Doktryna Clintona

Doktryna Clintona

Dodano:   /  Zmieniono: 
Jubileusz 50-lecia NATO w cieniu wojny w Kosowie
Waszyngton jeszcze nigdy nie oglądał takiego zgromadzenia polityków najwyższej rangi - na kończącym jubileuszowy szczyt NATO "roboczym obiedzie" w ogrodach Białego Domu pojawiło się aż 800 dostojnych gości. Z powodu wojny na Bałkanach uczestnicy zgromadzenia zrezygnowali ze smokingów i długich sukien. Nie odbyły się planowane wcześniej parady. Wpływ kosowskiej wojny na obchody półwiecza Paktu Północnoatlantyckiego nie ograniczył się jednak do zmiany toalet i stonowania planowanej pierwotnie fety. Najpoważniejsze wyzwanie końca wieku wycisnęło wyraźne piętno na podpisanych w Waszyngtonie dokumentach. Przyjęta pod przywództwem prezydenta Clintona koncepcja funkcjonowania NATO określa rolę i zadania sojuszu na początku nowego stulecia.
Wydarzenia na Bałkanach i ich konsekwencje zamieniły spotkanie przywódców dziewiętnastu państw członkowskich w naradę wojenną, a od Kosowa rozpoczynała się i na Kosowie kończyła każda konferencja prasowa i dyskusje prezydentów, ministrów obrony i szefów dyplomacji. Konflikt bałkański stał się nagle głównym wyzwaniem i testem funkcjonowania NATO. To prawda, że zgromadzeni nie byli w stanie ukryć rys powstałych na organizacyjnym monolicie. Nie jest tajemnicą, że Włochy nie są entuzjastycznie nastawione do propozycji użycia sił lądowych w Kosowie. Grecja - rozdarta pomiędzy lojalnością wobec NATO a kulturowo bliską, prawosławną Serbią - jest zdecydowanie przeciwna użyciu sił lądowych. Zdaniem Francji, sprawdzanie na pełnym morzu, czy rosyjskie statki wiozą ropę naftową dla Jugosławii, byłoby "aktem wojny". Z kolei Waszyngton obawia się, że wprowadzenie sił lądowych przywoła syndrom Wietnamu, co demokratycznej administracji mogłoby grozić przegraną w przyszłorocznych wyborach prezydenckich. Niemcy, w obawie przed kolejnymi falami uchodźców albańskich, opowiadają się za kosztownym odpowiednikiem planu Marshalla dla państw bałkańskich.


Szczyt globalnego bezpieczeństwa
Jan Krzysztof Bielecki, były premier RP, dyrektor wykonawczy w Europejskim Banku Rozbudowy i Rozwoju: - Przed szczytem waszyngtońskim Pakt Północnoatlantycki znalazł się w momencie przełomowym w swojej historii. Dotychczas zapisał się jako organizacja zapewniająca pokój, stojąca na straży demokracji i dobrobytu w Europie Zachodniej. Interwencja w Kosowie i jej konsekwencje zmusiły członków sojuszu do zastanowienia nad funkcjonowaniem NATO w przyszłości. Na szczycie obserwowaliśmy całkowite poparcie państw członkowskich dla działań paktu w Kosowie. Oprócz determinacji, wspaniałych przemówień, sojuszowi potrzebny jest jednak sukces. Interwencja w Kosowie nie może się zakończyć klęską, gdyż konsekwencje dla NATO i obecności amerykańskiej w Europie mogą być nieobliczalne. Amerykański podatnik zacznie rozliczać swój rząd i być może zacznie się sprzeciwiać rozwiązywaniu europejskich problemów przy pomocy amerykańskich żołnierzy i za amerykańskie pieniądze - a dotychczasowe bezpieczeństwo i rozwój Europy opierały się na transatlantyckim sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi. Krótko mówiąc - szczyt zakończył się sukcesem, gdyż członkowie sojuszu mówili jednym głosem, lecz o ostatecznym powodzeniu zadecydują czyny, czyli rezultat konfliktu w Kosowie. Polska dobrze wypadła w roli członka NATO. Wystąpienia naszych polityków oceniano wysoko. Za tym debiutem powinna iść jednak konsekwentna praca. Zawsze potrafiliśmy się dobrze prezentować w świetle reflektorów, lecz musimy też - podobnie jak w procesie integracji z UE - nauczyć się pracować na co dzień.

