REANIMACJA ROSJI

Dodano:   /  Zmieniono: 
Czy 10-15 mld USD kredytu uratuje rosyjską gospodarkę przed bankructwem?
Od października 1997 r. rosyjska gospodarka znajduje się w głębokim kryzysie finansowym. Do załamania przyczynił się kryzys na rynkach południowo-wschodniej Azji. Październikowy impas na rosyjskiej giełdzie nie odbił się jednak znacząco na finansach państwa. Przyczyną kolejnego załamania z końca stycznia 1998 r. był konflikt między Centralnym Bankiem Rosji a największymi bankami komercyjnymi. Tym razem miał on negatywne skutki dla finansów państwa.
Zamieszanie na giełdzie sprawiło, że inwestorzy spekulacyjni utracili zaufanie do dotychczas stabilnych wewnętrznych obligacji państwowych. Spadek cen obligacji przyczynił się do wzrostu ich rentowności z 25 proc. do 48 proc. Dążąc do poprawy sytuacji, bank centralny uszczuplił swoje rezerwy walutowe o 6 mld USD. Na początku kwietnia dochodowość obligacji przekroczyła jednak stawkę refinansową Centralnego Banku Rosji (w tym okresie wynosiła ona 30 proc.), co było dowodem choroby rosyjskiego systemu finansowego.
Krach na giełdzie rozpoczął się 7 maja. Wywołała go decyzja Dumy o ograniczeniu do 25 proc. udziałów kapitału zagranicznego w spółce RAO Jednolitaja Energeticzieskaja Sistiema Rossii. W rękach inwestorów zagranicznych znajdowało się tego dnia aż 30 proc. akcji holdingu. Obroty akcjami tej spółki stanowią ok. 40 proc. obrotów na największej w Rosji giełdzie - Moskiewskiej Międzybankowej Giełdzie Walutowej (MMGW). Niemal w tym samym czasie nowo wybrany premier Federacji Rosyjskiej Siergiej Kirijenko zakomunikował, iż z powodu katastrofalnego stanu budżetu istnieje prawdopodobieństwo wystąpienia trudności w obsłudze rosyjskiego zadłużenia.
Kiedy zagraniczni inwestorzy zorientowali się, że państwo może się okazać niezdolne do wywiązania się ze swoich zobowiązań, zareagowali masowym wycofywaniem kapitału z rynku rosyjskiego. Na giełdzie wybuchła panika. W ciągu tygodnia (11-18 maja) ceny obligacji spadły do tego stopnia, że ich dochodowość przekroczyła 47 proc. Od 
13 maja do 1 czerwca indeks RTS obniżył się o ponad 100 punktów i osiągnął nie notowany od końca 1996 r. poziom 180 punktów. Ceny na rynkach finansowych znów zaczęły spadać na skutek obniżenia ratingu kredytowego opracowanego dla Rosji przez międzynarodową agencję ratingową Moody?s. Zgodnie z oceną tej opiniotwórczej instytucji stopień ryzyka przy inwestowaniu w rosyjskie papiery wartościowe jest bardzo wysoki. Później swoje ratingi dla rosyjskich papierów wartościowych obniżyły także inne prestiżowe agencje - Standard and Poors i Fitch IBCA. Zagraniczni inwestorzy zareagowali wycofywaniem kapitału. 29 czerwca dochodowość obligacji ponownie doszła do 80 proc., co wymusiło na banku centralnym kolejną zmianę stawki refinansowej. Tym razem podniesiono ją z 60 proc. do 80 proc. W chaosie panującym na giełdzie instrumenty finansowe zastosowane przez bank centralny nie wywołują już jednak żadnego efektu.
