Sami swoi

Sami swoi

Dodano:   /  Zmieniono: 1
Czy Naszej Telewizji grozi bankructwo?
Należąca do spółki Polskie Media Nasza Telewizja zanotowała w 1998 r. ponad 40 mln zł strat. W ciągu półtora roku od uruchomienia stacji udziałowcy stracili ok. 80 mln zł. Oglądalność Naszej TV ledwie przekracza 1 proc., co na polskim rynku telewizyjnym uznawane jest za wynik katastrofalny. W innych stacjach taki wskaźnik oznaczałby co najmniej konieczność wymiany zarządu, w Naszej TV do zeszłego tygodnia żadnych zmian nie przeprowadzano. Stacją rządziła grupa biznesmenów, którzy ją zakładali, a najwięcej do powiedzenia miał prezes Henryk Chodysz. Posiadali oni niewiele ponad 30 proc. udziałów, ale blokowali wszelkie zmiany, gdyż w ich dyspozycji znalazł się pakiet akcji uprzywilejowanych. Dzięki temu Henryk Chodysz i jego najbliżsi współpracownicy na telewizji zarabiali, inni - nie. Pieniądze za wynajem biur Naszej TV, służbowych samochodów itp. trafiały do spółek kontrolowanych przez Chodysza. Umowy najmu prezes podpisywał praktycznie sam z sobą. Do tego pobierał co miesiąc wynagrodzenie w wysokości 200 tys. zł. Dwa tygodnie temu większościowym udziałowcom udało się jednak powołać nowy zarząd, już bez Chodysza, i zarejestrować go w sądzie.
Konkurenci dziwią się, że stacja jeszcze istnieje: dochodów nie przynosiła od początku swojego istnienia, a od pewnego czasu nie otrzymuje pieniędzy ani za emisję reklam, ani za retransmisję jej programu przez inne stacje. Kilka tygodni temu Nasza TV na kilka dni zniknęła z anteny. Spółka RSTV, za której pośrednictwem transmitowano program, przerwała nadawanie, gdyż nie dostawała za to zapłaty. Do dziś udało się wznowić emisję jedynie z trzech nadajników - w Warszawie, Krakowie i Chełmie (wcześniej program transmitowano z jedenastu nadajników). Naszej TV nie transmitują już także - wcześniej współpracujące z nią - lokalne stacje w zachodniej Polsce, zrzeszone w sieci Odra.
Ostatnio systematycznie spadała oglądalność stacji, wydatki na płace jednak rosły. Przykład dał Henryk Chodysz, który wystąpił do rady nadzorczej o podwyżkę swego uposażenia. Powód? Jak twierdził, zarabiał za mało, zważywszy zaangażowanie oraz odpowiedzialność za funkcjonowanie firmy. W lutym tego roku rada uznała racje najważniejszego akcjonariusza, a dodatkowo przyznała mu premię za ostatni kwartał ubiegłego roku - kilkaset tysięcy złotych.
Nasza TV właściwie nie posiada majątku. Sprzęt nabyto na zasadzie leasingu, budynki i służbowe samochody są wynajmowane - przeważnie od spółek kontrolowanych przez Henryka Chodysza. Na przykład mercedes, którym jeździ prezes, został najpierw wzięty w leasing przez firmę jego żony, a potem wynajęty Polskim Mediom. Podobnie jest ze Studiem Agnes, zlokalizowanym w centrum Warszawy (przy ul. Szpitalnej). Budynek wynajęła od właściciela firma H&B, a następnie podnajęła go - znacznie drożej - Polskim Mediom. Umowę pomiędzy H&B i Polskimi Mediami podpisywał Henryk Chodysz, ale jako reprezentant H&B. Z dokumentów znajdujących się w sądzie rejestrowym wynika, że to właśnie Chodysz jest jej prezesem. W podobny sposób firmy Chodysza zarabiają na wynajmowaniu Polskim Mediom innych pojazdów i nieruchomości.
Polskie Media zamknęły ubiegły rok stratą przekraczającą 40 mln zł. Koszty działania firmy sięgnęły prawie 53 mln zł, z tego na wynagrodzenia wydano ponad 7,3 mln zł, a przeszło 22 mln wypłacono innym firmom za różnego rodzaju usługi. W koszty wliczono także straty wynikające z wahań kursów walut, darowizny, a nawet napiwki dla kelnerów. Straty mają być pokryte z zysku wypracowanego przez firmę w kolejnych latach - takie były oficjalne plany poprzedniego kierownictwa spółki. Nie wiadomo, czy Henryk Chodysz będzie realizował je osobiście, jak zapowiadał. Mimo odwołania go z zarządu, kontrakt menedżerski, który zawarł ze spółką, uniemożliwiał wcześniejsze zwolnienie go z firmy. O wszystkim zadecyduje sąd.
