Minister RACJI STANU

Minister RACJI STANU

Bronisław Geremek odbył w ubiegłym roku 144 podróże zagraniczne
Myślę, że nie mógłbym być politykiem, gdybym jednocześnie nie uprawiał mojego zawodu historyka. Nigdy nie jestem w stanie zamknąć tego, co robię, w krótki wymiar jednego wydarzenia, w wymiar rutynowej pracy szefa resortu spraw zagranicznych - mówi Bronisław Geremek. Po ogłoszeniu składu rządu Jerzego Buzka przedstawiciele zagranicznych mediów nie dopytywali się o personalia tylko dwóch jego członków - Leszka Balcerowicza i właśnie Bronisława Geremka. Wybór nowego szefa polskiej dyplomacji wydawał się w listopadzie 1997 r. nieomal oczywisty. Jak powiedział później jeden z zachodnioeuropejskich dyplomatów, "naprawdę bardzo bym się zdziwił, gdyby na czele polskiego MSZ stanął wtedy ktoś inny". On sam po siedmioletnim okresie przewodniczenia sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych poczuł się w nowej roli jak ryba w wodzie. Nie miał zresztą wiele czasu na ceremonialne obejmowanie stanowiska. Zaledwie kilka minut po nominacji spotkał się z Nielsem Helvegiem-Petersenem, ministrem spraw zagranicznych Danii, ówczesnym przewodniczącym OECD. Jeszcze tego samego dnia trzeba było zaplanować pierwsze wizyty zagraniczne. Dziennikarze zakładali się, że "na pewno Paryż". Geremek wybrał Kijów i Wilno, demonstrując, że polityczny pragmatyzm stawia ponad sentymenty.

Mistrz duchowy Bronisława Geremka, francuski historyk Fernand Braudel, twierdził, że "historia jest strukturą dynamiczną złożoną z sensów i nonsensów". Jako polityk Geremek okazuje się pragmatykiem skutecznie oddzielającym obie kategorie. Zgodnie z filozofią polityczną Bronisława Geremka polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych powinno być ministerstwem polskiej racji stanu. - Pojęcie racji stanu jest dla mnie pewną instrukcją - mówi szef dyplomacji. - Co zrobić, by maksymalnie wykorzystać szanse Polski, a jednocześnie zminimalizować zagrożenia? Reszta wymaga analizy i decyzji. Polityka zagraniczna jest tą dziedziną, w której borykający się z innymi problemami rząd AWS-UW ma najmniej kłopotów. - Geremek jest bardzo dobrym politykiem - uważa Aleksander Hall. - To jeden z najlepszych i najmocniejszych punktów gabinetu Jerzego Buzka. Silna pozycja, jaką zdobył za granicą, nie wynika tylko z obecnych działań, ale także z czasów jego aktywności w opozycji. Nie ma znaczenia, że choć mu proponowano kilka razy fotel premiera, nie został szefem rządu. Bycie ministrem spraw zagranicznych Polski w tak ważnym dla kraju momencie to zaszczyt. Przeprowadzka Bronisława Geremka z Wiejskiej na aleję Szucha okazała się najlepszą gwarancją stabilności polskiej polityki zagranicznej. Było to szczególnie ważne w okresie, gdy euroatlantycka integracja Polski - jeszcze kilka lat temu uchodząca za rodzaj politycznej fantastyki - stała się faktem. To właśnie podpis Bronisława Geremka widnieje na dokumentach akcesyjnych Polski do NATO.

