WILCZY APETYT

WILCZY APETYT

Dodano:   /  Zmieniono: 
Fiskus kontra przedsiębiorcy.
Hurtownia Integral w Lublinie początkowo sprzedawała towary zarówno przedsiębiorstwom, jak i osobom fizycznym. W 1996 r. postanowiła się skupić tylko na handlu z firmami, co zwalniało ją z obowiązku instalowania kas rejestrujących. Kontroler z III Urzędu Skarbowego w Lublinie zarzucił jednak właścicielom hurtowni, że mimo ich zapewnień, faktycznie kontynuowali sprzedaż dla osób fizycznych. W efekcie zajęto konto i majątek spółki o wartości ponad 2,6 mln zł - jako zabezpieczenie wynikających z naruszenia ustawy należności skarbu państwa. To spowodowało z kolei, że Integral zbankrutował. Właściciele odwołali się do NSA, a ten uchylił decyzję fiskusa. W uzasadnieniu napisano, że "postępowanie prowadzone przez organy podatkowe zawierało wiele uchybień", które mogły mieć wpływ na ustalenie stanu faktycznego. Co więcej, na podstawie zebranych dokumentów sąd stwierdził, że najpierw wydano decyzję, a dopiero później "organy obu instancji zaczęły gromadzić dowody w sposób sprzeczny z przepisami postępowania, dla uzasadnienia przyjętej tezy".


- Wiele urzędów skarbowych traktuje prywatnych przedsiębiorców jak przeciwników, stosując wobec nich metody osławionego stalinowskiego prokuratora Andrieja Wyszyńskiego: "Dajcie mi człowieka, a znajdę na niego paragraf" - mówi Robert Gwiazdowski, szef Komisji Podatkowej Centrum im. Adama Smitha. Ostrość sądu eksperta podatkowego uzasadnia orzeczenie NSA rozpatrującego skargę Zdzisława Sawickiego, właściciela firmy Saviren z Mińska Mazowieckiego. Sąd uznał bowiem, że siedlecka izba skarbowa dokonała "zawłaszczenia pieniędzy podatnika". Chodziło o 275 tys. zł zaległych podatków, których nie zapłaciły państwowe Zakłady Obuwnicze Modex (obecny Saviren). Zdzisław Sawicki w 1991 r. kupił firmę od wojewody siedleckiego, nie wiedząc o ciążących na niej zobowiązaniach. Wkrótce jednak upomniał się o nie fiskus, twierdząc, że zmiana właściciela nie przerywa ciągłości zobowiązań finansowych. Sawicki zapłacił 275 tys. zł zaległych podatków i wpisał je w koszty uzyskania przychodu. Kontrolerzy skarbowi zakwestionowali to, mówiąc tym razem, że straty powstały przed przejęciem przedsiębiorstwa, zatem nowy właściciel nie ma prawa wykazywać ich jako swoich kosztów, i nakazali mu zapłacić tzw. przypis podatkowy.


Wiele urzędów skarbowych traktuje prywatnych przedsiębiorców jak swoich przeciwników, postępując wedle zasady: "Dajcie mi człowieka, a znajdę na niego paragraf"



