Puste opakowania

Puste opakowania

"Infocywilizacja - media w XXI wieku": konkurs dla młodych dziennikarzy zorganizowany przez Ambasadę USA w Polsce oraz tygodnik "Wprost" - rozstrzygnięty
"Wkroczyliśmy w erę która rozbrzmiewa zgiełkiem głosów maluczkich. Każdy człowiek może zostać dziennikarzem i rzucić wyzwanie możnym i obdarzonym władzą. To właśnie Internet uratuje dziennikarstwo. Widzę przyszłość w której będziemy mieli 300 mln reporterów". Autorem tych (proroczych?) słów jest pewien poruszający się z elektroniczną szybkością internetowy dziennikarz. Matt Drudge - uznawany za symbol upadku dobrych dziennikarskich obyczajów i rzetelności nieposkromiony PAW czyli jednoosobowa Plotkarska Agencja Wywiadowcza nazywany także królem psotników .
Nawet najbardziej zagorzali przeciwnicy pikantnych informacji i ploteczek które codziennie serwuje internetowa strona Drudge Report nie mogą pominąć kłopotliwych pytań wywołanych przez tego elektronicznego plotkarza. Czy rzeczywiście tak będzie wyglądać dziennikarstwo w dobie elektronicznej komunikacji? Póki swoje książki i artykuły publikuje Ryszard Kapuściński trudno się z tą wizją pogodzić. Jednak niewielu dziennikarzy młodszego pokolenia zdecydowałoby się na spędzenie kilku lat w Afryce po to tylko by powstała 340-stronicowa książka. Dla nich liczy się przede wszystkim pieniądz a więc wierszówka. Wierszówka a więc sprawy bieżące tymczasowe po zużyciu wyrzucane do kosza na śmieci - jak jednorazowe opakowania z McDonalda.
Mnogość szybkość płytkość - oto "trójca święta" współczesnego dziennikarstwa. Coraz bardziej nasze polskie (i europejskie) dziennikarstwo dostosowuje się do standardów amerykańskich. Bardziej od jakości liczy się szybkość. A jakie medium jest najszybsze ze wszystkich? Internet - wielkie śmietnisko świata. Niewątpliwie to właśnie on stanowi kopalnię wiedzy z różnych dziedzin życia a adres http://www coraz częściej pojawia się w pracach magisterskich - nawet tych z dziedziny literatury. Która z wyszukiwarek jest jednak w stanie wyłowić te 2 proc. mądrości? Internet stał się wielkim lustrem ludzkich wad: plotkarstwa pośpiechu ignorancji... Wzorowym przykładem jest wspomniana już internetowa strona Matta Drudge?a serwująca nam pikantne nowinki... prosto z kosza na śmieci. I to dosłownie ponieważ jej autor pracujący w sklepiku sieci CBS swoje informacje zdobywał w rozmaity sposób między innymi wygrzebując je z kosza na śmieci.
Nie sposób mu odmówić swoistej intuicji. To właśnie Drudge jako pierwszy opublikował (oczywiście odkrytą przez innych dziennikarzy!) informację o aferze Clinton-Lewinsky. Jednak strona http://www.drudgereport.com w większości zawiera brukowe sensacje. Tak było w wypadku informacji na temat Blumenthala doradcy Clintona który rzekomo bił swoją żonę. Blumenthal pozwał do sądu Drudge?a oraz dostawcę Internetu firmę America Online która wspierała działalność "elektronicznego plotkarza" przyznając mu stypendium.
Wywołało to falę dyskusji. Czy dostarczyciel internetowych połączeń może ponosić odpowiedzialność za treść rozpowszechnianych w sieci informacji? Czy jest to zamach na wolność słowa - świętość internetowego bractwa? Warto się przy okazji zastanowić czy Internet nie jest też najłatwiejszym źródłem manipulowania ludźmi przez partie lub wielkie koncerny przemysłowe.
Czy w dziennikarstwie internetowym obowiązują niższe standardy niż w tradycyjnym prasowym? Na to pytanie odpowiedzieć jest najtrudniej. Z jednej strony mamy bowiem skandalistę Drudge?a z drugiej zaś - elektroniczne magazyny (takie jak "Slate" i "Salon") którym nie jest obca rzetelność i solidność. Łatwo dostępne dla zapracowanego współczesnego człowieka elektroniczne magazyny będą coraz bardziej popularne. Nikt już nie ma czasu na powolną lekturę gazety. "Slate" w błyskawicznym tempie dostarcza nam codziennie podsumowanie zawartości pięciu najsławniejszych amerykańskich dzienników. Współczesnemu czytelnikowi to zdecydowanie odpowiada. Wszystko ma podane w pigułce z dostawą do domu. Najszybciej najwięcej najłatwiej...