Na scenie politycznej zauważony został jako doradca "Solidarności" i Lecha Wałęsy. - Znam Geremka z dawnych czasów. Kiedy działaliśmy razem, byliśmy świetni - mówi dziś były prezydent. Pod koniec lat 70. Geremek był wykładowcą "latających uniwersytetów". Koledzy z podziemnej opozycji nadali mu przydomek "profesor", choć na tytuł profesorski musiał poczekać aż do 1989 r. Był jednym z ulubionych celów oficjalnej propagandy komunistycznej, w 1983 r. spędził nawet kilka miesięcy w areszcie, dwa lata później musiał odejść z PAN, ale tak naprawdę nigdy nie stał się wojującym jakobinem. - Życie nauczyło mnie, że radykalne rozwiązania mają często destrukcyjny charakter - mówił po latach w rozmowie z dziennikarzami "Wprost". Pod koniec lat 80. stał się jednym z głównych architektów rozmów ze słabnącymi już komunistami. Wywiad Geremka udzielony w lutym 1988 r. miesięcznikowi "Konfrontacje" okazał się pierwszym sygnałem ze strony opozycji zauważonym przez władze. Doradca Komisji Krajowej NSZZ "Solidarność" proponował wówczas zawarcie "paktu antykryzysowego" w zamian za pluralizm związkowy. W grudniu 1988 r. powstał Komitet Obywatelski przy Przewodniczącym NSZZ "Solidarność". Geremek objął przewodnictwo najważniejszej w komitecie Komisji Reform Politycznych, był też jednym z najaktywniejszych uczestników obrad "okrągłego stołu". Podczas wyborów 1989 r. opowiadał się za jednością obozu solidarnościowego, obawiając się rozbicia sił opozycyjnych. Gdy na stanowisko premiera desygnowany został Czesław Kiszczak, Bronisław Geremek jako przewodniczący OKP miał tworzyć gabinet cieni. Później był jednym z trzech kandydatów Wałęsy na premiera, ale stanowisko to objął ostatecznie Tadeusz Mazowiecki. W listopadzie 1991 r. podjął próbę utworzenia rządu, która nie powiodła się z powodu niemożności stworzenia większości parlamentarnej. Ostatecznie stanął na czele sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych. Bronisław Geremek to także jeden z głównych architektów polityki Unii Demokratycznej, później Unii Wolności. Od czasu powstania tej partii aż do 1997 r. był przewodniczącym jej klubu parlamentarnego.

Rozpoczynając działalność w polityce zagranicznej, Bronisław Geremek nie był nowicjuszem na polu międzynarodowym. Kontakty naukowe, studia, a potem wykłady na Sorbonie związały go szczególnie z Francją, ale bywał także w innych krajach. Znajomość języków, błyskotliwość i dyplomatyczne wyczucie sytuacji ułatwiły mu nawiązanie nowych kontaktów i szybkie wejście na salony światowej dyplomacji. - Geremek urodził się dyplomatą. Ma wszystkie cechy potrzebne do kierowania polityką zagraniczną - swobodę w rozmowie, poruszaniu się i kindersztubę, już nie tak częstą w dzisiejszych czasach - mówi o nim Władysław Frasyniuk. Klasy szefa dyplomacji nie negują nawet przedstawiciele lewicy. Tadeusz Iwiński uważa, że "Geremek zasługuje na 4+", ponieważ "jest wyróżniającym się politykiem na tle słabego gabinetu - bardzo dobrze przygotowanym merytorycznie, językowo. Pomaga mu wielkie doświadczenie, jakie zdobył, przewodnicząc sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych". Większość polityków wypowiadających się na temat Geremka uznaje go za polityka środka i kompromisu, uważając, że jest właściwym człowiekiem na właściwym miejscu. - Bronisław Geremek w kapeluszu ministra spraw zagranicznych potwierdził swój dotychczasowy dorobek i klasę. Trudno sobie wyobrazić inną osobę na jego miejscu - mówi Andrzej Olechowski. Ciągłe zastrzeżenia pod jego adresem zgłaszają jedynie harcownicy z lewego i prawego skraju polskiej sceny politycznej. Prawica "narodowa" nie może zapomnieć Geremkowi, że nie znalazł wspólnego języka z rządem Jana Olszewskiego. Minister jest ulubionym celem ataków "Trybuny" i "Nie" wytykających mu "fatalną politykę personalną" - zapewne nie mogąc przeboleć odwołania Ewy Spychalskiej ze stanowiska ambasadora w Mińsku. Wśród zarzutów wymienia się "promowanie własnej osoby", choć w kontekście wzrostu międzynarodowego znaczenia Polski to właśnie zaangażowanie i wszechobecność dobrze rozpoznawanego i szanowanego ministra spraw zagranicznych ma ogromne znaczenie dla zaznaczenia naszej aktywności dyplomatycznej. Dlatego właśnie tak istotne było roczne przewodnictwo Polski w OBWE. To prawda, że w tym czasie nie udało się rozwiązać tak fundamentalnych problemów jak konflikty w Kosowie lub na Zakaukaziu, ale krytycy OBWE zapominają, że to jedynie organizacja rozjemców, której bronią jest przede wszystkim siła perswazji. Przewodzenie OBWE okazało się tytaniczną pracą. Minister Geremek odbył w ubiegłym roku aż 144 podróże zagraniczne, w tym co trzecią jako przewodniczący OBWE. Było to o tyle ważne, że dla Polski rok 1998 okazał się okresem trudnej próby międzynarodowej aktywności przed przystąpieniem do NATO. Jeżeli nazwa naszego kraju była w tym czasie wymieniana w kontekście europejskim częściej niż kiedy indziej, to także w dużej mierze zasługa Bronisława Geremka.

