Prawo Leppera

Prawo Leppera

Dodano: 
Obecną władzę trzeba bić w mordę i patrzeć, czy równo puchnie" - to stwierdzenie gen. Tadeusza Wileckiego aplauzem powitali delegaci na III zjazd ZZR Samoobrona, obradujący w warszawskiej Sali Kongresowej
Przewodniczącym związku - przy dwóch głosach wstrzymujących się - po raz kolejny został Andrzej Lepper, szósty pod względem popularności polski polityk (41 proc. poparcia). Zainicjowaną przez niego akcję blokowania dróg zaakceptowała ponad połowa Polaków ankietowanych przez CBOS. Zjazd 2 tys. chłopskich radykałów rozpoczęła dramatycznie odśpiewana Rota, zawierająca błaganie: "Niech się rozpadnie w proch i pył żydowska zawierucha". Wysłuchali jej goście Samoobrony: Artur Balazs, minister rolnictwa, Andrzej Śmietanko, minister w Kancelarii Prezydenta, Jarosław Kalinowski, prezes PSL, Roman Jagieliński, szef Partii Ludowo-Demokratycznej, a także rozpoczynający kampanię prezydencką gen. Tadeusz Wilecki. Po raz kolejny nasze elity polityczne uwiarygodniły lidera Samoobrony, a przedstawiciele stanowiącego prawo parlamentu pośrednio legitymizowali osobę mającą prawo w głębokiej pogardzie. Czy Polska zda "egzamin z lepperyzmu", robiąc dla "Jakuba Szeli z telefonem komórkowym" miejsce na "politycznym żwirowisku"? Czy pozwoli, aby posługujący się demagogią i nagminnie łamiący prawo Andrzej Lepper sięgnął w końcu po władzę? Podczas ostatnich wyborów prezydenckich otrzymał zaledwie 1,3 proc. głosów, obecnie jego akcje znacznie wzrosły. "Nie rzucim ziemi skąd nasz dług" - pod takim hasłem w 1992 r. Andrzej Lepper założył Samoobronę. W kwietniu tego samego roku razem ze swoimi ludźmi okupował gmach Ministerstwa Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej. Wtedy po raz pierwszy polscy politycy podjęli z nim dialog. Zamiast prokuratora z Lepperem rozmawiał ówczesny prezydent Lech Wałęsa. Od tego czasu lider Samoobrony działa ponad prawem. W 1993 r. wszczął rozruchy w Praszce. Burmistrza miasta - inwalidę - rolnicze bojówki obwoziły na taczkach po rynku. Kilkanaście miesięcy później Andrzej Lepper wymierzył karę chłosty Antoniemu Chodorowskiemu, zarządcy komisarycznemu gospodarstwa rolnego w Kobylnicy. Wówczas jedyny raz w swojej karierze Lepper trafił za kraty - od 13 sierpnia do 5 października 1994 r. był tymczasowo aresztowany. Wyszedł na wolność po wystawieniu mu wielu poręczeń przez polityków: Mariana Jurczyka, ówczesnego szefa Solidarności ?80, oraz posłów PSL i SLD. Potem Lepper już regularnie organizował nielegalne manifestacje, okupował budynki publiczne, rozsypywał zboże na torach kolejowych i paraliżował ruch drogowy w całej Polsce. Większość spraw, które trafiały do sądów i kolegiów, umarzano ze względu na "znikomy stopień społecznego niebezpieczeństwa czynu". Jednak w ubiegłym roku - po procesie toczącym się przez sześć lat - Sąd Rejonowy w Lublinie skazał Andrzeja Leppera na karę dwóch lat więzienia w zawieszeniu oraz 3 tys. zł grzywny za "lżenie naczelnych organów państwa". Grzywny oczywiście nie zapłacił, toteż w sierpniu 1998 r. - akurat podczas rolniczych blokad - został zatrzymany. Po trzech godzinach uregulował jednak dług i opuścił więzienie w Białołęce. Teraz ze zdwojoną energią mógł się zabrać za blokowanie dróg. Co ciekawe, akcję koordynowało Radio Maryja. Od tego czasu sądy i kolegia boją się skazać Andrzeja Leppera, on zaś paraduje w glorii bohatera 70 różnych postępowań karnych. Wygląda na to, że niezależna polska Temida jest zależna