Chickengate

Chickengate

Dodano:   /  Zmieniono: 
Czy Belgia zostanie postawiona w stan oskarżenia przed Trybunałem Europejskim?
28 maja przedstawiciele belgijskiego Ministerstwa Rolnictwa zapewnili, że "ryzyko zatrucia dioksyną jest minimalne i nie ma niebezpieczeństwa ciężkiej choroby po spożyciu kurcząt lub jaj. Naukowcy sygnalizują jedynie skutki długofalowe". Informacje te potwierdził toksykolog Alfred Bernard z Uniwersytetu Katolickiego w Louvain-la-Neuve. Powiedział on publicznej telewizji, że dioksyny nawet w znacznym stężeniu nie stanowią natychmiastowego zagrożenia dla konsumenta. Jedynie spożywanie skażonych produktów przez bardzo długi czas i w znacznej ilości może doprowadzić do osłabienia systemu odpornościowego i zwiększyć skłonności do zapadania na raka. Dioksyna blokuje procesy utleniania w komórkach i należy jej przeciwdziałać, spożywając witaminę C.

Już następnego dnia belgijskie media poinformowały, że dioksyną może być także skażona wieprzowina i przeprowadza się analizy próbek mięsa i paszy w gospodarstwach specjalizujących się w hodowli świń. Według prestiżowego dziennika "Le Soir", do tłuszczów zwierzęcych i roślinnych dodawanych do pasz domieszano, w pogoni za zyskiem, smar lub zużyty olej silnikowy. W południe radio publiczne podawało już nową wersję - o zużytym oleju z frytkarni.
O tym, że sytuacja jest poważna, świadczyło już posiedzenie w Brukseli Stałego Komitetu Weterynaryjnego Unii Europejskiej, który postanowił rozważyć, czy wprowadzić embargo na kurczaki, jaja i produkty pochodne z Belgii, choć wycofanie ich ze sprzedaży zarządziły już Francja, Holandia i Niemcy, a Polska i Rosja wprowadziły zakaz importu. Panika wybuchła jednak w Belgii dopiero po ogłoszeniu przez władze zakazu sprzedaży hurtowej produktów wytwarzanych z jaj i po potwierdzeniu informacji prasowych, że pasze skażone dioksynami trafiły nie tylko do hodowców drobiu, ale także trzody chlewnej. Dziennikarze zaczęli się zastanawiać, jak mogło dojść do skażenia paszy, zwłaszcza po zaostrzeniu kontroli pasz przed trzema laty, gdy wybuchł skandal z epidemią choroby szalonych krów, karmionych mączką zwierzęcą.
Odpowiedź na to pytanie padła, kiedy ministrowie rolnictwa - Karel Pinxten - i zdrowia - Marcel Colla - podali się do dymisji. Okazało się, że nie zaalarmowali opinii publicznej i nie dopilnowali, by podległe im służby weterynaryjne i sanitarne reagowały szybko i skutecznie. Premier Dehaene początkowo odmawiał zgody na dymisję flamandzkich ministrów, ale uległ presji walońskich koalicjantów. W Deinze pod Gandawą aresztowano także ojca i syna prowadzących handlującą tłuszczami firmę Verkest. Prokurator zarzucił im, że dostarczyli producentom pasz tłuszcz zwierzęcy z domieszką innego pochodzenia bez poinformowania o tym klientów. Aresztowani tłumaczyli, że taki tłuszcz kupili w Holandii i nieświadomi jego składu odsprzedali go w Belgii, a także częściowo do Francji, Niemiec i... z powrotem do Holandii.
Nie mogło być już wątpliwości, że problem dotyczy znacznie większej liczby państw. Stały Komitet Weterynaryjny Unii Europejskiej polecił w środę wycofać z rynków europejskich kurczaki i jaja pochodzące z ponad 400 belgijskich firm, które wykorzystywały paszę skażoną dioksyną. Decyzja dotyczyła kurczaków, jaj i produktów pochodnych, wytwarzanych między 15 stycznia a 1 czerwca tego roku. Zalecono podobne postępowanie wobec innych produktów, gdy okazało się, że nie tylko drób był karmiony skażoną paszą.
