Polska nie-Polaków

Polska nie-Polaków

Dodano: 
Gorszący spór o strażnicę w Puńsku, niszczenie zabytków sztuki cerkiewnej i antyukraińskie ekscesy na ziemi przemyskiej, administracyjny opór przeciw dwujęzycznym tablicom w miejscowościach zamieszkanych głównie przez mniejszości,...
opieszałość władz w ściganiu przestępstw o podłożu rasistowskim, tolerancja wobec ludzi, ugrupowań i wydawnictw głoszących szowinizm - kompromitują Polskę w oczach świata, wywołują antypolskie reakcje za granicą i komplikują sytuację Polaków żyjących w krajach ościennych. - Każdy antyukraiński incydent wywołuje antypolską reakcję po drugiej stronie granicy - zauważa Piotr Tyma, sekretarz Związku Ukraińców w Polsce. Podobnie reagują Litwini, Niemcy i środowiska żydowskie.
Związek Ukraińców sporządził długi rejestr przestępstw o podłożu narodowościowym, popełnionych w byłym województwie przemyskim: od kolportowania plakatów nawołujących do waśni etnicznych, poprzez czynne napaści na Ukraińców, po zamachy bombowe i podpalenia ukraińskich domostw i siedzib. - Zgłoszenia te są bagatelizowane przez policję - twierdzą działacze ZU. Obelgi i akty przemocy wobec "innych" zdarzają się na co dzień, a polski kodeks karny przewiduje kary za nawoływanie do nienawiści etnicznej i rasowej oraz znieważanie osób odmiennej nacji, rasy i religii, dla polskich organów ścigania i sądów są to jednak martwe przepisy. Niemalże "bohaterem sezonu" został student z Kamerunu, gdy - grożąc Strasburgiem - zdołał przekonać wrocławski sąd, z pomocą prawników opłaconych przez Helsińską Fundację Praw Człowieka, że skin, który go pobił, działał z pobudek rasowych (wcześniej sprawa była kilkakrotnie umarzana przez policję). Ale już jego pozew przeciwko wydawcy pisemka specjalizującego się w niewybrednych dowcipach o Murzynach nie może się doczekać rozpatrzenia.
- Problem antysemityzmu w Polsce nadal istnieje - uważa Beate Winkler, dyrektor Europejskiego Centrum Monitorowania Rasizmu i Ksenofobii, odnosząc to nie tylko do sprawy oświęcimskiego żwirowiska, której nie udało się rozwiązać w czasie zimy, a teraz, gdy Kazimierz Świtoń ogłosił początek "nowego sezonu", będzie to znacznie trudniejsze. Dla Żydów w kraju i za granicą groźniejsza od antysemickich ekscesów, zdarzających się wszędzie, jest znieczulica społeczna i pobłażliwość władz. - W kioskach Ruchu, księgarniach i na straganach ulicznych sprzedawane są antisemitica, niekiedy o charakterze jawnie nazistowskim. W większości krajów Europy za ich kolportowanie idzie się do więzienia - zauważa dr Janusz Bodek, który przez wiele lat pracował naukowo w Niemczech nad tematem antysemityzmu, a niedawno przyjechał do Polski i jest przerażony tym, co tu widzi. Gdy miesiąc temu pomnik przy Umschlagplatz, upamiętniający 300 tys. wymordowanych Żydów z warszawskiego getta, został zbezczeszczony napisami "Jude Raus" i gwiazdą Dawida na szubienicy, policja odmówiła interwencji bez oficjalnego zawiadomienia o przestępstwie. Nikomu też nie przychodzi do głowy, aby przynajmniej raz w roku wysłać patrol na Dworzec Gdański, by delegacje składające tam kwiaty pod tablicą upamiętniającą Marzec ?68 nie musiały widzieć jej oblanej farbą i "ozdobionej" literami ONR, jak to było w tym roku. Jeśli na pamiątkowym kamieniu przy kopenhaskim Israel Plads pojawią się nocą jakieś bohomazy, o świcie usuwa je specjalna ekipa, by rano już nikt ich nie spostrzegł, bo byłby wielki skandal.


