Szansa talibów

Szansa talibów

Dodano:   /  Zmieniono: 
Czy Afgańczycy zakończą bratobójczą wojnę?
Wieść o możliwości przekazania przez talibów części władzy w Kabulu przedstawicielom Północnego Przymierza wywołała entuzjazm wśród ludności Afganistanu, zmęczonej trwającą ponad 20 lat wojną. Teoretycznie na stabilizacji pod Hindukuszem zależeć powinno zarówno stronom konfliktu, jak i sąsiadom Afgańczyków, ale nie można mieć żadnej pewności, że optymistyczne zapowiedzi tym razem spełnią się i przeistoczą w trwały pokój.
Najbardziej zainteresowani ustaniem bratobójczych walk są Turkmeni, którzy patronowali ostatnim kontaktom talibów z delegacją Ahmeda Szaha Massuda, legendarnego Lwa Panczsziru. To nie przypadek, że zaprosili oni zwaśnionych partnerów do swej stolicy - Aszchabadu. Turkmenistan ma olbrzymie pokłady ropy i gazu. Zależy mu na tym, aby bogactwa te przepompowywane były afgańskimi rurociągami - przez Pakistan do portów Morza Arabskiego. Przywódca państwa, Saparmurad Nijazow, nie chce bowiem, aby przepływ tych surowców za granicę odbywał się pod okiem Moskwy. Nie chcą też tego Stany Zjednoczone. Międzynarodowe konsorcjum zawiązane pod wodzą amerykańskiego koncernu Unocal postawiło na Afganistan. Ze względów politycznych odrzucono alternatywne wyjście, czyli pociągnięcie nitek transportowych przez Iran. Złoża turkmeńskie są nieprzebrane. Nie dziw, że USA zabezpieczają się na przyszłość, kiedy zaczną już wysychać szyby naftowe i gazowe nad Zatoką Perską.
Jeśli przedsięwzięcie się powiedzie, zarobią na nim także sami Afgańczycy. Bez zagwarantowania pokoju potencjalnie duże pieniądze pozostaną jednak w sferze marzeń. Nadzieja w dalszych wewnątrzafgańskich konsultacjach, mających ustalić, w jaki sposób talibowie podzielą się władzą ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą. Massud zapowiedział, że będzie elastyczny. Świadom swej siły nie zamierza wszak oddawać dotychczasowym przeciwnikom inicjatywy. Nad aktualnymi lokatorami gmachów rządowych w Kabulu ma przewagę dyplomatyczną, wspieraną znaczącymi siłami zbrojnymi. Lider antytalibskiej opozycji nadal pozostaje uznawanym przez świat wiceprezydentem. Jego autorytetu nigdy nie podważała Organizacja Narodów Zjednoczonych. Mimo że talibowie kontrolują ok. 80 proc. terytorium, oficjalnie są popierani jedynie przez Pakistan, Arabię Saudyjską i Zjednoczone Emiraty Arabskie.
Profesor Rabbani powiedział "Wprost", że Afgańczycy powinni przestać walczyć, bo za dużo już przelano bratniej krwi. Szacuje się, że wojna domowa mogła pochłonąć nawet milion ofiar śmiertelnych. Najwięcej ludzi zginęło podczas dziesięcioletniej okupacji radzieckiej (1979-1989). Kontyngent ZSRR bezskutecznie wspierał wtedy komunistów. Poniósł klęskę porównywalną z porażką Amerykanów w Wietnamie. Na skutek działań wojennych ok. 5 mln Afgańczyków porzuciło swe domostwa i opuściło kraj.
Afgańczyków nie dzielą już rozbieżności ideologiczne, bo komuniści przegrali razem z ZSRR. Prawie wszyscy wyznają islam, choć nie każdemu podoba się jego fanatyczna odmiana praktykowana przez talibów na żywym organizmie społecznym. U źródeł wrogości leżą raczej różnice etniczne. W interesie talibów jest dziś uspokojenie sytuacji w kraju i podział władzy, umożliwiający im przerwanie izolacji na arenie międzynarodowej. Zamiar taki nie może się powieść bez ugody z Północnym Przymierzem, silnym politycznie, ale i militarnie, m.in. dzięki solidnym dostawom uzbrojenia z Rosji. Pojednanie między wojującymi frakcjami może mieć również wpływ na pozytywną ewolucję doktrynerskich fanatyków. Muzułmańscy Tadżycy Massuda są pobożni, ale daleko im do ślepej ortodoksji. Talibowie zaś żelazną ręką zaprowadzają islamskie porządki w kraju, który nigdy wcześniej nie ulegał czarom religijnych fundamentalistów. To, że część Afgańczyków początkowo zaakceptowała talibów, wynikało wyłącznie z ogólnego wyczerpania wieloletnią bratobójczą konfrontacją. Dziś już jednak mało kto aprobuje to, co wyczyniają wojowniczy młodzieńcy. Zbliżenie ich wodza, jednookiego Omara, z Massudem, skądinąd gorliwym wyznawcą proroka Mahometa, powinno pomóc "ucywilizować" talibów. Wewnętrzna ugoda afgańska leży więc także w interesie świata, przerażonego i protestującego przeciwko deptaniu praw człowieka w Afganistanie.
Więcej możesz przeczytać w 13/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0