Zarówno bank centralny, jak i rząd Kirijenki za wszelką cenę starają się utrzymać stabilny kurs walutowy. W tym celu bank stosuje wyjątkowo restrykcyjną politykę, polegającą na ściąganiu pieniędzy z rynku. Twarda polityka CBR wywołuje także niekorzystne zjawiska. Utrzymuje się stały deficyt rubli, a znaczna część transakcji między krajowymi podmiotami jest przeprowadzana w dolarach lub jako wymiana barterowa.
Na skutek kryzysu pogarszają się wskaźniki makroekonomiczne. Specjaliści z zajmującej się kontrolowaniem finansów państwa Izby Obrachunkowej Federacji Rosyjskiej oszacowali, że w ciągu pierwszych pięciu miesięcy tego roku PKB wyniósł 978,2 mld rubli i był mniejszy niż w tym samym okresie ubiegłego roku o ponad 40 mld rubli. Pogarsza się sytuacja w przemyśle, komplikowana dodatkowo masowymi wystąpieniami górników rosyjskich żądających wypłacenia zaległych wynagrodzeń, falą strajków i blokadą kolei transsyberyjskiej. Niemal w tym samym czasie strajki rozpoczęli metalurdzy, energetycy, naukowcy i nauczyciele.
Wprawdzie produkcja przemysłowa zwiększyła się o 1 proc., jednak w wielu branżach nadal obserwuje się recesję. Spada rentowność produkcji, a zysk przedsiębiorstw podstawowych gałęzi gospodarki w pierwszym kwartale 1998 r. obniżył się w porównaniu z pierwszym kwartałem 1997 r. o 21,9 proc. nierentownych jest 46,8 proc. zakładów. Zmniejszają się nakłady na inwestycje, a majątek trwały rosyjskich przedsiębiorstw ulega degradacji.
Najwyraźniej zapaść gospodarcza państwa przejawia się w dynamice zadłużenia budżetowego. Rosja żyje na kredyt. Od stycznia do maja 1998 r. do budżetu państwa wpłynęło 102,1 mld rubli, czyli o 20 proc. mniej, niż zaplanowano w ustawie budżetowej. Dochody z tytułu podatków wyniosły 86,1 mld rubli - o 7,6 mld rubli mniej niż w tym samym okresie ubiegłego roku. Wewnętrzne zadłużenie Rosji na początku 1998 r. szacowano na 700 mld rubli i to bez uwzględnienia zobowiązań państwa wobec drobnych ciułaczy posiadających zamrożone
rachunki w Sbierbanku (zobowiązania te to kolejne 700 mld rubli, w sumie zadłużenie wewnętrzne stanowi ponad 50 proc. PKB).
Ratując budżet, rząd szuka nowych źródeł pieniędzy. Ogłoszono plan wyprzedaży przedsiębiorstw państwowych, przewidujący m.in. możliwość sprzedaży nabywcom indywidualnym
5 proc. akcji Gazpromu. Rozszerzono także z 3,5 mld USD do 6 mld USD program emisji euroobligacji. W uzasadnieniu tej decyzji stwierdzono, że rządowi bardziej się opłaca sprzedawać euroobligacje za granicą, gdyż wewnętrzne pożyczki stały się zbyt drogie. Od początku roku Rosja uzyskała ze sprzedaży euroobligacji 2,5 mld USD. Rząd musi szybko zgromadzić rezerwy na pokrycie deficytu budżetowego, który zgodnie z założeniami wyniesie w tym roku 132 mld rubli (21 mld dolarów). Według "Financial Times", w czasie kryzysu Rosja pożyczyła od zachodnich banków komercyjnych co najmniej 200 mln USD. Rublowego kredytu w tej wysokości miał udzielić Rosji amerykański bank Chase Manhattan Corp. Informacjom tym zaprzeczył Aleksander Liwszyc, zastępca szefa administracji prezydenta, który rozpoczął serię podróży zagranicznych do Kanady, Japonii, Wielkiej Brytanii i kilku innych państw w nadziei, że uda mu się uzyskać pomoc gospodarczą.
