Wojsko z cienia

Wojsko z cienia

Dodano:   /  Zmieniono: 
UCK staje się głównym albańskim partnerem NATO
UCK (Ushtria Clirimtare E Kosoves) - Armia Wyzwolenia Kosowa - jest jednym z protagonistów wojny na Bałkanach, a jednak wiadomo o niej niezwykle mało. Jej przywódcy robią wszystko, by zachować tę tajemniczość, świadomi, że pracuje ona na ich korzyść. Do ujawnienia sekretów nie przyczynia się też NATO, które nie wyklucza, że po zwycięstwie nad Milo?seviciem zasadniczym problemem pozostanie rozbrojenie albańskich bojowników.

Na początku 1998 r. Belgrad oceniał, że UCK liczy 500 aktywnych członków. Z raportów CIA wynikało, że było ich zaledwie 100-150. W Serbii i USA nazywano ich zgodnie "terrorystami" i sądzono, że nie mają zaplecza społecznego. "UCK to stan ducha, a nie organizacja w ścisłym znaczeniu" - napisał kilka miesięcy temu "New York Times". Dzisiaj do walki z Serbami z okrzykiem "Lavdi!" (honor) na ustach gotowych jest ruszyć - według źródeł amerykańskich - 20-22 tys. żołnierzy UCK; według rzecznika Armii Wyzwolenia Kosowa w Tiranie Avdija Ramadoma - nawet 50 tys. Serbia jest dziś zniszczona - jak twierdzi Pentagon - bardziej niż podczas II wojny światowej, a wspólnota międzynarodowa pertraktuje z przywódcami UCK jak równy z równym i nie uważa już idei przyłączenia Kosowa do Albanii za świętokradczą. UCK ma swoje korzenie w niewielkich, maoistowskich organizacjach inspirowanych przez służby specjalne Envera Hodży. Pod koniec lat 80. największa z nich nazywała się Czerwony Front Narodowy. Nazwa UCK pojawiła się po raz pierwszy w 1993 r. przy okazji pierwszych ataków terrorystycznych. Ich celem były przede wszystkim patrole i posterunki policji oraz "kolaboranci" - Albańczycy gorliwie współpracujący z reżimem Milo?sevicia. Zadaniem UCK w latach 1993-1997 było pozyskanie zwolenników wśród kosowskich Albańczyków i sprowokowanie reakcji Belgradu; im silniejszej i okrutniejszej - tym lepiej. Z pozyskaniem zwolenników szło opornie. Ekstremistyczny maoistowski program UCK odstraszał ludność, a zwłaszcza "głowy domów", czyli przywódców klanów, na których opiera się struktura społeczna kosowskich Ghegów. Idea niepodległości jeszcze się nie przyjęła, a czcigodni starcy nie otrzymali wystarczających gwarancji zachowania swojej władzy. Wyrazicielem aspiracji narodowych kosowskich Albańczyków była Demokratyczna Liga Kosowa Ibrahima Rugovy, która stosowała bierny opór przeciwko serbskim "okupantom", organizowała podziemne wybory, albańskojęzyczne szkoły, wydawała książki i gazety. UCK chciała niepodległości i dążenie do niej opierała na założeniu, że uzyska wsparcie Albanii. Liga dążyła do przekształcenia Kosowa w trzecią republikę Jugosławii i liczyła na pomoc Zachodu. UCK była podzielona - w strukturach zbrojnych można było wyodrębnić trzy grupy. Pierwsza koncentrowała się wokół Drenicy, bastionu irredentyzmu albańskiego. Grupa ta była mniej "zideologizowana" od pozostałych, lecz nie miała zdolnych dowódców ani odpowiedniego zaplecza. Dlatego też armii jugosłowiańskiej było tak łatwo ją pokonać podczas osławionej masakry w Drenicy w marcu 1998 r., kiedy artyleria jugosłowiańska przez trzy dni strzelała do osiedla Prekaz, w którym schronił się pięćdziesięcioosobowy oddział UCK. Nikt nie uszedł z życiem. Druga grupa stacjonowała wokół Mali?seva. Miała kilku zdolnych dowódców, którzy jednak rywalizowali z sobą, a na dodatek żywa była jeszcze wśród nich ideologia maoistowska. Skutecznie zrazili do siebie Zachód, oznajmiając, że dążą do budowy Wielkiej Albanii. Trzecia grupa UCK działała w regionie Djakovicy. Miała utworzyć i ochraniać kanały komunikacyjne i aprowizacyjne z Albanii na północ. Nie zdołała się jednak wywiązać z tego zadania i do dziś zaopatrzenie dla oddziałów walczących w Kosowie dociera nie ciężarówkami, lecz na grzbietach mułów.


