Ruch w więzieniu

Ruch w więzieniu

Dodano:   /  Zmieniono: 
Konspiratorzy w państwie Gomułki
Rok 1970 przeszedł do historii jako rok obalenia nieudolnej ekipy Władysława Gomułki. Była to ostatnia już grupa rządzących Polską komunistów, w której skład wchodzili także ludzie ideowi, na swój sposób wybitni, poważnie traktujący ideologię marksizmu-leninizmu. Bez wątpienia najwybitniejszym z nich, a także najwybitniejszą postacią w całym polskim ruchu komunistycznym od czasów KPRP do SdRP pozostaje Władysław Gomułka. W nie dokończonych "Pamiętnikach" (t. I i II, Warszawa, 1994 r.) dokonał interesującego i - jak na komunistę - w miarę uczciwego rozrachunku z przeszłością. Ale 1970 r. to także rok, w którym przez rozpoczętą 20 czerwca w Warszawie i Łodzi falę aresztowań Służba Bezpieczeństwa rozbiła antykomunistyczną podziemną organizację, nazwaną przez prowadzących śledztwo "Ruch". Nazwa ta została później przyjęta przez samych aresztowanych.

Fenomen "Ruchu" polegał na podjęciu w warunkach całkowitej bierności i zastraszenia społeczeństwa działalności konspiracyjnej. "Ruch" był działającą przez pięć lat podziemną organizacją, która w szczytowym okresie skupiała ponad 100 osób. Już sam tak długi okres działalności, wydawanie dwóch czasopism - "Biuletynu" i "Informatora" - przeprowadzenie akcji napisów na murach w Łodzi, zdobycie z państwowych instytucji kilku powielaczy i kilkunastu maszyn do pisania, zniszczenie tablicy z wizerunkiem Lenina na Rysach jest swoistym rekordem, biorąc pod uwagę rozbudowę służb specjalnych i policyjny charakter państwa. Dlatego w wewnętrznym opracowaniu Departamentu Szkolenia i Doskonalenia Zawodowego MSW panowie Aleksander Muszyński i Kazimierz Sławiński, niejako usprawiedliwiając nieudolność SB, piszą: "Służba Bezpieczeństwa badała przyczyny tak późnego ujawnienia nielegalnej organizacji "Ruch". Przedstawiamy badania przeprowadzone przez Służbę Bezpieczeństwa w Łodzi. Stwierdzono, że członkowie "Ruchu" znali się od szeregu lat... W zasadzie nie było wśród nich ludzi przypadkowych. Pod tym względem stanowili jakby zamkniętą grupę"
W tajnym opracowaniu do użytku wewnętrznego esbeccy autorzy tak oceniają działalność "Ruchu": "Wkrótce po wydarzeniach z marca 1968 r. doszło w naszym kraju do ponownej próby organizowania działalności zwróconej przeciwko władzy ludowej... Działalność tę podjęła grupa osób głównie z terenu Warszawy i Łodzi, która posługując się przywłaszczonymi z różnych instytucji państwowych powielaczami i maszynami do pisania, rozpoczęła wydawanie nielegalnego "Biuletynu". Działając w porozumieniu, utworzono nielegalny związek pod nazwą "Ruch". Związek ten istniał od roku 1968 do 1971. Jego pracami kierowali Andrzej Czuma - prawnik, jego brat Benedykt - inżynier i Stefan Niesiołowski - asystent Wydziału Biologii Uniwersytetu Łódzkiego. Osoby te podjęły działalność zmierzającą do urzeczywistnienia celu, jakim było obalenie ustroju przemocą" (Jan Czerniakiewicz, Tadeusz Zybała, "Wybrane zagadnienia działalności sił antysocjalistycznych wobec organów bezpieczeństwa i porządku publicznego w Polsce Ludowej", Warszawa, 1981 r.).
Fenomen "Ruchu" polegał także na tym, że został on utworzony przez ludzi nie znających innej rzeczywistości niż komunistyczna. Wprawdzie do "Ruchu" należało też kilku żołnierzy AK i WiN, najwybitniejszym z nich był sądzony wspólnie z Janem Rzepeckim w 1947 r. Marian Gołębiewski, ale nie oni decydowali o programie i charakterze organizacji. Ludzie tworzący "Ruch" okazali się całkowicie odporni na komunistyczną propagandę. Nie złamały ich lata przeżyte w więzieniach, o czym świadczy następująca charakterystyka pochodząca z przeznaczonego do użytku wewnętrznego MSW opracowania: "Zdecydowana większość oskarżonych w czasie rozpraw sądowych potwierdziła swą przynależność i udział w działalności "Ruch", wykazując przy tym zrozumienie szkodliwości swego postępowania. Buńczucznie natomiast zachowywali się głównie Czumowie, Niesiołowscy, Gołębiewski i Morgiewicz, chociaż wszyscy przyznali się do uczestnictwa w "Ruchu", ale działalność swoją usiłowali przedstawić w duchu patriotycznym, jakoby dla dobra Narodu Polskiego" (Roman Szczerbiński, "Wybrane zagadnienia antysocjalistycznej działalności w kraju", Warszawa, 1980 r.). Nieustępliwość przywódców "Ruchu" była na tle innych zachowań opozycyjnych wyjątkowa. Bardzo trudno odpowiedzieć, co o tym zadecydowało. Ale w moim wypadku było to z pewnością głębokie przeświadczenie, że Polską rządzą kryminaliści, fałszerze historii, sowieccy agenci. Do tego dochodziła świadomość strasznej krzywdy wyrządzonej mojej rodzinie, wypędzonej z domu, zepchniętej do nędzy, a także zamordowanie przez UB brata matki - Tadeusza Łabędzkiego.
