Europa kontra Milosević

Europa kontra Milosević

Dodano:   /  Zmieniono: 
Gdy fiński prezydent Martti Ahtisaari wrócił z Belgradu, kanclerz Gerhard Schröder czekał na niego już na ulicy
Politycy padli sobie w ramiona, a ich konferencję prasową poprzedziły brawa dziennikarzy - pokój w Kosowie wydawał się już kwestią godzin. Dla jednych był to wystarczający powód, by koloński szczyt Unii Europejskiej nazwać "historycznym wydarzeniem", innym sukces na Bałkanach przesłonił zaniedbania w rozwiązywaniu problemów UE. Prawda jak zwykle leży pośrodku.

Półroczna prezydencja Niemiec w unii nie przypadła na szczęśliwy okres. Najpierw na rząd Schrödera spadła lawina krytyki za nieudolną realizację przedwyborczych obietnic. Kłopoty pogłębiła dezercja eksministra finansów i szefa SPD, Oskara Lafontaine?a. Z kolei Komisją Europejską wstrząsnęły afery, które zmusiły komisarzy do zbiorowej dymisji, a do załatwienia pozostawał pakiet reform. Na domiar złego - gdy w marcu szefowie piętnastki dotarli do Berlina, rozpoczęły się naloty NATO na Jugosławię...
Tym razem paradoksalnie do znalezienia wspólnego języka przez członków unii przyczynił się... Slobodan Milosević. Wobec groźby zaognienia się stosunków międzynarodowych szczyt w Berlinie był skazany na sukces. Mimo wcześniejszego sceptycyzmu, uchwalono Agendę 2000 i zatwierdzono kandydaturę Romano Prodiego na następcę Jacques?a Santera. W siedemdziesiątym drugim dniu nalotów na Jugosławię unia nie mogła sobie pozwolić na rozłam. Ustalono, że wkrótce powstanie urząd koordynatora polityki zagranicznej i bezpieczeństwa UE. "Ministrem spraw zagranicznych" Europy ma być Javier Solana. Pod koniec 2000 r. Unia Zachodnioeuropejska, "ramię zbrojne" Europy, zostanie zintegrowana z UE. W kolońskiej rezolucji uzasadniono, że UE musi umieć samodzielnie rozwiązywać konflikty na naszym kontynencie, "bez podważania strategicznego partnerstwa z USA i NATO".
Duch Milosevicia unosił się też nad postanowieniami o opracowaniu Karty Podstawowych Praw UE, której projekt ma powstać do grudnia 2000 r. Poza tym po powrocie fińskiego wysłannika z Belgradu do Kolonii zapowiedziano, że już w niedzielę do bońskiej rezydencji na Petersbergu przyjadą szefowie MSZ państw G8, by przygotować projekt rezolucji dla Rady Bezpieczeństwa, a po tej formalności rozpocznie się normalizacja życia w Kosowie. Entuzjazm opadł, gdy z Kolonii odleciały ostatnie samoloty z prominentnymi gośćmi. Belgrad wycofał się z wcześniejszych uzgodnień. W nocy z niedzieli na poniedziałek gen. Mi- chael Jackson poinformował o zintensyfikowaniu nalotów NATO. Co więcej, okazało się, że udział Rosjan w kontyngencie KFOR nie jest jeszcze przesądzony. W tych okolicznościach "historyczne" osiągnięcia kolońskiego szczytu stanęły pod znakiem zapytania.


Europejska piętnastka zdołała przemówić jednym głosem w sprawie wspólnej polityki międzynarodowej

Ocena innych rezultatów obrad również nie daje powodów do zachwytów. Wbrew zapowiedziom, nie zajęto się reformami instytucjonalnymi, o których mówi się w unii już od czasu szczytu w Amsterdamie (w 1997 r.). Bez tych reform nie dojdzie do rozszerzenia wspólnoty. Kandydatów do UE zresztą zignorowano - do Kolonii nie zaproszono przedstawicieli polskiego rządu, choćby tylko w roli obserwatorów.
W krajach unii bez pracy pozostaje 18 mln obywateli. Szefowie piętnastki przyjęli tzw. pakiet na rzecz zatrudnienia - postanowili lepiej koordynować politykę pieniężną i finansową oraz przeprowadzać systematyczne konsultacje ministrów finansów z Centralnym Bankiem Europejskim, pracodawcami i pracobiorcami. Hans-Olaf Henkel, szef związku przemysłowców (BDI), stwierdził, że pakiet "robi fatalne wrażenie ze względu na sugestię, że politycy mogą stworzyć miejsca pracy". Dokument nie znalazł uznania ani pracodawców, ani związkowców.
Z najostrzejszą krytyką kolońskiego szczytu wystąpił szef opozycyjnych chadeków, Wolfgang Schäuble. Jego zdaniem, rządy różowej Europy są odpowiedzialne za spadek wartości euro, za "chaotyczną politykę hamującą wzrost gospodarczy" i za "brak jasnej perspektywy szybkiego przyjęcia kandydatów" do unii. Niezależnie od tej częściowo uzasadnionej krytyki szczytów w Berlinie i w Kolonii nie można jednak uznać za bezowocne. Gerhard Schröder tym razem dał się poznać jako niestrudzony negocjator. To głównie dzięki niemu uchwalono Agendę 2000. Również szansa na pokój w Kosowie nie jest stracona. Osiągnięciem Schrödera pozostaje to, że polityka europejska i światowa zaczęła rozgrywać się również w Bonn i w Berlinie. Tyle że to nie wystarczy do zrekompensowania słabnącej popularności różowo-zielonej ekipy w samych Niemczech.

Więcej możesz przeczytać w 24/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0