Niewielu jest polskich polityków równie dobrze jak Geremek rozpoznawanych poza granicami Polski. O uznaniu dla jego zasług zarówno politycznych, jak i naukowych świadczy 11 tytułów doktora honoris causa, nagrody i odznaczenia przyznane mu przez najbardziej prestiżowe uczelnie i instytucje na całym świecie. Najbardziej związany jest z Francją, gdzie spędził kilka lat życia. Zna bardzo dobrze jej kulturę, posługując się przy tym doskonałą francuszczyzną. Bronisław Geremek jest jedną z tych postaci, które budzą we Francuzach poczucie związku cywilizacyjnego z Europą Środkową. Francuscy lewicowi intelektualiści mają przy tym wszelkie podstawy, by dostrzegać w nim uosobienie swych marzeń: jak przeprowadzić "elegancką", bezkrwawą rewolucję, a po niej nie dać się pożreć jej dzieciom i pozostać finezyjnie roztropnym. Artykuły i publikacje prof. Geremka są we Francji publikowane i zauważane, a on sam zapraszany do najbardziej prestiżowych gremiów. Potwierdza to zaproszenie do współprzewodniczenia - wraz z byłym premierem Francji Michelem Rocardem - Ośrodkowi Międzynarodowemu im. Pierre?a Mandes-France?a skupiającemu wybitnych intelektualistów francuskich i europejskich. Po 1989 r. Bronisław Geremek bywał też wielokrotnie w Stanach Zjednoczonych, gdzie dał się dobrze poznać amerykańskim politykom, a zwłaszcza elicie skupionej wokół nowojorskiej Rady Stosunków Zagranicznych. Nawiązał doskonałe kontakty z kolejnymi amerykańskimi sekretarzami stanu. Madeleine Albright ze szczególnym uznaniem wypowiadała się o roli, jaką prof. Geremek odegrał, pełniąc funkcję przewodniczącego OBWE. To było głównym powodem przyznania Bronisławowi Geremkowi w lutym 1999 r. nagrody Wybitnego Przywódcy, przyznawanej po raz pierwszy w tym roku przez Wydział Nauk Społecznych Uniwersytetu Kalifornijskiego. Do kręgu dobrych znajomych szefa polskiej dyplomacji należą prominentne postaci europejskiej polityki. Dobre kontakty łączą go z Robinem Cookiem czy Joschką Fischerem. Paweł Dobrowolski, rzecznik MSZ i bliski współpracownik ministra, podkreśla specyficzną "chemię osobistą", pozwalającą ministrowi Geremkowi na nawiązywanie dobrych kontaktów i przełamywanie uprzedzeń. Nić porozumienia i szacunku udało mu się nawiązać nawet z Jewgienijem Primakowem, choć obu polityków dzieliły zasadnicze różnice poglądów.

Współpracownicy ministra Geremka zgodnie podkreślają jego zdolność do wytężonej i niezwykle produktywnej pracy. Jest wymagającym szefem, żądającym punktualności, precyzji myślenia i klarowności wypowiedzi. Sam także daje przykład stosowania w praktyce wyniesionej z tradycji francuskiej zasady clarité - w każdej sytuacji potrafi jasno i precyzyjnie przedstawić swoje argumenty, podbudowując je intelektualną refleksją. Trudno liczyć na pobłażliwość ministra dla nieuwagi i niedokładności w pracy, mimo to współpracownicy darzą swego szefa szacunkiem i sympatią. Dobrze znają jego drobne słabości - przywiązanie do nieodłącznej fajki (ma ich w swoim gabinecie kilka), a także apetyt na orzeszki ziemne, zawsze leżące na wyciągnięcie ręki. Mówi, że jest "niewolnikiem czasu", którego nie starcza mu nawet na życie rodzinne. Ma już plany napisania co najmniej dwóch książek, ale wie, że na razie to nierealne. - Ciągle odczuwam nostalgię za moim zawodem - mówi prof. Geremek. - Polityk ma pewne granice analizy intelektualnej, które sam sobie nakłada. Jeśli czegoś mi często brak, kiedy uprawiam zawód polityka, to wolności intelektualnej i przyjemności nauczania. 
Okładka tygodnika WPROST: 17/1999
Więcej możesz przeczytać w 17/1999 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0