Prawda i fałsz

Prawda i fałsz

Dodano:   /  Zmieniono: 
Dobra polityka gospodarcza przyczynia się do tworzenia miejsc pracy dla wszystkich. Zła polityka dyskryminuje młodzież, kobiety i starszych
Pod koniec maja uczestniczyłem w sesji OECD poświęconej problemowi wzrostu gospodarczego, zatrudnienia i spójności społecznej. Przedstawiono tam interesujące wyniki badań, z którymi pragnę zapoznać polskich Czytelników, dodając swój komentarz.
Kraje OECD wykazują ogromne zróżnicowanie pod względem poziomu i dynamiki zatrudnienia i bezrobocia. Szczególnie dobre rezultaty (wysokie i rosnące zatrudnienie, niskie bezrobocie) osiągają Stany Zjednoczone (bezrobocie: 4,5 proc. w 1998 r.), Norwegia (3,3 proc.) i Portugalia (4,9 proc.). Do niskiego poziomu zdołały również ograniczyć bezrobocie takie kraje, jak Dania (5,1 proc.), Irlandia (7,8 proc.), Islandia (2,6 proc.), Holandia (4,0 proc.) i Wielka Brytania (6,3 proc.). Mało nowych miejsc pracy oraz wysokie (lub rosnące) bezrobocie to natomiast cecha Niemiec, Włoch i Francji. Bezrobocie w 1998 r. wynosiło w tych krajach odpowiednio: 9,4 proc., 12,3 proc. i 11,9 proc. Jego najwyższy poziom zarejestrowano w Hiszpanii (18,9 proc.), z tym że i tak było ono niższe niż w 1994 r. (24,4 proc.).
Wszystkie kraje OECD działają w ramach tej samej gospodarki światowej, charakteryzującej się rosnącą presją konkurencyjną i globalizacją rynków finansowych. Kraje, które poniosły porażkę w tworzeniu miejsc pracy i w zwalczaniu bezrobocia, nie mogą więc przypisywać jej czynnikom zewnętrznym. Owszem, bywają sytuacje, gdy załamanie się głównych rynków zbytu zwiększa liczbę osób poszukujących pracy w danym kraju. Tak stało się w Finlandii w związku z rozpadem rynku radzieckiego w 1991 r. Bezrobocie wzrosło tam z 3,2 proc. w 1990 r. do 16,8 proc. w 1994 r.! Podobnego wstrząsu doświadczyła w tym samym okresie Polska. Przeciwnicy radykalnych reform w naszym kraju starali się jednak na nie właśnie zwalić winę za wzrost otwartego bezrobocia. Powtórny kryzys gospodarczy w Rosji w 1998 r. też przyczynił się - poprzez gwałtowny spadek naszego eksportu - do zmniejszenia liczby miejsc pracy w Polsce. Wstrząs był na szczęście dużo mniejszy niż w 1991 r., gdyż nasza gospodarka jest już silniejsza i o wiele mniej zależna od wschodnich rynków.
Na dłuższą metę bezrobocia nie importuje się, lecz tworzy się u siebie poprzez złą politykę gospodarczą: nadmierny wzrost płac, duże lub rosnące obciążenia pracodawców, bariery w tworzeniu i rozwoju przedsiębiorstw, rozwiązania socjalne i podatkowe, które zachęcają do pozostawania na zasiłku, a zniechęcają do poszukiwania pracy, politykę makroekonomiczną doprowadzającą do kryzysu i załamania wzrostu gospodarki.
