Trybunał sumienia

Trybunał sumienia

Dodano:   /  Zmieniono: 
Pół miliarda marek za głowę Milos?evicia
Taką właśnie nagrodę za doprowadzenie prezydenta Jugosławii przed oblicze międzynarodowego wymiaru sprawiedliwości zaproponował niemiecki polityk Jürgen Möllemann. Mniej więcej tyle samo NATO wydaje na każdy dzień nalotów. Coraz głośniejsze są żądania, by ukarać serbskiego dyktatora, odpowiedzialnego za zbrodnie dokonane przez Serbów od 1991 r. - od początku konfliktu na Bałkanach. "Uważamy, że prezydent Milos?ević jest odpowiedzialny za to, co dzieje się w Kosowie" - powiedział Javier Solana. Społeczność międzynarodowa przestała już traktować Milos'evicia jak głowę suwerennego państwa - dostrzega w nim wyłącznie zbrodniarza. "Wolałbym zobaczyć Milos?evicia przed trybunałem niż za stołem rokowań" - stwierdził niemiecki minister obrony Rudolf Scharping.

Serbski przywódca nie został jednak dotychczas formalnie postawiony w stan oskarżenia za popełnione zbrodnie ludobójstwa, choć wydaje się to tylko kwestią czasu. Louise Arbour, główna oskarżycielka Międzynarodowego Trybunału Karnego dla Byłej Jugosławii w Hadze, wystosowała już do władz jugosłowiańskich oficjalny list, w którym stwierdziła, że ich postępowanie narusza wszelkie normy prawa humanitarnego.


ROMAN WIERUSZEWSKI członek Międzynarodowego Komitetu Praw Człowieka ONZ, były szef misji wysokiego komisarza ONZ ds. praw człowieka w byłej Jugosławii
Nie ma najmniejszej wątpliwości, że prezydent Jugosławii ponosi główną odpowiedzialność polityczną i moralną za tragedię setek tysięcy osób. Jednakże w tym wypadku strona prawna jego odpowiedzialności nie jest jednoznaczna. Za zbrodnie odpowiedzialne są przede wszystkim siły policyjne, te zaś podlegają władzy republikańskiej, a nie federalnej, na czele której stoi Milos?ević. Ponadto udział w czystkach etnicznych biorą formacje paramilitarne, formalnie nie podporządkowane żadnej władzy, choć władze tolerują ich aktywność. Dotychczasowe doświadczenie trybunału jugosłowiańskiego nie jest zbyt zachęcające. Trybunał postawił w stan oskarżenia przywódcę bośniackich Serbów Radovana Karadz?icia i naczelnego dowódcę armii Ratko Mladicia, jednak do tej pory nie zostali oni aresztowani. Główną rolę odegrały względy polityczne. Już w kontekście Bośni pojawiło się pytanie, czy oskarżeniem za zbrodnie popełnione w tym kraju przez siły serbskie nie powinien być objęty Slobodan Milos?ević. Mimo to sądzę, że prokurator generalny trybunału znajdzie podstawę do oskarżenia go o czyny objęte statutem trybunału. Jeśli zebrane dotychczas świadectwa uchodźców znajdą potwierdzenie w innych dowodach, wówczas znajdzie się on na liście zbrodniarzy wojennych. Czy jednak dojdzie do procesu? Niestety, w tym wypadku jestem pesymistą. Uważam, że nie, choćby z tego względu, że faktyczne możliwości aresztowania Milos?evicia są o wiele mniejsze niż Karadz?icia w Bośni, gdzie stacjonują przecież wojska międzynarodowe.

Już w pierwszej połowie lat 90. amerykańscy prawnicy Paul Williams i Norman Cigar, badający zbrodnie Serbów w Bośni, orzekli, że zebrali wystarczająco dużo dowodów, aby oskarżyć Slobodana Milos?evicia o ludobójstwo, zbrodnie przeciwko ludzkości i naruszenie konwencji genewskich z 1949 r. Teraz do długiej listy można dopisać masakry dokonane na Albańczykach. W ostatnich tygodniach w Kosowie zamordowano ponad 3 tys. osób. Rzecznik Paktu Północnoatlantyckiego Jamie Shea powiedział, że "NATO dysponuje obecnie zdjęciami 43 przypuszczalnych miejsc masowych grobów". Brytyjski MSZ zgromadził dane o 87 wypadkach pogwałcenia prawa międzynarodowego. W raporcie czytamy m.in. o rozstrzelaniu 20 nauczycieli w miejscowości Boden i Zylfaj, o mordzie na 53 Albańczykach w Bellaji i zamordowaniu 35 osób, w tym siedmiorga dzieci i dwóch inwalidów, w wiosce Bela Cerkva. Na podstawie danych wywiadu Brytyjczycy sporządzili listę sześciu oficerów, którzy są podejrzani o kierowanie czystkami etnicznymi w Kosowie. Znaleźli się na niej pułkownicy Mladen Cirković, Redemer Jović, Krsman Jelić, Radojko Stefanović, Srba Zdravković i Boz?idar Delić. Trzech z nich figurowało na opublikowanej wcześniej przez Departament Stanu USA liście dowódców podejrzanych o zbrodnie wojenne.
Dowody ich zbrodni są wystarczające, do procesu może dojść jednak tylko wtedy, gdy zostaną aresztowani i przewiezieni do Hagi, gdyż statut trybunału nie zezwala na sądzenie poza jego siedzibą. W ujęciu przestępców powinna pomóc policja kraju, w którym przebywa oskarżony. W wypadku międzynarodowego trybunału nie jest ważne, czy istnieją umowy ekstradycyjne pomiędzy poszczególnymi państwami, gdyż - zgodnie z siódmym rozdziałem Karty Narodów Zjednoczonych - wszystkie państwa członkowskie ONZ są zobowiązane do udzielenia pomocy w zbieraniu dowodów, aresztowaniu, więzieniu i transporcie oskarżonych do Hagi.


