Części zamienne

Części zamienne

"Od zmiany nastawienia Polaków do przeszczepiania narządów zależy co roku los setek ludzi..."
Jest to wspaniała metoda leczenia, której zawdzięczam życie. Ludzie powinni wreszcie uświadomić sobie prostą prawdę, że zwykła zgoda na przeszczep może uratować życie i zdrowie sześciu ciężko chorym osobom" - mówił podczas współ- organizowanego przez "Wprost" seminarium "Społeczne, prawne i etyczne problemy przeszczepienia narządów" Tadeusz Żytkiewicz, któremu dwanaście lat temu prof. Religa przeszczepił serce.

Swego czasu bardzo popularne było zamieszczone przez "National Geographic" zdjęcie, na którym prof. Zbigniew Religa siedzi wśród plątaniny niezliczonej liczby kabli i aparatury, w pokrwawionym fartuchu, zmęczony po przeprowadzeniu przeszczepu serca, a na stole operacyjnym nieopodal leży pacjent. Był to właśnie Tadeusz Żytkiewicz, który dziś pracuje jako nauczyciel i jest aktywnym działaczem stowarzyszenia zrzeszającego ludzi po transplantacji serca. Takich osób jest w Polsce już ponad 300 i żyją prawie całkowicie normalnie. Jak powiedziała jedna z nich - "co najmniej w 80 procentach".

- Znam rodzinę dawcy mojego nowego serca, rozmawiałem telefonicznie z jego żoną, moi synowie jeździli na jego grób i żadna ze stron nie odczuwa z tego powodu dyskomfortu moralnego - mówi Żytkiewicz. - Przeciwnie, wiem, że on kiedyś podczas oglądania w telewizji programu o przeszczepach powiedział, że gdyby tragicznie zmarł, to ktoś potrzebujący powinien skorzystać z jego organów. Temu człowiekowi, który był taksówkarzem i zginął w wypadku, programowi telewizyjnemu i rodzinie, która sama wręcz zabiegała o znalezienie biorcy serca, zawdzięczam najcenniejszy dar.
Taka postawa rodziny nie jest, niestety, rozpowszechniona w Polsce. Jak twierdzą transplantolodzy, wciąż zbyt wielu ludzi sprzeciwia się oddaniu do przeszczepienia narządów zmarłego członka rodziny. W chwilach żałoby jego najbliżsi nie zdają sobie sprawy, że sprzeciwiając się pobraniu tkanek i narządów, narażają na utratę życia oczekujących na nie chorych. W rezultacie co roku umiera u nas 60 proc. osób cierpiących na niewydolność nerek, których mógłby uratować przeszczep. W 150 ośrodkach dializ na przeszczep nerki czeka obecnie 2500 chorych. W krajach zachodnich braki narządów równoważy ofiarność najbliższych. W Skandynawii co trze- cia przeszczepiona nerka (w USA co czwarta) pochodzi od żywego, spokrewnionego z chorym dawcy. W Polsce - co setna.
Jak wykazują badania, potencjalni dawcy w Polsce przede wszystkim boją się powikłań pooperacyjnych. Tymczasem śmiertelność związana z operacją pobrania nerki wynosi 0,03 proc., a wczesne powikłania pooperacyjne, które mogą być przyczyną śmierci, występują u 1,4-1,8 proc. dawców i zwykle są pomyślnie leczone.


Czym jest śmierć mózgowa?
Śmierć mózgowa to prawdziwa śmierć człowieka. Ustanie krążenia krwi w móz- gu powoduje nieodwracalne jego uszkodzenie i chociaż za pomocą specjalnej aparatury można przez pewien czas utrzymywać czynność serca i oddychanie, stwarzając pozory życia, wiadomo, że człowiek nie żyje. U takich osób komisja lekarska złożona z trzech lekarzy, w tym co najmniej jednego specjalisty w dziedzinie anestezjologii i intensywnej terapii oraz jednego specjalisty w dziedzinie neurologii lub neurochirurgii, po przeprowadzeniu serii badań orzeka śmierć mózgową w celu odłączenia aparatury wentylującej zwłoki. Przed wyłączeniem aparatury można rozpatrzyć możliwość pobrania niektórych narządów do przeszczepienia. Pozostaje wtedy tylko kilka godzin, aby upewnić się, czy zmarły nie był przeciwny oddaniu tkanek i narządów po śmierci.