Przy ogromnych różnicach w ogólnych wskaźnikach zróżnicowanie odsetka osób zatrudnionych jest w krajach OECD stosunkowo małe w grupie mężczyzn w wieku 25-54 lat, a bardzo duże w innych grupach: wśród kobiet, wśród młodzieży w wieku 18-24 lat oraz wśród pracowników w wieku 55-65 lat. Oznacza to, że w krajach o wysokim generalnym poziomie zatrudnienia obejmuje ono wszystkie grupy. Natomiast tam, gdzie ogólny wskaźnik zatrudnienia jest niski, konsekwencje braku miejsc pracy spadają głównie na kobiety, młodzież i starszych pracowników. Innymi słowy, dobra polityka gospodarcza przyczynia się do tworzenia miejsc pracy dla wszystkich; zła polityka dyskryminuje młodzież, kobiety i starszych. Czynniki, które rodzą ową dyskryminację, są reklamowane jako rozwiązania dobroczynne. Na przykład wysokie ustawowe płace minimalne - główny postulat niektórych związków zawodowych oraz ugrupowań lewicowych - zniechęcają do zatrudniania młodych robotników, a przez to realnie przyczyniają się do bezrobocia w tej grupie. Podobnie utrudnianie wprowadzania elastycznych form zatrudnienia (w niepełnym wymiarze godzin) szczególnie szkodzi kobietom, gdyż to dla nich właśnie takie rozwiązania są korzystniejsze niż dla mężczyzn.
Aby zapewnić wysoki poziom zatrudnienia we wszystkich grupach, które chcą pracować, trzeba prowadzić dobrą politykę: wzmacniać odporność gospodarki na kryzys, utrzymać niskie fiskalne i biurokratyczne obciążenia pracodawców, zapewniać łatwość tworzenia i rozwoju przedsiębiorstw, umożliwiać dostosowywanie płac i innych warunków pracy do rozmaitych lokalnych warunków itp. Tych mechanizmów nie są w stanie zastąpić rozwiązania socjalne, adresowane jedynie do grup o szczególnie wysokim bezrobociu. Niektóre z nich mogą być wręcz przeciwskuteczne. Na przykład objęcie elastycznymi formami zatrudnienia tylko pracowników nowo przyjmowanych, przy pozostawieniu wysokiego poziomu ochrony tych, którzy wcześniej uzyskali miejsca pracy (wysokie odprawy, skomplikowane przepisy o zwalnianiu pracowników), rodzi niesprawiedliwy podział na "starych" i "nowych" pracobiorców. Co gorsza, ci pierwsi, mając poczucie, że nie ryzykują utraty pracy, mogą forsować nierozsądne żądania płacowe i w ten sposób osłabiać zdolność firm do powiększania liczby stanowisk pracy. Społeczne koszty takiego postępowania - duże bezrobocie - spadną oczywiście na nowych pracobiorców, czyli na ludzi młodych.

Tworzenie dogodnych warunków do zwiększania zatrudnienia jest najlepszą polityką gospodarczą i społeczną


Wbrew lewicowym schematom, główne konflikty interesów nie przebiegają między kapitałem a pracą, lecz pomiędzy różnymi grupami pracobiorców, a zwłaszcza między tymi, którzy mają już miejsce pracy, a tymi, którzy o nie walczą. Związki zawodowe, forsujące rozwiązania chroniące interesy tych pierwszych, zmniejszają szanse życiowe młodzieży i osób bezrobotnych, a na dłuższą metę - osłabiając możliwości rozwoju przedsiębiorstw - szkodzą wszystkim.
Badania OECD obalają rozpowszechniony mit, że zmniejszanie podaży pracy (wcześniejsze emerytury, renty inwalidzkie, odgórne skracanie czasu pracy) pomaga w ograniczaniu bezrobocia. Okazuje się, że w krajach, gdzie podaż pracy rosła, rósł również popyt na pracę ze strony przedsiębiorstw i w efekcie malało bezrobocie. Potwierdza to wcześniejszy pogląd, że najlepszym, wręcz niezastąpionym sposobem na zwalczanie bezrobocia jest tworzenie przedsiębiorcom dogodnych, stabilnych warunków do rozwoju przy dużym wykorzystaniu dostępnych zasobów pracy.
