…Nic mi dzisiaj nie potrzeba

…Nic mi dzisiaj nie potrzeba

Marek Jackowski zmarł nagle 18 maja w swoim domu we Włoszech. Zamieszczamy niepublikowaną rozmowę z założycielem i liderem zespołu Maanam.

Czy rodzicom było bardzo przykro, gdy powiedział im pan, że będzie muzykiem rockowym?

Mama miała nadzieję, że znajdę pracę w zakładach Stomil, które otwierali w Olsztynie, gdy szedłem do liceum. Marzyła, że zostanę chemikiem. Miałbym wtedy blisko do pracy, bo mieszkaliśmy pod Olsztynem, w Łęgajnach.

A ojciec?

Chyba nie miał takich marzeń. Był technikiem rolnikiem. Specjalizował się w torfiarstwie. Dorabiałem u niego, wiercąc torfowiska. Był boleśnie doświadczony przez wojnę. Pochodził z poznańskiej rodziny, która na przełomie wieków broniła Polaków przed pruską Hakatą. Jackowscy, zanim przenieśli się na Warmię, zakładali pierwsze kółka rolnicze traktowane wówczas jak organizacje polskiej samoobrony. Ojciec urodził się we wsi Bartąg pod Olsztynem. Tak jak wielu Polaków z Prus został przymusowo wcielony do Wehrmachtu. Niemcy uważali go za „polnische Schweine” i przydzielili do kompanii karnej, z którą został wysłany pod Stalingrad. Tam został ranny. Natomiast Polacy po wyzwoleniu uznawali ojca za Niemca, więc trafił na trzy lata do więzienia. Wyszedł dopiero za Gomułki. I zaczął się dla nas czas małej stabilizacji. Na bardzo niskim poziomie, bo zdarzało się, że nie było co jeść. Mama wysyłała mnie do lasu po grzyby lub szczaw, by można było jakąś zupę ugotować.

Skąd się wzięła muzyka w pańskim życiu?

Mama miała gruntowne, przedwojenne wykształcenie. Znała biegle francuski, pięknie śpiewała i umiała grać na fortepianie. Tyle że po wojnie nikomu to nie było potrzebne, więc została księgową w kombinacie rolnym pod Olsztynem. O fortepianie mogliśmy tylko marzyć, bo nikogo nie było na to stać. W domu mieliśmy jedynie stare radio. Czasemmożna było tam usłyszeć jakiś przebój. Pamiętałem „Dianę” i „Oh, Carol”, które wywoływały u mnie totalne szaleństwo. To było jeszcze przed Beatlesami, ale te piosenki zapowiadały nadejście ostrego brzmienia. Pierwsze piosenki Beatlesów i Rolling Stonesów usłyszałem właśnie z naszego domowego radia w Łęgajnach. Miałem 16 lat. Moim marzeniem był własny zespół. Wtedy każdy chłopak chciał mieć zespół.

Takie zespoły w latach 60. powstawały przy domach kultury albo w szkołach.

U nas to nie było możliwe, bo dyrektor liceum się na to nie zgodził. Największym wyzwaniem dla niego była próba podporządkowania sobie rozwrzeszczanego tłumu dzieciaków. Przed ósmą rano było więc sprawdzanie tarcz i mundurków, wrzaski i wyzwiska od troglodytów. Sytuacja się zmieniła, gdy do szkoły przyszedł młody plastyk Jerzy Obłamski, późniejszy asystent Andrzeja Wajdy. Nie przejmował się dyrektorem, wykorzystał nasz zapał i pomógł założyć zespół. Szkoła kupiła nam gitary Alko. Jakoś grać można było, ale brzmienie różniło się od tego beatlesowskiego. Skąd mieliśmy wiedzieć, że oni wykorzystują legendarne wzmacniacze Vox.

Znam te kłopoty z filmu ,,Yesterday” Marka Piwowskiego.