Założenia programowe "Ruchu" wyznaczały cele, do których wielu intelektualistów dochodziło przez 20 i więcej lat i do których jedni dotarli po powstaniu "Solidarności", inni po wprowadzeniu stanu wojennego, jeszcze inni dopiero w 1989 r., a niektórzy nie dotarli po dziś dzień. Autorzy tego programu odrzucali wiązanie jakichkolwiek nadziei z walkami frakcyjnymi wewnątrz PZPR czy z hasłami typu "socjalizm tak, wypaczenia nie". Dla "Ruchu" był to komunistyczny bełkot. I dlatego w dokumentach programowych znalazły się stwierdzenia: "Należy przywrócić władzę narodowi, a odebrać ją kierownictwu PZPR, zlikwidować Front Jedności Narodu, zastąpić rady narodowe samorządami terenowymi, rozwiązać PZPR, SD, ZSL i reaktywować PPS i PSL, zlikwidować Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk oraz wszelką cenzurę, rozwiązać CRZZ i powołać nowe związki zawodowe". Postulowaliśmy "powołanie Trybunału Rzeczypospolitej dla osądzenia tych, którzy podejmowali decyzje państwowe sprzeczne z polską racją stanu, bądź tych, którzy byli pracownikami przestępczych organizacji (np. urzędów bezpieczeństwa). Polska ma być wolnym państwem w sojuszu z wyzwolonymi suwerennymi państwami Europy Środkowo-Wschodniej (...), zdecydowanie bronimy zasady zupełnej swobody nauczania Kościoła. (...) Głosimy eliminację z życia politycznego narodu działalności partii o programie totalitarnym, faszystowskim, partii głoszących nienawiść klasową i walkę klas, nienawiść społeczną, dyktaturę grup czy klas, napiętnujemy przynależność do takich nieludzkich i wstecznych społecznie i rozwojowo grup, partii i poglądów. Prowadzą one, jak wskazuje aktualna i niedawna przeszłość, do zbrodni, czasów pogardy, demoralizowania i deprawowania społeczeństwa, nienawiści, strachu, poniżenia i osamotnienia".
W analizie rezultatów śledztwa prokurator J. Parada z Departamentu II Nadzoru nad Postępowaniem Przygotowawczym stwierdza: "Wyniki dotychczasowego śledztwa pozwalają na wyprowadzenie jednoznacznych wniosków co do oblicza politycznego związku. U jego podstaw dostrzec należy m.in. wrogi socjalizmowi stosunek kierowniczego i organizatorskiego aktywu związku, ukształtowany bądź w domu rodzicielskim (Czumowie), bądź w toku poprzedniej działalności skierowanej przeciwko władzy ludowej (M. Gołębiewski). (...) Działalność związku, a także wytyczone przed nim cele - nakierowane były świadomie przeciwko najżywotniejszym interesom Państwa i Narodu Polskiego, zarówno w płaszczyźnie polityki zewnętrznej, jak i stosunków wewnątrzpaństwowych".
Historia "Ruchu" to także dobry przykład tego, z jakim trudem nawet antykomuniści rozstawali się z pojęciem socjalizmu. Podczas swojego procesu w styczniu 1950 r. wybitny przywódca narodowo-demokratycznej młodzieży, dziś honorowy prezes Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego, Wiesław Chrzanowski, mówił, że pozostaje w równym dystansie do socjalizmu i kapitalizmu. Na temat socjalizmu tak mówili na sali sądowej przywódcy "Ruchu": Andrzej Czuma: ""Ruch" walczył o podstawowe rzeczy. Nie wpychał się z podziałami na socjalizm i kapitalizm, lewica i prawica"; Benedykt Czuma: "Nie mogliśmy dążyć do obalenia ustroju socjalistycznego, ponieważ jesteśmy jego zwolennikami"; Stefan Niesiołowski: "Zarzucano mi, że chciałem obalić socjalizm w Polsce. Raz jeszcze stwierdzam, że jest to niesprawiedliwy zarzut, zarzut gołosłowny. (...) Jeśli chcieliśmy obalić socjalizm, to znaczy, że chcieliśmy restauracji kapitalizmu w Polsce. Nie zarzucono nam tego nigdzie, bo to nonsens tak ewidentny, że aż śmieszny". Nawet dla nas nie było do końca jasne, czy możliwe i słuszne jest odbudowanie kapitalizmu i co to dokładnie miałoby znaczyć. Mimo odporności na jakiekolwiek złudzenia związane z ulepszaniem socjalizmu, wydawało się wówczas co najmniej błędem politycznym dodatkowe pogłębianie społecznej izolacji poprzez otwarte nawoływanie do przywrócenia kapitalizmu. W tym względzie skuteczność komunistycznej propagandy okazała się zdumiewająca.
"Ruch", nawiązując do organizacji powojennego podziemia, starał się nie kopiować ich działań. Wypełnił pewną polityczną pustkę, jaka powstała w końcowym okresie gnuśnych rządów Gomułki. I podzielam opinię mecenasa Stanisława Szczuki, który wskazując na ławę oskarżonych, stwierdził: "Ci młodzi ludzie uratowali honor polskiej inteligencji".
20 czerwca 1970 r. odjeżdżałem w otoczeniu agentów SB w swoją kosmiczną podróż. Tak dobrze znane ulice Łodzi były już nieskończenie daleko. To, co czułem, to przede wszystkim ogromny strach i wielki żal. Dobrze oddaje stan ducha policyjne zdjęcie zrobione kilka dni później w areszcie na Rakowieckiej. Wydawało mi się wówczas, że może się zdarzyć wszystko, ale nie to, iż na końcu tej drogi, za 19 lat, czeka niepodległa Polska.

Więcej możesz przeczytać w 28/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0