Prawdopodobieństwo, że UCK przyjmie propozycję oferującą mniej niż niepodległość, staje się coraz mniejsze

Wszystkie grupy bojowników kosowskich zostały niemal doszczętnie rozbite podczas ofensywy serbskiej wiosną i latem 1998 r. Niedobitki schroniły się w Albanii, gdzie na obszernym folwarku pod Tropoje, własności Saliego Berishy, zorganizowano ośrodek rekrutacyjny i poligon szkoleniowy. Wcześniej stosunki z byłym prezydentem nie układały się dobrze. Prawicowego polityka raziła lewicowo-maoistowska ideologia przywódców UCK i ich dawne związki z Enverem Hodżą i Ramizem Aliją. Konflikt stał się na tyle poważny, że Berisha wraz z Azemem Hajdarim, zwanym "albańskim ?Se?seljem" i Ahmedem Krasniqim założyli konkurencyjne wobec UCK Siły Zbrojne Republiki Kosowa. Poprawne stosunki z Berishą zostały ponownie nawiązane po rozprawie ze starymi władzami Armii Wyzwolenia Kosowa. Do walki o władzę doszło w momencie z wielu względów najmniej korzystnym - kiedy wczorajsi "terroryści" stali się nagle cennym i poszukiwanym partnerem dla Zachodu, a zwłaszcza dla szefowej dyplomacji USA Madeleine Albright. Między jedną a drugą turą rozmów w podparyskim Rambouillet doszło do zmiany układu sił w UCK. Zmuszony został do odejścia Bujar Bukoshi, "premier rządu Republiki Kosowa", powołany przez UCK niejako na przekór wybranemu w podziemnych wyborach liderowi Demokratycznej Ligi Kosowa, Ibrahimowi Rugovie. Potem przyszła kolej na komendanta UCK Adema Demaciego, którego niespodziewanie zastąpił Hashim Thaci, zwany Wężem. Wówczas znały go niemal wyłącznie władze serbskie, które skazały go na 22 lata więzienia za udział w atakach na posterunki policji. Thaci, choć ma dopiero 29 lat, okazał się dla UCK mężem opatrznościowym. Opracowany przez Madeleine Albright plan z Rambouillet był dla kosowskich Albańczyków jeszcze bardziej nie do przyjęcia niż dla Milo?sevicia. Realizował bowiem postulaty Rugovy: przekształcenie Kosowa w trzecią republikę Jugosławii, a nie w część Albanii. Demaciego oskarżono o zdradę po tym, gdy wyraził zgodę na udział w pierwszej turze rozmów. Przez dłuższy czas wydawało się, że delegacja kosowskich Albańczyków w ogóle do Rambouillet nie powróci. Tymczasem Thaci zagrał va banque i pojechał do Ram bouillet, gdzie udało mu się winą za zerwanie rozmów obarczyć Serbię i przekonać Zachód, że jedynym rozwiązaniem kryzysu w Kosowie będzie bombardowanie Belgradu. Za ten sukces został wynagrodzony nie tylko przywództwem UCK, ale i nominacją na stanowisko "premiera" na miejsce Bukoshiego. Thaci urodził się w Drenicy, ośrodku albańskiego patriotyzmu. Był jednym z liderów studenckiego ruchu oporu po zniesieniu przez Milo?sevicia autonomii Kosowa w 1989 r. W 1993 r. zszedł do podziemia i wstąpił do UCK. Dwa lata później przedostał się do Szwajcarii, gdzie zajął się tworzeniem organizacji albańskich emigrantów. Jednocześnie ukończył w Genewie podyplomowe studia w dziedzinie nauk politycznych. Powrócił do Albanii i Kosowa w 1997 r. Początkowo stał na uboczu, nie wdając się w rozgrywki personalne i zdobywając opinię pragmatyka, odcinającego się od maoistów i zainteresowanego wyłącznie kwestiami narodowymi. W Rambouillet Thaci zyskał wśród zachodnich dyplomatów opinię nieprzejednanego ekstremisty, jednak kilka dni temu, w jedynym wywiadzie (dla włoskiej telewizji), jakiego do tej pory udzielił, wydał się gotowy do ustępstw, zwłaszcza jeśli chodzi o możliwość współpracy z Ibrahimem Rugovą. Stwierdził też, że stanowisko przywódcy UCK zostało mu w praktyce powierzone przez Stany Zjednoczone. Zaprotestował przeciw ewentualnemu porozumieniu z Milo?seviciem. Na pytanie, czy UCK złoży broń, gdy Czernomyrdinowi uda się znaleźć kompromis, odpowiedział, że "Zachód z pewnością nie będzie