Wielkie ucho

Wielkie ucho

Dodano:   /  Zmieniono: 1
Rozpoczyna się nowy etap poszukiwania pozaziemskich cywilizacji
Wkrótce w ramach programu seti@home (SETI w domu) polowanie na kosmitów będzie mógł prowadzić każdy, kto ma w domu komputer z procesorem Pentium i dostęp do Internetu. Naukowcy chcą wykorzystać miliony komputerów osobistych w domach na całym świecie, aby szczegółowo sprawdzać dane zebrane w obserwatorium Arecibo za pomocą największego na świecie radioteleskopu.

Na co dzień komputery obsługujące programy SETI dysponują mocą wystarczającą jedynie do pobieżnego odczytywania docierających z kosmosu sygnałów i wyławiania tych najsilniejszych. W ramach programu Feniks do analizy sygnałów używa się drogiego i bardzo wyszukanego sprzętu. Takie same analizy można przeprowadzić na zwykłych pecetach za pomocą prostego oprogramowania. Z serwera na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley będzie można wkrótce ściągnąć program, który stanie się "wygaszaczem ekranu" w naszym komputerze. - Kiedy nie używasz komputera, może być on wykorzystany do analizy zaledwie dwóch megaherców spektrum. Pracując w tle, "wygaszacz" przetworzy wyciek sygnału z kosmosu. Aby nadążyć z bieżącą analizą takiego fragmentu w obserwatorium, trzeba by zużyć 177 tys. odpowiedników procesora Pentium. Do seti@home zapisało się już kilkaset tysięcy osób. A naszą stronę internetową odwiedza codziennie 80 tys. osób! Nowy projekt może się okazać strzałem w dziesiątkę - mówi Jill Tarter, dyrektor naukowy Instytutu S
ETI i szef projektu Feniks. Programy opracowywane są dla trzech platform: PC, Macintosh i Unix.
Według rachunku prawdopodobieństwa, na E.T. można trafić przez przypadek. Im więcej w kosmosie istnieje cywilizacji, tym większą mamy szansę. Ale poza spekulacjami nie wiemy w tej kwestii absolutnie nic. Obecnie prowadzone są poszukiwania w ramach pięciu programów finansowanych przez prywatnych sponsorów. Największy program badawczy SETI - projekt Feniks - przewiduje obserwację tysiąca najbliższych gwiazd podobnych do Słońca i nowo odkrytych planet. Odległość między nimi a Ziemią nie przekracza 170 lat świetlnych, a więc w skali galaktycznej znajdują się bardzo blisko. Do tej pory "podsłuchano" kilkaset z tych obiektów. Są to gwiazdy średniej wielkości. Nie mogą być zbyt duże i gorące, bo takie gwiazdy za szybko umierają. Zbyt małe i chłodne też nie są odpowiednie. Planeta, na której mogłoby powstać życie, musiałaby krążyć bardzo blisko chłodnej gwiazdy, a wtedy po pewnym czasie - zgodnie z prawami fizyki - byłaby zwrócona do niej stale tą samą stroną i jej klimat byłby niezbyt przyjazny życiu. Tylko jedna z dziesięciu gwiazd w obrębie 170 lat świetlnych spełnia niezbędne warunki.
W naszej Galaktyce na pewno jest wiele takich planet jak Ziemia. Ciekawe, ile z tych miejsc jest domem inteligentnych istot, które potrafią zbudować nadajnik radiowy. Przecież większość z nas nie potrafi. Inteligencja może być rzadkim zjawiskiem. Jest więc możliwe, że nigdy nie odbierzemy sygnału, bo chociaż wszechświat i Galaktyka kipią życiem, inteligentne istoty mogą być nielicznymi wyjątkami. - Nawet jeśli w Galaktyce życie narodziło się tylko kilka razy, to biorąc pod uwagę niewyobrażalne rozmiary Drogi Mlecznej, nadal mamy szansę je odnaleźć. Życie mogło powstać dawno temu i rozprzestrzenić się po Galaktyce. Człowiek współczesny narodził się w Afryce, a po milionie lat zamieszkuje całą planetę. Podobnie mogło się stać z jakąś cywilizacją w Galaktyce. Kosmici mogą być jedną rasą, ale być może dotarli wszędzie - spekuluje Seth Shostak, astronom z Instytutu SETI. Carl Sagan w powieści "Kontakt" (na jej podstawie nakręcono film pod tym samym tytułem) opisuje Ellie Arroway. Za wzór posłużyła mu Jill Tarter. Ellie
- podobnie jak Jill - jest astronomem prowadzącym badania SETI. Pewnego dnia odbiera sygnał od pozaziemskiej cywilizacji. Czy Jill Tarter uda się zrealizować swoje marzenie, czy pozostanie ono jedynie zapisane na kartkach książki Sagana? - To jest zadanie, którego realizacja może zająć pokolenia. Możliwe, że odkrycia dokona dopiero moja wnuczka - mówi Tarter. Ellie udaje się o wiele więcej: kosmici przesyłają Ziemianom projekt maszyny czasu i Ellie udaje się na spotkanie z obcymi.
