rzecznik SLD Andrzej Urbańczyk 13