Selekcja społeczna

Selekcja społeczna

Rozmowa z prof. CHRISTIANE NÜSSLEIN-VOLHARD, genetykiem, laureatką Nagrody Nobla
Agnieszka Przychodzeń: - Czy stworzenie kompletnej mapy genomu człowieka spowoduje rewolucję w medycynie?
Christiane Nüsslein-Volhard: - Mapa stu tysięcy ludzkich genów, którą za kilka lat będziemy dysponować, to dopiero początek i nie można od razu oczekiwać rewelacji. Nie jest prawdą, że nagle odkryjemy wszystkie tajemnice ciała. Podstawowy problem polega na tym, że wiele z sekwencji, jakie otrzymamy, nie zostało "przetłumaczonych" na białka, nie znamy więc biochemii tych białek. Trudno przewidzieć, ile się tak naprawdę dowiemy. Nie znamy roli większości genów. Białka są to cząsteczki, które pełnią różnorodne funkcje życiowe w organizmach, a geny zawierają instrukcje dla białek, "mówiące" im, co robić. U człowieka ustalenie roli poszczególnych białek nie jest łatwe - na ludziach nie prowadzi się doświadczeń. Na szczęście ze względu na nasze podobieństwo do zwierząt, będziemy w stanie to ostatecznie ustalić. Już dziś właśnie na podstawie badań porównawczych na zwierzętach uzyskaliśmy wiedzę o funkcji niektórych genów.


Christiane Nüsslein-Volhard jest dyrektorem Max Planck Institut für Entwicklungsbiologie w Tybindze. W latach 1978-1980 współpracowała z amerykańskim genetykiem Erikiem Wieschausem w European Molecural Biology Laboratory w Heidelbergu, badając embriony muszek owocowych. Oboje spędzili kilkanaście miesięcy przy mikroskopie, tworząc katalog genów muszki. Odkryli 15 genów, które po zmutowaniu wywołują różnorodne defekty w dalszym podziale komórek ciała embrionu. Ich praca jest wyjątkowo ważna - takie same metody są wykorzystywane do badań embrionów bardziej złożonych organizmów, również ludzi. Za te odkrycia w 1995 r. otrzymali Nagrodę Nobla, którą podzielili się z innym amerykańskim genetykiem - Edwardem Lewisem.

- To największe wyzwanie dla genetyki XXI wieku?
- Zdecydowanie tak. Genom to jak sto tysięcy puzzli rozsypanych na stole. Będziemy mieli wszystkie elementy układanki, którą trzeba dopiero ułożyć. Aby to zrobić, należy poznać rolę każdego genu, ustalić, co dokładnie robią białka, w jakich sytuacjach i z jakimi białkami reagują. Otrzymamy więc fragmenty obrazka, ale nie będzie wiadomo, który pasuje do którego.
- Czy sklonowanie owcy Dolly oznacza początek nowej ery w medycynie?
- Nie sądzę. Ta technika, czyli stwarzanie zwierząt lub ludzi poprzez implantację do komórki jajowej somatycznego jądra, nie będzie miała wielu zastosowań. Z pojedynczych wypadków ludzie wyciągają błędne wnioski i myślą, że takie doświadczenia jak to przeprowadzone z Dolly będą się udawać na wielką skalę. Nie będą. Nie jest to tak łatwe, jak się pozornie wydaje. Jedynie Dolly przeżyła, choć do eksperymentu użyto ponad dwustu komórek! Tylko kompletni wariaci mogą myśleć o takim hodowaniu ludzi. Przecież rozmnażanie w normalny sposób jest znacznie bardziej interesujące. Takie próby oczywiście będą podejmowane, tylko po co? Nawet zwierzęta łatwiej rozmnażać w naturalny sposób.
- Czy genetyka stwarza szansę na uratowanie ginących gatunków?
- Podejmuje się różne próby w laboratoriach, prowadzimy doświadczenia z muszkami, rybami. Ale tu chodzi o coś więcej. Kiedy ginie jakiś gatunek, zostajemy w pewnym momencie z niewielką liczbą jego przedstawicieli. Gdy zaczyna się on rozmnażać w obrębie tej zbyt małej grupy, dochodzi do ogromnej liczby mutacji. W praktyce nie udaje się uzyskać zdrowego potomstwa. Wiemy o tym na przykład z eksperymentów rozmnażania wsobnego ryb, podczas których próbuje się wyhodować bardzo podobne do siebie osobniki i rozmnażać je w obrębie niewielkiej grupy. To praktycznie niemożliwe. Giną, gdyż w małych populacjach zawsze występują mutacje i gwałtownie rośnie prawdopodobieństwo, że oboje rodzice mają te same zmiany w genach. Zwykle nie jeden, lecz wiele genów podlega niebezpiecznym zmianom, a to już jest zgubne dla potomstwa.
