O roku ów!

O roku ów!

Dodano:   /  Zmieniono: 
Co zrobiliśmy, aby polska ziemia się odmieniła, aby była wolna i piękniejsza?
Tylko tym Mickiewiczowskim zawołaniem-westchnieniem potrafię wrócić do pamiętnego roku 1979, gdy staliśmy na placu Zwycięstwa w Warszawie i słuchaliśmy słów papieża. Po latach samotnych wysiłków niewielkich grup opozycyjnych, które próbowały się przebić z wolnym słowem, Ojciec Święty mówił je tysiącom zniewolonych, ale mających poczucie wolności. Te słowa o Polsce i Europie, których nie można sobie wyobrazić bez Chrystusa, wypowiedziane urbi et orbi obudziły poczucie siły i godności. Rok później narodziła się "Solidarność" - związek zawodowy obywateli pozbawionych własnego państwa.
Dzisiaj, dwadzieścia lat później, powtórzenie przez papieża słów: "Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi! Tej ziemi!", może dla każdego czterdziesto- i pięćdziesięciolatka być okazją do świeckich rekolekcji. Co przed i po owym roku zrobiliśmy, aby polska ziemia się odmieniła, aby była wolna i piękniejsza? Gdzie duch zstąpił? Kto czekał na cud przemiany, a kto pomagał Panu Bogu, aby mu się udało? Dwie dekady, które interpretował papież w czasie ostatniej pielgrzymki, były dekadami wielkiej pracy. Nie ma innych cudów.
Przyjemność wieku dojrzałego polega na tym, że można mieć dobre wspomnienia (przykrość tego wieku jest cieniem pierwszego zdania: nie ma się dobrych wspomnień). Gdy stałem w 1979 r. na placu Zwycięstwa, byłem już kimś odnowionym. Jako Maciej Poleski opublikowałem kilka miesięcy wcześniej w paryskiej "Kulturze" debiutancki esej polityczny zatytułowany "Wolność w obozie". Opisywałem w nim PRL jako kraj podwójnego życia, w którym walka toczy się o to, aby to drugie, podskórne i prawdziwe życie uczynić pierwszym - w pełni legalnym. Widziałem PRL jako niezmiennie ten sam łagier, ale starych więźniów i starych strażników. Równowagę strachu i terroru zastąpiła gra. Nasz los zależał od tego, jaką rolę wybraliśmy: zwykłych więźniów czy funkcyjnych. Zakończyłem ten tekst przepowiednią o wyzwoleniu obozu: będzie on wolny, gdy do każdego z więźniów dotrze wolne słowo, a partyjny dziennik "Trybuna Ludu" będzie przez wszystkich bojkotowany. Wówczas pokonamy totalitarny dylemat bezsiły: jaki rząd, taka opozycja.
W pamiętnym 1979 r., stojąc w tłumie na placu Zwycięstwa, dzisiaj Piłsudskiego, należałem do nielicznych nie uczestniczących w tej mszy w jej wymiarze religijnym. Ale należałem do mniejszości, która od lat domagała się prawa głosu dla milczącej większości i dlatego słowa papieża chłonąłem z takim wzruszeniem. Być może wierni słuchający po dwudziestu latach w tym samym miejscu słów: "Niech zstąpi Duch Twój ...", myślą: oto słowo ciałem się stało. Tak było, ale nie był to cud, lecz praca dla wolności. Wolności, której by nie było bez "Solidarności". Cudem nie będzie również tak potrzebna dzisiaj przemiana, która pozwoli większości zobaczyć ograniczenia naszej wolności - tymi wartościami, o których mówił papież dwadzieścia lat później. Potrzebujemy dziś pracy nad naszym duchem narodowym, który bardziej jest dziś narodowym niż duchem.
Więcej możesz przeczytać w 25/1999 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0