Biznesmen odwołał się do NSA, ale ten uznał, że decyzja o wymierzeniu przypisu podatkowego była zasadna, ponieważ wraz ze zmianą właściciela przerwana została ciągłość zobowiązań finansowych zakładu, a więc nowy właściciel nie miał prawa uznać zaległych podatków za koszty swojej działalności. Sawicki zażądał zatem zwrotu 275 tys. zł, które zapłacił po przejęciu Modexu. Uznał, że skoro "ciągłość finansowa została przerwana", nie może odpowiadać za zobowiązania starego właściciela. Izba skarbowa w Siedlcach odrzuciła to żądanie, znowu wskazując na "ciągłość finansową". NSA tym razem stanął po stronie biznesmena, twierdząc, że prawo musi działać w obie strony, i nakazał zwrócić sporną kwotę wraz z odsetkami, czyli łącznie milion złotych. Boje z fiskusem mogły się jednak skończyć upadłością Savirenu, bowiem komornik miał już zająć zakład za nie zapłacony przypis podatkowy.
Nikt dokładnie nie wie, ile polskich przedsiębiorstw popada każdego roku w kłopoty finansowe na skutek błędnych decyzji urzędów i izb skarbowych. - Nie słyszałem o takich analizach. Na podstawie badań ankietowych, jakie przeprowadziliśmy wśród zagranicznych przedsiębiorców, mogę natomiast powiedzieć, że wielu z nich boi się inwestować w Polsce, bo prawo jest tak niejasne i niespójne, że nie wiedzą, jak się w tym gąszczu poruszać. Małe i średnie firmy mogą takiego starcia z fiskusem nie przetrwać - mówi Maciej Grabowski, wiceprezes Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową.
Pewne wyobrażenie o skali zjawiska dają sprawozdania z działalności Naczelnego Sądu Administracyjnego. Wynika z nich, że skargi w sprawach podatkowych od kilku lat stanowią najliczniejszą grupę spraw rozpatrywanych przez ten sąd (co czwarta sprawa). Z każdym rokiem ich liczba systematycznie rośnie. W 1997 r. podatnicy prawie 15 tys. razy zakwestionowali decyzje urzędów i izb skarbowych, a zatem spraw takich było o 15,2 proc. więcej niż rok wcześniej. - To tylko wierzchołek góry lodowej. Wiele przedsiębiorstw woli unikać zadrażnień z fiskusem i ogranicza się najwyżej do napisania odwołania do izby skarbowej. Gdy ta podtrzyma decyzję organu niższej instancji, rezygnuje się z drogi sądowej - mówi Marek Kłoczko, sekretarz generalny Krajowej Izby Gospodarczej. - Rzeczywiście, przedsiębiorcy boją się zadrażnień z fiskusem. I nawet gdy zwracają się do nas z prośbą o interwencję, proszą, by tego nie nagłaśniać - tłumaczy Jerzy Małkowski, dyrektor Biura Interwencji Business Centre Club.
Dla "kłopotliwych" podatników fiskus może być niezwykle uciążliwy. Serie różnych kontroli komplikują działalność nawet firmom prowadzącym wzorową dokumentację finansową. Sprawdzanie rachunków absorbuje uwagę całego działu finansowego, który nie może należycie wykonywać swoich podstawowych działań. - Byłem kiedyś świadkiem takiej sytuacji: młody urzędnik, nie krępując się zupełnie obecnością wielu prawników, oświadczył, że jeśli firma, którą reprezentujemy, odwoła się od jego decyzji, spowoduje nasilenie kontroli podatkowej. Złożyłem na niego skargę, ale została odrzucona - mówi Jan Orleański, współwłaściciel kancelarii Jan Orleański i S-ka Radcowie Prawni.
Urzędnicy mogą sobie pozwolić na takie zachowanie, bowiem istniejące prawo podatkowe jest tak niespójne i niejednoznaczne, że zawsze można znaleźć "haka" na opornego podatnika. Szczególnie zagrożone są przedsiębiorstwa korzystające z ulg inwestycyjnych. Jednym z warunków ich uzyskania jest tzw. solidność płatnicza. Wystarczy zakwestionować wpisanie w 