Największym problemem wszystkich ówczesnych zespołów był brak sprzętu. Nie było mikrofonów, więc wykorzystywaliśmy szczekaczki, przez które dyrektor prowadził apele. Mam nawet zdjęcie, gdy śpiewam do takiej szczekaczki na jakiejś szkolnej uroczystości.

A co pan śpiewa?

Albo „Dianę”, albo „You Are My Destiny” Paula Anki.

Czyli małpowaliście zachodnie gwiazdy.

Wszyscy tak robili. Śpiewaliśmy największe przeboje tamtych czasów. Mama znalazła jakieś pieniądze i kupiła mi najtańszą akustyczną gitarę, mogłem ćwiczyć w domu. Wtedy skomponowałem swoją pierwszą piosenkę. Nigdzie jej nie zapisałem. Pomyślałem, że na pewno ją zapamiętam. Zapamiętałem drugą – o zakochanym chłopcu. Kiedyś ją dla żartu zagrałem kolegom z Maanamu.

Gwiazdy bigbitu z lat 60. wspominały, że w PRL niełatwo było się przebić. A nawet tym już znanym trudno było się z grania utrzymać. Wiedział pan o tym?

O karierze muzycznej nie myślałem, chciałem być anglistą. Zdałem na filologię angielską w Łodzi. Wiedziałem, że pierwszy rok jest najważniejszy i muszę go zaliczyć, więc się uczyłem. Mieszkałem w akademiku, a na dole grał studencki zespół Impulsy. Dostawali jakieś honoraria za występy. Koncerty odbywały się wtedy w klubie Perełka. W soboty i niedziele przychodziły tam najładniejsze dziewczyny z miasta. Oprócz Impulsów w miasteczku studenckim grały zespoły Puchacze i Śliwki, a przychodzili zatańczyć najwięksi łódzcy gwiazdorzy – Trubadurzy. Ich nagrania puszczali nawet w radiu. Radio to były drzwi do kariery i otwarcie na świat. Do Impulsów przyjęli mnie dopiero na drugim roku, jak odeszli starsi koledzy. Graliśmy utwory Kinksów, Rolling Stonesów i nawet Hendriksa. A potem się wszystko skończyło, bo chłopaki skończyli studia i się rozjechali. Znaleźli pracę i kontakt się urwał. Wiele lat później przychodzili ze swoimi dziećmi na koncerty Maanamu.

Na ostatnim roku studiów zdecydował się pan przenieść do Krakowa. Dlaczego?

Moja siostra i jej mąż, znany krakowski krytyk Antoni Dzieduszycki, przyjaźnili się z Piotrem Skrzyneckim i znali całą bohemę krakowską. Przez nich udało mi się załatwić koncert w Piwnicy pod Baranami. Ale zespół spanikował i pojechaliśmy tam tylko we dwójkę ze Zbyszkiem Frankowskim (on potem śpiewał wielki przebój „Ach, co to był za ślub”). Był to okres juwenaliów i kolorowy czas hipisów. Akurat w hali Wisły był koncert Czesława Niemena, więc gdy się tylko skończył, bajeczny tłum, w którym była też Kora, przyszedł do Piwnicy zobaczyć mnie i Zbyszka. Pod koniec występu przyszedł spóźniony Zygmunt Konieczny z Piotrem Skrzyneckim i kazali nam grać od początku.

Szybko stał się pan pupilem Skrzyneckiego. Jak pan zdobył jego sympatię?

Piotr mnie po prostu polubił, więc przeniosłem się na stałe do Krakowa. Studiami zajmowałem się do południa. Potem była zwykle herbatka w domu Piotra i spotkanie na najwyższym poziomie.

Na który wchodziło się przez okno.