Ponadtrzydziestoletnie obserwacje dowodzą, że pobranie nerki nie wpływa negatywnie na stan zdrowia czy długość życia dawcy narządu. Boimy się przeszczepów także dlatego, że nie znamy zasad orzekania śmierci klinicznej, nie wierzymy, że śmierć mózgu wystarcza do pobrania narządów z nadal dobrze funkcjonującego organizmu. Zdarzało się nawet - jak wspominają transplantolodzy - że po ogłoszeniu w mediach, iż poszukuje się dawcy do przeszczepu serca, z klinik neurochirurgicznych wypisywali się pacjenci w obawie przed... utratą serca.
Sytuacji ciągłego niedoboru dawców w Polsce nie zmieniła uchwalona dwa lata temu ustawa, której najbardziej kontrowersyjnym postanowieniem było wprowadzenie tzw. zasady domniemanej zgody na pobranie narządu. Oznacza to, że jeśli ktoś nie zarejestrował sprzeciwu w specjalnym rejestrze, jeśli nie złożył pisemnego oświadczenia lub w czasie pobytu w szpitalu nie poinformował w obecności dwóch świadków o swoim negatywnym stosunku do przeszczepów, to w wypadku jego śmierci można od niego pobrać narządy. Nie potrzeba do tego - jak twierdzi prof. Mirosław Nestorowicz z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika - zgody rodziny, która nie ma żadnego prawa do dysponowania ciałem i organami zmarłego. Jednak praktyka jest inna. Lekarze w Polsce zwykle nie postępują wbrew woli najbliższych. - Co miałem zrobić, skoro po śmierci młodego człowieka, którego organy nadawały się do przeszczepu, trzech jego kolegów z akademika oświadczyło, że zmarły miał negatywny stosunek do przeszczepów? - pyta retorycznie prof. Janusz Wałaszewski z Centrum Organizacyjno-Koordynacyjnego Poltransplant. Lekarz nie ma w takiej sytuacji siły i ochoty na sprzeczkę z bliskimi zmarłego w tak trudnej dla nich chwili.


TADEUSZ NALEPA, muzyk Sześć i pół roku temu przeszedłem przeszczep nerki. Wcześniej kilkanaście lat chorowałem. Ostatnie pięć lat przed przeszczepem musiałem trzy razy w tygodniu dojeżdżać do szpitala na trwające pięć godzin dializy. Niektórzy pacjenci bardzo źle je znoszą, ja czułem się w miarę dobrze, dlatego nie chciałem się zdecydować na przeszczep. Transplantacja narządu jest zagadką nawet dla wielu lekarzy. Niektórzy mi to odradzali. Pokusa uniezależnienia się od szpitala jednak zwyciężyła. Po czasie oczekiwania na narząd nadszedł w końcu ten dzień, w którym życie zaczyna się na nowo. Niczego nie żałuję. Muszę brać leki, ale czuję się bardzo dobrze, jakbym nigdy nie chorował. Mogę nawet pracować.

