Bilet powrotny

Bilet powrotny

Dodano:   /  Zmieniono: 
Nasz kraj nadal jest zaliczany do państw, w których szybko można zrobić karierę w biznesie
Do Polski wróciło już ponad 100 tys. emigrantów. Większość z nich przywiozła z sobą pieniądze zarobione za granicą, przede wszystkim na zachodzie Europy i w USA. Próbują je inwestować w kraju. Sukcesy odnoszą ci, którzy oprócz kapitału mają także inny majątek: zdobytą za granicą wiedzę. - Dzisiejsza Polska to raj na ziemi, zwłaszcza dla finansistów i specjalistów od marketingu - mówi wprost Roman Kurowski, emigrant z USA, analityk finansowy.
- Z PRL wyjeżdżało się bardzo łatwo, bo w tamtej Polsce nie było żadnej przyszłości - opowiada Kurowski. - Powroty są o wiele trudniejsze. Kurowski urodził się w Szwecji, lecz pod koniec lat 60. wrócił na studia do Polski. Mieszkał tu - z przerwami na studia handlowe w USA i podróż dookoła świata - do początku 1982 r., kiedy jako obywatel Szwecji musiał opuścić Polskę po ogłoszeniu stanu wojennego. Przeniósł się do Kalifornii, gdzie objął kierownicze stanowisko w dużej korporacji.
Waldemar Opałka (dziś współwłaściciel działającej w Polsce firmy Northern Lights) urodził się w stanie Nowy Jork. Skończył uniwersyteckie studia ekonomiczne, najpierw pracował w księgowości, potem został dyrektorem finansowym dużej firmy. Edward Mier-Jędrzejowicz urodził się w Londynie. Zajmował się tam marketingiem i rozwojem przedsiębiorstw. Z Wielkiej Brytanii pochodzi także Marek Różycki (dziś właściciel firmy konsultingowej Turnaround). - Najpierw chciałem być prawdziwym Anglikiem, często drażniło mnie trudne do wymówienia polskie nazwisko - wyznaje Różycki. W trakcie studiów został jednak wiceprezesem Zrzeszenia Studentów i Absolwentów Polskich w Wielkiej Brytanii. Zaczął się interesować Polską, poprawiać wymowę. Po studiach dostał pracę w Lloyds Bank. Inny z emigrantów, Bogdan Szafrański (dziś wiceprezes Kapsch Polska), w 1985 r. wyjechał do USA na stypendium ufundowane przez AIESEC. Praktykował w kilku firmach, w tym u światowego potentata w produkcji twardych dysków - Western Digital. Zrobił dyplom MBA na Uniwersytecie Kalifornijskim. Podjął decyzję o pozostaniu na emigracji, wkrótce sprowadził do siebie rodzinę. Zenon Arciszewski (dziś prezes spółki Telefonia Polska Zachód) wyjechał z Polski z rodzicami w 1965 r. Miał wtedy 10 lat. Osiedli w USA. Tam skończył college, a potem studia uniwersyteckie z dyplomem MBA. Pod koniec lat 80. był już wiceprezesem ds. operacyjnych w wielkiej sieci hotelowej. Bogusław Podniesiński (obecnie wiceprezes holdingu Intercam Co. Ltd.) tuż po maturze w Polsce wyjechał na studia w New Hampshire w USA. Jego rodzice mieszkali wówczas na Malcie. Skończył uniwersytet i szkołę prawną. Zatrudnił się w jednej z największych amerykańskich firm prawniczych. Pracował dla niej ponad osiem lat. - Zajmowałem coraz wyższe stanowiska, zarobiłem dość duże pieniądze - opowiada Arciszewski.
Andrzej Wojda (właściciel firmy Dr Witt) na początku lat 80. miał w Polsce prosperującą firmę usługową. W 1985 r. sprzedał wszystko i wyjechał do Niemiec. W Hamburgu założył małą firmę handlową. Potem odkupił większą firmę ze sklepem. - Na początku lat 90. przyszły dość duże, nawet na warunki niemieckie, pieniądze - opowiada Wojda. Krzysztof Olszewski (dziś właściciel Neoplan Polska) prowadził w Polsce warsztat samochodowy. W grudniu 1981 r. wyjechał po części zapasowe do Niemiec. Tam zastał go stan wojenny. Zamierzał wkrótce wrócić do kraju, lecz szef budującego się Neoplanu Berlin zaproponował mu atrakcyjną pracę. Niebawem został dyrektorem tej fabryki.