W odpowiedzi na to wezwanie nowy belgijski minister zdrowia Luc Van den Bossche zapowiedział, że wobec wieprzowiny będą zastosowane takie same restrykcje, jak w wypadku jaj i drobiu. Obiecał, że opracuje listę firm, które zakupiły podejrzaną paszę, i wyda zalecenie wycofania ich wyrobów ze sprzedaży. Ponadto w Belgii będzie obowiązywać zakaz uboju świń, a specjalne procedury mają zagwarantować, że trafiająca do konsumentów wieprzowina będzie bezpieczna.
Francuskie Ministerstwo Rolnictwa zablokowało sprzedaż z prawie 80 ferm drobiu z północnej i południowo-zachodniej Francji. Fermy te zaopatrywały się w Belgii w karmę dla drobiu produkowaną przez firmę Versele-Laga. Ta z kolei otrzymała z belgijskiej firmy Verkest partię skażonego dioksyną tłuszczu zwierzęcego. Szef francuskich służb weterynaryjnych Bernard Vallat poinformował, że Ministerstwo Rolnictwa zakazało sprzedaży produktów z 50 innych ferm w promieniu 200 km wokół Dreux. Fermy te kupowały karmę dla drobiu w spółce francuskiej Alimex, która 21 stycznia otrzymała z Belgii partię ponad 25 ton podejrzanego tłuszczu. Dioksyną mogą być skażone również krowy mleczne z kilku francuskich ferm. Dodawanie tłuszczu zwierzęcego do paszy dla bydła jest dozwolone. Obowiązuje jedynie zakaz dodawania protein zwierzęcych do paszy dla krów ze względu na zagrożenie chorobą szalonych krów.Według Vallata, zakazy mają raczej charakter profilaktyczny. Dotychczas we francuskich gospodarstwach hodowli drobiu i bydła nie wykryto żadnych nieprawidłowości.
Inaczej jest w Belgii, gdzie hodowcy drobiu zaobserwowali nagły wzrost liczby padnięć kurcząt i kur. Władze austriackie nakazały konfiskatę 1 400 kg belgijskich produktów drobiarskich, zwłaszcza jaj przeznaczonych do produkcji pasztetu i majonezu. Rząd holenderski podjął decyzję o wstrzymaniu importu z Belgii trzody chlewnej, mięsa i produktów pochodnych. Również władze w Madrycie nakazały wycofać z rynku wszystkie belgijskie produkty pochodzenia zwierzęcego.
Komisja Europejska udzieliła upomnienia Francji i Holandii, które choć wiedziały o skażeniu paszy dla zwierząt rakotwórczą dioksyną, nie poinformowały jej o tym. Te dwa kraje "ponoszą mniejszą odpowiedzialność niż Belgia, ale mimo wszystko są odpowiedzialne" - powiedział Garry Kiely, rzecznik odpowiedzialnego za rolnictwo komisarza Franza Fischlera. Belgia poinformowała o całej sprawie... faksem władze francuskie 3 maja, a holenderskie 12 maja. Komisja Europejska dowiedziała się o problemie dopiero 27 maja. Może to być powodem postawienia Belgii przed Trybunałem Europejskim.
Brukselscy urzędnicy nie zdołali jednak zapobiec najboleśniejszemu ciosowi, który spadł zza oceanu. Rzecznik amerykańskiego Departamentu Zdrowia Chris Church poinformował, że jego inspektorzy otrzymali instrukcję wstrzymania importu mięsa wieprzowego i drobiowego z całej Unii Europejskiej. "Nie widzimy usprawiedliwienia dla całkowitego zakazu importu kurczaków i wieprzowiny z Unii Europejskiej" - powiedział Nigel Gardnder, rzecznik sir Leona Brittana, unijnego komisarza ds. handlu. Import mięsa drobiowego z Belgii wstrzymała również Rosja. Szef departamentu weterynarii Ministerstwa Rolnictwa Wiaczesław Awiłow powiedział, że Moskwa bierze pod uwagę zawieszenie importu drobiu z Francji, Niemiec i Holandii, jeśli otrzyma potwierdzenie, że tam także używano skażonej paszy.