Nadchodzi czas globalnego wymiaru sprawiedliwości dla dyktatorów i ludobójców

Jugosławia odmawia jednak współpracy z trybunałem i nie zezwala na prowadzenie dochodzenia na jej terenie (także w Kosowie) ani w Republice Serbskiej w Bośni i Hercegowinie. Gabrielle Kirk McDonald, przewodnicząca składu sędziowskiego, stwierdziła, że Jugosławia przeobraziła się w "kraj łajdaków", gdy dowiedziała się, że Belgrad odmówił wydania wiz haskim oskarżycielom. W styczniu nie wpuszczono do Kosowa głównej prokurator, która zamierzała przeprowadzić śledztwo w sprawie masakry w miejscowości Rac?ak. Znaleziono tam ciała 45 zastrzelonych Albańczyków. Straż graniczna nie zezwoliła pani Arbour na wjazd, choć ta powoływała się na mandat Rady Bezpieczeństwa ONZ.
Od powołania trybunału w 1993 r. oskarżono 84 osoby. Na tej liście brak na razie znanych polityków czy wyższych rangą dowódców jugosłowiańskiej armii albo policji. Są wśród nich głównie osoby złapane poza Jugosławią lub ci, którzy dobrowolnie oddali się w ręce sprawiedliwości. Pierwszym sądzonym zbrodniarzem był w lutym 1995 r. Dus?an Tadić. Oskarżony był m.in. o współudział w zamordowaniu dwóch policjantów muzułmańskich po zajęciu Prijedoru w 1992 r. oraz bicie i akty gwałtu na siedmiu bośniackich Muzułmanach. Trybunał orzekł za każdy z udowodnionych zarzutów odrębne kary - od 6 do 20 lat; zsumowane dają 97 lat więzienia. Przyjęto jednak obowiązującą w prawodawstwie europejskim zasadę kumulacji (wykonywana jest najsurowsza kara) i skazano go na 20 lat więzienia. Obrońcy oskarżonego wnieśli odwołanie i jego sprawę obecnie rozpatruje izba apelacyjna trybunału. Podobnie uczyniła większość ze skazanych zbrodniarzy. Tylko jeden z nich, bośniacki Chorwat Draz?en Erdemović, odbywa karę pięciu lat w więzieniu w Norwegii (skazani mogą trafić do zakładów karnych udostępnionych przez jedenaście państw członkowskich ONZ) za uczestnictwo w masakrze w muzułmańskiej enklawie Srebrenica w lipcu 1995 r. Sędziowie międzynarodowego trybunału nie mogą nikogo skazać zaocznie. Czy stanie przed nim Slobodan Milos?ević? Czy też podzieli los bośniackiego Serba Radovana Karadz?icia, który ścigany międzynarodowym listem gończym musi się jak szczur ukrywać przed wymiarem sprawiedliwości? "List gończy był początkiem końca jego kariery" - mówi Louise Arbour. Od jego wydania minęły wprawdzie już cztery lata, bośniacki zbrodniarz nie może jednak liczyć na to, że wysunięte przez prokuratorów oskarżenia ulegną kiedyś przedawnieniu. "Trybunał niczego nie puszcza w niepamięć" - ostrzega Gabrielle Kirk McDonald.
Wiele wskazuje na to, że kończy się czas bezkarności dla dyktatorów łamiących prawa człowieka. Trybunał Karny dla Ruandy 4 września 1998 r. skazał na karę dożywotniego więzienia premiera Ruandy Jeana Kambandę, odpowiedzialnego za śmierć pół miliona ludzi. Orzeczenie wydane przez brytyjską Izbę Lordów w sprawie gen. Augusto Pinocheta wskazuje, że sankcjonowanie tortur, mordów i politycznych porwań automatycznie pozbawia polityka przywilejów wynikających z immunitetu dyplomatycznego.
Po globalizacji gospodarki oraz informacji przyszedł czas na objęcie nią również wymiaru sprawiedliwości. Świadczy o tym podpisanie latem ubiegłego roku konwencji o utworzeniu Międzynarodowego Trybunału Karnego. Sąd ten będzie mógł podjąć działalność, kiedy parlamenty 60 państw ratyfikują konwencję (Polska przystąpiła do niej przed miesiącem). "Jestem stuprocentowym zwolennikiem powoływania międzynarodowych trybunałów sprawiedliwości" - powiedział na łamach "Le nouvel observateur" były sekretarz ONZ Butros Ghali. Być może za dwa lata do Międzynarodowego Trybunału Karnego trafi sprawa Czerwonych Khmerów, którzy w okresie rządów Pol Pota dopuszczali się masowego ludobójstwa w Kambodży. Wtedy historia międzynarodowego wymiaru sprawiedliwości, która zaczęła się powołaniem trybunału w Norymberdze do osądzenia zbrodniarzy hitlerowskich, zatoczy koło. Na krwawych dyktatorów, zbrodniarzy wojennych i polityków łamiących prawa człowieka będzie zawsze czekała druga Norymberga.
Więcej możesz przeczytać w 18/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0