- Absolutnie! Poleciałabym bez chwili zastanowienia! - odpowiada bez wahania Tarter, poprawiając szybkim ruchem dłoni przyprószone siwizną długie włosy. - Pracuję dla SETI dopiero dziesięć lat. Nasze eksperymenty są coraz efektywniejsze. Mniej więcej co dwa lata dokonuje się swego rodzaju skok technologiczny. A za każdym razem, gdy sprzęt i pomysły są lepsze, nasza szansa znacznie rośnie - mówi Seth Shostak. - Rzeczywiście, trudno odpowiedzieć na pytanie: kiedy coś znajdziemy? Nie mamy żadnej pomocy w tej kwestii. Kosmici nie dzwonią do nas w nocy i nie mówią: "Nie przejmujcie się. Wyślemy wam coś w ciągu dziesięciu lat". Podstawowe pytanie nasuwające się w związku z trwającymi od 30 lat bezskutecznymi poszukiwaniami inteligentnych istot poza Ziemią wypowiedział kiedyś noblista Enrico Fermi: "Gdzie oni wszyscy są?". Irven De Vore, antropolog z Uniwersytetu Harvarda, uważa, że nie istnieją. Przyznaje, że kontakt z obcą cywilizacją przyćmiłby wszystkie dotychczasowe zdarzenia w historii ludzkości, jednak wątpi, aby w Galaktyce żyły istoty na tyle podobne do nas, aby możliwe było nawiązanie z nimi kontaktu. - Ewolucja to proces oportunistyczny, wynik przypadkowych mutacji. Na Ziemi żyło ok. 50 mld gatunków, a tylko jeden został obdarzony inteligencją, potrafi wysłać i odebrać sygnał - przekonuje De Vore. Są więc czy ich nie ma? - Ależ oczywiście, że są! - nie daje za wygraną Jill Tarter. - Nigdy nie pracowałabym nad projektem z góry skazanym na niepowodzenie. Nie mogę zagwarantować, że wkrótce uda się nam ich odnaleźć, lecz nie zgadzam się z opinią prof. De Vore. Uważam, że istnienie inteligencji we wszechświecie jest dość prawdopodobne. W zasadzie to, co ja myślę, jest bez znaczenia. Liczy się kontynuowanie eksperymentów SETI, bo jedynie w ten sposób możemy się dowiedzieć, jak jest naprawdę.
Dotychczas tylko "rzuciliśmy okiem" na kilkaset z kilkuset miliardów gwiazd, jakie istnieją w Galaktyce! Zajrzeliśmy na odległość zaledwie 100 lat świetlnych, a Droga Mleczna ma 100 tys. lat świetlnych długości. - Dopiero zaczynamy się rozglądać. W Galaktyce musiałaby istnieć ogromna liczba cywilizacji, byśmy jedną z nich odkryli już w pobliżu którejś z kilkuset gwiazd, na jakie zwróciliśmy uwagę - tłumaczy Jill Tarter. W kosmosie inteligencję można wykryć tylko pośrednio - trafiając na ślad stworzonej przez E.T. techniki. - Nie usłyszymy kosmity, który jest mniej zaawansowany technicznie niż my, gdyż taki E.T. nie potrafi zbudować nadajnika ani statku o napędzie rakietowym. Obcy muszą więc być co najmniej na naszym poziomie, żeby móc dać o sobie znać. Szansa, że w odległości do 1000 lat świetlnych żyją twórcy cywilizacji porównywalnej z naszą, jest bardzo mała. Kosmici, których namierzamy, z pewnością będą reprezentować znacznie wyższy od naszego poziom rozwoju - twierdzi Seth Shostak.
