Budżet kompromisów

Budżet kompromisów

Dzień po tym, gdy Komitet Ekonomiczny Rady Ministrów "przyjął do wiadomości ustalenia koalicyjne dotyczące stawek i ulg w podatkach", Ministerstwo Finansów podało informację o podstawowych założeniach przyszłorocznego budżetu naszego państwa
Produkt krajowy brutto ma wzrosnąć o 5,6 proc. Oznacza to, że wyniesie on 680 mld zł, po raz pierwszy przekraczając - w przeliczeniu na mieszkańca - cztery tysiące dolarów w stosunku rocznym. Dolar ma kosztować w przyszłym roku 4,26 zł, co oznacza dwuipółprocentową dewaluację, znacznie niższą od przewidywanej inflacji, która ma spaść do 5,7 proc. Nadal także będzie się zmniejszać - do 1,87 proc. produkt krajowy brutto - deficyt budżetowy.

Tyle wiadomo na razie. Nie jest to wiele, ale i te informacje pokazują, że polityka fiskalna w roku dwutysięcznym będzie bardzo trudna. Spróbujmy odszyfrować sygnały zawarte we wskaźnikach tempa wzrostu, inflacji i skali deficytu budżetowego. Odnosząc je do ogłoszonej przed dwoma miesiącami przez Leszka Balcerowicza "Strategii finansów publicznych i rozwoju gospodarczego Polska 2000-2010", można zauważyć, że są one zgodne z optymistycznym, aktywnym wariantem strategii, zakładającym osiągniecie długookresowej stopy wzrostu wynoszącej 7-8 proc. Bez wątpienia jest to dynamika rozwoju niezbędna, by zmniejszać dystans dzielący nas od Europy. "Niezbędna" nie znaczy jednak "na pewno możliwa". Zwłaszcza w sytuacji ujawniania się silnych zewnętrznych i wewnętrznych barier rozwoju. O tym, jak ambitne są założenia przyszłego budżetu, najłatwiej się przekonać, porównując je z analogicznymi wskaźnikami przyjętymi w ubiegłym roku i z aktualną prognozą wyników tego roku sporządzoną przez Ministerstwo Finansów.
W budżetowej układance najtrudniejszy do ulokowania będzie zapewne klocek oznaczający deficyt budżetowy. Redukcja deficytu o 0,28 proc. PKB oznacza zmniejszenie wydatków budżetowych o 2 mld zł. Co więcej, rezygnacja z tej kwoty występuje łącznie ze znanymi zmianami podatkowymi. A zmiany te, przypomnijmy, polegają na podwyższeniu efektywnych stawek podatku od dochodów osobistych (łącznie zapłacimy 782 mln zł więcej, co oznacza, że nasze obciążenia podatkowe wzrosną o 3,5 proc. lub - jak kto woli - efektywna stopa opodatkowania zwiększy się z 17,5 do 18,1 proc.) i obniżeniu o 4 punkty procentowe (z 32 do 28 proc.) stopy podatku dochodowego od osób prawnych. Na tej redukcji budżet straci ponad 2 mld zł. W sumie zatem zmiany podatkowe obniżą dochody budżetu o prawie 2,1 mld zł, co oznacza, że licząc łącznie z zaplanowaną redukcją deficytu, budżet w przyszłym roku będzie miał do wydania o 4 mld zł mniej.


W roku 2000 PKB na mieszkańca po raz pierwszy przekroczy w Polsce cztery tysiące dolarów