- Mimo to pewien amerykański genetyk chce w Chicago otworzyć klinikę, w której zamierza klonować ludzi i w ten sposób "leczyć" bezpłodność.
- To wariactwo i nuda. Nie rozumiem, jak można chcieć mieć wszystkie dzieci jednakowe... Może uda się to w jednym lub dwóch wypadkach, ale nie na dużą skalę. To jest po prostu bezużyteczne i bardzo niebezpieczne. Nie da się przewidzieć rezultatów takich eksperymentów - można stworzyć potwory, chore i niesprawne istoty. Dlatego zawsze będę przeciwna takim pomysłom jako lekarz, którego zadaniem jest pomaganie chorym, a nie mnożenie chorych. Natura jest przecież tak doskonała! Im więcej się o niej dowiadujesz, tym bardziej okazuje się wspaniała. To szaleństwo myśleć, że przez wymianę jednego genu można stworzyć coś lepszego i oszukać naturę. Wręcz przeciwnie, można wszystko zepsuć. I tego ludzkość jeszcze się nie nauczyła. Ludzkie klony prawdopodobnie będą wśród nas i trzeba będzie przez to przejść. Podkreślam jednak: zaczekajmy 20 lat, a okaże się, że na dłuższą metę miałam rację. Naukowcy odejdą od szalonych pomysłów poprawiania natury.
- Czy poprawianie genów w celu leczenia chorób genetycznych też nie ma przyszłości?
- To skomplikowana sprawa. Pewne choroby genetyczne przypominają mutacje obserwowane u zwierząt. Bardzo trudno je leczyć, dlatego że czasami ujawniają się dopiero w starszym wieku, gdy chory zdążył już zły materiał genetyczny przekazać dalej. Czasami rodzice mają poważne defekty genetyczne, lecz sami normalnie żyją, gdyż są jedynie nosicielami wadliwych genów. W wypadku ich potomstwa wszystko zależy od tego, czy dzieci odziedziczą geny dominujące czy recesywne. Gdy przejmowane są cechy recesywne, wszystkie dzieci będą normalne, chyba że partner ma ten sam wadliwy gen. Jeśli zaś przejmą cechy dominujące, niebezpieczeństwo rośnie. Połowa dzieci dziedziczy chorobę, gdyż przejmują one tylko jeden typ genów - albo dobry, albo zmutowany. Lecz nawet wtedy ryzyko dotyczy połowy dzieci, reszta będzie więc normalna. Leczenie dziedzicznych chorób genetycznych nie ma dla mnie większego sensu, ponieważ zawsze można otrzymać zdrowe potomstwo. Wybieranie tylko zdrowych dzieci pozwala eliminować chorobę i jest o wiele bardziej bezpieczne niż próby manipulacji genami.
- Jak wybierać te zdrowe?
- Każda ciężarna powinna się poddawać badaniom prenatalnym.
- A gdy okaże się, że płód jest mutantem?
- Wtedy powinno się dokonać aborcji. Nie zdecydowałabym się na usunięcie płodu, który okazałby się tylko nosicielem zmutowanych genów, ale na usunięcie mutanta tak. Zwykle mutacje są tak poważne, że takie dziecko żyje bardzo krótko.
- A co z ludźmi starszymi? Może warto rozwijać genetykę, aby leczyć coraz bardziej szerzące się wśród nich choroby?
- To są choroby, którym nie poświęca się dzisiaj dostatecznie dużo uwagi. W przyszłości będą one coraz więk- szym problemem. Już teraz choroba Alz- heimera, cukrzyca, arterioskleroza i inne stają się plagą. Tu znowu powraca prawo ewolucji. Jest ich coraz więcej, bo nie działa prawo selekcji naturalnej, gdyż chorzy mogą mieć dzieci, zanim ich choroby się ujawnią. Przekazują więc wadliwe geny, a ich potomkowie później także chorują. Nie wiemy jeszcze, jak racjonalnie radzić sobie z tymi chorobami. Próbujemy się doszukiwać w genach przyczyn i syndromów, które się dziedziczy. Jeśli to się uda, będzie to ogromny sukces genetyki.