Bardzo istotną częścią tego królestwa konsumpcji są filmy interaktywne - żerujące na pragnieniu władzy balansujące na granicy między grą komputerową a kinem. Widz-gracz może sam podejmować decyzje które zaowocują jednym z wielu możliwych wariantów zakończeń. To on na te kilkanaście albo kilkadziesiąt godzin (bo nawet tyle może trwać film interaktywny) staje się reżyserem przejmuje pałeczkę władzy. Tradycyjne kino narzuca się trzyma w ryzach. Natomiast film inter- aktywny pozwala wykreować własną rzeczywistość stwarza ułudę miraż. "Niektórym wydaje się że interaktywność pozwoli nam na nowo uwierzyć że to wszystko dzieje się naprawdę" - pisze David Coupland w "Poddanych Microsoftu". Nie jest to pogląd całkiem absurdalny. Tradycyjnym filmom nikt już nie wierzy ale interaktywność to nowość bardziej zbliżona do rzeczywistości. Być może z powrotem tak jak to było na samym początku kina damy się oszukać magii ekranu.
Na razie jednak silikonowe Hollywood cierpi na poważne niedostatki techniczne. Filmy interaktywne wciąż przegrywają z tzw. normalnym kinem. Jednak tych którzy nie wierzą w ich powodzenie w nadchodzącym wieku należałoby ostrzec. Po wirtualny teatr sięgają coraz bardziej znani artyści nawet światowej sławy gwiazdy Hollywood. Sam Robert De Niro zajął się produkcją filmu interaktywnego "9" do którego głosu użyczyła Cher. W tym wirtualnym teatrze możemy wchodzić w interakcje z fikcyjnymi postaciami zdecydowanie mniej kłopotliwymi niż prawdziwi ludzie.
Paradoksalnie dużą rolę w zanikaniu więzi międzyludzkich mogą w następnym tysiącleciu odegrać telefony komórkowe i poczta elektroniczna. Coraz trudniej jest nam rozmawiać z najbliższymi a zarazem coraz łatwiej nawiązać kontakt z mieszkańcami drugiej półkuli. Nie musimy już widzieć rozmówcy czy znać jego imienia - wystarczy adres e-mailowy. Może to doprowadzić do następującej sytuacji: człowiek który wie o wydarzeniach w najodleglejszym zakątku świata jest nieświadomy cierpienia w jego najbliższym otoczeniu nie zauważa swojej pogłębiającej się samotności.
Wydaje się że mimo rozwoju techniki jedna rzecz pozostanie niezmienna. Książka. Według Ryszarda Kapuścińskiego pisanie (bezpośrednio na papierze) ma swój własny rytm który komputery jedynie zakłócają burzą. Także Jonathan Caroll uznawany za pisarza nowoczesnego przyznał że nic nie zastąpi zapachu książki prosto z drukarni i radości przewracania jej kartek. Większość ludzi nie wyobraża sobie lektury powieści bez fizycznego kontaktu z książką z papierem. Ale czy tak będzie zawsze? Także w tej dziedzinie elektronika ma spore pole do popisu. Wymyślono już everybook. E-książka to skrzyżowanie tradycyjnej książki z notebookiem. Jej zawartość można zmieniać ładować z komputera lub Internetu i odczytywać... na ekranie. Ta nowość waży jednak dwa kilo i kosztuje 1600 dolarów. Miłośnicy książek nie mają więc powodów do obaw. Poza tym elektroniczny atrament nie pachnie...
I nie jest trwały. Podczas gdy dobry papier - jak podaje pismo "Wired" - przechowuje tekst nawet 500 lat a trwałość tablic egipskich wynosi 2 tys. lat informacje zapisane na CD-ROM-ach przetrwają maksimum dwa wieki a na dyskietkach - jedynie 20-30 lat. Wniosek nasuwa się sam: nasza cywilizacja poprzez swoje nośniki dąży do tymczasowości jednorazowości. Trwałość nie jest już wartością. Jest nią natomiast... opakowanie a więc atrakcyjny sposób podania towaru tu i teraz. Współczesne społeczeństwo jest społeczeństwem wzrokowców. Dlatego też bardziej od treści liczy się forma przekazu opracowanie graficzne obraz. Największą szansę rozwoju mają zatem media operujące obrazem a więc przede wszystkim telewizja. Na początek następnego wieku zapowiedziano już uruchomienie pierwszej internetowej stacji telewizyjnej. Jeżeli telewizja wykorzysta możliwości stwarzane przez Internet z pewnością stanie się medium przyszłości. Już dzisiaj widać jej ogromną rolę mierzoną choćby popularnością transmitowanego niedawno przez CNN nalotu samolotów amerykańskich i brytyjskich na Bagdad. Można było odnieść wrażenie że w całym tym przekazie najważniejsza jest widowiskowość przypominająca fajerwerki bomb a nie podawana jakby mimochodem informacja.
Opakowanie jest ważniejsze od tego, co się przeżywa - pisze David Coupland wizjoner XXI wieku. Multimedia stały się branżą opakowań - niejednokrotnie pustych.
Okładka tygodnika WPROST: 16/1999
Więcej możesz przeczytać w 16/1999 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0