Cena globalizacji

Cena globalizacji

Dodano:   /  Zmieniono: 
Ryzyko bycia Europejczykiem oznacza, że narody łatwiej coś tu dzieli niż łączy
Dzisiejszy globalny świat nie musi już być międzynarodowy, gdy może być "transnarodowy". Jednostki i społeczności z całym bagażem swoich tradycji mogą wzbogacać świat, nie tracąc swoich cech rodzimych. Infostrady pozwalające przekazywać informacje są równie neutralnymi zdobyczami techniki jak kolej, telefon, samolot czy komputer. Medium nie redukuje przesłania, dopóki nadawcy i odbiorcy rozumieją zasadę komunikacji międzyludzkiej: w możliwie uniwersalnym języku przekaż mi coś najbardziej indywidualnego i twórczego. Nie jesteśmy więc skazani na uniwersalizację przesłania czy celów. W "transnarodowym", globalnym świecie musimy tylko uznać potrzebę interoperacyjności, standaryzacji sposobów współdziałania. Ryzyko bycia Europejczykiem na przestrzeni XX wieku, tak samo w jego początku, jak i końcu, oznacza, że narody łatwiej coś tu dzieli niż łączy na przekór ich własnym, obiektywnym narodowym interesom. I to nie racje europejskie przegrywają we wszystkich wojnach z racjami narodowymi. To racja stanu Włoch, Niemiec, Francji, Serbii, Węgier i Hiszpanii ucierpiała najbardziej z powodu wojen niszczących wspólnotę nas wszystkich, Europejczyków. Trudność zdefiniowania tożsamości narodowej bez podważania tożsamości europejskiej i odwrotnie pokazuje, dlaczego z jeszcze większymi oporami rodzi się europejska tożsamość w dziedzinie bezpieczeństwa i obrony. Jest to dotykanie jądra ciemności wszystkich procesów integracyjnych społeczeństw żyjących w demokracji i wolności. Ile kompetencji można delegować w imię współdziałania i realizacji celów unijnych, nie tracąc tego, co jest lokalną i narodową autonomią, wynikającą choćby z zasady subsydiarności? W raporcie Zgromadzenia Parlamentarnego NATO, zatytułowanym "UE, UZE i NATO: ku europejskiej tożsamości w dziedzinie bezpieczeństwa i obrony", znajdujemy znamienne stwierdzenie: "problem wspólnej polityki obronnej jest prostszy do opanowania z militarnej aniżeli politycznej strony". Chodzi o to, stwierdza autor raportu Willem van Eekelen, jak Europejczycy ustalają wspólną politykę zagraniczną i obronną i jak ją wprowadzają w krąg natowskich konsultacji. Problem procedur pozwalających zarządzać europejską polityką poprzez cele pozostanie otwarty, dopóki nie zgodzimy się udzielać mandatu do działania. Jeśli nie możemy sformułować wspólnych koncepcji strategicznych w dziedzinie wojskowej, cywilnej czy kulturalnej, to natrafiamy na nieuchronne przeszkody. Kryzysy Dżihadów i Mc Worldów zmuszą nas raczej prędzej niż później do odnalezienia interoperacyjności na przekór dzisiejszym narodowym różnicom.
Więcej możesz przeczytać w 23/1999 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0