Przez okno, ale elegancko. Tam mieszkała ciocia Ola, ciocia Antosia, Janina Garycka i Piotr. Jego łóżko, zasłonięte wielką kurtyną z namalowanym napisem „Boże, ratuj Galicję, skarz Italię”, stało w przejściowym pokoju. Po herbatce cała Piwnica schodziła się w Kolorowej. Przychodził też Piotr pięknie ufryzowany, zamawiał kawę z koniaczkiem i zaczynała się zabawa. Przy tym koniaczku ktoś zaprosił mnie na spotkanie z Markiem Grechutą. Anawa to był pierwszy profesjonalny zespół, w którym grałem. Wszystko było dopracowane w najmniejszych szczegółach. Marek niczego nie odpuszczał i nagrywaliśmy kolejne wersje piosenek tak długo, aż był zadowolony. U Marka nauczyłem się, że w zespole nie może być zbyt luźnej atmosfery, a każde nagranie poprzedza ciężka praca w studiu. Trzeba wielu prób, by zagrać te złote dźwięki, z których będziemy zadowoleni. Tę naukę wykorzystywałem potem w Maanamie.

Bo w Anawie był pan tłem dla Grechuty.

Znałem swoje miejsce w zespole. To Marek był gwiazdą kochaną przez publiczność. Ja byłem tylko gitarzystą, który na dodatek odmówił występowania w smokingu. Miałem długie włosy i wyglądałem, jakbym wyszedł z koncertu Rolling Stonesów.

Wybił się pan przy Grechucie, prawda? To dlaczego go pan zostawił?

Nagrywaliśmy wtedy „Dni, których nie znamy”. Wiedziałem, że są festiwale, wielkie amfiteatry, przyjdą na koncert ludzie, by słuchać tej muzyki i kołysać się w jej rytm, ale mnie ona wydawała się zbyt popowa. Chciałem już grać coś swojego. Wokół działo się tyle nowych rzeczy: były zespoły SBB i Breakout, fantastyczny Czesław Niemen. Z tej tęsknoty za graniem założyliśmy zespół Osjan z Tomkiem Hołujem i Jackiem Ostaszewskim. W trójkę stworzyliśmy niezwykłą grupę. To był nie tylko zespół, ale przede wszystkim styl życia.

Dało się z tego utrzymać?

Stawki były odgórnie ustalone i raczej niewielkie. Jak się dużo grało, to można było przeżyć. W połowie lat 70. pobraliśmy się z Korą i mieszkaliśmy w Krakowie w jakimś wynajętym mieszkaniu. Ale urodził się Mateusz i nikt nie chciał wynajmować mieszkania rodzinie z dzieckiem, więc wyemigrowaliśmy do Warszawy. W „Jazz Forum” potrzebowali kogoś do tłumaczenia angielskich tekstów. To były stałe pieniądze i stabilizacja.

Chyba nie do końca, bo słyszałem, że w wynajętym mieszkaniu musiał pan palić klepkami parkietowymi.

Mieszkaliśmy w domu do rozbiórki. Mateusz był mały, a Szymon ledwie co się urodził. Przyszła ostra zima, więc paliłem tym, co było pod ręką. Akurat trafiło na parkiet.

I wtedy spotkał pan Milo Kurtisa. Po twórczym przekształceniu waszych imion powstała nazwa Maanam.

Tak prosto nie było. Bo faktycznie, ktoś w redakcji powiedział mi, że jest taki Milo, który gra na klawiszach, ale od razu mnie ostrzegli, że on jest trochę dziwny.

I był?

Milo potrafił niespodziewanie ulotnić się z własnego koncertu. Kładł na klawiszach organów cegłę, żeby przytrzymać akord, i wyskakiwał w tym czasie na winko. Po powrocie odkładał cegłę i grał, jak gdyby nigdy nic. Pomyślałem: oto właściwy człowiek.

To chyba był inny Maanam od tego, który na początku lat 80. odniósł sukces?

Koncerty z Milo były czystą awangardą i szaleństwem. Milo potrafił na nich zaśpiewać piosenkę o 40 greckich herosach, każdemu poświęcając jedną zwrotkę. Dla publiczności było to nie do zniesienia.

Kiedy pan zrozumiał, że nie da się z nim tworzyć przebojów?