Andrzej Olechowski, były minister spraw zagranicznych RP: - Po pierwsze, mieliśmy do czynienia z nadzwyczajnym zjazdem polityków regionu euroatlantyckiego. Region ten jest dziś bliższy zjednoczenia niż kiedykolwiek przedtem. Po drugie, coraz bardziej marginalna staje się pozycja Rosji. To nas cieszy, ponieważ coraz mniejsze pole do popisu mają rosyjscy imperialiści, ale równocześnie martwi, ponieważ chcielibyśmy, aby Rosja - tyle że demokratyczna - odgrywała aktywną rolę w naszym regionie. Po trzecie, uderzająca była jedność NATO w sprawie konfliktu kosowskiego. U niektórych budzi to zastrzeżenia - argumentują, że taka jedność w przeszłości przynosiła niedobre skutki. Ale nie mają tego rodzaju obaw ci, którzy wiedzą, że są wartości o charakterze absolutnym: demokracja, prawa człowieka, godność osoby ludzkiej. Po czwarte, dla Polski szczyt ma charakter prawdziwie historyczny - w Waszyngtonie polscy przywódcy zasiedli w gronie liderów Paktu Północnoatlantyckiego.

Bronisław Komorowski, przewodniczący sejmowej Komisji Obrony, poseł AWS: - Szczyt waszyngtoński potwierdził jedność NATO w momencie próby. Sojusze polityczno-militarne tworzy się na "złą pogodę" i w takiej sytuacji NATO się sprawdziło - zajmując jednoznaczne stanowisko w sprawie interwencji w Kosowie. Dla nas spotkanie to było ważne także z innych powodów. Po raz pierwszy wzięliśmy w nim udział jako państwo członkowskie. Potwierdziła się dobra opinia o Polsce jako kraju mającym stabilną politykę zagraniczną i bezpieczeństwa, potrafiącym się zachowywać jednoznacznie i przemawiać jednym głosem - to jest cenione w pakcie. Nowa doktryna sojuszu odpowiada naszym założeniom. Decydujące znaczenie ma nadal artykuł V traktatu waszyngtońskiego, czyli wspólna obrona integralności terytorialnej państw członkowskich, na czym Polsce zależało szczególnie ze względu na położenie na krawędzi systemu sojuszniczego. W ramach nowej zasady bardziej elastycznego reagowania w sytuacjach kryzysowych poza obszarem państw członkowskich udało się utrzymać korzystny dla nas warunek, iż każdo- razowo decyzja o uczestnictwie w tego typu operacjach jest podejmowana indywidualnie przez poszczególne państwa. Dla Polski udział w operacji na terenie Europy, jak obecnie w Kosowie, jest oczywisty. Bardzo ważne stwierdzenia padły w sprawie dalszego rozszerzenia NATO. Obawialiśmy się, że skończy się na ogólnikach o polityce "otwartych drzwi", a tymczasem zostały wymienione kraje - według stopnia ich przygotowania do integracji z paktem - w tym dwaj sąsiedzi Polski: Słowacja i Litwa. To otwiera przed Polską bardzo ambitne i szerokie pole działania, wyznaczając nam rolę aktywnego uczestnika procesu dalszego poszerzania NATO na Wschód. Szczególne znaczenie miała dla nas obecność w Waszyngtonie prezydenta Ukrainy, Leonida Kuczmy. Zwłaszcza w obliczu nieprzychylnej dla NATO reakcji części ukraińskiej klasy politycznej na konflikt w Kosowie.


