Średnio czyste ręce

Średnio czyste ręce

Dodano:   /  Zmieniono: 
Odpowiadamy przed przyszłymi pokoleniami za to, czy niespodziewanie odzyskane szanse demokratycznego życia zbiorowego zostaną zmarnotrawione, czy wykorzystane zgodnie z przeznaczeniem
1.Korupcja nudzi obecnie czytelników. I nic dziwnego. Minęły dni, kiedy jedna dobra publikacja w "Tygodniku Solidarność" wstrząsała podwalinami ustroju. Ustrój był inny, bronił się jak szczur przyparty do ściany, a zepsucie władzy było rewelacją prasową. Przez dziesięć lat wolności i demokracji obywatele przyzwyczaili się, że prawie codziennie gdzieś kogoś oskarżają o korupcję, ale rzadko dowiadują się, że w związku z tym ktoś odszedł ze stanowiska, a i to najpewniej na inne, również przynoszące korzyść. Upowszechnia się przekonanie o bezkarności wykorzystywania stanowiska publicznego w celu uzyskania prywatnych korzyści. Ba, niedawno pewien powszechnie uważany za uczciwego polityk tłumaczył, że nie- wykorzystywanie stanowiska publicznego do uzyskania prywatnych korzyści jest traktowane przez wyborców jako symptom słabości. Coś w tym jest. Jeśli bowiem - według opinii publicznej - korupcja jest powszechna wśród polityków, to ktoś, kto nie umie się dorobić przy okazji zajmowania się polityką, jest niedorajdą, a niedorajda nie zadba o sprawy innych, skoro nie umie zadbać o swoje.

2.Co o rozmiarach korupcji myślą sami politycy? W badaniu przeprowadzonym przeze mnie w końcu ubiegłego roku na zlecenie Instytutu Spraw Publicznych wśród losowo dobranej stuosobowej grupy posłów, 10 proc. zapytanych o stopień rozpowszechnienia korupcji wśród polskich polityków powstrzymało się od oceny, uzasadniając to swą niewiedzą, wśród pozostałych 41 proc. dominowało przekonanie, że korupcja pozostaje na "średnim poziomie", cokolwiek to może znaczyć. Że korupcja wśród polityków jest częsta lub bardzo częsta, uważa 17 proc. posłów, że jest rzadka lub bardzo rzadka - 32 proc. Nawet jednak rzadkie występowanie korupcji nie musi oznaczać nic dobrego, gdyż - jak zauważył jeden z posłów - na najwyższych stanowiskach korupcja nie musi być duża, ale jej skutki mogą być i tak bardzo znaczące. Uważam te wyniki za alarmujące.

3.Dla obserwatora życia społecznego korupcja jest wdzięcznym materiałem do wykazania, że to, co dla jednych jest całkiem oczywiste, dla innych może być wątpliwe lub naganne. Wielu prawników wzdryga się na sam dźwięk tego słowa, uważając je za wieloznaczne i należące bardziej do świata moralności niż do świata prawa. Co innego łapówka - mówią - tu przynajmniej wiadomo, co i jak, o ile ktoś oczywiście zechce powiedzieć, że łapówkę zapłacił. A jednak i z łapówką nie jest tak prosto, jakby się wydawało. Czy łapówką są kwiaty? Koniak? Obiadek? Ulga na wczasy? Osoba do towarzystwa? Okazyjna promocja, możliwość darmowego przelotu za granicę albo skorzystania z jakiegoś elektronicznego gadżetu? Puryści cytują w tym momencie z respektem - gdy tolerancyjni pukają się w czoło - reguły kongresu amerykańskiego nakazujące podawanie do wiadomości wszystkich tego rodzaju okazji i zakazujące przyjmowania prezentów powyżej kilkunastu dolarów. A co zrobić z takim fantem jak niewłaściwe, zdaniem niektórych społeczeństw, korzystanie z podobnych okazji przez polityków, jeśli nawet nie szła za tym jakaś określona przysługa? Można cytować strona za stroną przykłady podobnie kontrowersyjnych postępków i sytuacji, nie budzących w polskiej kulturze politycznej takiego odruchu sprzeciwu jak na Zachodzie, zwłaszcza na jego północy. - Ależ przecież czytamy również codziennie o aferach na Zachodzie! - odpowiedzą na to czytelnicy i znów będą mieli rację.

4.Tak, korupcja jest wszędzie, tyle że jej jakość i ilość są różne, a przede wszystkim różna jest reakcja na korupcję. A po tej reakcji poznaje się kulturę społeczeństwa. Torysi kończyli rządy pod pręgierzem afer korupcyjnych swych polityków, nowa Partia Pracy prawie tuż po starcie ujawniła podobne przywary, można więc powiedzieć, że przyganiał kocioł garnkowi, ale skompromitowani w opinii publicznej politycy obu partii odeszli z życia publicznego. Poczucie przyzwoitości zostało zaspokojone, a o to głównie chodzi. Zdeprawowani podtrzymywaną przez dziesięciolecia zimnej wojny bezkarnością politycy włoscy w ciągu parę lat na naszych oczach odeszli ze sceny politycznej, oddając miejsca ludziom nowym do tego stopnia, że zniknęły całe wielkie partie, które przez pół wieku rządziły dynamicznie rozwijającym się krajem. Nawet ten sukces nie załatwił przebaczenia, wręcz przeciwnie, wydaje się, że społeczeństwo włoskie tolerowało korupcję władzy dopóki samo walczyło o awans materialny, ale już jako jedno z najbardziej zamożnych społeczeństw świata pozbyło się swych polityków nie zauważających nowych czasów. Teraz przyszła kolej na śmietankę, aparatczyków Unii Europejskiej, którzy wolni od kontroli fasadowego dotychczas Parlamentu Europejskiego stworzyli system uznaniowej niekompetencji przypominający jako żywo praktyki socjalistycznej biurokracji ze Wschodu. Na to jeden ze specjalistów od demokracji mówi mi, że przeczytał raport mędrców i nie rozumie, o co tyle hałasu. Bo przecież dentysta pani premier Cresson napisał raport. U nas wciąż obsadzenie stanowisk znajomymi uważa się za świadectwo roztropności politycznej. Obawiam się, że nie mamy czego szukać w unii dopóty, dopóki nie zrozumiemy, o co im chodzi. Polska w rankingach międzynarodowych zajmuje jedno ze środkowych miejsc pod względem korupcji. To miło, że są kraje mające znacznie gorszą reputację, jak Nigeria czy Rosja, ale nawet "średni poziom" może być powodem odrzucenia kandydata wtedy, gdy w ramach akcji "czyste ręce" zaczyna się sprawdzać więcej niż tylko czystość paznokci.

5.Akceptacja Polski w rodzinie demokratycznych narodów Europy wymaga zaangażowania polskich polityków i polskiej opinii publicznej w sprawę przeciwdziałania korupcji. Także pod tym względem jesteśmy bacznie obserwowani, społeczeństwa europejskie mają prawo wiedzieć, czy wejście Polski oznacza zwiększenie zagrożenia korupcją, czy też pomoc dla czynników żywo zainteresowanych uczciwością w życiu publicznym. Politycy europejscy odpowiadają przed swymi społeczeństwami za to, kogo do unii wprowadzą. Co ważniejsze, my też odpowiadamy przed przyszłymi pokoleniami za to, czy dość niespodziewanie odzyskane szanse demokratycznego życia zbiorowego zostaną zmarnotrawione, czy wykorzystane zgodnie z przeznaczeniem.
Więcej możesz przeczytać w 18/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0