Napój z wkładką

Napój z wkładką

Dodano:   /  Zmieniono: 
Według danych Państwowej Inspekcji Handlowej, w roku 1998 normom nie odpowiadało przeszło 57 procent napojów
Skąd w butelkach z wodą "Bonaqua" wzięła się pleśń? Ron Pugsley, dyrektor generalny Coca-Cola Poland Beverages, wyjaśnił, że dostała się do wody ze zbyt długo przetrzymywanych u klientów i w magazynach (czasem nawet pół roku) szklanych butelek zwrotnych. Skażenia nie wykrył nadzór sanitarny, lecz - po reklamacji klienta - laboratorium zakładowe, zaś koncern sam zawiadomił o tym resort zdrowia. Ujawniono też, że pleśń znaleziono w innych napojach rozlewanych do szklanych butelek o pojemności 0,33 litra (0,4 proc. badanych opakowań). Producent podjął decyzję o wycofywaniu ze sklepów napojów w szklanych opakowaniach: wody "Bonaqua", fanty orange, fanty lemon, toniku "Kinley", coca-coli light oraz coca-coli. Wstrzymał także ich produkcję w rozlewniach w Środzie Śląskiej oraz w Łodzi. Napoje w szklanych opakowaniach stanowią ok. 12 proc. produkcji Coca-Coli. Normom jakościowym nie odpowiada także partia wody "Bonaqua plus" - w plastikowych opakowaniach typu PET o pojemności 0,5 litra.
Krzysztof Wilk, zastępca wojewódzkiego inspektora sanitarnego we Wrocławiu, poinformował, że kolonie pleśni w napojach z wytwórni w Środzie Śląskiej to grzyby z rodzaju penicillium - są żywe i namnażają się w dogodnych warunkach. - Napoje z pleśnią nie nadają się do spożycia, gdyż zagrażają zdrowiu i są niezgodne z polską normą - mówi Janina Stefańska, dyrektor Departamentu Zdrowia Publicznego MZiOS. - W jakim stopniu toksyczne są pleśnie znalezione w butelkach napełnionych w Środzie Śląskiej, wykażą dalsze badania.


Pleśnie

Najgroźniejsze, silnie rakotwórcze, są aflatoksyny - pleśnie wykrywane na orzeszkach arachidowych, figach, wiórkach kokosowych i rodzynkach. Do Polski najczęściej trafiają z bakaliami indyjskimi. Szkodliwe dla zdrowia mogą też być toksyny w pleśniach powstałych na powierzchni nieprawidłowo przechowywanej żywności: pieczywie, przetworach owocowo-warzywnych, owocach, serach, sałatkach, a nawet napojach. Zjadanie produktów z pleśnią nie wywołuje natychmiastowych zatruć, może natomiast powodować choroby ujawniające się po wielu latach.

Po ujawnieniu wypadków zatrucia napojami Coca-Coli w Belgii i Holandii w wielu polskich sklepach (na przykład w markecie Auchan w Piasecznie, w pawilonie Rema przy al. Niepodległości w Warszawie, w sklepie Tradycyjny przy ul. Ordynackiej w Warszawie, w katowickim Grosiku) sprzedaż tych produktów nie spadła. W bytomskim markecie HIT popyt na nie zmienionym poziomie utrzymał się dzięki akcji promocyjnej. Zdaniem Marka Żurawskiego, kierownika działu w warszawskim markecie Géant, sprzedaż napojów Coca-Coli nawet wzrosła. Minimalne zmniejszenie popytu sygnalizowały elbląski Cent oraz Real w Poznaniu. O 10 proc. zmniejszyła się sprzedaż napojów Coca-Coli w Centrum Handlowym E. Leclerc przy ul. Aspekt w Warszawie, a o 20 proc. w krakowskim markecie HIT. Bydgoski As odnotował spadek sprzedaży o ok. 30 proc., jednak zamierza odrobić straty dzięki przygotowywanej z dużym rozmachem promocji. Real w Nowym Sączu stara się zapobiegać znacznemu zmniejszeniu sprzedaży, nie tylko obniżając cenę, ale także wręczając drobne upominki, na przykład darmowe zdjęcia klientów z produktami Coca-Coli. W markecie Piotr i Paweł w Poznaniu zmniejszenie popytu na napoje Coca-Coli tłumaczą natomiast złą pogodą.
W Polsce żywność badana jest przez sanepid, Państwową Inspekcję Handlową, inspekcję weterynaryjną, inspekcję skupu i przetwórstwa artykułów rolnych. W praktyce kontrola przeprowadzana jest raz, dwa razy w roku. Po negatywnych wynikach kontroli sanitarnej w placówkach handlowych w pierwszej kolejności karany jest kierownik sklepu. Zezwala na to ustawa o inspekcji sanitarnej z 1985 r. (karze się "winnego wprowadzenia do obrotu" wadliwego towaru). Wysokość mandatu zależy od wielkości zakwestionowanej partii, często nie przekracza jednak 50 zł. Kary nakładane przez kolegia ds. wykroczeń wynoszą 300-500 zł. Największe straty po kontroli PIH ponosi producent dużych partii zakwestionowanego towaru: odprowadza do urzędu podatkowego dwukrotność ich wartości. W 1998 r. w rozlewni Coca-Coli w Środzie Śląskiej przeprowadzono trzy kontrole, tyle samo w pierwszym półroczu 1999 r. Od czasu wykrycia pleśni inspektorzy sanitarni są tam właściwie codziennie.
Co siódma skontrolowana w 1998 r. przez sanepid partia napojów (badano 25 tys. próbek) nie nadawała się do picia. Przeważnie wykrywano w nich nadmierną liczbę bakterii, w tym bakterie coli, lecz także zakazane barwniki i konserwanty, a nawet ołów. Z kolei według danych Państwowej Inspekcji Handlowej, w ubiegłym roku polskiej normie nie odpowiadało ponad 57 proc. napojów (badano 979 partii). Kontrolę przeprowadzono w 157 rozlewniach i 85 hurtowniach. 16,4 proc. towarów miało wady jakościowe: nieodpowiedni smak, zmętnienie, zanieczyszczenia, niewłaściwe proporcje składników, a także niedozwolone konserwanty i barwniki. Na etykietach 47 proc. butelek brakowało pełnych i rzetelnych danych o zastosowanych surowcach oraz dodatkach, umieszczono natomiast informacje wprowadzające w błąd konsumenta.
Więcej możesz przeczytać w 28/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0