Zróżnicowanie nastawień, kontekstów i interesów państw członkowskich NATO powoduje, że tym większym sukcesem były składane w Waszyngtonie deklaracje jedności i zdecydowania w konfrontacji ze Slobodanem Milos?eviciem - nawet jeśli pełniły funkcję makijażu maskującego istniejące różnice. A sukcesu potrzebowali wszyscy - zarówno Europa, odczuwająca wyrzuty sumienia z powodu zbyt późnego podjęcia działań w czasie poprzedniego krwawego konfliktu w Bośni, jak i Ameryka, zmuszona do przejęcia globalnego przywództwa po zakończeniu zimnej wojny. Sukcesu potrzebował też prezydent Clinton, gdyż zapewne nie chciałby, aby wspomnienie o jego prezydenturze zdominował niefortunny biurowy romans. Teraz ma wszelkie szanse, by się zapisać jako przywódca, który doprowadził do rozszerzenia i wzmocnienia najważniejszego sojuszu militarnego świata.
Przywódcy NATO już podczas pierwszej sesji plenarnej zadecydowali, że zachowanie spójności sojuszu jest ważniejsze niż ryzykowna operacja sił lądowych NATO w Kosowie. Właśnie dlatego Pakt Północnoatlantycki nie zamierza zmienić swojej dotychczasowej taktyki w nadziei, że ataki lotnictwa NATO rzucą Milos?evicia na kolana. Jednogłośnie podtrzymano pięć warunków sprecyzowanych w Brukseli, które muszą zostać spełnione przez władze w Belgradzie, aby NATO zakończyło ataki lotnicze na Jugosławię. Pozwoliło to prezydentowi Clintonowi na ogłoszenie sukcesu waszyngtońskiego spotkania. NATO, zgadzając się na wstrzymanie nalotów w momencie rozpoczęcia wycofywania wojsk serbskich z Kosowa, w istocie złagodziło swoje stanowisko w nadziei, że dzięki temu będzie można wznowić przy udziale Moskwy próby znalezienia politycznego rozwiązania konfliktu.
Rada Północnoatlantycka zdecydowała się na wprowadzenie embarga na dostawy paliwa - przede wszystkim ropy naftowej - do Jugosławii, chociaż do tej pory nie jest jasne, w jaki sposób będzie ono egzekwowane, biorąc pod uwagę sprzeciw Rosji i niejasne prawne podstawy takiej decyzji. Szczyt nie przyniósł jednak odpowiedzi na pytanie, co będzie na Bałkanach, jeśli rzeczywiście - jak zapewniają sprzymierzeni - prowadzone od ponad miesiąca naloty bombowe zakończą się powodzeniem. Koncepcje utworzenia w Kosowie "protektoratu" chronionego przez siły zachodnie czy też podziału Kosowa na dwie części nie pojawiły się w oficjalnych dokumentach.
Mimo głosów zwątpienia pojawiających się podczas szczytu, rezultat waszyngtońskiego spotkania można uznać za sukces wykraczający poza dyplomatyczny optymizm prezydenta Clintona. Natowska dziewiętnastka przyjęła nową (po raz pierwszy od szczytu w Rzymie w r. 1991) koncepcję strategiczną sojuszu - używając słów Javiera Solany - "nową mapę", mającą określać kierunki działania sojuszu na najbliższe dziesięciolecia. Według "doktryny Clintona" podstawowym celem NATO pozostała kolektywna obrona członków, zgodnie ze "świętym" i najistotniejszym artykułem V traktatu waszyngtońskiego. Nowa koncepcja dopuszcza jednak możliwość przeprowadzania operacji poza terytorium państw członkowskich, co powoduje istotną zmianę funkcji NATO - jak to określił sekretarz generalny sojuszu Javier Solana - z organizacji zbiorowego bezpieczeństwa w gwaranta bezpieczeństwa w Europie. Wpisana w nową koncepcję strategiczną możliwość prowadzenia działań poza tradycyjnym obszarem jest po prostu doktrynalnym usankcjonowaniem wcześniejszych takich misji w Bośni i obecnej w Kosowie. Taki zmodyfikowany cel działalności NATO oznacza zarazem - jak stwierdził często cytowany przez prasę amerykańską minister spraw zagranicznych RP Bronisław Geremek - że w XXI w. "stosunki pomiędzy narodami nie mogą już dłużej być oparte wyłącznie na poszanowaniu suwerenności, ale muszą być oparte na poszanowaniu praw człowieka".