- Może się udać?
- Może - im więcej o tych chorobach wiemy, tym bardziej rośnie szansa na znalezienie panaceum. Potrwa to jednak znacznie dłużej, niż byśmy chcieli, gdyż wymaga bardzo szczegółowych badań. Opracowanie genomu nic nie da, bo nadal nie będzie wiadomo, które geny są winne. Po- za tym choroba Alz- heimera nie wydaje się schorzeniem łatwym do rozszyfrowania, o którym decyduje jeden gen. Najgorsze, że takie choroby pojawiają się po okresie rozrodczym chorego, gdy przyczyna została już przekazana następnemu pokoleniu. Dziś ich leczenie przypomina więc walkę z wiatrakami.
- Czy genetyka pozwoli nam kontrolować naszą ewolucję?
- To, co się stanie z ludzkością bez naturalnej selekcji, jest bardzo ciekawe. Jedno z podstawowych praw ewolucji, ustalone jeszcze przez Darwina, mówi, że w naturze istnieje ogromna konkurencja i przetrwają tylko najzdrowsi i najlepiej przystosowani. Zawsze rodzi się dużo potomków danego gatunku, a przeżywa tylko niewielki ułamek populacji. Jeśli chodzi o ludzi, dzisiaj dzieje się coś zupełnie przeciwnego. W krajach rozwiniętych ludzie decydują się na niewiele dzieci, które są otaczane bardzo uważną opieką. Dzieci są pod kontrolą medyczną już chwilę po narodzinach! Dawniej wcześniaki nie miałyby szans, dzisiaj przeżywają dzięki skomplikowanej aparaturze. W zasadzie nie liczy się już to, czy są zdrowe, czy będą mogły założyć rodzinę i mieć dzieci. Teraz mamy do czynienia raczej z selekcją społeczną, a nie naturalną lub biologiczną. W krajach biednych rodzice mają tyle dzieci, ile mogą mieć, i nie wszystkie z nich przeżyją. Wbrew pozorom tamte społeczeństwa są zdrowsze niż my, mniej podatne na infekcje, mniej ludzi potrzebuje okularów, różnych aparatów itd. Wysoka technika i zaawansowana medycyna wcale nie jest dla naszego gatunku najzdrowsza.
- Sami więc szykujemy sobie koniec?
- Wierzę, że ludzie uświadomią sobie, że coś się dzieje nie tak, zanim będzie za późno. Prawdopodobnie opieka medyczna stanie się w pewnym momencie absurdalnie skomplikowana i droga. Nikogo nie będzie na nią stać. Wizje manipulacji genetycznych jako ogólnie dostępnych, cudownych lekarstw na wszelkie schorzenia będą zawsze kosztowne. Być może będą wykorzystywane w pojedynczych wypadkach, ale nie przez całe populacje.
- Co zatem będą robić genetycy za 50 lat?
- Postęp w genetyce jest tak niewiarygodny, że bardzo trudno prorokować. Mam nadzieję, że naukowcy staną się bardziej pokorni. Niektórzy myślą, że posiedli już wszelkie tajemnice i mogą zrobić wszystko: stwarzać potwory, wymyślać nowe gatunki. Nie dostali jeszcze swojej lekcji pokory i mam nadzieję, że w przyszłości ją otrzymają. Dziesięć lat temu biologowie specjalizujący się w badaniach roślin twierdzili, że mogą zrobić z nimi wszystko. Planowali wyhodowanie takich odmian, które będą dwa razy szybciej asymilować tlen i azot, stworzenie kapusty o jadalnych korzeniach, ziemniaków rosnących nie tylko w ziemi, ale i na krzaku rośliny. Okazało się, że nie jest to takie proste. Dziś z tych wielkich planów zostało tylko to, że mamy rośliny mniej lub bardziej odporne na grzyby i szkodniki. Ale robaki szybko się uczą i potrafią już sobie z nimi radzić. Hodowli roślin nie towarzyszył wielki sukces, chociaż plany były wspaniałe. Przypuszczam, że manipulacje genami, klonowanie i absolutna kontrola nad naturą też pozostaną w sferze marzeń.
Okładka tygodnika WPROST: 23/1999
Więcej możesz przeczytać w 23/1999 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0