Telefon do komendanta.

Telefon do komendanta.

Dodano: 
Ambicją generała Papały było wyjęcie sprawy reformy policji i bezpieczeństwa obywateli z kręgu politycznych sporów
Jakże niewiele potrafimy przewidzieć! Myślałem, że w pierwszym lipcowym felietonie będzie już coś z wakacji, a trzeba pisać o śmierci. Człowiek nie jest jednak panem swojego losu.

W natłoku przypuszczeń, hipotez, komentarzy i wspomnień, jakie wywołał tragiczny zgon byłego komendanta głównego policji, mój głos będzie tylko jednym z wielu. Mimo pokusy nie będę spekulował na temat samego zdarzenia, pozostawiając jego wyjaśnienie specjalistom. Wolę napisać o człowieku, którego życie urwało się nagle, jak taśma w połowie filmu.
Generała Marka Papałę poznałem stosunkowo niedawno, gdy tworzył działającą do dzisiaj Radę Konsultacyjną przy Komendancie Głównym Policji. Miły głos komendanta zapraszającego mnie telefonicznie na spotkanie wywołał odrobinę zdziwienia, bo działo się to długo przed wyborami i zmianą rządu. Później zorientowałem się, że ambicją Marka Papały było wyjęcie sprawy reformy policji i bezpieczeństwa obywateli z kręgu politycznych sporów. Dowodził tego pluralistyczny skład Rady Konsultacyjnej, w której zgodzili się zasiąść ludzie bardzo odlegli od rządzącej wówczas koalicji SLD-PSL, że wymienię tylko profesorów Rzeplińskiego, Widackiego, Filara i Hołdę oraz biskupa Pieronka.
Wciągając się powoli w prace rady, zaczynałem wierzyć, że Marek Papała potraktował sprawę zmian w policji niezwykle serio i widać było, że zmiany te będą musiały nastąpić. Otoczony młodymi, pełnymi energii i wiedzy policjantami komendant Papała zrobił wrażenie człowieka, który wie, czego chce. Reforma policji jest niezwykle trudnym przedsięwzięciem i - rzec można nawet - niezbyt bezpiecznym. Podziwiałem odwagę i determinację ówczesnego szefa policji.
Po wyborach i zmianie rządu pozycja komendanta uległa naturalnemu osłabieniu. Jego dotychczasowego przełożonego Leszka Millera zastąpił na stanowisku ministra spraw wewnętrznych i administracji Janusz Tomaszewski. Mimo to komendant Papała pozostał jeszcze jakiś czas na stanowisku, co dowodzi, że w nowym rządzie zastanawiano się, czy zmiana szefa policji jest rzeczywiście niezbędna. Myślę, że ostatecznie zdecydował niefortunny zbieg okoliczności. Po wydarzeniach słupskich komendant Papała złożył dymisję, która została przyjęta. Żal mi wówczas było Marka Papały, bo musiał odejść w trakcie realizacji swych ambitnych planów reformy. Jest ona wprawdzie w zasadniczych zarysach kontynuowana, ale odnoszę wrażenie, że straciła swój dotychczasowy impet i zdecydowanie.


Reforma policji jest niezwykle trudnym i niezbyt bezpiecznym przedsięwzięciem, wymaga odwagi i determinacji


Okazuje się, że brak jednego człowieka może mieć istotny wpływ na kształt ważnych przedsięwzięć. Marek Papała był pod wieloma względami policjantem niezwykłym. Najmłodszy komendant główny w dziejach Rzeczypospolitej, doktor praw, inteligent, zrównoważony, spokojny, łagodny - wręcz nieśmiały. Rzec można - typ policjanta przyszłości, może jeszcze nie bardzo pasującego do naszego easternu.
Nie wiem, komu i dlaczego naraził się Marek Papała aż tak bardzo, że musiał zginąć. Bez względu na to, co się okaże, pozostanie on jednak cząstką historii polskiej policji jako osoba próbująca dokonać ważnych zmian. Jako współtwórca i animator reformy, której nie dane mu było dokończyć.
Pamiętam, że w trakcie najbardziej intensywnych prac Rady Konsultacyjnej Marek Papała, mimo pośpiechu i natłoku ważnych spraw, wspominał od czasu do czasu, że powinniśmy kiedyś usiąść na dłużej przy kawie i spokojnie porozmawiać. Całkiem niedawno otrzymałem - tak jak zapewne inni członkowie rady - osobisty list z podziękowaniem. Pomyślałem sobie wówczas, że pewnego dnia zadzwonię do niego z jakimś miłym słowem i może wypijemy zaległą kawę.
Skąd mogłem wiedzieć, że mam tak mało czasu?

Okładka tygodnika WPROST: 28/1998
Więcej możesz przeczytać w 28/1998 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0