Inni udziałowcy spółki Polskie Media (nie godzący się z polityką finansową Henryka Chodysza) dysponowali wprawdzie większością akcji firmy - spółka Trans Media Group oraz firma Pro Cable (kontrolowana przez Mariusza Waltera) posiadali łącznie 64 proc. udziałów - na walnym zgromadzeniu akcjonariuszy nie mieli jednak nawet 40 proc. głosów. Udziałowcom związanym z Henrykiem Chodyszem - jako założycielom spółki - przysługiwały, o czym już była mowa, akcje uprzywilejowane. Tymczasem zainwestowane przez Pro Cable i Trans Media Group pieniądze dotychczas się nie zwracały. Dlatego m.in. Nasza TV straciła dochody z reklam. Sprzedażą emitowanych na jej antenie reklam zajmuje się bowiem odrębna spółka, w której 50 proc. udziałów ma Trans Media Group. Od pewnego czasu spółka ta - broniąc własnych interesów - nie przekazuje zarobionych pieniędzy do kasy stacji. Nasza TV jest też poważnie zadłużona: na koniec ubiegłego roku długi sięgały 50 mln zł. Stacja zalega z płatnościami, m.in. firmom, które organizowały jej kampanie reklamowe i badały oglądalność stacji. Ponadto okazało się, że od lutego firma nie płaciła honorariów i innych opłat (m.in. na ZUS) - zobowiązania z tego tytułu wynoszą ponad 2, 5 mln dolarów.
Jeszcze kilka miesięcy temu możliwa wydawała się znacząca poprawa oglądalności i wizerunku stacji. Prawie wszyscy udziałowcy chcieli podwyższenia kapitału spółki i wprowadzenia inwestora strategicznego. Miała nim być niemiecko-luksemburska firma CLT-UFA, współwłaściciel stacji RTL 7. Od września ubiegłego roku w prime-time obu stacji pojawił się nawet wspólny program. Wiele wskazywało więc na to, że współpraca obu telewizji będzie się pomyślnie rozwijać. 30 maja odbyło się walne zgromadzenie akcjonariuszy, na którym miano podwyższyć kapitał spółki i wprowadzić do niej CLT-UFA.
W rzeczywistości Henryk Chodysz i związani z nim udziałowcy zasłaniali się tylko niemiecko-luksemburską firmą, by osiągnąć własne cele na walnym zgromadzeniu akcjonariuszy. Od pewnego czasu Chodysz prowadził bowiem sekretne negocjacje z innym zachodnim konsorcjum - luksemburskim SBS - i właśnie tę firmę chciał wprowadzić do spółki jako nowego udziałowca. Już miesiąc przed walnym zgromadzeniem Henryk Chodysz podpisał z SBS wstępną umowę, która przewidywała, że Luksemburczycy po podwyższeniu kapitału spółki obejmą w niej 33 proc. akcji. Aby zapewnić sobie kontrolę nad całą firmą, SBS miała też objąć 49 proc. akcji w innej kontrolowanej przez Henryka Chodysza spółce, będącej akcjonariuszem Polskich Mediów. Dzięki tej umowie SBS mogłaby przejąć również całkowitą kontrolę nad produkcją i emisją programów. Wynajęta przez SBS kancelaria prawna przelała już z tego tytułu na konto Naszej TV ok. 2 mln dolarów.
Udziałowcy stacji do końca mieli być nieświadomi tego, że na inwestora strategicznego nie wybrano CLT-UFA, lecz SBS, a prawdy dowiedzieliby się dopiero po podjęciu decyzji o podwyższeniu kapitału. Planu tego nie udało się zrealizować, gdyż udziałowcy nie zgodzili się na podjęcie uchwały o podwyższeniu kapitału dopóty, dopóki nie dowiedzą się, kim jest tajemniczy inwestor. Wreszcie pozbyli się samego prezesa. Henryk Chodysz zapowiada odwołanie się od tych decyzji, szanse ma jednak niewielkie, gdyż nowe władze zarejestrował już sąd. Stację czekają zapewne wkrótce procesy, bowiem Nasza TV nie zapłaciła RTL 7 za emitowany wspólnie program. Z roszczeniami finansowymi zgłaszają się też zewnętrzni producenci oraz pracownicy stacji.

Więcej możesz przeczytać w 28/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 1