Puder na trupa.

Dodano:   /  Zmieniono: 
SLD i UW nie chcą ponownego zjednoczenia Warszawy w obawie przed utratą stanowisk
Nie trzeba długich studiów, by zauważyć, że każde miasto do złudzenia przypomina żywy organizm. I tak jak on, aby normalnie funkcjonować, musi być kierowane przez centralny ośrodek zarządzający. Biada bowiem cielęciu, które przyjdzie na świat z dwiema głowami. By nie dzielić jego losu, wszystkie polskie miasta funkcjonują z jedną tylko "głową", tzn. są zorganizowane w zwartą gminę, której zarząd czuwa nad sprawnym funkcjonowaniem całego organizmu miejskiego.
Jest wszakże od tej reguły głośny wyjątek. Stanowi go Warszawa, którą w 1990 r. podzielono na siedem, a w 1994 r. aż na jedenaście niezależnych gmin. Efekt tej operacji widoczny jest gołym okiem. To najbogatsze polskie miasto cierpi na chroniczny niedowład, któremu trudno się nawet dziwić. Nie da się przecież, mając jedenastu niezależnych włodarzy, sprawnie zarządzać w mieście tym wszystkim, co wykracza poza granice gmin. A tak się pechowo dla mieszkańców składa, że są to kwestie, które przesądzają o ich codziennym funkcjonowaniu.
.
Tylko w skali całego miasta, a nie poszczególnych gmin, można racjonalnie zorganizować komunikację, sieć ciepłowniczą, wodociągową i kanalizacyjną. Tylko w ten sposób można zadbać o bezpieczeństwo obywateli, służbę zdrowia, oświatę i kulturę. Także polityki inwestycyjnej i planowania nowych zakładów pracy nie da się skutecznie prowadzić z zaściankowej, gminnej perspektywy. Łatwo zrozumie to każdy, kto grzęźnie w warszawskich korkach i co chwila napotyka jakiś miejski mur niemożności, zbudowany z gminnych separatyzmów.
Wydawałoby się więc, że czas najwyższy skończyć z niefortunnym podziałem i na nowo zjednoczyć miasto. Warszawa nie może się jednak doczekać swojego Łokietka. Zgłoszona przez posłów AWS propozycja zmiany ustroju stolicy, przywracająca jeden organizm miejski, została ostatnio przez Sejm odrzucona głosami SLD i Unii Wolności. Obydwa ugrupowania od czterech lat rządzą Warszawą i najwyraźniej są z siebie zadowolone. Nie chcą ponownego zjednoczenia miasta, tak jak zjednoczenia Polski w XIII wieku nie chcieli feudałowie skupieni na dworach dzielnicowych książątek. Oznacza to bowiem utratę stanowisk i apanaży. Jedenastoma warszawskimi gminami kieruje prawie siedmiuset radnych, sowicie, rzecz jasna, wynagradzanych. Oni nie życzą sobie żadnej zmiany. A najwyraźniej są tak wpływowi w SLD i Unii Wolności, że pod ich presją Sejm zdecydował się tylko na kosmetyczne zmiany w ustroju Warszawy, które mieszkańcom pomogą tyle co puder nałożony na trupa.
Więcej możesz przeczytać w 28/1998 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.