Duże nadzieje na wyjście z kryzysu rząd wiąże z realizacją pakietu ustaw wchodzących w skład tzw. programu stabilizacyjnego, który od 1 lipca jest przedmiotem obrad Dumy. Zakłada on ograniczenie wydatków budżetowych o co najmniej 42 mld rubli (6,8 mld USD). Wicepremier Wiktor Christienko jest zdania, że redukcja wydatków z budżetu centralnego będzie jednym z najważniejszych punktów rządowego programu walki z kryzysem finansowym. Zastrzegł jednak, że społeczeństwo nie może się spodziewać natychmiastowych efektów działań rządu. Społeczeństwo Rosji musi się więc przygotować na przejście przez "strefę cierpienia". Wiadomo, że w sferze budżetowej pracę utraci 231 100 osób, tj.
3,6 proc. pracowników.
Aby móc przeprowadzić reformy w gospodarce, Rosja musi zaciągnąć w MFW kredyt w wysokości 10-15 mld USD. Od końca maja trwają intensywne negocjacje w tej sprawie. Zgodnie z oświadczeniem Anatolija Czubajsa, specjalnego przedstawiciela prezydenta ds. kontaktów z międzynarodowymi instytucjami finansowymi, Rosja może otrzymać pierwsze pieniądze na stabilizację gospodarki do końca lipca. Dotychczas jedynym sukcesem w negocjacjach z funduszem było odblokowanie wypłaty kolejnej raty wcześniej przyznanego kredytu w wysokości 670 mln USD. Rosja otrzymała długo wyczekiwany przelew pod koniec czerwca.
Rosyjskie władze starają się zaprezentować przedstawicielom MFW gospodarkę z jak najlepszej strony. Bank centralny wszelkimi sposobami powstrzymuje dewaluację rubla i stara się obniżyć dochodowość obligacji państwowych. Rząd wraz z prezydentem nagłaśniają program stabilizacyjny, który jest przedstawiany jako antidotum na wszelkie problemy finansowe kraju. Pomyślna realizacja postulatów programu doprowadzi jednak tylko do ograniczenia deficytu budżetowego, a to jest zaledwie jeden z warunków, które Rosja musi spełnić, by otrzymać pomoc MFW. Pozostają następne - reforma ubezpieczeń społecznych, przyznanie równych praw bankom zagranicznym czy podział monopoli (Gazprom, RAO JES Rossii).
29 czerwca Michaił Zadornow, minister finansów Federacji Rosyjskiej, dopuścił możliwość zdewaluowania rubla. Zgodnie z jego wypowiedzią do dewaluacji może dojść, o ile przez najbliższe trzy, cztery miesiące wpływy z podatków nie wzrosną o jedną trzecią. Wzrost ściągalności podatków jest najważniejszym celem przyjętego przez rząd programu stabilizacyjnego, rozpatrywanego obecnie przez Dumę. Do kampanii na rzecz przyjęcia pakietu ustaw włączył się także Borys Jelcyn. Choć w swoich oświadczeniach twierdzi, że "w Rosji nie ma kryzysu finansowego", zagroził deputowanym rozwiązaniem Dumy i przedterminowymi wyborami, jeżeli program zostanie odrzucony.
Można przewidywać, że MFW zdecyduje się na przyznanie kredytu.
10-15 mld USD to wysoka cena, ale warto tyle zapłacić za stabilizację w regionie. Tym bardziej że przyznanie kredytu da MFW możliwość bezpośredniego oddziaływania na reformy rosyjskiej gospodarki, w tym także na procesy prywatyzacyjne. Jeśli jednak Rosja nie dokona strukturalnej reformy państwa, pomoc MFW jedynie opóźni katastrofę finansową najwyżej o dwa lata, czyli do następnych wyborów prezydenckich.
Autor jest analitykiem Ośrodka Studiów Wschodnich

Więcej możesz przeczytać w 28/1998 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.