- Im dłużej przebywa się na emigracji, im większe odnosi się tam sukcesy, tym trudniej o powrót - opowiada Roman Kurowski. Część emigrantów zdecydowała się powrócić jeszcze pod koniec lat 80. Wielu z nich, na przykład Zbigniew Niemczycki (prezydent Curtis International), zrobiło wielkie kariery gospodarcze. Większość czekała jednak na zwrot w sytuacji politycznej kraju. - Cały czas obserwowałem, co dzieje się w Polsce. Byłem przekonany, że lada chwila pojawi się tam normalny rynek, normalna konkurencja - wspomina Olszewski. - Najlepiej było wracać na przełomie lat 80. i 90. - mówi Kurowski. - Wtedy karierę mógł zrobić niemal każdy władający angielskim i dysponujący jakąś kwotą w dewizach.
- Myślałem o powrocie już w trakcie "okrągłego stołu", ale akurat dostałem intratny angaż w firmie X Syrius, włączonej do programu tzw. gwiezdnych wojen. Odłożyłem więc marzenia o powrocie - wspomina Szafrański. "Zwariował" - mówiono o Różyckim, gdy napomykał, że chce wyjechać do Polski. W 1990 r. otrzymał telefon z firmy DHL, która zakładała w Polsce swój oddział. Poszukiwali fachowca od finansów, znającego język polski. Trzy tygodnie później był już w Warszawie.
Powroty na większą skalę zaczęły się dopiero wtedy, gdy było jasne, że kierunek zmian w Polsce jest już nieodwracalny. - Pod koniec 1991 r. mama, która wróciła w 1989 r., zaczęła mnie namawiać, abym zrobił to samo. Przekonała mnie - opowiada Podniesiński. Nieco wcześniej, bo w 1990 r., przyjechał do Polski Mier-Jędrzejowicz. Został doradcą w Ministerstwie Łączności. W 1993 r. objął funkcję dyrektora generalnego Centertela. Szafrański przyjechał do Polski dopiero w 1993 r., na wakacje. Otrzymał wtedy propozycję pracy w Ministerstwie Przekształceń Własnościowych. W USA zaczęto akurat redukować wydatki na zbrojenia i jego firma miała coraz mniej zamówień. W listopadzie 1993 r. był już w kraju. W latach 1992-1994 Kurowski przebywał w Londynie, skąd jego firma zarządzała funduszami inwestującymi m.in. w Polsce. - Efekty polskich przedsięwzięć przerastały wszelkie oczekiwania. Wtedy zrozumiałem, że powinienem osiąść w kraju na stałe - opowiada Kurowski. Wrócił pod koniec 1994 r. i został doradcą w Ministerstwie Przekształceń Własnościowych.
Opałka pierwszy raz odwiedził kraj rodziców w 1994 r. - wydelegowany przez firmę, w której pracował. - Zorientowałem się, że stanąłem przed życiową szansą otworzenia własnego interesu - opowiada. Wraz z kolegą założył firmę zajmującą się pośrednictwem dla zagranicznych funduszy. Zainwestował w nią niemal wszystko, co zarobił w USA. W tym samym czasie znalazł się w Polsce Zenon Arciszewski. Jego firma Vanarco uzyskała koncesję na prywatną sieć telefoniczną w województwie gorzowskim. W telefoniczny interes zainwestował kilkaset tysięcy dolarów. Zawarł układ kapitałowy z amerykańskim koncernem telekomunikacyjnym Bresnan. Żona z dziećmi jednak nadal mieszkała w USA. Jeszcze nie mógł się zdecydować na ostateczny powrót. Wojda również wrócił w 1993 r. Początki nie były zachęcające, bo produkująca napoje firma, którą kupił, nie mogła się przebić na rynku. Wycofał się z tego interesu, zaczął myśleć o następnym. Firma Olszewskiego sprzedawała do Polski coraz więcej nowoczesnych, niskopodłogowych autobusów. - Marzyłem o wybudowaniu w Polsce fabryki, ale neoplany ciągle były za drogie dla miejskiej kasy - mówi.