Całkowite dochody przyszłorocznego budżetu mają wynieść 137,5 mld zł, czyli nominalnie o 6 proc. więcej niż w tym roku (realnie będzie to niemal tyle samo). Wydatki budżetu oszacowano na 150,2 mld zł (nominalnie jest to o 5,7 proc. więcej, wydatki zatem rosną w tempie równym wzrostowi cen).
To, że w przyszłym roku zmniejsza się redystrybucja dochodu narodowego przez budżet, jest - z ekonomicznego punktu widzenia - jego silną stroną. Mamy bowiem taką oto odważną i ryzykowną, ale spójną koncepcję polityki fiskalnej: redukujemy opodatkowanie przedsiębiorstw i - dzięki redukcji deficytu - obniżamy inflację i oprocentowanie kredytu. Za te bardziej sprzyjające inwestowaniu warunki firmy odwdzięczają się szybszym wzrostem produkcji i zmniejszeniem szarej strefy.
Z ekonomicznego punktu widzenia jest to logiczne. Na ekonomii świat jednak się nie kończy. Poza nią (a często ponad nią) jest jeszcze polityka. Już w tym roku, przy budżecie, który będziemy wspominać jako zasobny, słychać wielki płacz, zgrzytanie zębów i Leppera stawiającego kosę na sztorc. Rok przyszły, przy nadciągających milowymi krokami wyborach, będzie jeszcze lepszym momentem do wystrajkowania dodatkowych pieniędzy. Będzie to także rok, w którym wielu polityków (także z rządzącej koalicji) zacznie odczuwać pokusę wystąpienia w roli św. Mikołaja i obdarowania prezentami rolników (27 proc. elektoratu), górników (silni, zwarci, gotowi), nauczycieli i pracowników służby zdrowia (z rodzinami to prawie 3 mln głosów) i kilku innych głośno protestujących grup zawodowych.
Tak naprawdę, ten znany od lat "koncert życzeń i złorzeczeń" już się rozpoczął. Jeszcze nie wysechł atrament na podpisach pod umową koalicyjną, a już większych pieniędzy dla budżetu zaczęli się domagać Jacek Rybicki i Wiesław Walendziak, tradycyjnie wsparci przez ministra Kropiwnickiego.

Michał Zieliński


Jarosław Bauc
wiceminister finansów


Budżet na 2000 r. jest konstruowany w zupełnie nowych warunkach. Jest to związane z wprowadzeniem kilku reform i nowej ustawy o finansach publicznych. Ponadto do dziś odczuwamy konsekwencje zmniejszonej aktywności gospodarczej z przełomu lat 1998-1999, spowodowanej pogorszeniem się koniunktury u naszych głównych partnerów. Jeszcze silniej dotknął polską gospodarkę kryzys w Rosji i prawie całkowite załamanie się handlu z tym krajem.
Zakładamy, że w przyszłym roku gospodarka będzie się rozwijać w tempie 5,6 proc., a średnioroczna inflacja wyniesie 5,7 proc. Te dwie kategorie decydują o bazie dochodów budżetowych. To, w jakim zakresie owa baza wpłynie na dostępne w budżecie fundusze, zależy głównie od systemu podatkowego. Reforma podatkowa przewiduje likwidację zwolnień z VAT dla usług komunalnych i trzyprocentowy podatek VAT na nie przetworzone towary rolne. Znacząco winna wzrosnąć akcyza na tytoń, gdyż jest znacznie niższa niż w krajach unii. W mniejszym stopniu zwiększy się akcyza na paliwa.
Wzrost obciążeń podatkami pośrednimi zostanie skompensowany znaczącą obniżką podatków bezpośrednich. W przyszłym roku podatek dochodowy od osób prawnych będzie zredukowany do 28 proc. Ulgi inwestycyjne zostaną zastąpione nowymi korzystniejszymi zasadami naliczania amortyzacji. Równolegle rozpocznie się reforma PIT - przy nie zmienionych progach i stawkach zniknie większość ulg i pojawi się dopłata na drugie i kolejne dzieci.
Po przystąpieniu do UE budżet zasilą unijne fundusze pomocowe - 4-6 mld euro rocznie. Jest to jednak uwarunkowane zaangażowaniem własnych pieniędzy w wysokości ok. 40 proc. tej sumy (1-1,5 proc. dzisiejszego PKB). Należy też oczekiwać napływu bezpośrednich inwestycji zagranicznych. Rozwiązaniem idealnym dla sektora finansów publicznych byłoby wygospodarowanie nadwyżki budżetowej mogącej neutralizować napływ kapitału zagranicznego. W 2000 r. zmniejszenie deficytu nie będzie jeszcze spektakularne. Deficyt sektora rządowego szacujemy na 12,7 mld zł, a całego sektora publicznego - na 16,65 mld zł (2,45 proc. PKB). W 2003 r. chcemy zredukować deficyt budżetu państwa do 0,17 proc.
Dochody budżetu i limit deficytu tworzą pułap wydatków państwa. Priorytetowe w przyszłym roku będą wydatki o charakterze prorozwojowym - związane z reformami strukturalnymi rolnictwa, górnictwa, reformą emerytalną (ok. 8 mld zł), a także na obronność, bezpieczeństwo, badania naukowe i edukację.
Okładka tygodnika WPROST: 25/1999
Więcej możesz przeczytać w 25/1999 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0