Po koncertach z Milo chciałem już grać normalne piosenki. Zaproponowałem wtedy Korze, żeby do nas dołączyła. Potem pojawił się John Porter. Firmy płytowe – Polskie Nagrania, Tonpress – nie były jednak nami zainteresowane. W Polsce rządzili wtedy Exodus i Kombi, a my byliśmy nową falą, na którą się niechętnie patrzyło. Mówili: wasze miejsce jest w klubach studenckich.

Stworzył pan zespół, komponował piosenki. Dlaczego nie chciał ich pan sam śpiewać?

Dwoje wokalistów w zespole to marny pomysł. Wiedziałem też, że ze swoim wokalem dużo nie zdziałam.

Przecież zaśpiewał pan pierwszy wielki przebój zespołu „Oprócz błękitnego nieba”.

Trochę przypadkiem. Za zarobione na koncertach pieniądze wynajęliśmy studio na kilka godzin. Bałem się wziąć z sobą świeżych, niesprawdzonych koncertowo muzyków Maanamu, z którymi ćwiczyliśmy w krakowskiej Rotundzie, więc zaprosiłem muzyków sesyjnych. Z Dżamblami nagraliśmy trzy pierwsze piosenki Manaamu: „Hamleta”, „Chcę ci powiedzieć coś” i „Blues Kory”. Na sam koniec sesji zaryzykowałem i sam zaśpiewałem „Oprócz błękitnego nieba”. Po nagraniu powiedziałem chłopakom z zespołu: „Nie mogę wam nic obiecać. Nie mam pieniędzy i nie wiem, jak to się skończy, ale chciałbym, żebyśmy z sobą dalej grali”. Tuż potem „Hamlet” nagrany z Dżamblami wylądował na liście przebojów „Studia Gama” zaraz za Czesławem Niemenem i nagle dostaliśmy zaproszenie do Opola ’80. Nasz menedżer przekonywał nas, że warto tam jechać, bo jak nas ludzie zobaczą w telewizji, to będzie mu łatwiej nas sprzedać. Pamiętam, jak po zagraniu „Boskiego Buenos” podbiegł do nas menedżer Dżambli Adam Galas i trzymając się za głowę, powtarzał: „Co wyście zrobili? Co wyście zrobili?”.

Adam Galas napisał potem, że wasz opolski występ był symbolicznym końcem epoki Gierka. Razem z nim odeszli artyści wspierający propagandę sukcesu.

Że to był przełom, zrozumieliśmy kilka miesięcy później. Z list przebojów starzy wykonawcy zostali wymieceni, a my okupowaliśmy wszędzie pierwsze miejsca. Po Opolu stare gwiazdy wyjechały na wakacje, a my ruszyliśmy w trasę koncertową. Graliśmy już nie w klubach, ale w wielkich halach i amfiteatrach, po dwa, trzy koncerty dziennie. Dla pięciu tysięcy ludzi. Każdy chciał nas zobaczyć. Gdy stara gwardia wróciła jesienią, nikt nie chciał ich słuchać. Młodzież miała już innych idoli. Maanam był jak lodołamacz, który torował drogę innym.

Stara gwardia musiała was znienawidzić?

Byli przekonani, że to tylko chwilowe zauroczenie i zaraz wszystko wróci do normy. Tymczasem to, co działo się wokół nas, było szaleństwem. Nasze zdjęcia były we wszystkich gazetach. Z grania milionów nie było, ale wystarczało, by utrzymać rodzinę, zapłacić za opiekunkę, kupić ciuchy na koncerty i czasem jakiś instrument. Mój ojciec zmarł cztery dni przed wprowadzeniem stanu wojennego. Zdążył zobaczyć nasz sukces w Opolu i naszą pierwszą płytę. Mama natomiast cały czas się obawiała, czy uda się z muzyki utrzymać. Zmarła w 1990 r., jeszcze przed wielkimi zmianami, dzięki którym zaczęliśmy zarabiać normalne pieniądze. Wie pan, te lata 80. to był niesamowity czas. Pojawili się Perfect, Republika, Lady Pank, Oddział Zamknięty czy TSA. Nic podobnego później już się nie powtórzyło.