Polscy dyplomaci z Przedstawicielstwa RP przy Unii Europejskiej twierdzą, że władze belgijskie obiecały, iż poinformują ich o wynikach analiz dotyczących obecności dioksyn w tłuszczu świń w ciągu dziesięciu dni. Na razie nie dostarczyły Polsce nawet listy producentów pasz, hodowców drobiu i trzody chlewnej, którzy kupili skażony tłuszcz od firmy Verkest.
Komisja Europejska zapowiedziała zniszczenie belgijskiej wieprzowiny i wołowiny oraz przetworów z tego mięsa, o ile pochodzą ze zwierząt karmionych skażoną paszą. Nowy belgijski minister rolnictwa Herman Van Rompuy ogłosił zakaz przewożenia drobiu, świń i bydła. Zakaz nie dotyczy tranzytu tych zwierząt przez Belgię. Według belgijskiego Ministerstwa Zdrowia, do sprzedawanej w tym kraju paszy domieszano ok. 80 ton skażonego dioksyną tłuszczu.
Komisja Europejska poinformowała, że na liście belgijskich gospodarstw, których inwentarz został skażony dioksyną, znalazło się również ok. 150 gospodarstw produkujących wołowinę i artykuły mleczne. Belgijskie Ministerstwo Zdrowia opublikowało listę produktów, które muszą zniknąć z półek sklepowych. Znalazły się na niej drób i jaja oraz wszelkie ich półprodukty oraz artykuły mogące zawierać mięso drobiowe (koncentraty zup, bulionów, sosów, mrożonki, konserwy, sałatki i wędliny), a także produkty zawierające więcej niż 2 proc. jaj (majonezy, pieczywo delikatesowe, naleśniki, ciasta, gofry, budynie, makarony jajeczne, biszkopty i likier jajeczny typu "Adwokat") i artykuły spożywcze z dodatkiem jaj (w tym żywność dla niemowląt). Część z tych produktów zostanie dopuszczona do sprzedaży po kontroli służb sanitarnych. Minister rolnictwa Herman Van Rompuy powiedział, że kryzys spowodowany aferą z żywnością skażoną dioksynami może poważnie zachwiać budżetem państwa. Rząd belgijski jest pod ogromną presją związków rolniczych, które chcą, by zrekompensować straty hodowców drobiu z powodu wycofania kurcząt ze sprzedaży. Hodowcy z wpływowego związku chłopów flamandzkich Boerenbond szacują, że straty wyniosą 50 mln USD.
Co dzień pojawiają się nowe, bulwersujące informacje. Prasa ujawniła, że już w styczniu w niektórych belgijskich kurzych fermach stwierdzono spadek wydajności niosek i opóźnienia w wykluwaniu się piskląt, co może być skutkiem spożywania przez kury dużej ilości dioksyny. W kwietniu Ministerstwo Rolnictwa uzyskało pierwsze wyniki badań świadczące o nadmiernej zawartości toksyny w paszach, ale utajniło te dane, by uniknąć paniki i kryzysu na rynku mięsnym.
"Mieliśmy już mięso z hormonami, szaloną krowę, ryby z rtęcią, żywność zmodyfikowaną genetycznie. Przyszła kolej na kurczaki z dioksyną" - komentuje dziennik "La Dernieure Heure". Wszystko wskazuje na to, że Chickengate będzie się rozwijać i to zgodnie z zasadą "kuli śniegowej".

Więcej możesz przeczytać w 24/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0