od strachu przed Samoobroną. Za zniszczenie ponad 70 ton zboża Sąd Rejonowy w Muszynie bez zmrużenia oka skazał bowiem Mariana Zagórnego, jednego z liderów rolniczej "Solidarności". Wymierzono mu karę 4 tys. zł grzywny (w zawieszeniu) oraz zasądzono 30 tys. zł odszkodowania dla PKP. Tymczasem Sąd Rejonowy w Słupsku przyjął, że nie ma podstaw, aby "odwiesić" Andrzejowi Lepperowi karę więzienia za pobicie zarządcy komisarycznego gospodarstwa w Kobylnicy. Sąd stwierdził, że mimo organizowania blokad w całym kraju, nie naruszył on rażąco prawa. Gdyby - jak chciał prokurator - stwierdzono rażące naruszenie prawa, kara zostałaby wykonana. Identyczne orzeczenie wydał Sąd Rejonowy w Lublinie. Podając motywy takiego rozstrzygnięcia, sędzia penitencjarny stwierdził, że działanie Leppera "jest uzasadnione i społecznie akceptowane". Powołał się na sondaże opinii społecznej oraz protokoły rozmów rządu z przedstawicielami central związków rolników, z których wynikało, że "akcje protestacyjne były uzasadnione". "Głos ludu" zaczął wyznaczać standardy prawne. W obu wypadkach orzeczenia zapadły pod presją demonstracji Samoobrony, wspieranej przez górnicze warty (w strojach galowych) wystawione przez członków Sierpnia ?80. Tłum przyjął wyrok lubelskiego sądu z radością. Triumfatorowi odśpiewano "Sto lat". "Ci, którzy ostrzyli sobie zęby na to, że zobaczą Leppera w więzieniu, powinni z żalu wypić po litrze wódki" - z właściwym sobie poczuciem humoru oświadczył lider Samoobrony. Wskutek zażalenia złożonego przez prokuraturę sprawa trafiła do Sądu Okręgowego w Lublinie. Na razie bezterminowo ją odroczono.


Czy polska demokracja postawi blokadę na drodze Andrzeja Leppera do władzy?

W tej sytuacji największą odwagę wykazało kolegium do spraw wykroczeń w Słubicach, które rozpoznawało jeden z 1858 wniosków przeciwko rolnikom blokującym drogi. W rejtanowskim geście uznało Andrzeja Leppera winnym zarzuconego mu czynu, lecz odstąpiło od wymierzenia kary. Obciążyło go jedynie kosztami postępowania w wysokości 6 zł. Kolegium postąpiło zgodnie z publicznym apelem lidera AWS Mariana Krzaklewskiego, który nawoływał do "miękkiego" traktowania blokujących drogi rolników. "Jestem niewinny" - stwierdził jednak Lepper i złożył odwołanie od orzeczenia kolegium. W tym samym czasie przewodniczący Samoobrony wystąpił przeciwko ówczesnemu wiceministrowi sprawiedliwości Leszkowi Piotrowskiemu. Piotrowski stwierdził: "Miejsce Leppera jest w więzieniu". Pozew obrażonego Andrzeja Leppera zawiera wniosek o zabezpieczenie powództwa poprzez zakazanie Piotrowskiemu wypowiadania się na jego temat. Korzystając z największej w Polsce, niczym nie ograniczonej wolności słowa, lider Samoobrony odmawia zatem tego prawa innym. Co więcej - wzywa prymasa, "by się opamiętał", grozi biskupowi Gocłowskiemu szubienicami stawianymi na Krakowskim Przedmieściu, zaproszony przez Aleksandra Kwaśniewskiego obraża go w pałacu prezydenckim. Prawie wszystkim bohaterom sceny politycznej przyczepia jednoznaczne etykietki: Jan Olszewski to "pijak i degenerat", Jacek Kuroń - "głąb", Lech Wałęsa - "dobry kombinator", Janusz Lewandowski - "gnojek", "Solidarność" - "córka CIA i KGB", Rada Ministrów - "rząd zdrady narodowej". Andrzej Lepper publicznie chwali się, że przeczytał "Psychologię tłumu" Gustawa Le Bona. Chyba dzięki temu sprawnie posługuje się sformułowaną tam tezą: "Tłum nie pożąda prawdy i gardzi rzeczywistością, ubóstwia natomiast zwodnicze złudzenia". Oznajmia