Dlaczego ten młodzieżowy boom możliwy był w latach 80., gdy nie było ani wytwórni płytowych, ani rynku, a nie może powtórzyć się dzisiaj, gdy każdy może nagrać płytę, wypromować się w TV i wybić się na gwiazdę?

Bo teraz najważniejsze jest, by istnieć w tabloidach. I muzyka też jest tabloidowa. W rozgłośniach piosenki wybierają dziś komputery, a badania rynku są ważniejsze niż entuzjazm i spontaniczność. Żeby to zmienić, potrzebny jest wybuch nowej rewolucji muzycznej.

Wtedy przecież było tak samo. Zamiast komputerów i badań były Irena Jarocka i Anna Jantar.

Teraz rządzi rynek. Jeśli młodzież nie będzie walczyć o swoją muzykę, to radia się nie zmienią. Potrzebne jest nowe muzyczne tsunami, jak na początku lat 80. Jeśli powstanie taka fala, to muzyka, która jest grana teraz w eterze, zostanie zmieciona i pojawią się nowe Maanamy i Perfecty.

Nie boi się pan, że te nowe Maanamy i Perfecty zmiotą i was?

Mnie nie ma co już zmiatać. Są nagrania, płyty, złote kolekcje, książki i DVD. Czy ja muszę dzisiaj udowadniać, że jestem w stanie napisać jeszcze jeden przebój? Nie muszę przekonywać, kim jestem. Kiedy występowałem ostatnio na Woodstocku, to 400 tys. osób śpiewało „Oprócz błękitnego nieba” od początku do końca.

Oni czekają, aż znowu zagracie razem w złotym Maanamie.

Słyszałem o tym. Zobaczymy. ■

Okładka tygodnika WPROST: 22/2013
Więcej możesz przeczytać w 22/2013 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 22/2013 (1579)