Do Polski wróciło w latach dziewięćdziesiątych ponad sto tysięcy emigrantów

- W biznesie nieraz trzeba zrobić krok do tyłu, aby potem pójść kilka kroków do przodu - opowiada Roman Kurowski. Praca w Polsce, najpierw w Ministerstwie Przekształceń Własnościowych, a potem dla zagranicznego holdingu, dawała poczucie stabilizacji, co jednak nie zaspokajało jego ambicji. Zaczął budować od podstaw telewizję kablową Multimedia Polska, która niebawem miała ok. 180 tys. abonentów. W 1996 r. osiedlił się w kraju. Dziś zajmuje się m.in. optymalizacją finansów różnych przedsiębiorstw. Przed swoim krokiem do tyłu, czyli rezygnacją z doskonale zapowiadającej się kariery prawniczej i przeprowadzką do Warszawy, Bogusław Podniesiński zdołał nawiązać w USA kontakty z kilkoma wielkimi korporacjami. Za pośrednictwem rozrastającego się, prowadzonego przez jego matkę holdingu Intercam wprowadził do Polski m.in. koncern obuwniczy Bata i agencję reklamową Ogilvy & Mother. To był marsz do przodu.
- W wieku 25 lat zostałem dyrektorem finansowym wielkiej firmy. W Wielkiej Brytanii taki awans nie byłby możliwy - przyznaje Różycki. Po kilku latach został szefem polskich oddziałów wielkich koncernów alkoholowych, najpierw Allied Domecq, a potem IDV. Następnie kierował amerykańską firmą Monsanto Polska (produkty spożywcze i farmaceutyki), aż wreszcie za własne oszczędności założył przedsiębiorstwo.
Impulsem dla Olszewskiego była prośba prezydenta Poznania Wojciecha Szczęsnego-Kaczmarka, który zaproponował mu, aby zamiast sprzedawać w Polsce gotowe neoplany, wybudował na miejscu fabrykę autobusów. Właściciele Neoplanu bali się takiego ryzyka. Olszewski zebrał niemal wszystkie swoje oszczędności, namówił do współpracy jeden z polskich banków i sam wybudował fabrykę autobusów. Mniej ryzykował Szafrański, który wkrótce po powrocie do kraju został prezesem Celmy Cieszyn. Doprowadził do restrukturyzacji tego przedsiębiorstwa. Potem trafił do rozbudowującego swoje polskie struktury Kapscha. Coraz lepiej wiodło się Arciszewskiemu, który w 1996 r. sprowadził do Polski rodzinę. - Najpierw miały to być dwa lata - wspomina. Pobyt jednak trwa do dziś. Nie zniechęcony wcześniejszym niepowodzeniem Wojda jeszcze raz zaryzykował. Założył firmę Dr Witt, produkującą soki owocowe w szklanych butelkach. Kupił rezydencję w centrum Warszawy i sprowadził do Polski rodzinę.
Roman Kurowski już zupełnie przywykł do polskich warunków. - W USA musiałbym na swoją obecną pozycję pracować jeszcze wiele lat. Zarabiam więcej niż tam, mam przed sobą ciekawsze perspektywy. Żałuję, że nie wróciłem kilka lat wcześniej - wyznaje. Holding Podniesińskich to obecnie jedno z największych w Polsce rodzinnych przedsiębiorstw. - Nie żałuję, że wróciłem, choć w Polsce nadal kwitnie korupcja i wszechwładza mało kompetentnej biurokracji - ocenia Bogusław Podniesiński. - W biznesie wciąż trzeba się poruszać bardzo ostrożnie. Zdarza się, że obietnice nie są dotrzymywane, a partnerzy w interesach wykorzystują przeciwko sobie luki prawne - zauważa Edward Mier-Jędrzejowicz. Mimo to nie wyjeżdża z kraju. Jest dziś prezesem spółki inwestycyjnej Prima. - Moja firma ma coraz więcej zamówień, coraz więcej zarabiam. Zostaję w Polsce na stałe - mówi Marek Różycki. Firmę Andrzeja Wojdy zalicza się do grona największych udziałowców polskiego rynku soków owocowych. Bardzo dobrze ma się także Northern Lights Waldemara Opałki. - Nigdy nie przywiązuję się do miejsc. W Polsce jest mi jednak coraz lepiej. Być może zostanę tu na stałe - wyznaje Bogdan Szafrański.
Kto powinien wracać, kto może liczyć na sukces w Polsce? - Ci, którzy są bardzo dobrze wykształceni i mają pomysł na dalsze życie. Na pewno odniosą sukces szybciej niż na Zachodzie - twierdzi Zenon Arciszewski. - Teraz trzeba przywieźć z sobą większy kapitał niż na początku lat 90. - uważa Podniesiński. - W przeciwieństwie do Zachodu w Polsce jest jeszcze wiele nisz umożliwiających odniesienie sukcesu - ocenia Różycki. 
Więcej możesz przeczytać w 25/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0