NATO stałoby się nie tyle żandarmem świata, ile żandarmem OBWE. Wydaje się jednak wątpliwe, by sojusz, który wystąpił w obronie Albańczyków w Kosowie, był gotów się ująć za Czeczenami czy stanąć w obronie Kurdów w Turcji. Nadal nie jest również jasne, czy operacje NATO w bardzo luźno zdefiniowanym "regionie euroatlantyckim" powinny być poprzedzone wcześniejszym upoważnieniem Rady Bezpieczeństwa, czy też nie.
Nowa koncepcja zakłada, że wzmocniony zostanie "europejski filar" bezpieczeństwa. Kraje Unii Europejskiej - co wzbudziło zastrzeżenia Turcji - będą mogły dokonywać operacji militarnych z użyciem środków NATO, jednak bez udziału sił amerykańskich czy też kanadyjskich. Zwiększenie roli Europejczyków w zapewnieniu bezpieczeństwa i stabilności kontynentu jest zgodne z życzeniami wielu amerykańskich polityków, ale równie często rodzi obawy, że zwiększy to rozziew pomiędzy "amerykańską" a "europejską" nogą sojuszu. Wśród zagrożeń w nowej doktrynie strategicznej wymienia się także terroryzm, rozprzestrzenianie broni atomowej, chemicznej i biologicznej.
Zarówno zdaniem prezydenta Kwaśniewskiego, jak i premiera Jerzego Buzka dużym osiągnięciem szczytu było wpisanie do oficjalnych dokumentów końcowych "polityki otwartych drzwi". W komunikacie waszyngtońskiego szczytu wymieniono dziewięć państw - Rumunię, Słowenię, Litwę, Łotwę i Estonię, Bułgarię, Słowację - oraz Macedonię i Albanię, które właśnie w takiej kolejności mogą przystąpić do NATO. Oczywiście Macedonia i Albania z całym bagażem biedy i zatargów sąsiedzkich (chociażby grecko-macedoński spór o samą nazwę tej dawnej republiki Jugosławii) zostały dodane do tej listy w wyniku operacji w Kosowie.
Prezydent Kwaśniewski pytany o reakcję Moskwy na ewentualne przyjęcie do NATO państw bałtyckich stwierdził, że NATO weźmie pod uwagę stanowisko Rosji, jednak nie sądzi, by miało ono wywrzeć zasadniczy wpływ na proces będący logiczną konsekwencją wszystkiego, co się dzieje w Europie przez ostatnich dziesięć lat. Dalsze rozszerzenie sojuszu będzie jednak - jak wiemy z polskiego doświadczenia - w poważnym stopniu zależało od zgody amerykańskiego Senatu. Po rozpoczęciu operacji NATO przeciw Jugosławii i gniewnych pomrukach Moskwy trudno jednak znaleźć zwolenników dalszego rozszerzania NATO zarówno wśród demokratów, jak i republikanów. Równocześnie Rosjanie nie mogli nie zauważyć, że w Waszyngtonie obecne były reprezentacje wszystkich - poza Rosją i Białorusią - byłych republik radzieckich. W tym kontekście nieobecność delegacji rosyjskiej może się okazać błędem. "Jeśli Belgrad w rezultacie operacji NATO będzie stanowił zagrożenie dla swoich sąsiadów - my zareagujemy odpowiednio" - ostrzegł Milos?evicia prezydent Clinton. Taka wypowiedź prezydenta USA jest już o krok od zapewnienia gwarancji bezpieczeństwa sąsiadom Jugosławii. To zaś zwiększy w Kongresie obawy przed długotrwałym, kosztownym zaangażowaniem USA w regionie, w którym Waszyngton nie ma w istocie żywotnych interesów.
W wystąpieniu podsumowującym spotkanie Bill Clinton stwierdził, że uczestnicy szczytu wykazali wolę budowy nowego porządku, w którym zaspokojona zostanie nie tylko potrzeba wolności, ale także bezpieczeństwa i dostatku. Spełnienie tego szlachetnego zadania - jak i sama wiarygodność sojuszu -zależy jednak od zakończenia jednego z najstarszych i najkrwawszych plemiennych porachunków w kraju rządzonym przez partyjnego aparatczyka, który jak tylu innych dojrzał swoją wielką i ostatnią szansę w nacjonalizmie.

Więcej możesz przeczytać w 18/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0