  • Śmieszne pomówienie 26 maj 2013, 20:00 Stara prawda mówi, że najlepszą obroną jest atak. Tę metodę zastosowali właściciele spółki Cam Media, składając do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez redaktora naczelnego tygodnika... 4
  • Lekcja posła Rębka 26 maj 2013, 20:00 Kilka dni temu poznaliśmy bliżej posła Jerzego Rębka z Radzynia Podlaskiego. W Sejmie pierwszą kadencję. Wykształcenie wyższe prawnicze zdobył dekadę temu, na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Zatem jeśli poseł Rębek... 4
  • Skaner 26 maj 2013, 20:00 Sztokholm płonie Przez cały ubiegły tydzień na zamieszkanych przez imigrantów przedmieściach Sztokholmu trwały zamieszki. Tłum podpalał samochody, szkoły, komisariat policji. Całe kwartały zamieniały się w pola bitwy między... 6
  • Siatkarski poker Platformy 26 maj 2013, 20:00 CBA chce, by prokuratura postawiła zarzuty o niegospodarność wielkich rozmiarów dwóm menedżerom państwowego koncernu. Kogo ze szczytów Platformy Obywatelskiej pociągnie za sobą ta afera? 14
  • Koniec żałoby 26 maj 2013, 20:00 Jarosław Kaczyński uwierzył, że idzie po władzę. Spotyka się z kardynałem Stanisławem Dziwiszem oraz z Jarosławem Gowinem. Sięga po swoje aniołki. I mobilizuje dwór. 20
  • Mucha: Nie płaczę w pracy 26 maj 2013, 20:00 Joanna Mucha nie jest roztrzęsioną kobietą na skraju załamania. Ma wsparcie w swoim szefie. I po cichu liczy na to, że w 2014 r. Stadion Narodowy będzie już nad kreską. 26
  • Ślady Błasika w kokpicie 26 maj 2013, 20:00 Dowódca Sił Powietrznych mógł być w kabinie tuż przed katastrofą Tu-154M. Co więcej, jest też możliwe, że gen. Andrzej Błasik miał do tego prawo. 30
  • PRL- mania Story 26 maj 2013, 20:00 Prawie ćwierć wieku po upadku komunizmu Polacy coraz bardziej tęsknią za PRL. Ale tylko dlatego, że nie wierzą w możliwość jego powrotu. 34
  • Bluzgająca bezsilność 26 maj 2013, 20:00 Zalewająca nas fala chamstwa szczyt ma jeszcze przed sobą – twierdzi prof. Jacek Hołówka. Narasta powszechna chęć do pastwienia się i szkalowania. 38
  • Ofensywa rynsztoka pod skrzydłami PiS 26 maj 2013, 20:00 Jeszcze kilka lat temu, gdy poseł PO Robert Węgrzyn powiedział do kamery, że gejami nie chce się zajmować, ale na lesbijki to by chętnie sobie popatrzył, wyleciał z hukiem z partii, a w konsekwencji z polityki. Posłankę (przepraszam... 42
  • …Nic mi dzisiaj nie potrzeba 26 maj 2013, 20:00 Marek Jackowski zmarł nagle 18 maja w swoim domu we Włoszech. Zamieszczamy niepublikowaną rozmowę z założycielem i liderem zespołu Maanam. 44
  • Jak wychować celebrytę 26 maj 2013, 20:00 Wychowywani w dostatku, w blasku fleszy – bycie dzieckiem celebryty to szczęście czy przekleństwo? Czy takie dziedzictwo dodaje skrzydeł, czy jest kulą u nogi? 48
  • Kurs na innowacje 26 maj 2013, 20:00 Dzięki nim można zawładnąć umysłem i portfelem klienta. Innowacje to broń, którą wykorzystują również polscy przedsiębiorcy, a pomagają im w tym unijne dotacje. 50
  • Kochany oszust 26 maj 2013, 20:00 Oszukał setki osób, ale szczególnie upodobał sobie kobiety. Polował przez internet. Podbijał serca, a potem pakował panie w kłopoty finansowe. 53
  • Niebezpieczne związki 26 maj 2013, 20:00 Mimo prób utrzymywania ich w tajemnicy i tak wszyscy o nich wiedzą. Bo związki w pracy przyciągają jak dobry serial. Każdy jest ciekawy, czy bohaterom się uda. 56
  • Gwiazda prezesa 26 maj 2013, 20:00 Legia Warszawa to dziwny klub. Bohaterem jego kibiców nie jest żaden błyskotliwy napastnik ani skrzydłowy, tylko prezes Bogusław Leśnodorski. 58
  • Kulisy wydarzeń po 4 czerwca 1989 roku. Komuniści do końca walczyli o to, by nie oddać władzy 4 cze 2018, 17:04 Po przegranych przez komunistów wyborach z 4 czerwca 1989 r. wisiało na włosku ich unieważnienie – wynika z dokumentów i relacji, do których dotarliśmy. 60
