Władza mecenasów

Władza mecenasów

Nie należy dawać adwokatom władzy nad sędziami, bo to wbrew naturze
Gdy zastanawiałem się, komu przekazać jakieś dobre słowo, podpowiedź przyniosło samo życie. W Warszawie adwokaci urządzili kameralne spotkanie z dziennikarzami, bo są trochę zaniepokojeni nie najlepszym wizerunkiem palestry w prasie. Myślę jednak, że gdy oderwać się od ukształtowanego w części opinii publicznej negatywnego stereotypu adwokata (cyniczny i chciwy, gorliwie broni bandziorów, a lekceważy sprawy zwykłych, szarych ludzi), o polskiej adwokaturze da się powiedzieć wiele dobrego. Weźmy na przykład temat "Adwokat w polityce".

Zacznę od dość zagadkowej kwestii natury ogólnej: dlaczego w wielkich rewolucjach prominentne role przypadają adwokatom? Byli nimi przecież Robespierre, Lenin, Castro - last but not least - mecenas Olszewski. Może to oni właśnie z racji swojego zawodu najlepiej widzą ucisk i opresję reżimu, bo często bronią ofiar systemu, nonkonformistów i buntowników. A przecież są wykształceni i potrafią być świetnymi, płomiennymi mówcami, łatwo zdobywają poklask i entuzjazm tłumów. Dwa wieki najnowszej historii Polski dały polskim adwokatom wiele okazji, by się zasłużyć krajowi. Powstania w XIX w., odzyskanie niepodległości, II Rzeczpospolita, ostatnia wojna, aż wreszcie najnowsze czasy "Solidarności". Nie będę wymieniał nazwisk adwokatów "Solidarności", bo mógłbym o kimś zapomnieć. Kolejna walka o wolność i niepodległość i kolejna piękna karta polskiej adwokatury. Wygląda jednak na to, że adwokaci lepiej sprawdzają się w walce z reżimem niż w sprawowaniu władzy. Chyba bycie u władzy pozostaje w sprzeczności z istotą ich zawodu. Bo adwokatura jako korporacja zawodowa z natury rzeczy bardziej jest w konflikcie z władzą niż z nią współdziała. Tak przynajmniej było i nadal jest w Europie kontynentalnej, a zupełnie inaczej w Stanach Zjednoczonych. Nie przypadkiem europejskie totalitaryzmy próbowały zniszczyć niezależną adwokaturę, bo stanowiła poważną przeszkodę w sprawnym działaniu machiny represji. Łatwiej było władzy podporządkować sobie inne zawody prawnicze: sędziów, prokuratorów, radców prawnych, notariuszy, komorników czy wreszcie nauczycieli akademickich. Adwokaci przysparzali kłopotów, bo najmniej byli od władzy uzależnieni. Myślę, że w warunkach wolności i demokracji dobrym miejscem dla adwokatów jest parlament. W końcu - jak sama nazwa wskazuje - jest to miejsce, gdzie trzeba mówić, a któż to potrafi czynić lepiej od czcigodnych członków palestry. W polskim parlamencie jest ich ciągle za mało, ale z czasem będzie chyba coraz więcej. Nasze miejscowe doświadczenie zdaje się natomiast pouczać, że we władzy wykonawczej szanowni mecenasi radzą sobie nieco gorzej. Świadczy o tym nie tylko przykład premiera Olszewskiego, ale także nieudany - moim zdaniem - eksperyment z adwokatami w kierownictwie resortu sprawiedliwości. Będąc ministrami lub wiceministrami sprawiedliwości, popadali nieuchronnie w konflikty z sędziami i prokuratorami, bo chyba musieli odreagować lata poniżenia na salach sądowych. Nie należy zatem dawać adwokatom władzy nad sędziami i prokuratorami, bo to wbrew naturze. Pewnym wyjątkiem od tej reguły są adwokaci, których nazwę prezydenckimi. Widzę już Wasze ironiczne uśmiechy: "Teraz będzie chwalił samego siebie". Może trochę i tak, ale zacznę od słynnego przed wojną Stanisława Cara, którego nazywano Jego Intierprietatorskim Wieliczestwom. Służył wiernie Józefowi Piłsudskiemu i jego obozowi. Wpisałem się chyba trochę w tę tradycję, skoro w opublikowanym kiedyś na łamach "Rzeczpospolitej" wspomnieniu biograficznym o Stanisławie Carze napisano, że to, co czynił przed wojną, dziś nazwalibyśmy "falandyzacja prawa". Poczet prezydenckich adwokatów w dwudziestowiecznej Polsce zamyka mecenas Ryszard Kalisz, szefujący dzisiaj kancelarii prezydenta Kwaśniewskiego. Ma jednak spokojnego klienta i łatwiejsze nieco warunki zewnętrzne. I oczywiście świetnie sobie daje radę. Czy będzie adwokatem prezydenta w następnym stuleciu, jeszcze nie wiadomo.
Okładka tygodnika WPROST: 25/1999
Więcej możesz przeczytać w 25/1999 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0