więc bez jakichkolwiek oporów, że Samoobrona ma już milion członków. Mówi o rządzie, iż jest antyludzki, gdyż "reformy w służbie zdrowia doprowadziły do tego, że w ostatnich dwóch miesiącach śmiertelność wzrosła o 11 proc. w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku". Twierdzi również (opierając się na art. 25 Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka), że "każdy człowiek ma prawo do dobrobytu". Drugim - obok Le Bona - wzorem dla Andrzeja Leppera jest dr Joseph Goebbels, o którym mówi, że "był wielkim człowiekiem w dziedzinie socjotechniki". Hitlerowski "geniusz zła" ogłosił 24 sierpnia 1944 r. rozpoczęcie "wojny totalnej". Andrzej Lepper w lutym tego roku zapowiedział "akcję totalną" - zażądał dymisji rządu i samorozwiązania się Sejmu. Gdyby to nie nastąpiło, zapowiedział blokady dróg, torów, przejść granicznych oraz sparaliżowanie Warszawy (przez zorganizowanie tzw. marszu gwiaździstego). Ten styl uprawiania polityki już w sierpniu 1998 r. trafnie nazwał prymas Józef Glemp, mówiąc o "początku terroryzmu". Potem jednak odwołał swoje słowa: "Miłość Jezusa Chrystusa skłania mnie do szczególnego zrozumienia wszystkich, którzy poczuli się urażeni moimi wypowiedziami o formach protestów niektórych rolników" - oświadczył. Dzisiaj już tylko arcy- biskup Józef Życiński nie boi się nazywać lidera Samoobrony "hochsztaplerem, który zapomina o elementarnej zasadzie solidarności i kultury". "Gdyby tak zachowywała się Matka Boska, to od razu wystawiłaby Panu Bogu rachunek. Za to, że po pierwsze - musi rodzić podczas podróży do Betlejem, a po drugie - że nie załatwił porządnego hotelu z luksusowymi warunkami, tylko stajnię" - obrazowo argumentuje abp Życiński. Polska klasa polityczna uważa jednak inaczej. Najpierw podczas wyborów samorządowych PSL i Unia Pracy zawarły z Samoobroną tzw. Przymierze Społeczne. Andrzej Lepper został nawet - z listy przymierza - wybrany do rady sejmiku województwa zachodniopomorskiego. Z kolei w pierwszomajowym pochodzie szedł obok szefa SdRP Leszka Millera. W ostatnim czasie Lepper ma sporo czasu na świętowanie, gdyż Samoobrona od 25 marca zawiesiła wszystkie protesty i blokady "na czas prac wiosennych", aby "narodowi polskiemu nie zabrakło chleba i żywności z trudu pracy rolnika polskiego". Kto zatem okaże się silniejszy: Andrzej Lepper, który z łamania prawa uczynił cnotę, a z oszczerstw i insynuacji instrument walki o władzę, czy kształtująca się dopiero polska demokracja? Możliwe są trzy scenariusze. Wedle pierwszego, Andrzeja Leppera uda się "ucywilizować": z radykalnego działacza chłopskiego przeistoczyć w polityka akceptującego powszechnie obowiązujące reguły państwa prawa. Radykalizm porzucili przecież tak znani politycy, jak Maciej Jankowski, Marek Kempski czy Jacek Soska. Jankowski był poważnym kandydatem na prezydenta Warszawy, Kempski został wojewodą katowickim, a Soska był wiceministrem rolnictwa. Wedle drugiego scenariusza, Andrzej Lepper podzieli los Mirona Cosmy, charyzmatycznego przywódcy rumuńskich górników. Za zorganizowanie marszu na Bukareszt, będącego próbą zamachu stanu, został on skazany przez Sąd Najwyższy Rumunii na 18 lat więzienia. Według trzeciego scenariusza, polskiej demokracji nie uda się zmusić Andrzeja Leppera do przestrzegania prawa, a mimo to - albo dzięki temu - zdobędzie on władzę.
Okładka tygodnika WPROST: 20/1999
Więcej możesz przeczytać w 20/1999 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0