Twórcy ustawy o transplantacjach zakładali, że wraz z jej wejściem w życie problem braku dawców zostanie rozwiązany. Tak się jednak nie stało. Ustawa na pewno odegrała pozytywną rolę, skodyfikowała, co wolno, a czego nie, ale najważniejszego problemu nie rozwiązała. A nawet - jak twierdzi prof. Wojciech Rowiński, krajowy konsultant w dziedzinie transplantologii - sytuacja w tym zakresie uległa pewnemu pogorszeniu. Nadal nie udaje się zmienić mentalności wielu lekarzy. Kiedy pewnemu neuro- chirurgowi - jak opowiada profesor - zaproponowano pobranie narządów od zmarłego dziecka, wręcz zbeształ zrozpaczonych rodziców. Pewna pani anestezjolog wyraziła natomiast pogląd, że człowiek umiera wtedy, gdy umiera jego serce.
Negatywny stosunek do przeszczepów narządów ma wielu lekarzy. Szacuje się, że jedynie ok. 25 proc. pracujących w 150 ośrodkach dializ w kraju informuje o możliwościach i namawia pacjentów do przeprowadzenia transplantacji nerki. Również lekarze innych specjalności ze sceptycyzmem odnoszą się do tej metody leczenia. Tylko na niektórych akademiach medycznych w szerszym aspekcie ujmuje się zagadnienie transplantologii. - Kiedy zamierzaliśmy przeprowadzić w tym zakresie kurs dla lekarzy anestezjologów, do udziału w nim zgłosiła się jedna osoba - mówi prof. Rowiński.
Na nastawienie społeczne wpływa też postępowanie i opinia księży - mówiono podczas seminarium. Jak podkreśla ksiądz profesor Józef Wróbel z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, mimo że - według Kościoła katolickiego - "nie wszystko, co jest możliwe z punktu widzenia medycyny, jest moralne", to w sprawie przeszczepiania organów opinia Kościoła jest już od dawna pozytywna. - Wydaje się, że śmierć mózgowa i kryteria jej stwierdzania są wystarczające - przyznaje ksiądz Wróbel. "Uważam, że wygłoszenie od czasu do czasu kazania, w którym wyrażono by wyraźnie pozytywny stosunek Kościoła do przeszczepiania narządów, ułatwiłoby przełamanie bariery społecznej nieufności" - powiedział jeden z dyskutantów. "Alumni słuchają o tych rzeczach na wykładach i może za kilka lat będą mówili o tym na kazaniach" - replikował ksiądz. Wypada więc jeszcze poczekać.
- O ile w porównaniu z innymi krajami dociera do nas dużo skarg na funkcjonowanie służby zdrowia, o tyle w ogóle nie ma takich, które wiązałyby się z przeszczepami narządów - twierdzi prof. Adam Zieliński, rzecznik praw obywatelskich. Na podobne zjawisko - pozornie powszechnej akceptacji - zwracał uwagę prof. Stanisław Kowalik z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Spośród 50 osób, które pytano o ich stosunek do transplantacji, 25 opowiedziało się "za", 24 odpowiedziały "tak, ale", a jedna wyraziła sprzeciw. Generalnie jednak badani uważali, "że tak naprawdę ten problem ich nie dotyczy". Szczególnie ważna w tych badaniach okazywała się rola lekarza, który przeprowadzał rozmowę z rodziną zmarłego. Jak twierdzi prof. Kowalik, w takiej sytuacji lekarz powinien się wykazać trzema umiejętnościami. Po pierwsze - musi być szczery, członkowie rodziny powinni go postrzegać jako kogoś, kto ma dobre intencje; po drugie - powinien być stanowczy i autorytatywny; po trzecie - musi umiejętnie pokierować rozmową. Niewielu lekarzy to potrafi.
Zdaniem prof. Kowalika, bardzo ważne dla budowania pozytywnego nastawienia opinii społecznej jest rzeczowe i spokojne informowanie o problemie transplantacji. Bicie na alarm, podkreślanie, że u nas prawie wszyscy są przeciw, może się okazać bronią obosieczną. Z jednej strony spowoduje wprawdzie wzrost wrażliwości społecznej, z drugiej wszakże może wyzwolić myślenie w rodzaju: "skoro inni są przeciw, a Kościół tak naprawdę wyraźnie się nie wypowiada, to ja na wszelki wypadek zachowam się tak jak wszyscy".
Prof. Zbigniew Religa zauważa, że mimo wszystko w ostatnich latach również w naszym kraju dokonał się ogromny postęp, jeśli chodzi o stosunek do transplantacji. Wraz z rozwojem medycyny oczekujących na przeszczep będzie jednak więcej niż dawców. Wobec tego w przyszłości ratunkiem dla nich będzie wszczepianie sztucznych narządów i ksenotransplantacje (przeszczepy narządów odzwierzęcych). To z kolei zrodzi zupełnie nowe problemy.
Okładka tygodnika WPROST: 17/1999
Więcej możesz przeczytać w 17/1999 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0