Szkoła interesu

Szkoła interesu

Dodano:   /  Zmieniono: 
Najlepsze przedsiębiorstwa młodzieżowe
Nastoletni biznesmeni wymyślają oryginalne produkty, przeprowadzają badania rynkowe, sporządzają biznesplan, płacą podatki i składki ZUS. Zaawansowany technologicznie multimedialny przewodnik rowerowy po Wyżynie Śląskiej, dzięki któremu można się wybrać na wirtualną wycieczkę po okolicach Tarnowskich Gór, konkuruje ze zwykłą koszulką z nadrukiem: "Jedyne, co mnie trzyma w szkole, to grawitacja".

Średnia wieku prezesów i członków zarządów spółek, które walczyły o tytuł najlepszej firmy uczniowskiej i młodzieżowego miniprzedsiębiorstwa, nie przekraczała 17 lat. - Jestem pełna podziwu dla wyobraźni, pomysłowości i przedsiębiorczości wszystkich uczestników. Myśląc o reformie szkoły, zwracamy uwagę właśnie na to, że absolwent szkoły powinien być zaradny odważny i przedsiębiorczy. Uczestnicy konkursu wyprzedzili reformy i mam nadzieję, że ich w pewnym momencie dogonimy - twierdzi Irena Dzierzgowska, wice- minister edukacji narodowej.
"Tubocisk", czyli plastikowy przyrząd do wyciskania pasty do zębów z tubki, produkuje firma Avant z Zespołu Szkół Ekonomicznych w Gorzowie, ozdobne plakaty do dekoracji wnętrz - firma Q-Back z III LO w Gdyni, lampy i świeczniki - firma Ogniem i Świecą z LO im. Marszałka St. Małachowskiego w Płocku. Kasety z własnymi nagraniami sprzedaje zespół muzyczny Cienix and Korbol Modziules - ich producentem jest K.G. Rekords ze Społecznego LO w Kołobrzegu. Największa konkurencja panuje w sektorze gadżetów, haftowanych poduszek i różnego rodzaju maskotek. Swoje wyroby oferują takie firmy, jak Kicz-Pol, Partaczki czy Chachment. Dystans do własnej działalności, który czasem można dostrzec w nazwie, nie ma bynajmniej wpływu na jakość produktów. Wyjątkowo udane koszyki z bambusa i trzciny są dziełem Partaczek, a koralikowe upominki z Kicz-Polu są równie urocze jak zabawki z Chachmentu czy krokodylki firmy Wally-Gator z V LO w Gdyni ("Jeśli nie chcesz mojej zguby, krokodyla daj mi luby", "See you later, alligator" - to niektóre z haseł wykorzystywanych w kampanii reklamowej).
Sztandarowym produktem firmy BEST-IA (III LO w Gdyni) były togi i czapki dla maturzystów. Pomysł podsunęła koleżanka, która uczyła się przez rok w USA i odbierała świadectwo maturalne w czapce i todze. W tym roku w strojach wyprodukowanych przez tę firmę świadectwa maturalne odbierać będą starsi uczniowie. BEST-IA otrzymała drugą nagrodę w konkursie na najlepsze uczniowskie przedsiębiorstwo.
Regulaminy konkursów były surowe - należało składać comiesięczne raporty finansowe, a w wypadku miniprzedsiębiorstw końcowy raport musiał być sporządzony po polsku i po angielsku (zwycięzcy wezmą udział w europejskim finale w Szwecji). Uczestnicy konkursu na najlepszą firmę uczniowską mieli tylko pięć miesięcy na jej założenie, rozwinięcie i zakończenie działalności, którą mogli prowadzić tylko na terenie szkoły. Mimo to niektórzy z nich zarobili ponad 1000 zł. - Jest to fenomenalny wynik, zważywszy, że mogli oni sprzedawać produkty wyłącznie kolegom w szkole - mówi Sławomir Lachowski, wiceprezes zarządu PKO BP, członek jury. Firmy muszą teraz działać, być szybsze od konkurencji, stosować się do zasady Billa Gatesa: "Biznes szybki jak myśl".
Firmy i młodzieżowe miniprzedsiębiorstwa musiały dopełnić wszystkich formalności: zapłacić podatki, składkę na ZUS, prowadzić dokumentację, a na zakończenie sporządzić bilans. - Przedsiębiorstwa posiadały kapitał zakładowy i musiały się z niego rozliczyć. Były takie, które zrobiły to znakomicie. Ich sprawozdań nie powstydziłaby się profesjonalna firma. Niektóre jednak nie wiadomo, co zrobiły z pieniędzmi - mówi Marek Florczuk, general manager Amway Polska, członek jury oceniającego miniprzedsiębiorstwa.
Nie mniej kłopotów niż prowadzenie dokumentacji sprawiało czasem porozumienie się i współpraca w grupie. W trzynastoosobowej firmie Avant, producencie "tubocisków", po miesiącu działalności omal nie doszło do odwołania zarządu. - Na początku nie mogliśmy się dogadać - opowiadają Agnieszka, prezes firmy, i Krzysztof, dyrektor ds. technicznych. - Nie wszyscy się lubiliśmy, a tutaj nie mogliśmy tego okazać: jak kogoś nie lubię, to czegoś nie zrobię. Musieliśmy się też nauczyć rozgraniczać naukę w szkole od pracy w firmie.

Więcej możesz przeczytać w 24/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0