Miarą poziomu cywilizacyjnego państwa jest ochrona praw mniejszości

Przedstawiciele mniejszości zwracają uwagę na inny jeszcze aspekt "urzędowego rasizmu". Podkreślanie w komunikatach policyjnych, że członkinią gangu napadającego na staruszki w Warszawie była "42-letnia Cyganka", narusza nie tylko zasady political correctness. To samo dotyczy nagłośnionych ostatnio spraw Heleny Wolińskiej, Salomona Morela i Stefana Michnika, w których często rzeczą najważniejszą staje się narodowość tych osób. - Sprawa ewentualnej ekstradycji Wolińskiej nie powinna mieć w ogóle wymiaru żydowskiego - uważa Stanisław Krajewski, prezes Forum Żydowskiego. - Spotykamy się z wybiórczością, jeśli chodzi o zbrodnie tamtej epoki. Czy ktokolwiek próbuje prowadzić śledztwa przeciw Polakom winnym morderstw na Żydach w czasie wojny i po wojnie? - dodaje, zwracając uwagę, że zarazem władze polskie wykazały brak zainteresowania ekstradycją z USA niejakiego Hajdy, Polaka, który był strażnikiem w Treblince.
Uprzedzenia rasowe i etniczne można przezwyciężyć tylko poprzez edukację, zwłaszcza młodych pokoleń. Tymczasem polskie dzieci uczą się historii z podręczników Leszka Szcześniaka, szerzących prymitywny antysemityzm, zaś przemyski wydział edukacji i sportu rozesłał wszystkim szkołom podstawowym w mieście książki "Gorzka prawda" i "Ideologia nacjonalizmu ukraińskiego", podsycające dawne urazy. - Politykę państwa wobec mniejszości oceniam jako bardzo niekonsekwentną. Zacne deklaracje nie są realizowane, a co jakiś czas wybucha jakiś skandal - mówi od lat krytykujący książki Szcześniaka prof. Jerzy Tomaszewski, historyk z Uniwersytetu Warszawskiego. Z kolejnego sondażu OBOP, przeprowadzonego w listopadzie 1998 r., wynika, że nie maleją uprzedzenia do ludzi innych narodów i ras. 48 proc. respondentów odradzałoby swoim bliskim małżeństwo z polskim Cyganem, 44 proc. - z Arabem (o 7 proc. więcej niż dziesięć lat temu), po 36 proc. z Chińczykiem i Murzynem, a 33 proc. - z Żydem. Co czwarty nie uznaje za Polaka "dziecka półkrwi", mającego ojca Roma czy Żyda.
Wedle standardów euroatlantyckich, miarą poziomu cywilizacyjnego państw aspirujących do światowej elity jest sposób traktowania zamieszkujących je mniejszości. Zasada równości, na której opiera swe systemy prawne współczesna Europa, zakłada potrzebę stworzenia preferencji celem wyrównania szans tej słabszej kategorii obywateli. III RP nie dopracowała się jeszcze spójnego prawa chroniącego interesy mniejszości, choć mają je już kraje, którym znacznie dalej do Unii Europejskiej (Chorwacja, Litwa, Łotwa, Estonia, Ukraina), a wiele przepisów, na przykład ustawy o zmianie imion i nazwisk z 1956 r., wręcz je dyskryminuje. Daje ona organom administracji prawo odgórnego dostosowywania brzmienia i ortografii imion i nazwisk "do zasad fonetyki i pisowni polskiej".
Prace nad ustawą o mniejszościach, bez której nie ma co marzyć o wejściu do UE, były parokrotnie przerywane częstą zmianą ekip. Brakowało też "woli politycznej". Zdaniem posła Jerzego Szteligi, wiceprzewodniczącego sejmowej Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych, po odejściu długoletniego wiceministra kultury Michała Jagiełły rząd przestał się interesować tą problematyką, a jego przedstawiciele rzadko przychodzili na posiedzenia komisji, która - wyręczając gabinet Jerzego Buzka - opracowała projekt ustawy zgodny z europejskimi normami i polską konstytucją. Oprotestował go zaraz zajmujący się problemami integracji Polski z Europą minister Ryszard Czarnecki, zarzucając, że ustawa "narazi nas na poważne koszty finansowe i polityczne". Chodziło mu głównie o możliwość używania języka pochodzenia w urzędach i finansowanie szkolnictwa dla mniejszości z budżetu państwa. Rząd nie widzi też potrzeby powołania urzędu ds. mniejszości, strzegącego praw tej grupy obywateli. - Najwyraźniej zgłaszający te zastrzeżenia urzędnicy nie znali obowiązujących w Polsce praw - skrytykował stanowisko rządowe poseł Jacek Kuroń, orędujący za ustawą, której losy nie są pewne. Przeciwko niej opowiada się nie tylko PSL i skrajna prawica, ale również spora część AWS.
Tymczasem już w czerwcu na unijnym szczycie w Kolonii omawiany będzie program przeciwdziałania rasizmowi i nietolerancji w krajach członkowskich i aspirujących do UE, w tym w Polsce. Ocena sytuacji w naszym kraju może być bardzo surowa.


U siebie

Władze PRL systematycznie zaniżały liczbę żyjących w Polsce mniejszości narodowych i etnicznych, traktując jednolitość narodową jako nakaz ideologiczny. Według danych z 1988 r., ludność niepolska stanowiła tylko 1,4 proc. obywateli, czyli ok. 500 tys. osób. Były to dane znacznie zaniżone. Oficjalnie negowano obecność kilkusettysięcznej mniejszości niemieckiej, a pozostałych po Marcu '68 Żydów (ok. 20 tys.) uważano za wymierającą grupę. Wiele osób bało się przyznać do swego pochodzenia: sprawy narodowościowe podlegały wszak Służbie Bezpieczeństwa. Po 1989 r. odżyło poczucie identyfikacji osób o niepolskich korzeniach. Dziś przyjmuje się, że mniejszości narodowe i etniczne stanowią 3-4 proc. ludności (1,2-1,6 mln osób). Za mniejszość narodową uznaje się tych, którzy utożsamiają się z narodami zorganizowanymi we własnym państwie. Mamy więc mniejszości narodowe: białoruską, czeską, litewską, niemiecką, ormiańską, rosyjską, słowacką, ukraińską i żydowską. Mniejszości etniczne to mniejszości bezpaństwowe: karaimska, łemkowska, romska i tatarska. Za mniejszość etniczną uważa się też część Ślązaków i Kaszubów, kultywujących swą kulturę, tradycję i odrębność językową. W lutym 1995 r. Polska podpisała europejską konwencję ramową o ochronie mniejszości narodowych, lecz jej nie ratyfikowała. Procedura ratyfikacyjna utknęła w "uzgodnieniach międzyresortowych". 
m
Okładka tygodnika WPROST: 13/1999
Więcej możesz przeczytać w 13/1999 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0