Z badań OECD wynika również, że w krajach o wysokim bezrobociu wysoki był też odsetek osób, które zrezygnowały z zatrudnienia i zarazem nie figurowały w rejestrach bezrobocia. Zachęcanie pewnych kategorii ludzi do zawodowej bezczynności albo zmuszanie do ograniczania czasu pracy nie jest więc rozwiązaniem problemu bezrobocia. Jednocześnie zmniejszając produkcyjny potencjał gospodarki, osłabia to jej rozwój.
Przedstawione wyniki są szczególnie istotne dla Polski. Albowiem to właśnie w naszym kraju forsuje się odgórne ustawowe skracanie czasu pracy jako panaceum na bezrobocie. To u nas popularne są wcześniejsze emerytury i łatwo uzyskiwane renty inwalidzkie jako sposób na powiększanie liczby miejsc pracy dla młodych. Te sposoby, mało skuteczne na Zachodzie, u nas muszą się wręcz przyczyniać do wzrostu bezrobocia. Wynika to z faktu, że w Polsce - w odróżnieniu od wielu krajów OECD - można uzyskać wcześniejszą emeryturę albo rentę z orzeczeniem całkowitej niezdolności do pracy i nadal pracować! Nie ma więc efektu "zwalniania" miejsca pracy, a następuje tylko wzrost wydatków socjalnych, które poprzez presję na utrzymywanie wysokich podatków, duży deficyt budżetowy oraz wypieranie wydatków rozwojowych zmniejszają zdolność przedsiębiorstw do rozwoju i w efekcie przyczyniają się do powiększania bezrobocia, szczególnie wśród młodzieży.
Obrońcy polityki usztywnień gospodarczych i socjalnych, które prowadzą do wysokiego bezrobocia, nie negują już na ogół związku między pierwszym a drugim, lecz przechodzą niejako na drugą linię obrony. Twierdzą oni mianowicie, że wysokie zatrudnienie i niskie bezrobocie zostały osiągnięte kosztem zwiększonego zróżnicowania płac i zmniejszenia poczucia bezpieczeństwa pracowników korzystających z ograniczonej ochrony miejsc pracy. Wspomniane usztywnienia mają więc chronić kraj przed tymi zjawiskami.
Badania nie potwierdzają wyraźnie owych tez. A jednocześnie - co podkreśla się w materiałach OECD - zakres niedostatku i ryzyko moralnej degradacji są dużo wyższe wśród rodzin bezrobotnych niż w rodzinach utrzymujących się z pracy. Lepiej, by młodzi ludzie zaczynali dorosłe życie nawet od nisko płatnej pracy i mieli szanse na awans, niż wchodzili w nie jako bezrobotni i byli narażeni na to, że pozostaną uzależnieni od zasiłku. Trudno więc usprawiedliwić na gruncie moralnym politykę, która utrudnia tworzenie miejsc pracy, a przez to skazuje ludzi na bezrobocie. Tworzenie dogodnych warunków do powiększania zatrudnienia przez przedsiębiorstwa jest najlepszą polityką zarówno gospodarczą, jak i społeczną. Polityka społeczna, która podważa rozwój gospodarki, jest w istocie polityką antyspołeczną.
Powyższe tezy, przedstawione przeze mnie na sesji OECD, zostały szczególnie mocno poparte przez przedstawicieli Wielkiej Brytanii i Holandii, gdzie - według standardowych etykietek - rządzi "lewica". Potwierdza to znany fakt, że "lewica" "lewicy" nierówna, to samo dotyczy "prawicy". Zarówno nasza "lewica", jak i "prawica" mają się od kogo za granicą uczyć. Najważniejsze jest jednak to, że trzeba przestać patrzeć na polską scenę polityczną przez pryzmat owych absurdalnych etykietek, a zacząć szukać na niej ugrupowań, które mają program zapewniający rozwój i wzrost zatrudnienia.
Więcej możesz przeczytać w 25/1999 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0