tak krótkowzroczny, by zawierzyć słowu krwawego bałkańskiego watażki". Mniej dyplomatyczny okazał się rzecznik UCK Jakup Krasniqi, który stwierdził wprost, że "rozbrojenie UCK nie wchodzi w ogóle w rachubę". Największą zasługą Thaciego było jednak przeprowadzenie reorganizacji UCK. Organizacja niemal całkowicie rozbita jesienią ubiegłego roku dzisiaj znów liczy kilkadziesiąt tysięcy żołnierzy. Znamienne jest, że niemal połowa ochotników zgłaszających się do UCK pochodzi z albańskiej diaspory na Zachodzie - to efekt pracy Thaciego sprzed kilku lat. Nadal dość opornie idzie rekrutacja żołnierzy wśród uchodźców z Kosowa, ale Thaci radzi sobie, odpowiednio "skłaniając" tych, którzy nie chcą się zgłosić dobrowolnie. Dba też o finanse: z zagranicy płyną składki albańskich patriotów, dorzucają się do tego islamscy ekstremiści (mówiono, że wśród ofiarodawców był nawet saudyjski miliarder-odszczepieniec Bin Laden), ale - zdaniem prasy - głównym źródłem dochodów UCK nadal jest przemyt narkotyków, na który Europa przymyka oczy. Niejasny jest charakter stosunków między UCK a NATO. Zapytany dwa tygodnie temu przez korespondenta "Wprost" minister obrony Włoch Carlo Scognamiglio, odparł, że NATO korzysta z informacji dostarczonych przez UCK, jednak wykluczył zaopatrywanie jej w broń. W rzeczywistości, współpraca militarna między UCK a NATO jest zapewne głębsza, niż można by wnioskować z oficjalnych wypowiedzi przedstawicieli sojuszu. Istnieje przypuszczenie, że część bombardowań w Kosowie przeprowadzana jest po to, by ułatwić wykonywanie zadań oddziałom UCK. Po drugie, NATO sprzyja napływowi ochotników z całego świata. Tylko przez włoski port w Bari do połowy kwietnia przewinęło się ich ponad trzy tysiące Po trzecie, kontrole "transportów humanitarnych" na granicach europejskich przeprowadzane są z pobłażliwością. Do tej pory zatrzymano zaledwie pięć tirów opatrzonych oznakami Międzynarodowego Czerwonego Krzyża, w których pod zwałami ziemniaków albo przeterminowanych konserw znajdowały się tony broni. Dziennikarze, którym udało się dotrzeć do obozów UCK, zgodnie twierdzą, że stan uzbrojenia ludzi Thaciego poprawia się; ich wyposażenie nie ogranicza się już - jak przed kilkoma miesiącami - do kałasznikowów zrabowanych w albańskich arsenałach podczas rewolty w 1997 r. Oprócz nowej broni chińskiej i singapurskiej Armia Wyzwolenia Kosowa dysponuje już amerykańskimi M-16, ręcznymi wyrzutniami rakiet przeciwlotniczych Stinger, izraelskimi pistoletami maszynowymi Uzi itp. Na pytanie, skąd się to wszystko wzięło, zwłaszcza że rezolucja Rady Bezpieczeństwa ONZ z 31 marca 1998 r. nałożyła embargo na dostawy broni dla stron walczących w Kosowie i potępiła wszelkie akty terroryzmu, rzecznik NATO Jamie Shea odpowiedział, że "nie ma pojęcia, w jaki sposób broń dociera do północnej Albanii". Z wielu względów najważniejsze pytanie, jakie nurtuje sztab NATO w Brukseli, brzmi: jak zachowa się UCK po pokonaniu Milo?sevicia? Pięćdziesięciotysięczna armia, choćby uzbrojona w lekką broń, może się stać poważnym problemem. Prawdopodobieństwo, że Thaci i jego ludzie zaakceptują jakąkolwiek propozycję oferującą mniej niż niepodległość, z każdym dniem staje się coraz mniejsze. W prasie europejskiej pojawia się coraz więcej artykułów przypominających, jak Stany Zjednoczone wspierały nikaraguańskich contras i tolerowały prowadzony przez nich handel narkotykami, jak popierały Saddama Husajna w walce z Iranem i afgańskich mudżahedinów w walce z najazdem radzieckim. Długoterminowe skutki ówczesnego wyboru politycznego okazały się fatalne. Istnieje poważne niebezpieczeństwo, że w Kosowie historia może się powtórzyć.

Więcej możesz przeczytać w 23/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0