WSCHÓD ZACHODU

WSCHÓD ZACHODU

Dodano: 
Jak zbudowano "drugą Portugalię".
Portugalia dobrze nastraja rzadko docierających tam Polaków, bo przekonuje, jak niewiele potrzeba, żebyśmy i my osiąg- nęli standardy Unii Europejskiej. W wielu portugalskich miasteczkach - w regionie Algarve, Duero czy Alentejo - serce Polakowi rośnie z dumy na myśl o Mławie czy Brodach. Wystarczy jednak zrobić dwa kolejne kroki, żeby skonstatować, że mała, dziesięciomilionowa Portugalia, do niedawna odizolowana i zabita deskami prowincja Europy, w wielu dziedzinach nas zdystansowała.

Prawie cała Portugalia opleciona została siecią świetnej jakości autostrad, budowane są mosty, osiedla mieszkaniowe i stalowo-szklane biurowce. Nowe fabryki produkują samochody znanych marek (wartość ich eksportu wynosi 3,4 mld USD), a w zmodernizowanych ostatnio hotelach odpoczywa 7 mln zagranicznych turystów rocznie.
Zapyziała Lizbona jeszcze do niedawna mogła się poszczycić jedynie specyficzną atmosferą dekadencji oraz lokalami, w których prezentowano fado - melancholijne pieśni, wymarzony gatunek artystyczny dla słuchaczy przepojonych saudade, czyli rodzajem nostalgii za świetną przeszłością kolonialną. Fado warto wysłuchać, delektując się winem, skądinąd świetnym, lepszym od wielu renomowanych marek francuskich czy włoskich.
Dwa lata temu socjalistyczny burmistrz Lizbony Joao Soares ogłaszał, że w samym centrum miasta zawalenie grozi 1200 budynkom, z których jedna trzecia jest nie do uratowania. Dziś nie ma po nich śladu. Nowe biurowce w centrum czy dzielnice willowe na peryferiach w niczym nie ustępują architekturze Paryża lub Frankfurtu. Państwo potrafiło znaleźć energię i skoncentrować wysiłek na przygotowaniach do Expo. Co ważniejsze, nie obciążyło w tym celu budżetu państwa. Właśnie pomysł organizacji Wystawy Światowej sprowadził do Lizbony i całej Portugalii miliardy dolarów od sponsorów i dotacje unijne z Brukseli.
Nikt w Europie nie potrafi się tak doskonale unowocześniać za pieniądze Unii Europejskiej jak Portugalia, która w 100 proc. wykorzystuje unijne fundusze, podczas gdy Włochy czy Grecja marnotrawią trzy czwarte otrzymywanych pieniędzy. W latach 1989-1993 Portugalia otrzymała z Brukseli 75 mld USD, a odprowadziła do kas unijnych mniej niż połowę tej sumy. Do końca wieku spodziewa się jeszcze 200 mld USD. Za te pieniądze socjalistyczny rząd premiera Gutterresa zamierza - używając terminologii gierkowskiej - zbudować drugą Portugalię.
Rządząca dziś partia socjalistyczna powstała niedawno, bo w roku 1973 i to w... Bonn dzięki pomocy SPD. Drogę do demokracji w Portugalii przetarła jednak Partia Socjaldemokratyczna, wyłoniona z PPD, ugrupowania liberałów współpracujących z prawicowym dyktatorem Antonio Salazarem. Jej recepta gospodarcza opierała się na prywatyzacji kulejącego przemysłu państwowego i rygorze monetarnym. Właśnie ów rygor był zapewne przyczyną porażki socjaldemokratów w wyborach z 
1 października 1995 r., kiedy poparcie dla PSD spadło z ponad 50 proc. do 34 proc. Niewielka część jej elektoratu poparła prawicową Partię Ludową, lecz większość utraconych głosów przechwycili socjaliści. Zastosowali oni taktykę, która okazała się zwycięska we Włoszech, Francji, Wielkiej Brytanii i Polsce - przejęli liberalne pryncypia gospodarcze i wsparli je społeczną frazeo- logią.
Socjalistom udało się skupić naród wokół ambitnego celu - spełnienia kryteriów z Maastricht i wejścia do strefy euro. Operacja się powiodła i Portugalia znalazła się w szczęśliwej jedenastce ze wskaźnikami, jakich zazdrościły jej Niemcy i Francja: wzrost gospodarczy na poziomie 3,5 proc., inflacja - 
2,2 proc., deficyt budżetowy - poniżej 3 proc. PKB. Należy dodać, że bezrobocie w Portugalii, które wprawdzie w ciągu ostatnich lat wzrosło z 4,2 proc. do 7,1 proc., pozostaje jednym z najniższych w Europie. Wszystko to nie zmienia faktu, że Portugalia nadal jest najbiedniejszym po Grecji państwem Unii Europejskiej. Jej PKB per capita - 11 tys. USD - jest niespełna dwukrotnie wyższy od polskiego i prawie dwa razy niższy od średniej unijnej.
Polska mogłaby wiele zdziałać na portugalskim rynku, zwłaszcza w dziedzinie dóbr inwestycyjnych, ale nasi handlowcy rzadko bywają nad Tagiem. Może i dlatego, że LOT ciągle nie może się dogadać z TAP, portugalskimi liniami lotniczymi, w sprawie uruchomienia bezpośredniego połączenia między Warszawą a Lizboną. Mimo że w ubiegłym roku nasza wymiana handlowa wzrosła o 22 proc. w porównaniu z 1996 r., to i tak osiągnęła śmiesznie niską w stosunku do potencjału wartość 100 mln USD. Co gorsza, ponad 70 proc. tej sumy to import z Portugalii, która wciągnęła Polskę na listę ośmiu najbardziej obiecujących rynków świata. Portugalczycy zainwestowali już u nas 200 mln USD, głównie w wielką dystrybucję: hurtownie Jeronimo Martins i Eurocash, sklepy Biedronka i hipermarkety Jumbo.


Okładka tygodnika WPROST: 28/1998
Więcej możesz przeczytać w 28/1998 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0