Czy to sen?

Czy to sen?

Dodano:   /  Zmieniono: 
Przez lata Niemcy nauczyli się czegoś bardzo ważnego - przepraszać i zabiegać o wybaczenie. Zrozumieli, jakie to ważne dla własnej godności i godności pokrzywdzonego
Zawsze dość podejrzanie brzmi, kiedy próbuje się tłumaczyć, że autorami bulwersujących opinię publiczną zjawisk i wydarzeń są izolowane grupki odszczepieńców oraz osobnicy nie mający nic wspólnego z normalnym społeczeństwem. Brzmi to podejrzanie szczególnie u nas, bo - mimo dość rozpowszechnionych tendencji amnezyjnych - sporo ludzi jeszcze pamięta, jak próbowano nam tłumaczyć, że wolności, niepodległości, demokracji (w tym również socjaldemokracji) i wolnego rynku domagają się jedynie "warchoły", "wichrzyciele", "agenci CIA" i "syjoniści".

Nie zawsze jednak mówienie o odszczepieńcach jest bzdurne. Widać to, gdy patrzy się na mistrzostwa świata w piłce nożnej. Łatwo zgadnąć, że myślę o odmóżdżonych prostakach odpowiedzialnych za mordobicia mające za przyczynę alkohol, prymitywny nacjonalizm, a przede wszystkim głupotę tak bezmierną, iż nawet najświatlejszy ludzki umysł nie jest w stanie jej ogarnąć.
Kłopot z nimi polega m.in. na tym, że dzięki burdom stają się postaciami bardzo eksponowanymi. Niewątpliwie można ich zaliczyć do grona "bohaterów" mondialu, o których mówi się równie wiele jak o piłkarzach, trenerach i sędziach. Co najmniej dobę przed meczem Anglików czy Niemców francuskie media drobiazgowo informowały o kontrolach na granicach, przygotowaniach olbrzymich sił policji w mieście zaszczyconym przyjazdem którejś z tych drużyn, a także o zarządzeniach administracyjnych wprowadzających totalny zakaz sprzedaży alkoholu i nakaz zamykania lokali gastronomicznych o wiele wcześniej niż zwykle. Odnosiło się wrażenie, że władze sposobią się do odparcia najazdu kosmitów sprzymierzonych z co najmniej połową piekła. A kiedy doszło do jakichś bijatyk, stawały się one wiadomościami dnia. Dlatego powstawało z wolna poczucie, że zjawisko mondialowego chuligaństwa jest reprezentatywne i typowe dla uczestników tej imprezy. Niekiedy zaczynano już używać znamiennie pojęć "kibic" i "chuligan". Tymczasem kibice tegorocznego mondialu po stokroć zasłużyli sobie, by wziąć ich w obronę. Bardzo źle, że na pierwszy plan wysuwa się ciągle to, czego nie należy robić - podczas gdy do podniesienia kultury kibicowania może się przyczynić nade wszystko pokazywanie, co robić należy. Bodaj najbardziej spektakularne przykłady dali w tej materii kibice niemieccy.
Bestialski napad ich ziomków na żandarma w Lens był dla Niemców straszliwym wstrząsem, który rozbudził sumienia i przywołał najczarniejsze wspomnienia, obawy i kompleksy. Wielu Niemców miało w tych dniach wrażenie, że dziesięciolecia pracy nad zmianą wizerunku tego narodu na świecie mogą pójść na marne z powodu trzech tępych zwyrodnialców. I wtedy zobaczyliśmy, że przez te lata Niemcy naprawdę nauczyli się czegoś bardzo ważnego. Czegoś, co jest bardzo trudne i co nie każdy umie nawet w życiu prywatnym - a cóż dopiero narodowym. Mianowicie, nauczyli się przepraszać i zabiegać o wybaczenie. Zrozumieli, jakie to ważne dla własnej godności i godności pokrzywdzonego. Niemieccy kibice nie próbowali skończyć dyskusji na stwierdzeniu "To nie my, to tamci". Niemieccy kibice wywiesili na stadionie transparent domowej roboty z napisem "Pardon Frankreich". Na głównym placu Montpellier urządzili zbiórkę datków na rzecz rodziny skatowanego żandarma. Z samych Niemiec popłynął pod ten sam adres wielki strumień darów i wyrazów solidarności. Można oczywiście powiedzieć, że Niemcy nauczyli się po prostu "kupować" wybaczenie. Być może coś w tym jest. Ale nie każdy wysilałby się w takiej sytuacji choćby na "kupowanie". Dlatego we Francji odebrano to przede wszystkim jako sygnał, że Niemcy nie potraktowali tragedii francuskiego żandarma z obojętnością. Zapewne już im to powiedziano, ale jeśli przypadkiem nie, chciałbym, by chociaż tą okrężną drogą dotarła do nich wiadomość, że ich prawa reakcja została zauważona i przyjęta ciepło.
Ale na najcieplejsze słowa zasłużyli kibice, których ziomkowie nic nikomu nie zrobili i którzy nie mają powodów do uprzedzającej grzeczności przeprosin - a roztaczają wokół atmosferę radości, sympatii i szczęścia. Tak naprawdę, to oni nadawali ton tym mistrzostwom. Brazylijczycy, Szkoci czy Norwegowie, którzy już dzień przed meczem przeciwko sobie bawili się hucznie razem na ulicach, trzymając się pod ręce, tańcząc i śpiewając, a czasami nawet wymieniając się częściami strojów - by stworzyć przybrania "dwunarodowe". Tyle że na ich temat były w mediach jedynie migawki. A szkoda. Dość wspomnieć, że kupcy z Bordeaux byli tak zauroczeni zachowaniem kibiców w czasie meczu Szkocja-Norwegia, że Izba Handlowa tego miasta zamieściła w prasie szkockiej i norweskiej ogłoszenia, w których czytamy m.in.: "Dziękujemy i do zobaczenia wkrótce. Już się za Wami stęskniliśmy". No powiedzcie sami, kochani, czy to sen? Nie, to spotkali się normalni ludzie.
Więcej możesz przeczytać w 28/1998 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0