koszty działalności jakiegoś drobiazgu, na przykład wideo używanego do pokazów reklamowych, żeby cofnąć ulgę i naliczyć karę wraz z odsetkami. - Nad każdym przedsiębiorstwem jak miecz Damoklesa wisi zawsze jakaś "interpretacja". Nikt nie może być pewny swego do końca - skarży się Marek Kłoczko.
Doświadczyło tego konsorcjum Autotak, zajmujące się ratalną sprzedażą fiatów. Kłopoty z fiskusem zmusiły firmę do zmiany siedziby z Bielska-Białej na Warszawę. Na przełomie 1993 i 1994 r. bielski urząd skarbowy zarzucił Autotak nieprzestrzeganie przepisów o podatku VAT oraz ich błędną interpretację. Kierownictwo spółki bez mała rok bezskutecznie próbowało uzyskać w Ministerstwie Finansów interpretację nowych przepisów. Konsorcjum obciążono sankcjami w wysokości kilku milionów złotych. NSA uchylił decyzję izby skarbowej i przekazał ją temu organowi do ponownego rozpatrzenia. Jedynym efektem trwającego kilka lat sporu jest prawie dziesięciokrotne zmniejszenie wysokości kar, jakie firma musiała zapłacić fiskusowi. - To częsta praktyka. Najpierw beztrosko nalicza się kary sięgające setek tysięcy bądź milionów złotych, a potem znacznie się je redukuje. Podatnik, szczęśliwy, że udało mu się tanim kosztem wyjść z opresji, płaci i rezygnuje z dalszych bojów z fiskusem, obawiając się późniejszych represji - mówi Tomasz Kacymirow z kancelarii Hunton & Williams Poland, reprezentujący Autotak w sporze z organami skarbowymi, a jednocześnie ekspert finansowy Centrum im. Adama Smitha.
Z najnowszego sprawozdania NSA wynika, że mimo kilku lat funkcjonowania podatku VAT, rośnie liczba skarg na błędne rozstrzygnięcia aparatu skarbowego w tej sprawie. Inną zmorą przedsiębiorstw jest Systematyczny Wykaz Wyrobów (SWW). Poszczególne rodzaje towarów są obłożone różną stawką podatku VAT, tymczasem - jak podkreśla Jerzy Małkowski - SWW jest tak nieprecyzyjny, że często ten sam wyrób można zakwalifikować nawet do kilku grup towarowych. Jeśli podatnik się pomyli, nie tylko będzie musiał uiścić nie zapłacony podatek wraz z odsetkami, ale może też stracić prawo do wykorzystanych wcześniej ulg, co może oznaczać ruinę.
Problemy z odpowiednią interpretacją SWW są na przykład przyczyną kłopotów Vogel Publishing, wydawcy "Chipa", jednego z najpopularniejszych polskich czasopism komputerowych. Do każdego egzemplarza tego miesięcznika dodawany jest CD-ROM z tekstami i programami opisywanymi w numerze. Ponieważ czasopisma są objęte zerową stawką podatku VAT, Vogel Publishing go nie płacił, podobnie jak inni wydawcy dołączający do pism CD-ROM. Urząd Skarbowy Wrocław-Stare Miasto uznał jednak, że czasopismo z płytą CD nie jest jednolitym wyrobem, lecz mamy tu do czynienia z dwoma towarami. Przy tym CD-ROM jest obłożony 22-procentową stawką podatku VAT, więc wydawcy nakazano jego zapłacenie wraz z odsetkami. Stało się tak wbrew opinii Głównego Urzędu Statystycznego i Głównego Urzędu Ceł. Na poczet zabezpieczenia należności skarbu państwa zajęto prawie milion złotych na koncie spółki i drugi milion w majątku ruchomym. Tymczasem ze sprawozdań NSA wynika, że w ciągu ostatnich czterech lat przeciętnie 35 proc. spraw wygrywał podatnik, a nie fiskus.
Eksperci organizacji biznesowych podkreślają, że powodem organizowania swoistych nagonek na prywatnych przedsiębiorców jest często istniejący system premiowania. Za każde ujawnione uszczuplenie należności wobec skarbu państwa inspektor otrzymuje specjalną premię, proporcjonalną do wielkości odzyskanej sumy. Z danych Ministerstwa Finansów wynika, że w zeszłym roku na premie przeznaczono 434 mln zł. Średnio jeden nagrodzony zyskał więc 630 zł miesięcznie. Wiadomo jednak, że w każdym urzędzie skarbowym jest grupa "wybijających" się inspektorów, którym nagrody za "upolowanych naciągaczy skarbu państwa" przynoszą znacznie wyższe dochody niż podstawowa pensja (905 zł).
Zdaniem biznesmenów, zadziwiająca jest zaciekłość, z jaką inspektorzy skarbowi ścigają prywatne przedsiębiorstwa. Każda, najdrobniejsza nawet wątpliwość jest wyłapywana i interpretowana na ich niekorzyść, co wiąże się z dotkliwymi karami finansowymi. Państwowe firmy darzone są natomiast wyjątkową sympatią. Wiceminister finansów Jan Rudowski uważa, że jest to twierdzenie nieprawdziwe: - Nie mogę podzielić poglądu, jakoby organy podatkowe bardzo liberalnie traktowały przedsiębiorstwa państwowe, a doprowadzały do bankructwa innych podatników. Jeżeli zachodzą ku temu przesłanki ustawowe, organy te udzielają różnego rodzaju ulg podatnikom niezależnie od ich formy organizacyjnej i własnościowej. Przy udzielaniu tych ulg - po bardzo wnikliwej analizie ich zasadności - brany jest pod uwagę ważny interes skarbu państwa, a także uzasadniony interes społeczny.
Z opublikowanego w ubiegłym roku raportu NIK na temat zwolnień z podatku VAT i akcyzy wynika tymczasem, że Ministerstwo Finansów przyznawało ulgi także dobrze prosperującym państwowym gigantom, na przykład Petrochemii Płock i Rafinerii Gdańskiej oraz wytwórniom papierosów i Polmosom. Z kolei z ujawnionego na początku roku raportu Ministerstwa Finansów można się dowiedzieć, że tylko dwanaście dużych przedsiębiorstw państwowych jest winnych skarbowi państwa przeszło 700 mln zł - głównie z powodu nie zapłaconych podatków oraz składek na ZUS. Jednocześnie w ciągu ostatnich kilku lat otrzymały one z budżetu ponad 850 mln zł w formie rozmaitych ulg i dotacji. Jeszcze większe są długi spółek węglowych. Należności siedmiu z nich przekroczyły 2 mld zł. Drugie tyle pochłonęła pomoc dla nich. Według raportu, dłużnikami budżetu jest kilkaset przedsiębiorstw państwowych. Pod koniec ubiegłego roku zaległości podatkowe - w ogromnej mierze firm państwowych - sięgały 8,2 mld zł.

Więcej możesz przeczytać w 28/1998 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0