Kapelusze z głów

Kapelusze z głów

Aga Khan przestrzegała kobiety przed bezmyślnym wystawianiem ciała na zabójcze działanie słońca. Nie ukrywała, jaką cenę zapłaciła, nadążając za modą - by być młodą, opaloną i przez to pożądaną
Kilkadziesiąt lat temu mężczyźni nosili nakrycia głowy, które już na pierwszy rzut oka odróżniały ich od kobiet. Ściągali kapelusze z głów na powitanie i zakładali je ponownie, gdy dama im przyzwoliła. Był to jeden z powodów, by mężczyznę podziwiać. Za co? Za bycie mężczyzną. A za co można podziwiać kobiety kilka miesięcy przed końcem wieku? Za bycie sobą, a konkretniej - za odwagę bycia sobą. Do końca.

Tuż przed śmiercią króla Husajna w jego najbliższym otoczeniu huczało od plotek. Dotyczyły nie tylko stanu zdrowia monarchy, ale przede wszystkim jego żony, królowej Noor. W miesięczniku "Vanity Fair" pojawiły się spekulacje, że ma nieślubne dziecko o ciemnym kolorze skóry, jest w sposób chorobliwy rozrzutna i ogromne sumy umieszcza na kontach zachodnich banków. Posądzano ją o powiązania z CIA, o brak opieki nad narkotyzującymi się podobno dziećmi i o to, że jej ojciec był Arabem, a matka Żydówką. Wszystko po to, by osłabić jej pozycję po śmierci monarchy. "W naszym regionie kobiety z wyższych sfer nie podejmują pracy. Królowa Noor sprawiła, że inne kobiety poczuły się niezręcznie. Stąd to poczucie, iż nie jest jedną z nas" - mówi chcąca zachować anonimowość informatorka z najbliższego kręgu Husajna. Królowa Noor nie zawiodła się tylko na jednej osobie, własnym mężu, którego w walce z chorobą wspierała przez lata. Nie przeszkadzało mu, że była Amerykanką, że nie zamierzała ograniczyć charytatywnej aktywności i - wreszcie - była od niego o parę głów wyższa. Za to też kobiety podziwiają mężczyzn. Zwłaszcza tych, którzy nie są monarchami i o wiele trudniej przychodzi im pokonanie własnych kompleksów. Za to również mężczyźni szanują kobiety, gdy te nie zważają na ich słabości. Nawet te wymierne w centymetrach.
Trzydziestotrzyletnia Ruth Picardie, angielska dziennikarka, zmarła na raka piersi. O tym umieraniu napisała przejmującą książkę "Before I Say Goodbye", w której punkt po punkcie opisała, oceniła i przewartościowała swoje życie. "Kiedy masz trzydzieści dwa lata, ważysz o dziesięć kilo za dużo i łapie cię depresja z powodu plamy na kanapie, i tak możesz sobie pogratulować, że masz męża potrafiącego ugotować pastę i mającego jeszcze wszystkie włosy na głowie, roczne bliźniaczki przesypiające całą noc, a twoja kariera na nowo się rozwija. A za tydzień robisz wywiad z George?em Clooneyem". W takich prozaicznych okolicznościach Picardie dowiaduje się, że ma zaawansowane stadium raka piersi i w najlepszym razie plamą na kanapie będzie martwiła się jakieś pięć lat.
Jak przeżyć ten czas? W rozpaczy, na walce czy zapisywaniu każdej ważnej chwili, każdego przeżytego dnia? Jak? Trzeba się spieszyć i napisać o sobie jak najwięcej - zdecydowała Picardie. Tylko wówczas zostanie się w pamięci córeczek, za małych, by dzisiaj zrozumieć stratę. O tym, że to nie takie łatwe, też pisze śmiertelnie chora kobieta. W chwilach beznadziei nie sięga już po medycynę niekonwencjonalną, nie "zatruwa" życia innym, nie liczy na załamanego męża, lecz wydaje krocie na suknie, kosmetyki i to wszystko, czego zazwyczaj sobie żałujemy. I pisze.Widząc i zapisując świat taki, jakim był, jakim nie był i jakim nigdy już nie będzie. "Zatrzymała" w ten sposób w czasie postać młodej, pięknej i mądrej mamy. Walki i momentów zbytku starczyło Picardie zaledwie na rok. Umarła po drugich urodzinach bliźniaczek. Kapelusze z głów.
Nie ma już też czterdziestodwuletniej prapraprawnuczki cesarzowej Marii Teresy, Pilar Gooess. Ozdoby międzynarodowych salonów, modelki, współwłaścicielki prestiżowego magazynu "H.O.M.E", wolontariuszki na rzecz bośniackich dzieci. Należała do tych tysięcy młodych kobiet, które - jak napisał po jej śmierci jeden z tygodników - mimo ostrzeżeń latami "pracowały" na złotą opaleniznę. Zachorowała na raka skóry i o życie walczyła sześć lat. Nie było przy niej ukochanego mężczyzny, pozostali dawni przyjaciele. Między innymi Aga Khan, z którym spędziła osiem lat. "Kochałam go i wiedziałam, że jest dla mnie odpowiednim mężczyzną, lecz odeszłam. Nie wyobrażałam sobie życia w jego cieniu. W cieniu jakiegokolwiek mężczyzny. Miałam duszę hipiski". Do końca przestrzegała kobiety przed bezmyślnym wystawianiem ciała na zabójcze działanie słońca. Nie ukrywała, jaką cenę zapłaciła, nadążając za modą - by być młodą, zawsze opaloną i przez to pożądaną.
W majowym numerze czasopisma "Vogue" zamieszczono wspomnienie przyjaciółek o zmarłej na raka Liz Tilberis. Miała pięćdziesiąt dwa lata. Była wydawcą angielskiego "Vo- gue?a", a potem "Harper?s Bazaar". Podobnie jak Ruth Picardie, wiedząc o chorobie, zaczęła pisać książkę "No Times to Dies". Nawet przyjaciele byli wstrząśnięci otwartością, z jaką zdecydowała się opisać swoje życie. Począwszy od bezskutecznej walki o posiadanie potomstwa, na seksie skończywszy. Tilberis była przeświadczona, że zachorowała na raka, gdyż latami poddawała się farmakologicznemu leczeniu bezpłodności. Chciała ostrzec kobiety przed potencjalnym niebezpieczeństwem. Chociaż zawsze w takich momentach dodawała, że nawet gdyby lekarze poinformowali ją o potencjalnym zagrożeniu, i tak poddałaby się leczeniu. Tak bardzo chciała mieć dzieci. I w końcu miała - dwóch zaadoptowanych synów. Kapelusze z głów.

Małgorzata Domagalik
Okładka tygodnika WPROST: 25/1999
Więcej możesz przeczytać w 25/1999 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0