  • Nie czekać na udar 26 maj 2013, 20:00 Co roku 70 tys. Polaków doznaje udaru mózgu. Większość z nich staje się niepełnosprawna. By to zmienić, trzeba postawić na profilaktykę. 64
  • Koniec prohibicji 26 maj 2013, 20:00 Najpierw legalna marihuana. Potem regulacja całego rynku zakazanych dziś narkotyków. Kraje latynoskie chcą odebrać kartelom źródło ich dochodu. 66
  • Świat samotnych wilków 26 maj 2013, 20:00 Kilka tygodni po zamachach w Bostonie dwóch fanatyków postawiło Wielką Brytanię w stan pogotowia. Pokazali, że terroryzm nie potrzebuje bomb. Wystarczą noże. 70
  • Wszyscy przeciw Solorzowi 26 maj 2013, 20:00 Zagraniczne telekomy wspólnie grają przeciw Plusowi. Walka dwóch na jednego odbywa się też w świecie telewizji. Jak globalny spisek podkopuje interesy polskiego miliardera. 72
  • Człowiek, który zgasi papierosa 26 maj 2013, 20:00 Jest najgorszym koszmarem wielkich koncernów tytoniowych i największym dobrodziejem palaczy. E-papierosy od Dawida Urbana pali już pół miliona Polaków. 74
  • Kasiarze Rostowskiego 26 maj 2013, 20:00 Od jednego podpisu ministra zyski prywatnych firm urosły nawet 37-krotnie. Kumulacja jak w totku pojawiła się u producentów kas fiskalnych. 76
  • Innowacje w motoryzacji 26 maj 2013, 20:00 Škoda Octavia III – kolejna generacja sukcesu Škoda Octavia jest od 2009 r. najchętniej kupowanym nowym autem w Polsce. Czeska marka nie zamierza oddać pozycji lidera, a ma jej w tym pomóc nowa generacja Octavii. Projektując Octavię... 77
  • Prawdziwy Iron Man 26 maj 2013, 20:00 Iron Man to już bardziej science niż fiction. Rozwiązania stosowane w jego filmowej zbroi wykorzystuje armia. Mechatronika zmieni człowieka – fizycznie i psychicznie. 87
  • Drugie życie Michaela 26 maj 2013, 20:00 W „Behind the Candelabra” Stevena Soderbergha Michael Douglas stworzył wybitną kreację. To jego triumfalny powrót. Na ekran, do Cannes i do świata. 88
  • Celnik stał się pisarzem 26 maj 2013, 20:00 Lubi, gdy czytelnicy się boją. Gdy mają koszmary po lekturze jego książek, jest jeszcze lepiej. Oto najnowsza gwiazda francuskiego kryminału, Bernard Minier. 91
  • Muzyka 26 maj 2013, 20:00 Geniusze z Francji Daft Punk, pionierzy tanecznej elektroniki, postanowili na jednym albumie zawrzeć wszystko, co w tej muzyce najlepsze, i oddać hołd jej prekursorom. Udało się nadzwyczajnie. Ich najnowsza płyta ma w zasadzie tylko jedną... 92
  • Film 26 maj 2013, 20:00 Kapitan Kirk w akcji USS Enterprise rusza w kolejną kosmiczną podróż. Jego załoga znów musi się zmierzyć z wrogiem i ocalić Federację przed niebezpieczeństwem. To już dwunasty pełnometrażowy film na podstawie kultowego serialu... 93
  • Książka 26 maj 2013, 20:00 Pornodramat Chuck Palahniuk z łamania tabu uczynił swój znak firmowy – nie prowokuje jednak na siłę, lecz inteligentnie, przesycając swoje książki czarnym humorem i dość specyficznym humanizmem. Bo ekstrema też są ludzkie, nawet... 93
  • Bomba tygodnia 26 maj 2013, 20:00 „Polisz promołszyn in Kan” Wkonkursie festiwalu w Cannes tradycyjnie nie było wielu polskich akcentów, ale za to, też tradycyjnie, polskie „superstars” lansowały się na Riwierze na całego. „Polish Excellent... 94
  • Vademecum Zdrowia i Urody 26 maj 2013, 20:00 Sisley to nasza pasja Nasze kosmetyki utrzymują się na rynku wiele, wiele lat, bo klientki wciąż po nie wracają – mówi Philippe d’Ornano, prezes i dyrektor generalny marki Sisley Paris . Rozmawia Monika Radowska W czasie... 95
  • W kleszczach choroby 26 maj 2013, 20:00 Odkleszczowe choroby psów i kotów mają trudne do zauważenia objawy, a niezdiagnozowane w porę mogą się skończyć śmiercią. 104
  • Pielęgnacja i relaks w spa blisko natury 26 maj 2013, 20:00 Położony zaledwie 40 km od centrum Warszawy luksusowy hotel Narvil to znakomite miejsce do wypoczynku, regeneracji sił, a także relaksu w luksusowym spa. 105

ZKDP - Nakład kontrolowany