Ponad połowa Amerykanów wierzy, że "oni" istnieją. Większość z tej grupy sądzi, że są do nas przyjaźnie nastawieni, a połowa jest przekonana, iż lądowali na Ziemi. Ciągle jednak nie mamy żadnych dowodów na ich istnienie. Nas też nie byłoby łatwo odnaleźć, a bez wątpienia istniejemy. Ślad ziemskiej cywilizacji, jaki w postaci fal elektromagnetycznych "wycieka" od lat 40. przez atmosferę, jest słaby i nie dotarł zbyt daleko. Za początek naszej "obecności" poza Ziemią często uznaje się rok 1940, kiedy Channel Two przeprowadził w Chicago pierwszą komercyjną transmisję telewizyjną, której sygnał miał znaczącą moc. Oznacza to, że przez ostatnie 59 lat możemy być źródłem fal radiowych na czyimś niebie. Gdybyśmy w tym roku mieli odebrać sygnał od istot pozaziemskich, musiałyby one mieszkać w odległości 29,5 roku świetlnego, zarejestrować naszą pierwszą transmisję i natychmiast na nią odpowiedzieć. Gdyby zaś dzisiaj kosmici oglądali nasz pierwszy przekaz na planecie odległej o 59 lat świetlnych od Ziemi i od razu wysłali nam odpowiedź, ich wiadomość mogłaby do nas dotrzeć dopiero za 59 lat. Prawa fizyki są nieubłagane. Instytut SETI i Towarzystwo Planetarne mają nowy pomysł na szukanie E.T. Chcą rozpocząć obserwacje w świetle widzialnym. Nowe eksperymenty będą polegać na szukaniu bardzo krótkich impulsów światła, jakie mogą dotrzeć z gwiazd podobnych do Słońca. Takie sygnały mogą trwać zaledwie jedną miliardową sekundy! Zarejestrować je ma fotometr. Przez ostatnie 30 lat badacze koncentrowali się na mikrofalach, gdyż jest to tzw. ciche okno dla każdego, kto żyje w Galaktyce. Gdy nasłuchuje się wyższych częstotliwości, jest więcej zakłóceń. Ich źródłem są zwłaszcza gwiazdy, które świecą przecież nie tylko w świetle widzialnym. - Jeśli chcemy wysłać sygnał, który będzie się nadawał do odebrania, trzeba się przebić przez tło. W falach radiowych potrzeba do tego znacznie mniej energii niż w świetle widzialnym, kiedy musisz zaświecić silniej niż gwiazda - mówił Jill Tarter. - Do tej pory nie braliśmy takiego eksperymentu pod uwagę, gdyż oczywiście trzeba by na to zużyć wyjątkowo dużo energii i wysłać impuls laserowy o mocy osiągalnej tylko w "Gwiezdnych wojnach". Wyścig zbrojeń dał nam fantastyczne lasery impulsowe, wynaleziono też urządzenia zliczające pojedyncze fotony, zdolne pracować w bardzo krótkich skalach czasowych. Wiemy więc, że przez bardzo krótką chwilę można zaświecić silniej niż gwiazda. Można wysłać wystarczająco dużo fotonów wykrywalnych z bardzo dużej odległości, a obserwator będzie wiedział, że nie jest to sygnał naturalny.
Do badań dołączył też Geoff Marcy z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley, współodkrywca planet poza Układem Słonecznym. Chce on wykorzystać dane zebrane w trakcie "polowań" na planety. Badacze z Uniwersytetu Kalifornijskiego i Instytutu SETI zamierzają również zbudować nowy radioteleskop, używając do tego celu tanich anten przypominających te do odbioru telewizji satelitarnej. Łącząc elektronicznie tysiąc niewielkich talerzy, chcą niewielkim kosztem stworzyć "wielkie ucho" o powierzchni zbiorczej 10 tys. m kw., czyli 1 ha, stąd nazwa projektu: Hektarowy Teleskop (One Hectare Telescope). Projekt ma kosztować niecałe 25 mln USD, a teleskop mógłby być gotowy w 2004 r. - Będzie odpowiadał konwencjonalnemu radioteleskopowi o średnicy 100 m. Pozwoli na podglądanie nie jednej - jak robi się to teraz - lecz wielu gwiazd w tym samym czasie - mówi Tarter. Urządzenie stanie na terenie Obserwatorium Hat Creek w pobliżu Mt. Lassen w północnej Kalifornii. Obserwacje SETI wymagają nie tylko dużej powierzchni zbiorczej do odebrania słabego sygnału z nadajnika odległego o lata świetlne, ale także bardzo wyszukanych odbiorników cyfrowych, zdolnych szczegółowo przeczesać miliony kanałów radiowych. W przeciwieństwie do obserwacji prowadzonych za pomocą dużych radioteleskopów, umożliwiających zbadanie zaledwie kilkuset gwiazd rocznie, Hektarowy Teleskop pozwoliłby zbadać co roku przynajmniej 100 tys. gwiazd. Tylko Droga Mleczna liczy ok. 400 mld gwiazd! Jill Tarter ma nadzieję, że Hektarowy Teleskop udowodni, że można tanio budować jeszcze większe instrumenty, na przykład złożone ze 100 tys. talerzy o całkowitej powierzchni 1 km kw. Taki radioteleskop mógłby powstać ok. 2008 r. - Jeśli wykryjemy "ich", posługując się techniką z początku XXI w., czyli stosunkowo prymitywną, będą musieli być gdzieś blisko, na jednej z tysiąca czy dziesięciu tysięcy gwiazd, jakie zdążyliśmy sprawdzić - zauważa Tarter.
- Gdybyśmy tak łatwo znaleźli pierwszą cywilizację, oznaczałoby to, że w całej Galaktyce musi być ich wiele... 

Więcej możesz przeczytać w 20/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 1